Witryna Czasopism.pl

nr 19 (245)
z dnia 5 października 2009
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

ASYMETRIA PAMIĘCI

1.

Powie czy nie powie, wspomni czy nie wspomni, przeprosi czy po raz kolejny przemilczy, zasłoni się murem eufemizmów czy też wreszcie zdobędzie się na szczerość? Te i podobne pytania zdominowały dyskusję przed obchodami 70. rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej. Była ona kolejnym polem, na którym obserwować mogliśmy z bliska rywalizację konkurencyjnych projektów pamięci: nie tylko nietożsamych ze sobą, ale czasem i wyraźnie sprzecznych. Przeszłość obciąża teraźniejszość, która nie umie sobie z nią poradzić. Przeszłość staje się częścią teraźniejszości, wciąż na nowo przetwarzaną, wykorzystywaną i dopasowywaną do zmieniających się okoliczności. Historia splata się z polityką, od polityki w dużej mierze jest uzależniona. Temat stał się popularny w środowiskach akademickich, od dłuższego już czasu obrasta w sążniste analizy, nadal jednak pozostaje zagadnieniem ryzykownym; budzi emocje dużo silniejsze niż inne rozważania akademików. Nie da się go bowiem zatrzasnąć w ramach jakiejkolwiek teorii, bezpiecznie zapakować w poważny i naukowy dyskurs, który ukrywałby przed odbiorcą fakt, iż tak naprawdę wszystko, co pamięci dotyczy, dzieje się tu i teraz, na jego oczach. A zagadnienie dopóki będzie kontrowersyjne, dopóty będziemy mieli poczucie, że dotyka nas ono osobiście.

Po „Przeglądzie Politycznym” [95 (2009)] – żywo na ogół reagującym na bieżące debaty – można się było spodziewać numeru w formie analitycznego komentarza do wspomnianych polemik. Tak się też stało, tyle że redaktorzy przenieśli te rozważania na metapoziom, rezygnując z bezpośrednich nawiązań o charakterze rocznicowym, które zarysowane są tu właściwie symbolicznie. Pytanie, które stawiają najostrzej, jest odwróceniem tego, które przywykliśmy sobie zadawać. Druga wojna światowa jawi się tu jako nadal nie do końca przemyślany problem, zjawisko, z którym wciąż nie umiemy się zmierzyć i rozliczyć. Mozolnie rozpisujemy pamięć poszczególnych grup, społeczności i narodów, skrzętnie jednak unikając odpowiedzi na pytanie, co to naprawdę znaczy: o czym staramy się zapomnieć, na jakim fundamencie budowana jest wspólna – przynajmniej w teorii – pamięć powojennej Europy?


2.

Clou numeru – polecam od niego rozpocząć lekturę – stanowi blok tekstów, zatytułowany Powojnie. O kondycji naszych czasów. Jest on przede wszystkim obszerną prezentacją prac Tony'ego Judta, namysłem nad jego poglądami – po części wyrażonymi w Powojniu (polskie wydanie ukazało się pod koniec zeszłego roku), po części zaś w późniejszych jego książkach. Judt – historyk XX wieku i aktywny komentator aktualnych wydarzeń w jednej osobie – rozpisuje w swoich szkicach własną, krytyczną wizję miejsca i roli pamięci w naszej rzeczywistości. Najmocniejszą z jego tez można by zapewne rozpisać następująco: inflacja pamięci, wyrażająca się w masowym wręcz prześciganiu się w upamiętnianiu (stawianiu pomników, wmurowywaniu tablic, budowaniu kolejnych muzeów), stanowi tylko przykrywkę dla pragnienia zapomnienia, więcej – dla ciągle się dokonującego procesu zapominania. Równie szkodliwe – zdaje się mówić – mogą być i histeryczne zakleszczenie w przywoływaniu przeszłości, i narodowa amnezja. Judt pokazuje, w jaki sposób instrumentalizowana była i jest pamięć zbiorowa o wojnie odpowiednio w Europie Zachodniej i Wschodniej, z konsternacją omawia licytację na cierpienia. Jego rozważania o pamięci nie są jednak zawieszone w próżni. Służą mu za podstawę do zadania kilku pytań, które rozwiną polemizujący z nim dyskutanci. Jak w XX wieku zmieniała się idea Europy i europejskości? (Z tą koncepcją zmierzy się Paweł Śpiewak). Czy to Shoah powinno stać się nowym mitem fundacyjnym zbiorowej pamięci o wojnie, jedyną być może kwestią, nad którą jesteśmy w stanie pochylić się zgodnie i wspólnie? (Rozwinięcia tego problemu domagał się będzie Jan Tokarski). Kim są dzisiaj intelektualiści, jakie są ich miejsce i rola?

Dla Judta najważniejszy kłopot z pamięcią da się rozpisać w sposób – wydawałoby się – zupełnie banalny: nie umiemy odrobić lekcji XX wieku, odmawiamy jej przyswojenia, udając, że wszystko to jest już tylko przeszłością. Sęk w tym, że przeszłość ta nas konstytuuje (nawet jeśli niczego się z niej nie nauczyliśmy), bez niej nas nie ma – zapominając o niej, tracimy klucz do nas samych.


3.

Monika Milewska oraz Bronisław Baczko (jego tekst jest przedrukiem ze znanych już polskiemu czytelnikowi Wyobrażeń społecznych) poruszają jednocześnie problem, który z pozoru tylko pozostaje na marginesie rozważań o pamięci. Ich tematem są żywoty równoległe Hitlera i Stalina, skomplikowana problematyka budowania charyzmatu. Tym samym zajmują się momentem kształtowania nowej pamięci zbiorowej, której początkiem stać ma się stworzenie obrazu charyzmatycznego wodza. Sięgają więc do punktu zero, ponawiając pytanie o to, w jaki sposób niepozorna jednostka zmienić się może w człowieka obdarzonego tak niebezpieczną władzą. Badają historię zbiorowych uwiedzeń, masowej hipnozy. Być może wnioski dotyczące społeczeństwa niemieckiego i radzieckiego są nawet ciekawsze od uwag o ich przywódcach. Niewątpliwie interesująca jest już sama perspektywa przyjęta przez autorów tekstów.

Milewska o Hitlerze pisze w kontekście mesjanizmu, pokazując, w jaki sposób zastosował on do siebie chrześcijańską i żydowską tradycję, odpowiednio nią manipulując i przykrawając do własnych potrzeb. Chciałabym przede wszystkim zwrócić uwagę na materiały źródłowe, którymi ten tekst jest ilustrowany: często podkreślamy religiopodobny charakter komunizmu, starannie zacierając fakt, że i w nazizmie wątek ten jest bardzo wyraźnie obecny.

Baczko bada fenomen Stalina, który charyzmatyczny stał się wbrew okolicznościom, wbrew wrodzonym cechom charakteru. Autora Wyobrażeń społecznych zastanawia więc fenomen sztucznego wykreowania charyzmatu, parafrazując – jest to inżynieria duszy charyzmatycznej.


4.

Od dawna już jest „Przegląd” miejscem, w którym toczą się jedne z ciekawszych debat o literaturze; debat na temat książek istotnych, na ogół pomijanych przez pisma typowo literackie. Książek drażniących i niepokojących czytelnika, pozwalających (bądź też wyraźnie się tego domagających) na lekturę osadzoną w szerszym kontekście – przede wszystkim historii idei. Nie jest nowa w wypadku tego pisma problematyka pamięci, nie dziwi także stałego czytelnika – mogącego chociażby przywołać blok poświęcony Łaskawym Litella – fakt, że spora część z tych rozważań bazuje na materiale literackim.


5.

Sebalda początkowo w Polsce przemilczano. Pierwsze tłumaczenia jego książek nie spotkały się właściwie z żadnym odzewem i sytuację zmieniło dopiero opublikowanie Austerlitza, powieści żywo komentowanej. Dziś jednak bardziej jeszcze może obecny jest on dzięki tomowi Luftkrieg und Literatur – niedawno w „Kronosie” (3/2008) pisał o nim Piotr Nowak, w „Przeglądzie” z tematem zmierzył się Jacek Leociak. Poruszenie tego właśnie tematu w numerze, który ma ambicję dotknięcia problemu pamięci o wojnie, jest znamienne. Redaktorzy zrezygnowali z przywoływania tekstów, nawet prowokujących do dyskusji, na temat niemieckiej odpowiedzialności, zdecydowali się zaś na podkreślenie tematu, który do dzisiaj budzi żywe emocje: prawa do pamięci niemieckich ofiar (lub – pamięci o niemieckich ofiarach). Ofiar, dodajmy, przede wszystkim cywilnych; tych, którzy zginęli w trakcie alianckich bombardowań niemieckich miast. To bowiem jest tematem Sebalda, który w całej swojej twórczości badał problematykę różnych wymiarów Zagłady, tożsamości tych, którzy musieli się z jej konsekwencjami zmierzyć, i sposobu pamiętania. Luftkrieg... jest w dużej mierze oskarżeniem niemieckiej literatury o grzech zaniechania, o niepodjęcie tematu, którym się zająć należało, a który wypierany był stanowczo ze zbiorowej świadomości, przez lata całe skazywany na przemilczenie.

Jacek Leociak w podsumowaniu napisze o książce Sebalda, że „była początkiem całego procesu uwalniania doświadczenia przeszłości od psychicznych blokad i politycznej poprawności, prowadzącego do rekonstrukcji narodowej pamięci”. Warto wczytać się w wywiad z Sebaldem, który jest tego tekstu uzupełnieniem, pokazuje on bowiem, że luk takich było zdecydowanie więcej. Jest zapisem Sebaldowskiej wizji niemieckiej historii, ale również mechanizmu funkcjonowania pamięci w ogóle. W moim odczuciu należy się z nim zapoznać chociażby po to, aby móc spokojnie zapytać, czy literatura polska naprawdę poradziła sobie z doświadczeniem wojny.


6.

„W lutym 1961 roku powieść [Życie i los – M.Sz.] została aresztowana. Grossman zadzwonił do mnie i dziwnym, nieswoim głosem powiedział: »Przyjeżdżaj natychmiast«. Natychmiast pomyślałem, że stało się coś złego, nie przyszło mi jednak do głowy, że aresztowano książkę. Za mojej pamięci nie zdarzyło się nic podobnego. Pisarzy, owszem, aresztowano chętnie, ale rękopisy konfiskowano dopiero po ich aresztowaniu, nie zaś – przed!” – relacjonował przyjaciel Grossmana, Siemion Lipkin.

O Życiu i losie, którego polskie tłumaczenie ukazało się stosunkowo niedawno, szybko zrobiło się głośno. Zachwycał epicki rozmach powieści, jej monumentalny wymiar, frapowała zawiła historia wydania. Można jednak zapytać, czemu dyskusja na jej temat pojawia się właśnie na łamach „Przeglądu” – tym bardziej, że właściwie nie jest dyskusją o samej książce?

Z rozbudowanego wyboru tekstów, dotyczących zresztą bardziej samego Grossmana niż jego najważniejszego utworu, poleciłabym szczególnie jeden: esej Jerzego Czecha – tłumacza Życia i losu. Artykuł ten, mający w dużej mierze charakter biograficzny, jest przydatnym wprowadzeniem, które pozwala na bardziej swobodne poruszanie się po pozostałych, głównie wspomnieniowych, wypowiedziach opublikowanych w bieżącym numerze „Przeglądu”. Można przeczytać cały ten zbiór jako opowieść o kondycji pisarza w ustroju totalitarnym. Wydaje się jednak, że ciekawszy jest inny porządek lektury, taki, w którym życie mocniej splata się z twórczością. Polecam esej Czecha także dlatego, że omawia on rozliczne perturbacje związane z opublikowaniem pierwszej części dylogii – Za słuszną sprawę. Jest opowieścią o kompromisach, na które musiał pójść autor, skoro chciał, żeby powieść kiedykolwiek ujrzała światło dzienne. Jeżeli jednak spróbować przyjrzeć się problemowi w kontekście głównego tematu numeru, na plan pierwszy można wysunąć wątek inny niż ten wyróżniony przez redaktorów; skoncentrować się nie na aresztowaniu powieści (w takim rozumieniu byłaby to bowiem tylko konsekwencja), lecz na przemianach w widzeniu historii, zachodzących w samym Grossmanie. Historiozofia bowiem, której wyrazem staje się Życie i los, zasadniczo różni się od poglądów wyrażonych w pierwszej części. Wymaga to od czytelnika „Przeglądu” nieco więcej wysiłku, czytania pod włos, wyławiania interesujących informacji w poszczególnych szkicach czy wywiadach, ale w ostatecznym rozrachunku wydaje mi się to bardziej satysfakcjonujące od podążania za myślą, czasem nazbyt apologetyczną, autorów, którzy gotowi są Grossmana wspominać z czułością i niejakim rozrzewnieniem. (Poniekąd zresztą zrozumiałym, jeśli wziąć pod uwagę fakt, iż w większości są to głosy jego najbliższych i przyjaciół).

Taka idąca pod prąd lektura stać się zaś może przyczynkiem do zastanowienia się nad tym, w jakim kierunku szła w ZSRR zmiana myślenia o stalinizmie i samym Stalinie, o problemie jego odpowiedzialności. Przydatnym kontekstem do takich rozważań będzie nie tylko tekst Baczki z tego samego numeru, ale i dający do myślenia szkic przewodniczącego rosyjskiego Memoriału Arsenija Roginskiego pt. Pamięć o stalinizmie.


7.

„Przegląd” jest, jak zawsze zresztą, interesujący. Szczególnie zaintrygował mnie jednak Tony Judt. Bliska jest mi przede wszystkim jego refleksja na temat niebezpieczeństwa, jakie kryć może w sobie pamięć; niebezpieczeństwa nadużyć i manipulacji. Jeżeli po lekturze tego numeru na takie zjawiska jak polityka historyczna będziemy patrzeć zarówno bardziej świadomie, jak i z większym dystansem, to na pewno warto uważnie go przeczytać.

Małgorzata Szumna

Omawiane pisma: „Przegląd Polityczny”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
ZABAWNA PRZEMOC
MY, EUROPIANIE
DALEKO OD NORMALNOŚCI

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt