Witryna Czasopism.pl

nr 15 (241)
z dnia 5 sierpnia 2009
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

ANDRZEJ STASIUK JEDZIE DO ROSJI

„Anglia jest wyspą. Anglia nie jest temu winna, ale ja też nie”, mawiał ponoć Charles de Gaulle. Parafrazując cytat – za to Andrzej Stasiuk jest pisarzem i wydawcą. W wywiadzie opublikowanym na łamach „Nowej Europy Wschodniej” twarz wydawcy ujawnia zwłaszcza wtedy, gdy rozmawia o książce Daniela Kaldera Zagubiony kosmonauta [Rosja: wielka depresja. Z Andrzejem Stasiukiem rozmawia Ireneusz Dańko, „Nowa Europa Wschodnia” 3-4 (5) 05/08 2009]. Joe, Yoshi i Daniel – bohaterowie wyprawy po zapomnianych częściach Federacji Rosyjskiej – to Trzej Muszkieterowie współczesnej podróży. W Kazachstanie na Pierwszym Międzynarodowym Zjeździe Antyturystów podejmują stosowną uchwałę powołującą do życia „Antyturystykę”. Kim jest antyturysta? „Gardzi wygodami”, „unika miejsc uznanych za atrakcyjne”, „wybiera zawsze niewłaściwą porę roku” i „szuka piękna na zwykłej ulicy”. Joe wyznacza kolejne miejsca podróży nie po to, by poznać zabytki i kulturę, lecz dlatego, że pragnie zobaczyć prawdziwą „nicość”. Podróże – jak uważają główni bohaterowie – już nie kształcą. „Antyturysta wierzy, że można podróżować w kółko, a i tak się niczego nie zrozumie”. Daniel Kalder jest 34-letnim Szkotem, który 10 lat spędził w Rosji. Pisze o Tatarstanie, Kałmucji, Mari Eł i Udmurcji, miejscach, które przeciwstawia czeskiej Pradze – jak przekonuje, miastu pełnemu sterylnych zabytków, przeznaczonych tylko dla turystów. Mnie, zdeklarowanego czechofila, zabolało to porównanie. Być może to kwestia wieku. Gdyby Kalder był starszy, z podobną pasją odkrywałby Europę Środkową i kochał się w Czeszkach. Obejrzałby nakręcony w Czechosłowacji teledysk zespołu INXS „Never Tear Us Apart” i założył w Pradze lub Bratysławie tamtejszy odpowiednik kluboksięgarni Massolit.


Andrzej Stasiuk przekonuje w posłowiu do książki Kaldera, że „Rosja stała się symbolem człowieczego nieudacznictwa”. Pisze też: „Żaden kraj nie mierzył tak wysoko i nie wyszedł na tym tak kiepsko. Można powiedzieć, że Rosja to alegoria ludzkości porywającej się z motyką na słońce”. W rozmowie dodaje: „Rosja po prostu wygląda tak, jak on to opisuje. Jedziesz pięć tysięcy kilometrów i ciągle widzisz ten sam bezkształtny, bezsensowny krajobraz. Zero seksapilu”. 49-letni autor Opowieści galicyjskich po raz pierwszy pojechał do Rosji przed rokiem. Dlaczego? Powody Stasiuk podaje dwa. Po pierwsze, gdy przekroczy się magiczną granicę wieku średniego (według Stasiuka jest ona między 30 a 40 lat – chociaż wczoraj na krakowskim Małym Rynku widziałem Wojciecha Bonowicza ubranego w koszulkę z napisem „Życie zaczyna się po czterdziestce”), człowiek zaczyna rozumieć, że życie polega na ciągłych wyborach i nie sposób być w dwóch miejscach jednocześnie. Ale jest też powód ważniejszy. Stasiuk niechęć do Rosji chyba – by posłużyć się frazą Krzysztofa „Grabaża” Grabowskiego z piosenki Bułgarskie Centrum Hujozy – ma po komunie. Źle wspomina obowiązkowe lekcje języka rosyjskiego. „Z młodości pamiętam, że dotknięcie rosyjskiego było dla mnie jak dotknięcie totalnej nudy. Opowieści rusycystek, ich drewniany język, oglądanie tych nadętych ilustracji ze Sputnika, przyswajanie czytanek. To była nuda, której doświadczyłem również podczas tej podróży”. Z wielką rosyjską literaturą nie było lepiej. „Literaturę rosyjską przyswajałem tak jak wielu z mojego pokolenia – bez głębszej refleksji. Bułhakow przeleciał przeze mnie jak jedzenie przez kaczkę. Dostojewskiego przeczytałem wcześnie i w ogóle przestałem do niego wracać. Jedynie Płatonow na mnie działa. Ale jego pisarstwo jest ponadrosyjskie”. Dlatego podczas podróży po Rosji nosi ze sobą Wykop Andrieja Płatonowa i wszystko zgadza mu się z książką toczka w toczkę.


Ireneusz Dańko był w Moskwie i w Petersburgu kilkakrotnie i za każdym razem żałował, że brakuje mu czasu, aby lepiej poznać te miasta. Stasiuk Moskwę obejrzał z perspektywy lotniska Szeremietiewo. Wiktor Jerofiejew radził mu: „Nie jedź tam, bo nic ciekawego nie zobaczysz. Jedź dalej”. Tak też zrobił. „Zresztą Moskwa czy Petersburg zostały zbudowane w jakieś mierze dla mnie i dla ciebie. Mają pokazywać Rosjan takimi, jakimi oni chcieliby siebie widzieć naszymi oczami. Z perspektywy Ułan-Ude i Czyty na Syberii można zobaczyć znacznie więcej niż z Placu Czerwonego. Lubię patrzeć jak tam [na Syberii – Ł.G.] ustępuje rosyjskość, jak zabrakło rosyjskiego masła, żeby rozsmarować je po powierzchni całego kraju”. Dańko dopytuje pisarza o stosunek mieszkańców Syberii do ataku Rosjan na Gruzję czy też o ich stosunek do Putina. „Żizń ich przejmowała, codzienna walka, żeby mieć co wlać do baku i przejechać tysiąc kilometrów do rodziny. Na Syberii już się nie głoduje, ale ludzie wciąż nie mają nadziei na lepsze życie. Najważniejsze, żeby nie było gorzej. Moskwa i Kreml funkcjonują w ich umysłach jak jakaś mityczna kraina”. Poza tym Syberia nie wzrusza. Co prawda, nawet Paulo Coelho ogłosił kiedyś, że jego marzeniem jest podróż po Syberii, ale Stasiuk widzi to inaczej: „Góry jak góry, krzaki jak krzaki. Ta narodowa duma przykrywa totalną rozpierduchę i olbrzymie kompleksy. Monika, moja żona, miała dosyć Rosji po trzech tygodniach. Gdy wracaliśmy samochodem z Warszawy, powiedziała do mnie: Wiesz, gdyby zatrzymała nas teraz polska policja, to byłabym szczęśliwa”.


Wywiad Dańki ze Stasiukiem w „Nowej Europie…” dobrze jest czytać w kontekście rozmowy Jerzego Borowczyka i Michała Larka z autorem Murów Hebronu, przeprowadzonej 10 lipca 2008 roku na trasie Polska-Słowacja-Węgry. (Wywiad ten znalazł się w opublikowanym nakładem „Czasu Kultury” tomie Rozmowa była możliwa. Wywiady z pisarzami). Stasiuk, Larek i Borowczyk wsiadają do samochodu – jak mniemam, 4x4 – i z Beskidu Niskiego, przez słowackie Medzilaborce (popularne dzięki Andy’emu Warholowi) jadą na Węgry. Stasiuk udaje naturszczyka, prosi o eksplikację filozoficznych pojęć. Larek pyta: „Znasz tego filozofa?”. Pisarz odpowiada: „Nie, kompletnie nie. Nigdy nie czytałem. Wiesz, jest pewnie tak, że odbierasz znaki czasów. Bez lektur, bez niczego, to wszystko jest w powietrzu”. To oczywiście nie przeszkadza im rozmawiać o Baudrillardzie, Cioranie i Rimbaudzie. Podróżując przez Europę Środkową, Stasiuk traci gdzieś swój krytycyzm, który obserwujemy w jego opowieści o Rosji, choć na Słowacji czy Węgrzech też czasem łatwo o – by posłużyć się jego sformułowaniem – „totalną rozpierduchę i olbrzymie kompleksy”.


Rozmowa Stasiuka z Dańką wywołuje skojarzenia ze znanym esejem Milana Kundery Zachód porwany albo tragedia Europy Środkowej. „Europa geograficzna, rozciągająca się od Atlantyku po Ural, zawsze była podzielona na dwie odrębnie rozwijające się połowy” – pisał Kundera. Na Wschód i Zachód. Wschód jest związany z Bizancjum i swe tradycje czerpie z kościoła prawosławnego, jego cechą identyfikacyjną jest cyrylica. W opisie Kundery podział Europy na dwie cywilizacje ma charakter dychotomiczny. Rosję (Wschód) nazywa Anty-Zachodem: „Rosja (…) jawi się nie jako jedno z mocarstw europejskich, lecz jako zupełnie inna cywilizacja”. Charakteryzuje ją „inny wymiar przestrzeni (tak ogromnej, że giną w niej całe narody), inny (powolny i cierpliwy) rytm czasu, inny sposób śmiania się i umierania”. W swym tekście (często odnosi się w nim do Polski i polskiej kultury – przytacza nawet słowa polskiego hymnu) powołuje się na twierdzenie Czesława Miłosza, który w Rodzinnej Europie pisał o Rosjanach jako barbarzyńcach. Kundera zastanawiał się, czy rzeczywiście niemożliwe jest jakiekolwiek cywilizacyjne zbliżenie Zachodu i Rosji. Przypominał, że Rilke ogłosił Rosję swoją duchową ojczyzną, a przez cały wiek XIX obserwujemy wzajemną fascynację między tymi dwiema kulturami. „Kulturalne zaręczyny dwu Europ pozostaną wspomnieniem”. Dlaczego? Cała wina leży po stronie komunizmu, który zwyciężył w Rosji, „ożywiając stare, antyzachodnie obsesje i brutalnie oderwał Rosję od zachodniej historii”. Czeski pisarz uważał komunizm za element kultury Wschodu, zapominając, że doktryna ta narodziła się w obrębie cywilizacji zachodniej. Trzeba też zauważyć – co podkreślał sam Kundera – że nawet jeśli komunizm nie jest doktryną, która narodziła się na Wschodzie, idealnie pasuje jako element wschodniej cywilizacji; jest jej dopełnieniem, częścią osobowości jej mieszkańców. W Zachodzie porwanym albo tragedii Europy Środkowej znajdziemy opowieść o tym, jak Kazimierz Brandys spotkał wielką rosyjską poetkę, Annę Achmatową i poskarżył się jej, że w Polsce jest objęty zakazem druku. Achmatowa zapytała, czy Brandysowi grożą jakieś represje – wyrzucenie ze Związku Pisarzy, aresztowanie? Gdy dowiedziała się, że polskiemu pisarzowi ze strony władz politycznych nic nie grozi, szczerze się zdziwiła. Kundera cytuje Brandysa: „Takie są ruskie pocieszenia. W porównaniu z rosyjskim losem nic nie powinno wydawać się straszne”.


Paradoksalnie, Stasiuk na każdym kroku podkreśla, że nie chce brać udziału w dyskursie środkowoeuropejskim. Larkowi i Borowczykowi mówi: „Dla mnie nie ma żadnej Europy Środkowej, tylko to, co ja sobie samochodem objeżdżam... Mnie Europa Środkowa jest niepotrzebna. To jest termin niemiecki, termin kulturalno-polityczny. Dla mnie to jest tam, gdzie ja się poruszam autem i jest fajnie”. „Potrafiłbyś wytyczyć granicę między Europą Środkową i Wschodnią?” – pyta Dańko. „Taki podział nie ma sensu, do niczego nie jest mi potrzebny” – odpowiada pisarz. „Dziwnie to brzmi w ustach człowieka, który jest uznawany za pisarza Europy Środkowej” – dopytuje dziennikarz. „Nie interesują mnie etykiety” – ucina Stasiuk.


Milan Kundera opublikował swój znany esej 25 lat temu, w zupełnie innej sytuacji geopolitycznej. Od lat nie zgadza się na jego ponowną publikację, bo nie sposób traktować tych poglądów jako coś więcej niż manifest polityczny początku lat 80. Gdy czytam rozmowę Rosja: wielka depresja w letnim numerze „NEW-u”, mam wrażenie, że gdzieś to już słyszałem: Dostojewski nie jest interesującym pisarzem, Rosjanie mają zupełnie inną od nas mentalność, a czas płynie powoli w tym kraju, w którym – jak przekonywał Czaadajew – nie ma historii. Słyszałem to u Kundery, jednak nie wierzyłem, że dziś ktoś może tak myśleć na poważnie.

Łukasz Grzesiczak

Omawiane pismo: „Nowa Europa Wschodnia” 3-4 (5) 05/08 2009.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
TECHNO, KLABING, REKLAM CZAR
EUROPA WSTRZĄŚNIĘTA I SKUTECZNIE ZMIESZANA
Powinny nas różnić idee

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt