Witryna Czasopism.pl

nr 3 (205)
z dnia 5 lutego 2008
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

DLA KAŻDEGO COŚ DOBREGO

Styczniowy numer bezpłatnego magazynu „Slajd” prezentuje dość sporą rozpiętość tematyczną. Wewnątrz znaleźć można teksty przedstawiające życie kulturalne Łodzi (gdyż pismo jest wydawane w tym mieście i skupia się głównie na wydarzeniach kulturalnych mających tam miejsce), ale i poświęcone bardziej uniwersalnym zagadnieniom. Czytelnicy mogą więc tym razem uzyskać informacje np. o nowościach na rynku elektronicznych gadżetów czy o ciekawych (w humorystycznym rozumieniu) stronach w Internecie.


Miesięcznik „Slajd” ukazuje się nakładem Wyższej Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi. Podzielony jest na kilka działów. Exclusive to na ogół wywiad z jakimś znanym twórcą. Złap oddech – dział, w którym publikowane są teksty o dużej rozpiętości tematycznej, ale zahaczające o inne rejony niż tylko kultura i sztuka. Wydarzenia poświęcone są relacjom z łódzkich imprez kulturalnych. Oprócz tego jest jeszcze rubryka Kartoon, w której znajdują się teksty o komiksie, Afisz kulturalny, gdzie zamieszczane są informacje o repertuarze kin, teatrów, o wystawach, a także recenzje filmów, książek i muzyki. Dodatkowo w „Slajdzie” można znaleźć stały felieton. Wydanie zamyka na ogół tekst noszący etykietkę Temat numeru. Czasopismo ukazuje się jednocześnie na papierze i w formie sieciowej – na stronie www.slajd.wshe.lodz.pl można znaleźć archiwum opublikowanych dotąd numerów. Skierowane jest przede wszystkim do ludzi młodych, studentów zainteresowanych życiem kulturalnym regionu.


Mimo że do Tematu numeru należy tekst Aleksandry Biskupskiej Wspólnoty generacji WWW, to jednak najciekawszy wydaje mi się otwierający magazyn wywiad z Jerzym Stuhrem – Wewnątrz jest tylko samotność, przeprowadzony przez Magdalenę Kacalak przy okazji pobytu artysty na łódzkim festiwalu Plus Camerimage 2007. Reżyser opowiada między innymi o swoim najnowszym filmie Korowód, o przedstawianych w nim problemach i postawach bohaterów oraz o odbiorze wśród (głównie) młodej widowni. Mówi również o plusach i minusach swojej pracy na uczelni (Stuhr jest rektorem krakowskiej PWST), a także o tym, jak trudno jest być autorytetem. Za najważniejsze uznałem przede wszystkim dwa wątki, poruszone w tej rozmowie. Pierwszy jest niezmiernie istotny dla każdego twórcy, lecz zwłaszcza młodzi i niedoświadczeni powinni wziąć sobie słowa Stuhra do serca. Powiada on:


„Mam w sobie taką austriacką cząstkę mojej natury, że ciągle widzę błędy. Moje dzieci miały z tym zawsze problem, bo ciągle wytykałem im potknięcia. Tak mnie uczono. Moi profesorowie to byli nauczyciele od błędów, nikt mnie nigdy nie pochwalił. Ja to przejąłem i widzę, że młodym ludziom jest z tą moją skazą czasem ciężko. Oni potrzebują pochwał, akceptacji. Muszę się wtedy bardzo przemagać. Było dobrze, to nie ma o czym mówić; mówmy tam, gdzie jest źle. Ja mam też wobec siebie takie same wymagania. Tak patrzę na ten swój film: tu byk, tam byk.”.


I takiej austriackiej cząstki natury należy życzyć wszystkim naszym twórcom, bo, niestety, mało kto chętnie przyznaje się do błędów. Jako że przede wszystkim zajmuję się komiksami, postanowiłem przetransponować słowa Stuhra na grunt interesującego mnie gatunku sztuki. Autorom opowieści obrazkowych bardzo trudno przyjmować jakąkolwiek krytykę, zwłaszcza że nikłość rynku nie wprowadza naturalnej selekcji i weryfikacji. A przecież w krytyce chodzi o to, by wskazywać błędy, tak by można było z nich wyciągać wnioski i uczyć się, poprawiać warsztat, pracować nad sobą. Szczególnie widoczne jest to na polu polskiego komiksu internetowego, gdzie wszelkie pochwały są przyjmowane huraoptymistycznie, natomiast jakakolwiek forma krytyki traktowana jest jako obraza majestatu. Młodzi komiksiarze najczęściej tłumaczą się faktem, że przecież ich twory są „za darmo” i że nie są profesjonalistami. Ale jakie to ma znaczenie dla czytelnika?


Stuhr, zapytany o możliwości międzynarodowego sukcesu Korowodu, zauważa, że ludzie zamieszkujący obszary obce kulturowo „nie rozumieją tych emocji”. O ile jeszcze film trafił do podobnie myślących Czechów, o tyle Włosi mieli już problemy z jego przyjęciem. Przeniesienie z pozytywnym efektem polskiej kultury także poza granice naszego kraju wydaje się być powszechnie trudne w realizacji. Nie jest to jednak skutek tego, że tworzymy sztukę (tak niską, jak i wysoką) zbyt elitarną czy niedoskonałą (choć wśród polskiej kinematografii ze świecą szukać obrazów, które bez wstydu można by zaprezentować na Zachodzie); chodzi tu raczej o brak uniwersalności. Dzieła skupiające się na niezrozumiałych dla obcokrajowców sprawach polskiej mentalności, historii czy obyczajowości będą zawsze kłopotliwe w odbiorze dla innych narodowości.


Kolejnym interesującym tekstem w „Slajdzie” jest artykuł Piotra Kasińskiego Koszmaryzmy Trusta, przybliżający nieco sylwetkę wywodzącego się z Łodzi Przemysława Truścińskiego, znanego i cenionego grafika, który jest jednak przede wszystkim twórcą komiksów. Myślę, że warto by się w końcu pokusić o szerszą monografię opisującą drogę twórczą Truścińskiego, jednego z najważniejszych komiksiarzy w kraju, choć wydaje się, że wciąż niespełnionego. Artysta co pewien czas informował o kolejnych projektach, nad którymi pracował, jednak rzadko kiedy zapowiadane komiksy były wykańczane. Publikował od czasu do czasu krótkie formy w różnych antologiach, ale czytelnicy komiksu w Polsce po cichu liczyli, że autor skończy jakiś pełnokrwisty album, być może rozpocznie pracę nad dłuższym cyklem. Jakiś czas temu ukazał się komiks Najczwartsza RP – Antylista Prezerwatora (scenariusz – Tobiasz Piątkowski), jednak wydany został poza „środowiskowymi” wydawnictwami, dlatego można sądzić, że i honorarium było inne. Wszystko więc rozbija się o finanse. Gdyby rynek komiksowy w Polsce był na tyle duży, by wydawnictwa miały fundusze na honoraria autorskie porównywalne do tych na Zachodzie i konkurencyjne w stosunku do agencji reklamowych (gdzie często rysownicy komiksowi zarabiają „prawdziwe” pieniądze), wtedy zapewne więcej takich twórców jak Truściński publikowałoby swoje dzieła. A tak – pozostaje nam liczyć jedynie na jednorazowe, okazjonalne periodyki.


Tekst publikowany w dziale Temat numeru, czyli wspominany już artykuł Biskupskiej Wspólnoty generacji WWW, przybliża często ostatnio poruszaną kwestię społeczności internetowych. Jako że niedawno zanotowano gigantyczny sukces portalu www.nasza-klasa.pl, autorka opisuje rodzaje i historię innych miejsc, gdzie ludzie mogą się „spotykać” za pośrednictwem Internetu. Popularność takich serwisów zostaje wytłumaczona bardzo celnie. „Internet znosi bariery geograficznych odległości, pomaga opanować nieśmiałość, pozwala wykreować własny, lepszy wizerunek.” Zauważalny jest ostatnio trend opuszczania for dyskusyjnych i przenoszenia się na serwisy podobne do naszej-klasy.pl oraz na blogi. Ciekawe, jakie następne pomysły przyjdą do nas, użytkowników, z przestrzeni sieci.


W omawianym numerze „Slajdu” znalazły się także relacje z imprez kulturalnych w Łodzi, recenzje, a także bardzo ciekawy felieton Biskupskiej Pro in vitro, wywołujący kwestię debaty społecznej, trwającej ostatnio wokół tematu sztucznego zapłodnienia. Redakcja magazynu podaje też sposoby, jak radzić sobie ze stresem oraz prezentuje nowe formy sztuki w tekście Dominiki Szymańskiej Artyści nowej ery. Wszystkie pomieszczone w magazynie teksty składają się na interesujący zbiór, w którym każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

Daniel Gizicki

Omawiane czasopismo: „Slajd”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
PO CO NAM CZASOPISMA TEATRALNE?
O DZIECIACH, DLA DZIECI, PRZECIW DZIECIOM
felieton___CYRK JAKO KATASTROFA

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt