Witryna Czasopism.pl

Nr 35 (117)
z dnia 22 grudnia 2004
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

LUX – EX ORIENTE, EX OCCIDENTE, MNIEJSZA…

Lampki, światełka, „świecaki”, jak je nazywa mój syn… Szkła, szkiełka, błyskotki… Idą święta…

Kto widział Szklane serce Herzoga, tego szkło, zwłaszcza rubinowe, napawa szczególnym lękiem, ale i… fascynuje. Dlatego „lśniący” numer „-grafii” [nr 4 (9!) 2004] z organicznie rozpływającym się osiemnastowiecznym, jak na moje niezbyt fachowe oko, pucharem na okładce przykuł moje spojrzenie, ale też ręka wyciągnięta zastygła na chwilę w geście wahania. To by było tyle tytułem pretensjonalnego wstępu.

Redakcja „-grafii” zwykle stara się poruszyć jakiś problem z pogranicza estetyki i socjologii. Tym razem w artykule wstępnym czytamy: „Z uwagą, dumą, ale także rozczarowaniem, dokumentujemy kondycję polskiego szkła unikatowego, które z jednej strony należy do najciekawszych w świecie, a z drugiej jest tragicznie niedoceniane i istnieje tylko dzięki determinacji pasjonatów, takich jak Stefania Żelasko, Stanisław Borowski, Marek Puchała czy Tomasz Urbanowicz”. Powinnam pominąć w tym miejscu nieistotny dla sprawy fakt, że w języku polskim słowo „pasjonat” ma tylko jedno znaczenie, równoznaczne z „furiat”, ale nie zrobię tego, bo jestem złośliwa. Podpisuję się natomiast wszystkimi rękami pod wnioskami „-grafii”, że „Dzisiaj na tzw. niwie szklarskiej artystyczne triumfy święci zjawiskowy Dale Chihuly z USA, który z wielkim talentem kontynuuje wielowiekową tradycję wytwarzania szkła w hutach na wyspie Murano – to mistrzostwo nie tylko technologiczne, ale przede wszystkim marketingowe. Przy odrobinie dobrej woli można te wzorce przenieść na polski grunt, a raczej przywrócić zapoznaną tradycję, choćby reaktywując hutę w Szklarskiej Porębie. Zaplecze jest doskonałe: kwarc z Izerów, wzorniki i technologia z czeskich i poniemieckich hut, Liceum Plastyczne w Cieplicach z kierunkiem szkło artystyczne, uczelnia wrocławska, jeleniogórskie muzeum i to, co najważniejsze – pełni pasji ludzie”. Konkluzje są nie za wesołe: jakoś tak się zwykle w Polsce plecie, że to, co gdzie indziej staje się przedmiotem szczególnej troski i zaczyna przynosić, całkiem przewidywalne, korzyści, tutaj zostaje mniej lub bardzie świadomie doprowadzone do takiej ruiny, że rekultywacja staje się możliwa jedynie dzięki jakiemuś cudowi, w rodzaju nagłego pojawienia się ekstrawaganckiego miliardera z pańską fantazją – a te cuda niestety zdarzają się nieczęsto.

No cóż, tło nie jest wesołe, ale za to „eksponaty” przedstawione na stronach „-grafii” są jak zwykle perfekcyjnie zreprodukowane, tak perfekcyjnie, że aż wyskakują z eleganckich matowych stronic, wprost porażają urodą. Mnie oczywiście, jako osobę obdarzoną gustem pospolitym, najbardziej przypadły do owegoż gustu – przedstawione już we wstępie jako „gorsze” – artykuły poświęcone wieśniackim zjawiskom typu „bling-bling”, czyli modzie na „kapanie” od złota i brylantów, jaka zawładnęła raperskim światkiem i okolicami, czy neonowe tuningi, niestety u nas zakazane, a wręcz podlegające karze.

Zaciekawił mnie też tekst poświęcony corocznemu festiwalowi światła Forces of Light odbywającemu się ni mniej, ni więcej tylko w Helsinkach, a więc prawie za miedzą [Lux in tenebris – blask Północy, tekst Aleksandra Robakowska i Jarosław Trybuś]. Lokalizacja festiwalu nie jest oczywiście niczym zaskakującym, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że to właśnie północ doświadcza prawie półrocznego koszmaru zimna i ciemności. Niektóre z przedstawionych w artykule instalacji wyglądają na proste, inne wyraźnie bazują na dość zaawansowanej technologii, ale przyznam, że i proste, i skomplikowane mogą wyciągnąć z najczarniejszej zimowej depresji. „Forces of Light to cyrkowy spektakl, ale i wyprowadzona z muzeów sztuka czysta, moszcząca sobie coraz wygodniejsze miejsca w przestrzeni publicznej. To niemal podręcznikowy przykład promocji społecznego zaangażowania w kulturę – działania, dzięki któremu sztuka staje się żywsza i bardziej znacząca”. Sformułowanie „przestrzeń publiczna” już mi się trochę przejadło, ale i tak nie jestem w stanie wymyślić lepszego. Ostatecznie, zwał jak zwał, o sam fakt chodzi: sztuka wychodzi z galerii na ulice, do obiektów tzw. użyteczności publicznej, opuszczonych budowli itp., nadając im nowe znaczenie, a i sama nabierając nowych kontekstów. Przykładem cytowanym w artykule jest – co prawda nie helsinski, a znajdujący się w holenderskiej miejscowości Amersfoort – dworzec kolejowy. Stworzono tu dekoracje, które rozszczepiają światło, dając niezwykłe efekty zarówno na fasadzie, jak i wewnętrznych ścianach. „Świetlna sztuka, choć pozbawiona cech jakiejkolwiek figuratywności, odżegnująca się od wizerunku i przedmiotu, częstokroć całkowicie zdematerializowana i niezmiennie dekoracyjna, wywiera ogromny wpływ, szczególnie na mieszkańców dotkniętej deficytem światła Północy. Ogrzewa, oświetla, ożywia, zapewnia rozrywkę, inspiruje, a niekiedy skłania do refleksji” – trudno z tym polemizować.

Inna niezwykła sprawa, to wspomniany we wstępie Dale Chihuly [zaprezentowany w przez Piotra Kopszaka w artykule Szklane bestiarium]. Już samo nazwisko przeczytane fonetycznie może rozbawić. Artysta ma ponadto czarną opaskę na jednym oku i bardzo zadziorną minę. Natomiast jego wytwory artystyczne – czerpiące z technologii i stylistyki „muranowskiej” (nie mylić z Muranowem) – zwalają z nóg. Gdzieś tam można by się doszukać dalekiego echa modnych w latach 30., a potem reanimowanych w latach 60. „zwisów sufitowych”, ale komuś, kto tego nie widział, mogłabym jedynie objaśnić, że wazy czy żyrandole Chihuly’ego przypominają… coś, czego nigdy nie widziałam. Najbliższe są im może prezentowane na ostatnich stronach pisma świecące morskie stwory: krążkopławy, żebropławy i widłonogi. To właśnie te skorupiaki i jamochłony mają perfekcyjnie obłe, choć w ruchu nieregularne kształty i charakterystyczne dla weneckiego szkła prążkowanie… Cóż, skomplikowany ten nasz ekosystem…

Klara Kopcińska

Omawiane pisma: „-grafia”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
felieton___Z DEDYKACJĄ DLA MIŁOŚNIKÓW MLEKA SKONDENSOWANEGO (W TUBCE)
A CO Z TYM... „HA!ARTEM”???
O NOWEJ TO FALI PIOSENKA

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt