Witryna Czasopism.pl

nr 5 (158)
z dnia 15 lutego 2006
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

NIE TYLKO KRYTYCZNIE O KRYTYKACH KRYTYKUJĄCYCH KRYTYKĘ

Co w krytycznych dyskusjach o krytyce toczących się pomiędzy wszelkiej maści i proweniencji krytykami najciekawsze, to to chyba, że w ogóle dyskusje takie wciąż się toczą. I nic z tego, że w co drugiej takiej dyskusji dyskutuje się o tym, czy dyskusja na łamach danego pisma właśnie się tocząca ma sens i czy przypadkiem toczyć się nie powinna przestać, zatrzymać i w martwym punkcie, z którego nie wiedzieć po co i dla kogo wyruszyła, już na wieki wieków pozostać. Państwo wybaczą liczne powtórzenia, jednak temat rozmów, debat, przekomarzań i kłótni krytycznych czy okołokrytycznych wielokrotnie był podnoszony, niech więc i mnie przynajmniej w ramach zastosowanej tutaj formy przyjdzie raz jeszcze się popowtarzać. W gruncie rzeczy sprawa jest niezwykle prosta. Zwyczajowo pismo literackie składa się z poezji, prozy i części, którą na wyrost nazwiemy krytycznoliteracką. Zdarzają się oczywiście pewne odstępstwa od roboczo sklasyfikowanej powyżej trójcy. Znajdziemy więc jeszcze czasami dla przykładu jakiś dramat, kronikę towarzyską (tak jak w „Gali” czy „Vivie!”, tyle że w przeciwieństwie do pism kolorowych trudno znaleźć na fotografiach osobnika bez alkoholu w dłoni, bo, jak nieoficjalnie wiadomo, uchwycić swą lustrzanką poetę bez kieliszka przy ustach to dla wielu artystów fotografii marzenie życia), kilka wywiadów, kilka słów o wernisażu czy przedstawieniu teatralnym, listę podesłanych redakcji książek i zaproszeń itd., itp. Co w powyższym przydługawym i mocno dygresyjnym wstępie najistotniejsze, to oczywiście krytycznoliteracka część pism literackich. Oprócz recenzji, szkiców, esejów, krótkich omówień i sporadycznych ankiet mamy również wspomniane krytyczne dyskusje.

Zdarzało się jeszcze w zamierzchłych czasach, iż w dyskusjach takich rozmawiało się o literaturze, konkretnej książce, wybranym twórcy, nurcie, epoce itd. Dzisiaj najczęściej krytycy krytycznie wypowiadają się o krytykach i krytyce, ewentualnie ubolewają nad zastanym stanem rzeczy, nad stanem krytyki, którą sami się parają, nie omieszkają również na koniec podrzucić kilku bezcennych rad dla początkujących pisarzy i, obowiązkowo, zanegować sensu i merytoryczności jakichkolwiek dyskusji krytycznych. Napisałbym „krytycznoliterackich”, ale, proszę mi wierzyć, trudno dzisiaj łączyć ze sobą przymiotniki „krytyczny” i „literacki”. Pisałem, że najciekawsze jest to, że dyskusje takie w ogóle się toczą. Jeśli miałbym jako czytelnik powiedzieć, co jest w tym wszystkim najfajniejsze, bez zastanowienia odpowiedziałbym, że samo czytanie. Nie ma chyba radości większej, niż poczytać sobie do śniadaniowych kanapek i kawy krytyków. W większości przypadków jest to dla czytelnika przyjemność sadomasochistyczna. Masochizm taki sprawia, iż niejednokrotnie nawet kawa nabiera ostrzejszego smaku. Coraz rzadziej niestety zdarza się, by blok tekstów (około)krytycznych tak bardzo mógł mnie ucieszyć, iż otwieram usta ze zdziwienia, że można jeszcze coś powiedzieć o tym, co już razy sto było gdzie indziej, ale tam było zawsze tak samo i to samo, a tutaj jest i nieco inaczej, i jeszcze troszkę w innej formie. Mowa o podwójnym numerze śląskiej „Kursywy” (4-5/2005) zatytułowanym Od plemnika do krytyka.

Dwuakapitowy wstęp, będący w dużej mierze rozważaniami mocno teoretycznymi i uogólniającymi opisywane w nich zjawisko, zastosowany był oczywiście z premedytacją. Pomyślałem sobie tak: numer „Kursywy”, o którym miała być w niniejszym tekście mowa, wart jest przeczytania w całości, nie będzie miało więc żadnego sensu opisywanie poszczególnych, zawartych w nim tekstów. Także z tego względu, iż każdy z tekstów tam zamieszczonych można by skomentować odpowiednio skrojoną polemiką, innym znowuż razem subtelnie naszkicowanym hymnem pochwalnym. Znajdziemy więc w środku Przedmowę do czytania Krzysztofa Uniłowskiego, w którym to tekście krytyk zajmuje się głośnym już i w wielu miejscach omawianym tekstem Przemysława Czaplińskiego (Powrót centrali? Literatura w nowej rzeczywistości, „Kresy”, nr 1/2005). Pisze Uniłowski na przykład tak: „W konsekwencji ustrój polskiego życia literackiego przybrał kształt karykatury czy też postmodernizmu na wspak. Co tu gadać, o takiej ponowoczesności entuzjastom swobody, tolerancji i różnorodności wcale się nie śniło. Zamiast różnicy nastał czas reprodukcji, zamiast swobody – zawężone pole gry, zamiast różnorodności wielbimy dziś podobieństwo. Ale czy naprawdę zawinił postmodernizm? Może to raczej sprawka kowala, nie Cygana?”. Ogólnie rzecz biorąc, tekst napisany po to, by pokazać, że Uniłowski wielce sobie ceni Czaplińskiego, ale w wielu miejscach (częstokroć czepiając się pojedynczego słowa, o pojedynczych zdaniach nie wspominając) się z nim nie zgadza. No i w ogóle – że Sapkowski fajne książki pisze. Następnie mamy Jakuba Winiarskiego, który wojuje, gdzie tylko się pojawi. A to na łamach serwisu Nieszuflada.pl, a to w kultowym już gdzieniegdzie dzienniku systematycznie pojawiającym się w „Studium”, a to w tekście przeciw głupim krytykom w „Lampie”, której największym błędem redakcyjnym była, zdaniem Winiarskiego, mocno krytyczna i jeszcze bardziej niekompetentna, a już najbardziej to głupia recenzja jego książki. W „Kursywie” mamy poniekąd ciąg dalszy ataku na głupich krytyków i obrony mądrych książek. Mądra książka to przede wszystkim książka napisana przez autora, który nie pozwala, by o jego książce wypowiadano się niepochlebnie, niekompetentnie i głupio. Czy słuszny jest sposób myślenia Winiarskiego, trudno mi jednoznacznie stwierdzać. Niemniej warto go czytać, warto ustosunkowywać się do jego „antropowiniarskiej” wizji krytyki literackiej. Odautorskie „ja” w centrum wydarzeń to przede wszystkim jednak tekst Dariusza Pady (Krytyka praktycznego egotyzmu), w którym mówi się o poetach Nieszuflady, o ich ego wybijającym się w wierszach na plan pierwszy i o kolegach autora tekstu, którzy nie tylko są kolegami, ale także poetami, a ci poeci są kolegami itd. Konstatacja jest taka, że trudno w takiej sytuacji być krytykiem i najlepiej to zająć się czymś innym, a krytyką zajmować się, rozmawiając ze swoim kolegą poetą w cztery oczy, przy piwie i papierosku. Myślę sobie, że dość zabawny to tekst, ale słuszny. Zabawny jest również tekst Joanny Mueller, a zabawa rozpoczyna się od samego tytułu (Nenia Nieńki, czyli stratygrafia krytyczna), kończy się zaś z ostatnią kropką, a konkretniej znakiem zapytania. Na szczęście tekst nie jest tak straszny, jak mogłoby się wydawać po przeczytaniu samego tytułu – dalej jest już tylko lepiej, zabawniej, autoironiczniej i, co ważne przy tym wszystkim, niegłupio. I cytat z G. Steinera także zabawny. Nic, tylko się cieszyć i czytać dalej. A dalej jest jeszcze Karol Maliszewski, który pisze o krytykach towarzyszących i o tym, że taki krytyk właściwie to ma niedobrze. No bo wszystkim dookoła, zgodnie ze swoimi jak najszlachetniejszymi i jak najczystszymi intencjami, stara się robić dobrze, a tu nic, tylko cisza i śmiech na sali, pustka i samotność, zapomnienie i niezrozumienie. Jeszcze dalej Justyna Sobolewska, która pisze o tym, jak było, jak jest niedobrze i jak, zdaniem autorki, być powinno („Jeśli czegoś szczególnie brakuje, to przede wszystkim żarliwości. A przecież właśnie ona ma szansę udzielić się czytelnikowi. Zamiast niej rządzi oschłość i to bardzo pewna siebie”). Odnajdziemy także w „Kursywie” dwa teksty Marka K. E. Baczewkiego – polecam w całości tekst Nie lubię współczesnej poezji (chyba najlepszy tekst numeru), a i jego recenzji z Wyprawy na południe J. Dehnela nie ma co omijać. Warto wczytać się również w zamieszczone dwie strony wcześniej wiersze tegoż właśnie Jacka Dehnela – mnie do gustu przypadł szczególnie wiersz drugi z tytułem długim (Andy Warhol...). No i jeszcze nie mniej ważny od innych, mądry i zabawny tekst nieparającego się już krytyką literacką Mariusza Sieniewicza. I kilka innych.

Bez wahania – polecam. I tylko żal trochę, że co kwartał się nam ta „Kursywa” już ukazuje i że zaledwie szesnaście stron się w niej mieści. Proszę wierzyć mi na słowo – nie wystarcza nawet na pociąg ekspresowy z Krakowa do Warszawy.

Grzegorz Wysocki

Omawiane pisma: „Kursywa”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
PRZECIĄGANIE LINY
DWUKSZTAŁT – BACHMANN I CELAN
felieton__SEKRETY ŻYCIA, CZYLI CO MA JULIUSZ ERAZM BOLEK DO EUGENIUSZA TKACZYSZYNA-DYCKIEGO

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt