Witryna Czasopism.pl

nr 29 (146)
z dnia 12 października 2005
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

O DZIECIACH, DLA DZIECI, PRZECIW DZIECIOM

Choć na okładce październikowego „Filmu” – niestety na tle jakichś okropnych różowości (czyżby, niestety, powrót do estetyki pisma sprzed trzech lat?) – dorosły Kazik, który zadebiutował w Rozdroże Cafe jako aktor, to sporo tekstów w numerze w taki czy inny sposób kojarzy się z dzieckiem. Co jednak bynajmniej nie oznacza, że są infantylne.

Z pewnością obecność tematyki dziecięcej związana jest z październikowymi premierami: na nasze ekrany wchodzi bowiem nagrodzone Złotą Palmą Dziecko braci Dardenne, co jest dobrą okazją, by przybliżyć mało znaną w Polsce twórczość rodzinnego tandemu belgijskiego (Bartosz Żurawiecki, Dwaj w jednym), a grany jest już Oliver Twist Romana Polańskiego. Decyzja reżysera, by po triumfie Pianisty zabrać się do adaptacji wiktoriańskiej powieści, dla niektórych była zaskakująca, ale ci, którzy film już widzieli, w większości potwierdzają jej trafność (vide zamieszczona w numerze recenzja Jana Walczaka). O swoich motywach i tym, co łączy go z małym bohaterem Dickensa, mówi sam Polański (Ghislain Loustalot, Oliver i ja). Oczywiste jest, że reżyser, ojciec dwójki dzieci, zrobił ten film dla nich – jego poprzednie produkcje niezbyt korespondowały z dziecięcym światem. Poza tym – jak w przypadku Pianisty – zadecydowały tutaj również względy osobiste. Polański, który część wojny spędził w krakowskim getcie, przed laty odmówił realizacji Listy Schindlera, tłumacząc swoją decyzję nazbyt osobistymi wspomnieniami i brakiem dystansu. Z tematem holocaustu chciał się jednak zmierzyć od dawna i właśnie autobiograficzna książka Władysława Szpilmana – wolna od stereotypów i chęci odwetu relacja świadka – okazała się dla niego doskonałym materiałem. Wątki autobiograficzne powracają i w Oliverze Twiście, bo, jak sam mówi, sytuacja dziewiętnastowiecznego, głodnego i wycieńczonego sieroty przypominała jego własną: podobnie czuł się na podkrakowskiej wsi, gdzie ukrywał się po ucieczce z getta. Również epizody z sierocińca przypominają dzieciństwo Polańskiego: praca zadana filmowym bohaterom – rozplątywanie sznurków – jest równie ogłupiająca jak robienie przez żydowskie dzieci papierowych torebek. Oliver Twist potwierdzi też po raz kolejny, że reżyser Dziecka Rosemary nie tylko doskonale inscenizuje wielkie sceny, ale – może przede wszystkim – dba o detale. W Pianiście był genialny epizod ze spekulantami w kawiarni, którzy prosili Szpilmana o przerwę w grze, by mogli rzucić złotą „świnką” i po dźwięku sprawdzić jej autentyczność, w ostatnim filmie sporą rolę odegra... kałamarz. Sięga po niego stary sędzia, by podpisać akt, na mocy którego Oliver ma zostać czeladnikiem u kominiarza, jednak kałamarz nie leży jak zwykle po lewej stronie, ale po prawej. Z powodu zamieszania sędzia przypadkowo zauważa twarz chłopca i ów moment decyduje o losie sieroty: urzędnik decyduje się nie skazywać dziecka na ciężki los, w rzeczywistości bowiem ślicznie wyglądający na pocztówkach i ilustracjach mali kominiarczykowie wcześnie umierali. Ten epizod podkreśla z jednej strony pasywność bohatera, a z drugiej – chaotyczność świata, w którym tak wiele zależy od tak banalnego pozornie przedmiotu jak kałamarz.

Mimo zła i krzywd, jakich doświadcza Oliver, jego historia kończy się dobrze, w przeciwieństwie do losów innych dzieci, będących – najczęściej pośrednio – bohaterami filmów, o których pisze Dariusz Rosiak w tekście Po drugiej stronie księżyca, poświęconym pedofilii w kinie. Zasadne jest pytanie autora: czy skoro seryjny morderca stał się pozytywnym bohaterem (vide np. Leon Zawodowiec), to podobnie może być z pedofilem? Oczywiście chciałoby się od razu zaprzeczyć, o ile bowiem w świadomości społecznej istnieją okoliczności usprawiedliwiające morderstwo, o tyle nie dotyczy to krzywdzenia i wykorzystywania dzieci. Pedofilia w kinie to nie odkrycie ostatnich lat – Rosiak przywołuje klasyczny film Fritza Langa M jak Morderca z 1931 roku, gdzie sprawiedliwość dzieciobójcy wymierza – wobec nieskuteczności policji – przestępcze podziemie. Tutaj motywy zbrodniarza dla ścigających były nieistotne – i podobna postawa dominowała przez lata. Łatwo to wytłumaczyć: seksualne wykorzystywanie dzieci dla przeciętnego człowieka jest czymś tak strasznym, że nie wyobraża sobie, iż mógłby zrozumieć tego, kto podobnej zbrodni się dopuszcza ani tym bardziej, że zboczeniec może mieć z nim coś wspólnego. Większości z nas najtrudniej jest zaakceptować pedofila, który sprawia wrażenie całkowicie normalnego, przeciętnego, łatwiej – kogoś bardziej demonicznego, typ psychopaty, i kino zdawało się iść właśnie w tym kierunku. Rosiak wspomina o filmie, który to tabu przełamuje - Gajowym w reżyserii Nicole Kassell z Kevinem Baconem w roli zwolnionego warunkowo z więzienia pedofila Waltera. Film, głosząc tezę, że nawet dla kogoś takiego możliwe jest odkupienie, jest przełomowy (zwłaszcza że wszedł na ekrany niedługo po tym, jak władze Kalifornii zamieściły w Internecie rejestr przestępców seksualnych, czego również domagają się m.in. angielskie bulwarówki), ale pod wieloma względami pozostaje zachowawczy. Bohater nie jest stereotypowym pedofilem – nie zabija, nie gwałci, tylko sadza sobie dziewczynki na kolanach i wącha ich włosy. Poza tym chodzi na terapię i bardzo chce „dojść do normalności”, a pomaga mu w tym kochająca kobieta. Przykład Waltera pokazuje bowiem, jak różne są reakcje na pedofilię w zależności od relacji ze sprawcą: im bliżej niego, tym większa chęć zrozumienia i obrony, czego mieliśmy przykłady również w Polsce, np. w związku ze sprawą dyrektora poznańskiego chóru chłopięcego.

Być może dyskusję o pedofilii sprowokuje na nowo zapowiadana na koniec roku polska premiera holenderskiego filmu Alzheimer, w którym pobrzmiewają echa belgijskiej afery Marca Dutroux. Chciałoby się wierzyć, że i pod tym względem kino może odgrywać rolę profilaktyczną, a wszystkie dziecięce historie – kończyć happy endem jak opowieść o Oliverze Twiście. I to w życiu, a nie tylko na ekranie.

Katarzyna Wajda

Omawiane pisma: „Film”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
NASZ BOHATER SKLEPIK
W LEWO ZWROT! W PRAWO ZWROT!
MIKOŁAJOWY OPÓR KULTUROWY

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt