Witryna Czasopism.pl

Nr 6 (123)
z dnia 22 lutego 2005
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

W ODMIENNYM STANIE

Bynajmniej nie mam na myśli błogosławionego stanu popularnie zwanego ciążą, a i odmienne stany świadomości byłyby skojarzeniem na wyrost, chodzi po prostu o stan, w którym znajduje się człowiek po spożyciu alkoholu. Pewną jego namiastkę lub przedsmak może dawać lista koktajli, zamieszczona na czwartej stronie okładki grudniowego – 4 (57) 2004 – numeru „Opcji”. Wrażenie będzie silniejsze, jeśli wzmocni się je lekturą wierszy rozsianych po kwartalniku. Ot, choćby takiego:


KONDYCJA PONOWOCZESNA


Dwie

setki

albo

cztery

pięćdziesiątki

(Grzegorz Olszański)


(Zapewniam, że propozycje drinków z okładki są bardziej urozmaicone.)

Alkohol jest w „Opcjach” obecny, ale nie leje się strumieniami i nie wyczerpuje całego numeru. Można w nim również poczytać o Gombrowiczu, np. za sprawą Piotra Kulasa, który w szkicu Gombrowicza ciała podglądanie próbuje odtworzyć stosunek Gombrowicza do ciała. Kulas pisze: „Według pisarza nie da się mówić o osobowości, nie odwołując się jednocześnie do ciała, tylko bowiem poprzez ciało osobowość może się wyrazić. To dzięki niemu możliwa jest ekspresja, działanie, ruch – a więc każdy międzyludzki kontakt”. Zwraca przy tym uwagę na ograniczenia towarzyszące cielesności: wstyd, uprzedmiotowienie, spętanie przez kulturę, wreszcie cierpienie i nieodłącznie związany z nim ból. Tekst opowiada również o tym, jak zmieniło się rozumienie cielesności na przestrzeni kilku lat: „[…] chociaż tak bardzo wielbi się dziś młodość, to ma ona niewiele wspólnego z Gombrowiczowskim postulatem młodości. Młodość uległa wypaczeniu, przeobraziła się w naczelną zasadę konstytuującą cielesność. Kult młodego świeżego ciała przybrał skrajną postać. Na to Gombrowicz z pewnością by się nie zgodził”.

Stan upojenia alkoholowego nazwałam odmiennym, Marek K. E. Baczewski (Repetycja z ekstazy) nadał mu bardziej poetyckie określenie: nietrzeźwość to w jego nomenklaturze wiekuiście wiekuista repetycja z ekstazy. Przyznacie Państwo, że zacny to zamiennik na chlanie. Repetycja z ekstazy jest tyleż katalogiem trunków dla hołoty, jak je nazwał autor (daleko różnych od przywoływanych „okładkowych” koktajli, bo mamy tu: denaturat, wynalazki, jabola i wódkę), co jednoczesną ich afirmacją. Z niezwykłą czułością Baczewski podchodzi do bohaterów swojego szkicu i mimo że w podsumowaniu stwierdza: „[…] nieważne co. Ważne ile”, trudno nie zauważyć namaszczenia, z jakim opisuje kolejne alkohole. Zresztą, może i tak najważniejsze jest zdanie ostatnie: „Czymkolwiek jest nałóg, piciem czy pisaniem, popadasz weń, gdy zaczynasz go uprawiać w samotności”.

Ciekawie czytało mi się również tekst Jacka Korusiewicza …szkodzi zdrowiu, traktujący o nałogu sfilmowanym, czyli o tym, jak alkohol przedstawiano na ekranie. Przyznam, że zaprezentowany przez autora katalog filmów z alkoholem jako istotnym elementem treści wzbogacił moją wiedzę; dowiedziałam się na przykład o istnieniu enerdowskiego Tylko jeden łyk, który jest pogłębionym studium powtórnego popadania w nałóg, o sile wyrazu równej, jeśli nie większej, Żółtemu szalikowi ze znakomitą rolą Janusza Gajosa. Nieco słabiej wypadły stwierdzenia Korusiewicza dotyczące alkoholowego nałogu jako takiego (sprawiały wrażenie wymuszonych wstawek, które mają rozpocząć kolejny akapit), ale mam wrażenie, że trudno było ich także uniknąć autorom innych tekstów alkoholowego bloku.

W kwartalniku zamieszczono jeszcze dwa teksty o tematyce filmowej i mimo że nie są one bezpośrednio związane z tematem numeru, to jeden z nich ma coś wspólnego z alkoholowym ciągiem. Chodzi mi o szkic Piotra Zawojskiego Od iluzji do immersji (i z powrotem). Autor opowiada w nim o ludzkiej chęci zanurzenia się w obrazie, wejścia weń i doświadczenia rzeczywistości wirtualnej. Przywołuje m.in. Sensoramę – wynalazek Mortona Heiliga, który miał stymulować wszystkie zmysły uczestnika. Właśnie uczestnika, a nie widza: „»Widz« zasiadał na specjalnie skonstruowanym motocyklu wyposażonym w okulary, w których pojawiały się trójwymiarowe obrazy z towarzyszeniem stereofonicznego dźwięku. Wejściu w świat obrazu pomagało też urządzenie emitujące zapachy i wytwarzające wiatr. Dziś takie »projekcje« określa się mianem sensorround, co charakteryzuje sytuację oddziaływania polisensorycznego na widza”. Zawojski doświadczył czegoś podobnego, wchodząc do wirtualnej jaskini, sześcianu, na którego ścianach-ekranach projektowane są komputerowo symulowane obrazy („Akronim CAVE można rozszyfrować przynajmniej na trzy sposoby: jako »Cave Automatic Virtual Environment«, »Computer Automated Virtual Environment« bądź »Computer-Aided Virtual Environment«”). Aby w pełni doświadczyć wirtualnej rzeczywistości jaskini, trzeba założyć trójwymiarowe okulary. Wówczas można przebywać w niej na sposób interaktywny, tzn. wpływać na strukturę obrazów, zmieniać je i przekształcać. Zawojski stawia jednak pytanie: „[…] czy to jeszcze są obrazy, a więc przedstawienia znajdujące się poza nami? […] przestaje obowiązywać w tej sytuacji kardynalna zasada jednego punktu widzenia, stanowiąca paradygmatyczny model percepcji obrazów, wpisany w logikę centralnej perspektywy […]. Bycie immersantem to doświadczenie niepowtarzalne, zmuszające do przemyślenia podstawowych kategorii wszelkich przedstawień; problemów reprezentacji i iluzji, wirtualności i realności obrazów, ale przede wszystkim – to nowe doświadczenie własnego ciała, które staje się integralną częścią wirtualnego spektaklu…”.

Czy podobnym immersantem nie jest ktoś, kto doświadcza stanu upojenia alkoholowego, w którym to kształty przedmiotów zmieniają się w zależności od stopnia zmrużenia oczu? Myślę, że adepci stanu odmiennego poznali w ten sposób niejedną jaskinię .

Agnieszka Kozłowska

Omawiane pisma: „Opcje”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
felieton__CZESŁAWA MIŁOSZA ŻYCIE W „ZESZYTACH”
NIE REWOLUCJA, CHOĆ EWOLUCJA
ZDROWIE NA WYSTAWIE. KRAKOWSKIE MUZEA MEDYCZNE

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt