Witryna Czasopism.pl

nr 18 (171)
z dnia 5 września 2006
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

„LAMPA” KLASYCZNA I „LAMPA” EGZOTYCZNA, CZYLI O CZYTANIU Z DZIEWCZYNĄ

Z „Lampą” to jest tak, że można się cieszyć, że w ogóle jest. I nieważne, co mówią jej zagorzali zwolennicy, i nieważne, co mówią jej zagorzali wrogowie. Ważne, że wciąż możemy kupić ten ostatni chyba z miesięczników kulturalnych, który do ręki z zadowoleniem wziąć może człowiek młody. Taki, który, zerkamy do środka wakacyjnego numeru, chodzi do kina na czeską komedię sygnowaną nazwiskiem Petra Zelenki, co to w torebce (plecaku) nosi jeszcze Paris London Dachau Agnieszki Drotkiewicz, taki, co cieszy się jak dziecko, czytając Big Maca czy Depeche Mode Serhija Żadana (a duszyczka bardziej liryczna nie zapomni oczywiście o Historii kultury początku stulecia tegoż).

Coraz częściej w rozmowach towarzyskich pojawiają się słowa krytyczne pod adresem nowych numerów „Lampy” – a to, że pomysły im się pokończyły, że nie mają już z kim wywiadów przeprowadzać, że wciąż ci sami autorzy, że Masłowska z koleżankami pod pseudonimami zapełniają trzy czwarte treści „Lampy”. Cokolwiek by mówiono i cokolwiek z tego mówienia (czy też pomawiania) byłoby prawdą, jedno wątpliwości nie ulega – zapewne istnieje grupa osób, która upadek „Lampy” ogłosiłaby z triumfalnym uśmiechem na twarzy. Taka grupa nie kryła swego zadowolenia po niedawnym zamknięciu „Arte” (historia krótkiego istnienia i jeszcze szybszej śmierci tego krakowskiego miesięcznika to temat na oddzielny artykuł), więc i w tym przypadku ich radość byłaby nie mniejsza. Miast czekać na zakończenie żywota „Lampy”, czego osobiście bym sobie jako czytelnik nie życzył, zajrzyjmy do wnętrza podwójnego numeru wakacyjnego (nr 7-8/2006).

Na początek więc szalone historyjki komiksowe Macieja Sieńczyka, do których zwolenniczek należy między innymi moja dziewczyna. Tak więc i Skrzypek z wapna, jej zdaniem, jest bardzo tragiczną, wzruszającą historią wartą przeczytania/obejrzenia. Moja dziewczyna zdecydowała się również przeczytać kawałek nowej prozy Agnieszki Drotkiewicz (Dla mnie to samo) i uznała, że jeśli tylko nie zrazić się zapatrzeniem autorki w twórczość Elfriede Jelinek, to i tak po półtorej strony od lektury się odchodzi. Wybór więc mamy następujący: wracamy do kolejnej powieści Jelinek lub też, równie kusząca propozycja, czytamy wiersze szesnastoletniej Igi Woźniak, która w przyszłości planuje skończyć liceum. Zacytujmy w całości jej utwór poetycki zatytułowany O czymś: „Miało tylko być, a / było czymś / Miało ledwie żyć, a / żyło z kimś / Miało nie być mną, a / było mną / Miało tak nie działać, a / działało jeszcze gorzej”. Ten niewątpliwej urody wierszyk metafizyczno-trancendentalno-ontologiczny zachęca do pozostałych wierszy młodej autorki, co poleca się również państwu. Bo też czy może coś lub ktoś przebić swą urodą bezpośrednie zwroty do pogan, którym przygląda się bohater mówiący w wierszach? Przygląda się i co widzi? Ano tych pogan „całujących się z herezją”, pogan „o oczach w przeźroczach”, „o kroczu z zawszeniem”.

Dalszych kilka stron „Lampy” należy do Marcina Świetlickiego: Jarosław Klejnocki w swoim stylu analizuje wierszopiosenkę poety (Dlatego że mnie nie chcesz). Styl ten to połączenie felietonu z analizą historycznoliteracką, do tego trochę historii muzyki rockowej w Polsce, jej wpływu na literaturę i historię. Przeczytamy o dychotomicznej naturze rocka, ale także o zrównaniu ontologicznym tekstów Świetlickiego i „cierpieniu trankwilizowanym na dawną, cyganeryjno-modernistyczną modłę”. Świetlicki pojawia się na kolejnych stronach, jako że jest jednym z wywiadujących Wilhelma Sasnala, okładkowego bohatera tego numeru „Lampy”. Sasnala o muzykę, zespół Satanic Punk International Conspiracy czy dawne i obecne związki z współtwórcami grupy ładnie wypytują także Paweł Dunin-Wąsowicz i Maciej Piotr Prus. Z wywiadów w tej „Lampie” również rozmowa z Petrem Zelenką, kultowym już w Polsce czeskim reżyserem i scenarzystą (m.in. „Samotni” i „Opowieści o zwyczajnym szaleństwie”) oraz Serhijem Żadanem, ukraińskim poetą, prozaikiem, performerem i anarchistą, którego czytelnicy znają już z trzech u nas wydanych książek, a także wielokrotnych wieczorów autorskich w dużych polskich miastach. Ograniczmy się do jednego cytatu z obu tych rozmów. Zelenka o pisaniu scenariuszy: „Specyficzne jest to, że tej pracy nikt nie potrzebuje, aż do chwili, kiedy zaczyna się przygotowywanie filmu. Wtedy wszyscy mówią, że scenariusz jest najważniejszy w całym filmie. (...) Czasami najlepszy scenariusz jest najgorszym scenariuszem i odwrotnie, to zależy od danego momentu, od tego, jakie jest w danej chwili na scenariusz zapotrzebowanie. Poza tym, jeśli spodoba się komuś w Ministerstwie Kultury, to wtedy jest najlepszy”. Serhij Żadan o roli alkoholu w swoich książkach: „W Depeche Mode alkohol jest po prostu elementem realistycznej prozy. Oni piją i dlatego w tej książce jest dużo alkoholu, gdyby jedli miód, to by było dużo miodu. (...) W rosyjskich książkach, czy w filmie, jak bohater nie pije, to znaczy, że jest negatywny, w najlepszym wypadku – dziwak”.

Warto jeszcze odnotować, że coraz więcej w „Lampie” prozy, co najwidoczniej dzieje się kosztem spychanej na margines poezji. Oprócz opisanej już powyżej twórczości szesnastoletniej Igi Woźniak w numerze odnajdziemy jeszcze krótkie wiersze-obrazki Wojciecha Brzoski (polecam szczególnie początek i koniec). Prozaików za to w numerze aż pięcioro – Drotkiewicz, Joanna Pawluśkiewicz, Marian Pankowski, Dariusz Orszulewski i James Tierney. Innymi słowy, ekipa lampowo-ha!artowa. Bywa i tak.

I na koniec jeszcze jedna cecha charakterystyczna „Lampy”: egzotyka, a więc różnego typu dziwy i dziwności, niesamowitości i od normy odstępstwa, tematy wyciągane ze strychu i zapomnieni dla świata twórcy i nietwórcy. W wakacyjnym numerze odnajdziemy między innymi teksty czeskich piosenek w oryginale, relację Doroty Masłowskiej z pobytu w Izraelu (na okładce: „Dorota Masłowska o państwie żydowskim”), teksty Anny Dziewit o Klausie Nomim, wywiad z katalońskim bardem Lluisem Llachem, tekst Marka Włodarskiego o twórczości Dead Raven Choir czy relację z redakcyjnej podróży na Roztocze. Nie dla każdego zapewne czytelnika część z tych tekstów będzie źródłem fascynującej lektury i zastanowić by się można nad zasadnością niektórych przynajmniej przejawów lampowej egzotyki.

Ot, na przykład, taki tekst Marka Włodarskiego o „letnich emocjach koncertowych na poznańskiej Malcie oraz gdyńskiej trzydniówce Open’er”. Tekst to ze wszech miar i na wszystkie możliwe chyba sposoby o pomstę do nieba wołający. By tekst niniejszy zamknąć zgrabną klamrą, raz jeszcze wspomnę o mojej dziewczynie, której zdarza się podczytywać różne zakupywane przeze mnie wydawnictwa. Otóż moja dziewczyna, która, podobnie jak ja, zakochana jest w wykonawcach, którzy w tym roku odwiedzili Maltę, a także w sporej części tych, którzy zawitali do Gdyni, niejako naznaczona jest piętnem osoby winnej z zainteresowaniem relację redaktora „Lampy” przeczytać. Z lekturą tą rozstała się w okolicach drugiego akapitu. Mnie, jako czytelniczemu masochiście, udało się przebrnąć przez całość, którą swej wybrance następnie zrelacjonowałem, co i państwu polecam. Niech już lepiej wam jakiś czytelnik masochista streści w kilku słowach ten tekst, gdyż jego samodzielna lektura grozi porażeniem mózgowym i chroniczną depresją.

Grzegorz Wysocki

Omawiane pisma: „Lampa”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
WARTO DEBATOWAĆ?
NOWA POSTAĆ W „TANGU” MROŻKA
WYPEŁNIĆ PRZEZNACZENIE

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt