Nr 15 (97)
z dnia 22 maja 2004
powrót do wydania bieżącego
 
  przegląd prasy       
   

WYMARSZ ZE ŚWIĄTYNI DOBROBYTU
     
   

     Sztuki nie ma, sztuka się staje. O tyle, o ile wydarza się w niej prawda bycia. Wysłużone buty Van Gogha nie są do chodzenia. Wychodzą z cienia poręczności, w którym tkwiły dotąd niezauważone – im bardziej niezauważane, tym bardziej wygodne, im mniej narzucające się, tym użyteczniejsze. Van Gogh maluje buty w ich życiu po śmierci, kiedy „nie nadają się już do niczego” i zmuszają do bycia wobec nich już nie użytkownikiem, a widzem. Buty zaś to tylko skryte przesłanie, przypadek modelowy. Sztuka jako taka z istoty poszukuje świata po zmartwychwstaniu z klinicznego zejścia, które następuje za sprawą technicyzacji. Na co dzień rzeczy nie są rzeczami, lecz środkami realizacji (coraz mniej) określonych celów. Dlatego nie żyjemy w świecie, lecz posługujemy się nim. W logikę posługiwania się jest natomiast wpisane wyobcowanie tego, czym się posługuje. Świat jest nam obcy, a my jesteśmy obcy światu. Jedynie sztuka pozwala wydarzyć się światu w całej jego nieskażonej rachowaniem wsobności. To jest prawda sztuki. Krótkotrwałe rozbłyśnięcie bycia, wobec którego nas, nawykłych do bytów oswojonych i kontrolowalnych, zdejmuje święta trwoga. Prawda, która się samoistnie wydarza, a nie jest odkrywana, ustalana, rekonstruowana, to prawda bardzo niezwykła. Nieporęczna jak stare kierpce z obrazu Van Gogha, nic się z nią nie da już zrobić, ani zachować, ani przekazać, ani zanalizować. Można jedynie się na nią otworzyć i pozwolić się jej wydarzać, uczestnicząc w niepokojącym misterium. Ale właściwe święto niezwykłości zacznie się wtedy, gdy taką wydarzającą się prawdę uznamy za najbardziej wydarzoną. Skoro dotychczasowe definicje prawdy w duchu korespondencji piętrzyły jedynie nieporozumienia i zapędzały się w ślepą uliczkę, to być może trzeba powrócić do pierwotnego, żywionego w archaicznej Grecji przekonania, że prawda to nie cecha sądu ani tym bardziej świadomości, lecz a-letheia, nie-skrytość, istoczenie się bycia pozostającego zwykle w skrytości bytu. Należałoby mówić nie o prawdzie, a o każdorazowym prawdowaniu, w tej perspektywie traci ona bowiem status przedmiotu i jawi się jako proces. Z tego miejsca każdy krok dalej jest już brnięciem pod prąd całej tradycji metafizyki. Prawda wyślizguje nam się z rąk i zostaje oddana światu, który w swej nieobliczalności ujawnia ją gdzie chce i kiedy chce. Prawda nie daje się już posiadać, co najwyżej może posiąść. Prawda traci swój i tak zawsze wątpliwy charakter tożsamego z sobą samym twierdzenia, niepoddającego się upływowi czasu. Prawdowanie zaś dokonuje się w czasie, i nie pozostawia po sobie żadnego obiektu. Wydarza się tu i teraz, i za każdym razem inaczej, inne bowiem są czasy i inna przestrzeń kolejnych odsłon. Niepokojące? Trudne? Jak najbardziej, o to właśnie chodzi, powiedziałby John D. Caputo. Bo o nim i jego hermeneutyce radykalnej „tak naprawdę” tu mowa. O nim i najnowszym – 22-23 (2003) – numerze czasopisma „Sztuka i Filozofia”, który m.in. prezentuje stanowisko Caputo.
     Amerykański filozof kontynuuje dwa zasadnicze wątki Heideggerowskiej refleksji – sprzeciw wobec czynienia rzeczy łatwymi oraz rozumienie prawdy jako wydarzenia, Ereignis. Prawda jako żywioł nieobliczalnego dziania się nie daje tego komfortu, jaki oferowała tradycyjna metafizyka podsuwająca monolityczne pewniki i niewzruszone zasady. Caputo, jak pisze Włodzimierz Lorenc (John D. Caputo i próba radykalizacji filozofii hermeneutycznej), chce przywrócić źródłową trudność życia. Świat jako flux, upływ, w sensie zbliżonym do heraklitejskiego pantha rei, zagarnia nas i niesie na grzbiecie swojej kapryśnej fali, wobec czego nie pozostaje nam nic innego jak gotowość na najgorsze, na to, że stały ląd, na który nas wyrzuciła fala zdarzeń, może w każdej chwili okazać się wątłą wysepką podmywaną przez prądy czasu. W sytuacji niemożności arché należy, według Caputo, przeformułować nasze bycie w świecie tak, byśmy stali się świadomi braku definitywnych rozwiązań naszych problemów, braku ideologicznych ostoi, braku autorytetów. Najważniejszym zadaniem etycznym współczesnego człowieka jest rozwijanie w sobie umiejętności utrzymywania się w grze, bez pretensji do jej konkluzywnego zakończenia z jasno wyznaczonymi pozycjami zwycięzcy i przegranego.
     Podobnie maksymalistyczną etykę tworzy Jean-Luc Nancy (Jeffrey S. Librett Pomiędzy nihilizmem i mitem: wartości, estetyka i polityka w Sensie świata Jean-Luc Nancy’ego), który w sposób niezwykle subtelny i nowatorski podejmuje problematykę fundamentalizmu i relatywizmu sensu. Fundamentalizm uznaje możliwość nadania światu, a więc i naszemu w nim bytowaniu, wyczerpującego i, co najistotniejsze, uchwytnego sensu. Wiara ta w myśleniu europejskim zachwiana została już w momencie swoich narodzin: Platon dowodził istnienia w świecie obiektywnego porządku wyższego rzędu, a wywrotowcy spod znaku sofistyki demaskowali obiektywny sens jako kryptosubiektywne roszczenie, równie względne jak wszystkie pozostałe roszczenia do ustanawiania sensu świata, co w konsekwencji prowadziło do stwierdzenia nieobecności jakiegokolwiek sensu. Ale postulowana nieobecność staje się kolejną formą obecności, równie apodyktycznej jak absolutność sensu obiektywnego. Opozycja całkowitej pełni sensu i całkowitej nieobecności sensu to, według Nancy’ego, jedynie dialektyczny pozór – oba stanowiska są w tym samym stopniu podległe logice przedmiotowej obecności, w pierwszym przypadku sensu, w drugim zaś nonsensu. Sofista to Platon stojący na głowie, a więc wciąż Platon. W istocie nihilista odmawiający światu jakiegokolwiek sensu i mitoman dostrzegający go wszędzie idą na łatwiznę. Brak sensu bowiem zawiera w sobie więcej sensu niż zwykliśmy się domyślać. Nawet przy całkowitym braku sensu pozostaje przecież jego pragnienie, a więc coś, jakiś sens, choćby najbardziej uszczuplony. Człowiek otoczony nicością z rozpaczy czyni wygodny nawyk. Otoczony świetlistą i kojącą prawdą sensu jedynego i prawdziwego zamienia się w ślepe bydlę. To dlatego skrajni nonkonformiści z taką łatwością przedzierzgają się w skrajnych konformistów i na odwrót. Toteż totalitaryzm znajduje najbardziej podatny grunt właśnie tam, gdzie wiara w autorytet sensu jest ślepa albo nie ma jej wcale. Nancy próbuje zatem zmienić optykę, skupiając swoją uwagę na wąskiej szczelinie między relatywizacją absolutu a absolutyzacją relatywności, między obecnością nieobecności a nieobecną obecnością. W tej szczelinie, na samej granicy pozornych przeciwieństw, znajduje się relatywizacja jako taka, jako ciągle na nowo podejmowany trud podważania wszelkiego urzeczowienia sensu. Niekonwencjonalność Nancy’ego ujawnia się może najdobitniej w jego koncepcji polityki. W sferze doktryn politycznych napotykamy bowiem kolejną fikcyjną opozycję, którą Nancy radykalnie rewiduje. Pierwszy biegun opozycji pojmuje państwo jako twór czysto proceduralny, który pozbawiony jest własnej podmiotowości ideologicznej. Bycie obywatelem w takim państwie polega wyłącznie na przynależności do jego zewnętrznych struktur, to jedyny warunek, jaki musi być spełniony. Zgodnie z drugim biegunem państwo realizuje określoną wizję ideologiczną, organizuje społeczeństwo nie tylko w sensie formalno-prawnym, lecz także duchowo-moralnym. Chłód i pustka zatomizowanego społeczeństwa w państwie demokratycznym naprzeciw klaustrofobicznej wspólnotowości społeczeństwa totalitarnego. Znów zaklęta alternatywa – albo wolne, ale samotne i obce sobie nawzajem jednostki, albo wchłaniająca indywidualność więź grupowa. I tak jak w przypadku sensu świata, tak i tu przeciwległe ekstrema narzucają się nam jako jedyne możliwe rozwiązania. Narzucać będą się dopóty, dopóki pozwalać będziemy na to, by naszym myśleniem rządziło przekonanie o nieprzezwyciężalnej różnicy między absolutem i relatywizacją. Dopiero uwolnienie się z kieratu tej antytetycznej złudy pozwala dostrzec sposób na wyjście z impasu. Jest nim praktyka na granicy opozycyjnych członów. Ani istnienie więzi między jednostkami, ani też jej nieistnienie, lecz jej wytwarzanie – to jest, według Nancy’ego, recepta na politykę. Ustawiczna, z istoty nierezultatywna praktyka supłania i rozsupływania więzi. Już zawsze odroczona obecność więzi współgra tutaj z programowym opóźnieniem sensu. Natomiast utrzymywanie się w permanentnym ruchu między Scyllą i Charybdą absolutu-nihilizmu przypomina postulat Caputo, wedle którego sens tkwi w grze, a nie w wygranej czy zaprzeczeniu gry. Obu myślicieli łączy zaś głębokie przeświadczenie, że człowiek może zachować swoje człowieczeństwo jedynie syzyfową – w dosłownym sensie – pracą, zgadzając się na nieuchronność przemienności utraty i odzyskania. To ruch, który nie może znaleźć ukojenia, pragnienie, które skazane jest na cząstkowe zaspokojenie, wspólnota, która wciąż na nowo rozpada się i odbudowuje, samotność, która chwilami odnajduje innego po to, na powrót odkryć nieprzekraczalną obcość...
      Czyżby postmodernizm, którego obaj filozofowie są reprezentantami, wstępował w nową fazę dojrzałości po okresie niefrasobliwej apologii pluralizmu i relatywizmu? Bo przecież to, co proponują Caputo i Nancy, to co prawda wolność, ale wolność bardzo trudna. Są zresztą w pełni świadomi egzystencjalnego ciężaru, jaki ich myślenie ze sobą niesie. Ukazują fałszywość kontradyktorycznej logiki bólu i przyjemności, ascezy i konsumpcji, negacji i afirmacji, obojętności i zaangażowania. Paradoks polega na tym, że postmodernizm, postrzegany jako ideologiczna oprawa „wielkiego żarcia”, zamienia się niespodziewanie w największego krytyka konsumpcyjnego światopoglądu. Uwięzienie w dwuwartościowej przestrzeni pełni i braku sensu jako jedynej alternatywy stanowiło zawsze pożywkę dla ekonomii opartej na masowej produkcji konsumentów. Dlaczego? Ponieważ w przestrzeni tej wybór ogranicza się bądź do bezrefleksyjnego samozadowolenia, bądź do dotkliwego poczucia pustki. Pierwsza postawa, znamienna dla człowieka masowego, który akceptuje siebie bezwarunkowo wraz z całym „dobrodziejstwem inwentarza”, sprzyja konsumpcyjnej alienacji w sposób oczywisty. Mniej oczywiste jest zaś stwierdzenie, że nihilizm sprzyja tej alienacji w tym samym stopniu. Jest jednak faktem, że próżnia powstała w wyniku głoszonego przez nihilizm zaniku sensu, rodzi silną frustrację i skłania do poszukiwania zapomnienia właśnie w konsumpcyjnym zatraceniu. W tym świetle postmodernizm Caputo i Nancy’ego nabiera wyraźnie humanistycznego, jeśli nie humanitarnego rysu. Mówiąc o fikcyjności różnicy między obecnością i nieobecnością sensu, budując ontologię pulsowania sensu na granicy bytu i nicości, rehabilitując niepokój i trud, ale bez strącania nas w otchłań rozpaczy, ukazując subtelną złożoność daru pragnienia w opozycji do ordynarnego pragnienia daru, myślenie Caputo i Nancy’ego jest propozycją terapii szokowej dla pogrążonego w sytym dobrobycie społeczeństwa Zachodu. Rezygnacja z sensu zniewala bowiem w tym samym stopniu, co jego fanatyzm. Kto nie ma celu, nigdy nie wyruszy w podróż i zgnuśnieje w domu, kto ma jego obsesję, zamieni się w katorżnika czasu, dla którego podróż będzie czymś zupełnie jałowym – kto uwolnił się od fałszywej dialektyki celu i bezcelowości, odkryje zbawienny ruch niekończącej się podróży...
     





wersja do wydrukowania

zobacz w najnowszym wydaniu:
Może się zacznie robić ciekawie…
Ukąszenie popowe
Co myśli dziewczyna, która unosi sukienkę?
„Dlatego” bardziej „Tylko Rock”
Rokendrol w państwie pop
KAKTUS NIE Z TEJ CHATKI
POTOP POP-PAPKI
WIĘCEJ NIŻ DWA ŚWIATY
Czas kanibalów
Przystanek „Paryż”
Spodziewane niespodzianki
Złudny i niebezpieczny
Faszyzm czai się wszędzie
OD KOŃCA DO POCZĄTKU
O muzyce do czytania i gazecie do słuchania
Dreptanie wokół czerwonej zmory
Rozkoszne życie chełbi
Emigranci, krytycy i globalizujące autorytety
Zielono mi
Roczniki siedemdziesiąte?
Od rytuału do boiska piłkarskiego
O potrzebie rastryzmu
Sen o Gombrowiczu
Pozytywnie
Manewry z dźwiękami
Kochajmy zabytki (czasopiśmiennictwa) – tak szybko odchodzą
Co tam, panie, na Litwie?
Literatura – duch fartowny czy hartowny?
Nostalgiczne klimaty
Wyostrzony apetyt
Szanujmy wspomnienia
Papier kontra ekran
Nie zagłaskać poety
Papier czy sieć?
Rutynowe działania pism fotograficznych
Papiery wartościowe
Kolesiowatość
MODNA MUZYKA NOSI FUTRO
Semeniszki w Europie Środkowo-Wschodniej
Zimowa trzynastka
Popkultura, ta chimeryczna pani
Patron – mistrz – nauczyciel?
Rita kontra Diana
Słodko-gorzkie „Kino”
O produkcji mód
Gorące problemy
GDY WIELKI NIEMOWA PRZEMÓWIŁ
Bigos „Kresowy”
W TONACJI FANTASY Z DOMIESZKĄ REALIZMU
KRAJOBRAZ MIEJSKI
Z DOLNEJ PÓŁKI
KINO POFESTIWALOWE
MATERIALNOŚĆ MEBLI
ŹLE JEST…
NOSTALGIA W DRES CODZIENNOŚCI UBRANA
MŁODE, PONOĆ GNIEWNE
WIEDEŃ BEZ TORTU SACHERA
JAZZ NIE ZNA GRANIC
WIDOK ŚWIATA Z DZIEWIĄTEJ ALEI
KINO I NOWE MEDIA
PO STRONIE WYOBRAŹNI
AMERYKAŃSKIE PSYCHO
CZEKAJĄC NA PAPKINA
MUZYKA, PERWERSJA, ANGIELSKI JĘZYK
SZTUCZNE CIAŁA, CIAŁA SZTUKI
IKONY, GWIAZDY, ARTYŚCI
MÓWIENIE JĘZYKIEM TUBYLCÓW
CZAS OPUŚCIĆ SZKOŁĘ
MAŁA, UNIWERSALNA
Baronowie, młodzi zahukani i samotny szeryf
ROZBIĆ CODZIENNOŚĆ, ALE NAJPIERW JĄ WYTRZYMAĆ
TECHNO, KLABING, REKLAM CZAR
NASZE ULICE
Z SOPOTU I Z WIĘCBORKA
KRAJOBRAZ PO GDYNI
O TZW. WSZYSTKIM – W „POZYTYWNYM” ŚWIETLE
KOMPUTER DO PODUSZKI?
NA USŁUGACH CIAŁA
WALLENROD Z KOMPLEKSAMI
PARADA STAROŚCI
INKOWIE A SPRAWA POLSKA
CZAROWNYCH CZAROWNIC CZAR
POSZUKIWACZE ARCHITEKTURY OBIEKTYWNEJ
2002 W KINIE
GADKI KONIECZNIE MAGICZNE
Widoki z pokoju Morettiego
NIE REWOLUCJA, CHOĆ EWOLUCJA
CZAR BOLLYWOODU
ALMODOVAR ŚWINTUSZEK, ALMODOVAR MORALISTA
NIEJAKI PIRELLII I TAJEMNICA INICJACJI
W BEZNADZIEJNIE ZAANGAŻOWANEJ SPRAWIE
GANGSTERZY I „PÓŁKOWNICY”
WYRODNE DZIECI BACONA
CO TY WIESZ O KINIE ISLANDZKIM?
BYĆ JAK IWASZKIEWICZ
MŁODY INTELIGENT W OKOPIE
O PRAWDZIWYCH ZWIERZĘTACH FILMOWYCH
JEDNI SOBIE RZEPKĘ SKROBIĄ, DRUDZY KALAREPKĘ
ZJEŚĆ SERCE I MIEĆ SERCE
DON SCORSESE – JEGO GANGI, JEGO FILMY, JEGO NOWY JORK
PONIŻEJ PEWNEGO POZIOMU… ODNOSZĄ SUKCES
ANTENOWE SZUMY NOWE
BOOM NA ALBUM
O BŁAZNACH I PAJACACH
EKSPRESJA W OPRESJI
BARIERY DO POKONANIA
UWAŻAJ – ZNÓW JESTEŚ W MATRIKSIE
NATURA WYNATURZEŃ
ZABAWNA PRZEMOC
DLATEGO RPG
WIEKI ALTERNATYWNE
CZARODZIEJ MIYAZAKI
DYLEMATY SZTUKI I MORALNOŚCI
MUZA UKRYTA I JAWNE PRETENSJE
BO INACZEJ NIE UMI…
PORTRET BEZ TWARZY
BYĆ ALBO NIE BYĆ (KRYTYKIEM)
MODLITWA O KASKE
ZA KAMERĄ? PRZED KAMERĄ?
CZY PAN KOWALSKI POJEDZIE DO WARSZAWY?
OSTALGIA, NOSTALGIA, SOCNOSTALGIA
TORUŃSCY IMIGRANCI
OFFOWA SIEĆ FILMOWA
BO TO ZŁA KOBIETA BYŁA...
O femme fatale i innych mitach
Z GAŁCZYŃSKIM JAK BEZ GAŁCZYŃSKIEGO
KONFERANSJERKA
CZYTANIE JAKO SZTUKA (odpowiedź)
BERLIŃSKIE PRZECHADZKI
GRY WOJENNE
WYDZIELINY NADWRAŻLIWOŚCI
ŚMIERĆ ADAMA WIEDEMANNA (polemika)
MIĘDZY MŁOTEM A KILOFEM
DEMONTAŻ ATRAKCJI
POPATRZEĆ PRZEZ FLUID
W CIENIU ZŁOTYCH PALM
3 X L – LIBERATURA, LESBIJKI, LITERNET ALBO LOS, LARUM, LITOŚĆ
(a do tego: pracy precz!)
WSZYSCY Z HRABALA
NA CZYM GRASZ, CZŁOWIEKU?
FILM W SZKOLE, SZKOŁA W FILMIE
MARTWA NATURA Z DŹWIGIEM
ROGI BYKA, NERWICE I ZIELONY PARKER
ZMIERZCH MIESIĘCZNIKÓW
CZARNOWIDZTWO – CZYTELNICTWO
DALEKO OD NORMALNOŚCI
NIE-BAJKA O ODCHODACH DINOZAURA
ŁYDKA ACHILLESA
DLACZEGO KOBIETY WIĘCEJ…?
LIBERACKI SPOSÓB NA ŻYCIE
PRORADIOWO, Z CHARAKTEREM
KOSZMAR TEGOROCZNEGO LATA
KRAKOWSKIE FOTOSPRAWY
PROBLEMY Z ZAGŁADĄ
CZAS GROZY
KOMU CYFRA?
APIAT’ KRYTYKA
NASZA MM
UWIERZCIE W LITERATURĘ!
W POSZUKIWANIU UTRACONEJ TOŻSAMOŚCI
ZA GÓRAMI, ZA DECHAMI…
FRAZY Z „FRAZY”
TARANTINO – KLASYK I FEMINISTA?
UTRACIĆ I ODZYSKAĆ MATKĘ
WIELE TWARZY EUROCENTRYZMU
IRAK: POWTÓRKA Z LIBANU?
NIEPOKOJE WYCHOWANKA KOMIKSU
I FOTOGRAFIA LECZY
STANY W PASKI
MIĘDZY MŁOTEM RYNKU A KOWADŁEM SENSU
POŻYTKI Z ZAMKNIĘTEJ KOPALNI
CZACHA DYMI...
DYSKRETNY UROK AZJI
PODZIELAĆ WŁASNE ZDANIE
FORUM CZESKIEGO JAZZU
NADAL BARDZO POTRZEBNE!
KONTESTACJA, KONTRKULTURA, KINO
PIĘKNE, BO PRZEZROCZYSTE
DEKALOG NA BIS
SPAL ŻÓŁTE KALENDARZE
WYBIJA PÓŁNOC?
A PO KAWIE SADDAM
TRZECIE OKO
ANGLIA JEST WYSPĄ!
CO W ZDROWYM CIELE
CHASYDZKI MCDONALD JUDAIZMU?
PEJZAŻE SOCJOLOGICZNE
SZTUKA CODZIENNOŚCI SZUKA
PASJA
KOGO MASUJĄ MEDIA?
DWAJ PANOWIE A.
NOWA FALA Z ZIARENEK PIASKU
ULEGANIE NA WEZWANIE
BERLIN PO MURZE
I WCZORAJ, I DZIŚ
MOJE MIASTO, A W NIM...
WYNURZAJĄCY SIĘ Z MORZA
TYLKO DLA PAŃ?
TAPECIARZE, TAPECIARKI! DO TAPET!
NIE TAKIE POPULARNE?
FOTOGRAF I FILOZOF
MODNIE SEKSUALNA RITA
KONTAKT Z NATURĄ KOLORU
MATKI-POLKI, PATRIOCI I FUTBOLIŚCI
POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI PO HUCULSKU
NARODZINY SZPIEGOSTWA
ZJEDNOCZENIE KU RÓŻNORODNOŚCI
NIEPEWNI GRACZE GIEŁDOWI
„KOCHAĆ” – JAK TO ŁATWO POWIEDZIEĆ
MADE IN CHINA
Proza pedagogicznych powikłań
„NIE MA JUŻ PEDAŁÓW, SĄ GEJE”
MY, KOLABORANCI
zobacz w poprzednich wydaniach:
CZAS GROZY
ANTENOWE SZUMY NOWE
NIEPOKOJE WYCHOWANKA KOMIKSU