Witryna Czasopism.pl

nr 34 (151)
z dnia 2 grudnia 2005
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

LISTOPAD W GRUDNIU

Tym razem omówienie aż dwóch numerów „Esensji” z prozaicznego powodu – potwornego opóźnienia redaktorów magazynu. Jeszcze 29 listopada w sieci dostępny był numer... październikowy, a listopadowy ukazał się dokładnie 1 grudnia. Być może pod wpływem specyficznego wywaru redaktorzy pisma zaczęli posługiwać się innym kalendarzem, może zapadli w sen zimowy? Tego nie wie nikt. Październikowy numer jednak [8 (50) 2005] trzeba uwzględnić, ponieważ jest on szczególny – podsumowujący pięcioletni żywot pisma.

Z tej właśnie okazji jubileuszowe wydanie otworzył znamienny tekst Manifest Esensji. Przeczytamy w nim, że twórcy magazynu z założenia są zwolennikami egalitarnej wizji kultury i nie dzielą jej na obszar wysoki oraz popularny. Celem „Esensji” ma być inteligenta rozrywka i publikowanie materiałów nie tylko wolnych od pobieżnych sądów, ale także od medialnych układów. Jest to bowiem pismo non profit, dla miłośników kultury popularnej, niemających oporów przed skrytykowaniem jakiegoś tytułu czy filmu w obawie, że dystrybutor nie zamieści u nich reklamy. Poza tym redakcja stawia na młodych twórców, którym chce udostępniać łamy, czyli, staje się swoistą kuźnią talentów. Podkreśla również, że w przeciwieństwie do większości magazynów sieciowych, stara się, aby zawartość „Esensji” cechowała się wysokim poziomem merytorycznym i kompetencją autorów. I ta właśnie cecha ma być jej wizytówką.

Dlatego co najmniej dziwi taki oto kwiatek: „Żeby było śmieszniej, do tej pory nie czytałem żadnej oryginalnej powieści Raymonda Chandlera, co jednak nie przeszkadza mi z czystym sumieniem polecić Blacksada miłośnikom jego pióra. Cóż... Jest tu wszystko, co w opinii społecznej łączy się z przymiotnikiem Chandlerowski”. I jak tu nie popaść w konsternację po przeczytaniu czegoś takiego? Bo właśnie tak rozpoczyna się ranking „najlepszych komiksów pięciolecia” według „Esensji”. I nawet nie wiadomo, co powiedzieć autorowi tych słów, Wojciechowi Gołębiewskiemu. Że to wcale nie jest zabawne? Że taka szczerość raczej nie przypadnie do gustu czytelnikom magazynu, który ma opinię – żeby było śmieszniej – jednego z najbardziej kompetentnych periodyków internetowych? Może nie czepiałbym się recenzji Gołębiewskiego, gdyby nie ten istotny dla funkcjonowania „Esensji” moment.

A jako dość wierny czytelnik magazynu, szczególnie działu komiksowego i literackiego, mogę śmiało stwierdzić, że z kompetencją autorów jest gorzej. Sekcja komiksowa mocno się skurczyła do słabszych i krótszych materiałów. Sytuację ratują jeszcze teksty Daniela Gizickiego oraz godna polecenia rubryka poświęcona wartościowym albumom zagranicznym. W październikowym numerze Artur Długosz przybliża Icaro – komiks narysowany przez Jiro Taniguchiego do scenariusza Moebiusa. To historia chłopca, na którym systematycznie przeprowadzane są badania naukowe. Ma on szczególną cechę – potrafi latać, co w jego sytuacji wydaje się raczej uciążliwym „darem” niż talentem. Długosz solidnie analizuje album, a przy tym pisze tekst w bardzo osobistym stylu. Aż chce się od razu wybrać się na poszukiwania Icaro w Amazonie.

Na poziom „Esensji” z pewnością nie będą narzekać miłośnicy filmu, bo to chyba najbardziej prężny dział pisma. Sporo ostrych, zdecydowanych i trafnych recenzji, zupełnie innych niż bezpłciowe teksty w prasie papierowej, szczególnie w pismach młodzieżowych i lifestylowych. Dział filmowy magazynu dba również o aktualność swoich tekstów, czyli trzyma rękę na pulsie. Nie można tego samego powiedzieć o dziale literackim. Znajdziemy w nim – o dziwo – recenzję Orłów i aniołów Juli Zeh czy „Szatańskiego tanga”, podczas gdy obydwie książki dawno opuściły księgarniach z półki z nowościami. Jak widać, manifest manifestem, a z realizacją bywa różnie.

Jaka przyszłość czeka „Esensję” i jak postrzegają magazyn czytelnicy? Dowiemy się tego z ankiety, na którą odpowiedzieli między innymi Maciej Parowski, Jacek Dukaj, Anna Brzezińska czy Katarzyna Rodek, czyli ludzie, z którymi „Esensja” współpracuje. Ankietowani zgodnie podziwiają zapał i zaangażowanie redakcji, biorąc pod uwagę jej charytatywną działalność. Dzięki temu tworzy się opiniotwórcze forum autorów piszących z pasji i dla samej przyjemności publikowania. Z drugiej strony, charakter non profit przeszkadza w utrzymywaniu przy sobie tzw. nazwisk, dlatego pismo cały czas musi się starać o nowych ludzi. I chyba dlatego „Esensja” słabnie. Coraz mniej ludzi ma czas pisać za darmo. A magazyn słynie z nazwisk (w październikowym numerze pojawiają się Michał Chaciński oraz Andrzej Ziemiański). Ich brak byłby dla „Esensji” dużą stratą.

Dość jubileuszowych refleksji jednak, bo wisi wreszcie numer listopadowy (9/2005), który siłą rzeczy zdominowała tematyka historyczna, w tym samym czasie bowiem zbiegły się premiery trzech istotnych pozycji. Ukazał się komiks Franka Millera 300 o bitwie pod Termopilami, antologia fantastyczna Deszcze niespokojne, w której autorzy wzięli na warsztat wydarzenia II wojny światowej, i wreszcie wywiad-rzeka Stanisława Beresia z Andrzejem Sapkowskim pt. Historia i fantastyka. Ci, którzy nie mieli okazji czytać tej ostatniej książki (swoją drogą, fatalnie wydanej, biorąc pod uwagę wygórowaną cenę), mogą znaleźć fragment obszernej rozmowy właśnie w najnowszej „Esensji”.

Gdy tylko poczytamy sobie, jak Bereś spiera się z Sapkowskim o to, kiedy świat był bardziej okrutny (Sapkowski twierdzi, że teraz, Bereś, że w średniowieczu), śmiało możemy przejść do błyskotliwego i przenikliwego tekstu Artura Chruściela Szkieletów w szafie brak. Chruściel jest wyraźnie zawiedziony poziomem rozmowy w Historii i fantastyce, zarówno od strony poruszanych tematów, jak i sposobu prowadzenia dyskusji. Przy czym winą za niepowodzenie tego dziennikarskiego eksperymentu obarcza Stanisława Beresia. Argumenty ma całkiem solidne. Pierwszy zarzut skierowany jest jednak do wydawcy, który – jak twierdzi publicysta „Esensji” – zawęził zakres rozmowy do tematyki historycznej, aby wywiad-rzeka stał się niejako przedłużeniem kampanii promocyjnej cyklu husyckiego. I rzeczywiście trudno się nie zgodzić z Chruścielemi, że w całej karierze Sapkowskiego okres pracy nad cyklem husyckim to zaledwie ostatni etap twórczości. A co z Wiedźminem? Chruścielowi brakuje wyraźnej, pogłębionej rozmowy właśnie o Wiedźminie, a także porządnej dysputy i roztrząsania tematyki literackiej, dokładnie – fantastycznej. I tu znowu punkt dla Chruściela – Bereś rzeczywiście niezbyt się w tej materii orientuje. Co innego literatura tzw. głównonurtowa, która nie ma przed nim żadnych tajemnic, ale fantastyka jest dla niego tematem dość egzotycznym.

Z drugiej jednak strony, każdy, kto przeprowadzał (lub starał się przeprowadzać) wywiad z Sapkowskim, wie, że jest to rozmówca niezwykle trudny i najcenniejsze informacje trzeba z niego dosłownie wydzierać. A do tego autor „Wiedźmina” potrafi po prostu zignorować pytanie lub powiedzieć wprost: „nie”. Dlatego mimo solidnych zarzutów Chruściela będę bronił Beresia – z pewnością nieraz napotkał mur milczenia.

Co ciekawe, tyle krytycznych uwag wcale nie zniechęca do lektury Historii i fantastyki, wręcz kusi, żeby jak najszybciej po nią sięgnąć.

Za to tekst Konrada Wągrowskiego Pospolite ruszenie do omawianej przez niego antologii Deszcze niespokojne nie zachęca. Tak się składa, że jestem świeżo po lekturze tej książki i z niektórymi spostrzeżeniami Wągrowskiego nie mogę się zgodzić. Przyznaję, część z tych opowiadań jest pod względem stylistycznym na bardzo przeciętnym poziomie. Ale poziom wykonania to jedno, a pomysłowość i podejście autorów do tematu – rzecz zupełnie inna. O dziwo, Wągrowski zarzuca autorom, że bardzo rzadko narratorami swoich fabuł czynią Polaków. Cóż w tym złego? Nie dopatrywałbym się tutaj żadnej fascynacji wermachtem czy nazizmem. Broń Boże. A może gdyby Wągrowski nie oceniał opowiadań osobno, tylko przeanalizował treść antologii jako całości, dopatrzyłby się innych intencji autorów? Ta śladowa obecność polskiej perspektywy może świadczyć o tym, że twórcy mają dość schematycznych historii, że chcą pokazać uniwersalność i potworność doświadczenia wojennego. Świetnie robi to choćby Szczepan Twardoch w Stille Nacht, snując losy zniemczonego Ślązaka.

Z pól bitewnych II wojny przenosimy się pod Termopile za sprawą komiksu 300 Franka Millera. Tomasz Kontny albumowi poświęca entuzjastyczną, ale przez to niezbyt pogłębioną recenzję. Naszą wiedzę na temat starożytnej Grecji uzupełnia za to Sebastian Chosiński w obszernym eseju historycznym.

Ten sam autor narzeka również na komiks Jamesa Sturma Golem & Gwiazdy Dawida. Twierdzi, że choć ta powieść graficzna o żydowskiej drużynie bejsbolowej, podróżującej po rasistowskim południu USA, przypadła mu do gustu, to z jej lektury w pełni mogą być usatysfakcjonowani jedynie fani bejsbolu. Cóż, Sturm w swoim albumie najwięcej treści umieszcza na drugim planie, posługuje się sugestią, aluzją, przedstawia częściej swoje myśli za pomocą pustki i niedomówienia niż dopełnienia. Nie każdemu musi się to podobać. Tylko Chosiński nie bierze pod uwagę tego, że w tym komiksie bejsbol nie jest zwykłą grą, a rozgrywka czasami urasta do rangi metafory walki o dumę, godność, a nawet przetrwanie. I tak to właśnie jest z listopadową (ukazującą się w grudniu) „Esensją” – z jej autorami możemy się często nie zgadzać, ale przynajmniej nie pozostajemy obojętni. W końcu o to chodzi.

Sebastian Frąckiewicz

Omawiane pisma: „Esensja”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
UKRAIŃSKIE AKCENTY
Proza pedagogicznych powikłań
Zielono mi

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt