Witryna Czasopism.pl

Nr 26 (143)
z dnia 12 września 2005
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

STRACH SIĘ BAĆ?

Zanim na dobre zabrałam się za lekturę podwójnego numeru (8-9/2005) „Więzi”, wpadł mi w ręce magazyn kobiecy („Zwierciadło” 9/2005), w którym kilku mężczyzn odpowiada na proste pytanie: co robić, żeby się nie bać? Przepytywani to osoby aktywne, wykonujące zawody wymagające podejmowania ryzyka i trudnych decyzji. Sposoby na opanowanie strachu mają różne. Cechą wspólną wszystkich odpowiedzi jest świadomość, że chociaż często zagrożenie pochodzi z zewnątrz, to lęki biorą się z wnętrza człowieka. Dlatego trzeba pracy nad sobą; samopoznanie może pomóc w oswajaniu negatywnych emocji, a nawet więcej, bo w twórczym ich wykorzystaniu – lęk staje się dopingiem do działania, wyzwala dodatkową porcję energii. Pięknie współgra z tym opowieść syna jednego z przepytywanych mężczyzn. Otóż chłopiec uważa, że w przyszłości paliwem napędzającym pojazdy kosmiczne będzie strach. Im więcej lęku w kosmonaucie, tym szybciej rakieta będzie się poruszała.

W tym kontekście, pozornie ni z tego ni z owego, w rozmyślaniach nad lękiem pojawiła się moja babcia. Jest dla mnie, nieświadomą roli, jaką odgrywa, nauczycielką. Nazywam ją nauczycielką myśląc o kimś, kto staje się moim lustrem, w kim jak w zwierciadle mogę się przejrzeć i dostrzec swoje ograniczenia. Babcia stale się czegoś boi, do tego stopnia, że niemal w każdym przez nią wypowiedzianym zdaniu, którym opowiada o swoich emocjach czy stosunku do jakiegoś zdarzenia, pojawia się fraza: „bo ja się boję, że…”. Czy jej lęki są pochodną wieku, doświadczeń pokolenia wojennego czy może stanowią część jej natury? A może to ślady lęków dziewczynki wychowywanej przez autorytarnego ojca? Dlaczego w ogóle się boimy? Gdzie tak naprawdę leży źródło naszych lęków? W wychowaniu? W zagrożeniach zewnętrznych? W nas samych jako objaw stłumienia emocji? Jak sobie radzić z lękiem, ze strachem?

„Więź” podejmuje temat lęku, ale nie zamyka go jedynie w perspektywie psychologicznej (Andrzej Kokoszka, Mirosław Pilśniak OP, Anna Karoń-Ostrowska Jak nie bąć się lęku – rozmowa., w której uczestniczy m.in. psychiatra i duszpasterz), miesięcznik proponuje nam refleksję z punktu widzenia socjologii (Joanna Kurczewska Polskie niepokoje europejskie), filozofii (Adam Workowski O, lęku straszny i wspaniały) czy religii i Kościoła (Tomasz Wiświcki Czy Kościół w Polsce powinien bać się przeszłości?, Zbigniew Nosowski Kościół w Polsce bez Papieża-Polaka – czy bać się o przyszłość?). Takie zróżnicowanie tematyczne jest niewątpliwie atutem, truizmem będzie stwierdzenie, że każdy znajdzie coś dla siebie – coś, czego będzie mógł się przelęknąć. Ważniejsze jest uświadomienie, jak w wielu sferach naszego życia lęk funkcjonuje. Nie objawia się tylko w doświadczeniu jednostek, stanowi także element doświadczenia zbiorowego. Stąd pytania o przeszłość Kościoła i próba podjęcia trudnego tematu współpracy księży z władzą komunistyczną. Z kolei pytanie o przyszłość polskiego katolicyzmu po śmierci papieża, to przyznanie się do lęku o stopień dojrzałości społeczności religijnej. Rozważania Joanny Kurczewskiej, która sporo miejsca w swoim tekście poświęca problemom polskiego przygranicza wschodniego, pokazują, że nie boimy się zmian i nowych okoliczności tylko jako jednostki, ale boimy się ich także jako całe grupy społeczne – owe lęki lokalne, bo ograniczone do określonej przestrzeni geograficznej, zdaniem Kurczewskiej są jak papierek lakmusowy lęku zbiorowego. „Takie laboratorium (pogranicze wschodnie i zachodzące tam przemiany – A.K.) pozwoli empirycznie określić poziom i charakter niepewności poznawczych i emocjonalnych zbiorowych podmiotów społecznych, uczestniczących w radykalnym przekształcaniu ładu europejskiego.”

Chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jeden tekst z omawianego numeru „Więzi”. Być może jego lekturę dobrze jest zostawić na koniec – po całym bloku tekstów o lęku i wyzwalaniu się z niego. Chodzi mi o felieton Piotra Wojciechowskiego Przez arogancję do tolerancji z działu Pisane na gorąco. Nie bez kozery przytaczam nazwę działu, bo chciałabym wierzyć, że autor istotnie to, co napisał, stworzył pod wpływem chwilowego impulsu. Wojciechowski komentuje akcję „Tiszert dla wolności”, wyrażając swoją całkowitą dezaprobatę dla niej. Po wyliczeniu, jakie hasła znalazły się na koszulkach pisze: „Wyraźne jest, że ma tu działać efekt ogłupienia – wiara w to, że szlachetny zamiar przeciwstawienia się ksenofobii i odrzuceniu, skłoni ludzi zagubionych i bezkrytycznych do uznania za szlachetne również rzeczy podłych, głupich i brzydkich.”

Zastanowiło mnie to. Zaczęłam rozmyślać, o jakich rzeczach podłych i brzydkich autor pisze. Czy chodzi mu o deklarację „Mam AIDS”, czy też „Mam dwie mamusie”? Czy może o „Już mu zupy nie gotuję”? A może raczej o „Miałem pochwę”, „Będę stary/a”, „Masturbuję się”, bowiem Wojciechowski dalej, po stwierdzeniu, że „tolerancja to zaledwie próg” i że trzeba go przekroczyć ku braterstwu, solidarności i dobru wspólnemu, żali się, „(…) już na progu zmąceniu ulega potrzeba szacunku do języka i logiki, już na progu arogancja wali w pysk, nie dopuszczając do pomyślenia o takich wartościach, jak wierność kulturze, takt, szacunek dla dzieci i starszych, dyskrecja, intymność, łagodność.” Wojciechowski martwi się, że „akcja podkoszulkowa ma być próbą narzucenia pewnej tożsamości młodej części »społeczeństwa niczyjego«, tożsamości lewicowo-liberalnej, ale do tego zmąconej, mieszającej hierarchie i ignorującej logikę.” Martwi się, że młodzież jest ogłupiana, po to, żeby popierała cynicznych spryciarzy. Ale czy cynicznym spryciarzem jest Arab lub Żyd z tiszertowych haseł „Jestem Arabem”, „Jestem Żydem”? Boleje także, że wszczepia się w młodych ludzi błędną tożsamość, ale czy błędna tożsamość rodzi się z wiejskiego pochodzenia („Jestem ze wsi”)?

Akcja „Tiszert dla wolności” to nie tylko poszerzanie granic tolerancji, to według mnie także wydobywanie na powierzchnię lęków, jakie kryją się w każdym człowieku i w wielkich grupach ludzi. Hasła na tiszertach są próbą egzorcyzmowania tych lęków. To, że akcja odbyła się nie po myśli kogoś, kto jest „staroświeckim nieco osobnikiem” i ma tradycyjne poczucie piękna i „klasyczne rozumienie dzieła artystycznego”, nie znaczy od razu, że doszło do okrutnego gwałtu na naszym społeczeństwie. Nie bójmy się lęku, choćby lęk miał być kontrowersyjny, brudny i głupi. Nie bójmy się lęku, bo umiejętne wykorzystanie go, daje siłę.

Agnieszka Kozłowska

Omawiane pisma: „Więź”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
Pozytywnie
KAPUŚCIŃSKI, CZYLI DLACZEGO WARTO MIEĆ „TOPOS” NA PÓŁCE
BUNT W KULTURZE MASOWEJ: KOMIKS

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt