Witryna Czasopism.pl

nr 12 (262)
z dnia 20 listopada 2010
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

ANI TEOLOGIA, ANI POLITYKA

Teologia polityczna zasadniczo leży poza obszarem moich zainteresowań, ale drugi tegoroczny numer „Kronosa” (nr 2/2010) bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Teksty zebrane w numerze są nieprzypadkowe i tworzą fascynujący polilog. „Rozmówcami” są między innymi Hans Blumenberg, Karl Löwith i Jacob Taubes, zaś przedmiotem dyskusji – Carl Schmitt i jego koncepcja polityczności. Wątki poruszane w „Kronosie” jak ulał pasują do naszej sytuacji społeczno-politycznej, dzięki czemu pozwalają na zdystansowaną i rzetelną analizę problemów ujawnionych w walce o krzyż przed Pałacem Prezydenckim. Sam muszę się zresztą mocno pilnować, żeby nie przekształcić tego omówienia w inspirowany treściami zaprezentowanymi w „Kronosie” interwencyjny felieton.

Blumenberga, Löwitha i Taubesa interesuje samo jądro projektu Schmitta. Tworzą je dwie powiązane ze sobą tezy. W myśl pierwszej wszystkie ważne pojęcia charakterystyczne dla nowoczesnej nauki o państwie są zeświecczonymi pojęciami teologicznymi. Innymi słowy, każda teologia posiada konsekwencje polityczne, tak jak „każda teoria polityczna [nie jest – MB] wolna od teologicznych założeń [Robert Pawlik, Od transcendencji do transgresji. Negatywna teologia polityczna Jacoba Taubesa].

Blumenberg, Löwith i Taubes podchodzą do tych tez z całkowitą powagą. Nie gra tu roli fakt, że Löwith i Taubes byli Żydami, mogli zatem traktować poglądy Schmitta wyłącznie jako produkt aberracji ideologicznej. Dla mnie ich polilog jest więc przykładem wzorcowej rzetelności intelektualnej, której brak odczuwa się dziś coraz częściej. Elementem tego poważnego podejścia jest zindywidualizowanie poszczególnych głosów dyskusji – mimo że Blumenberg, Löwith i Taubes odnoszą się zasadniczo do tych samych wątków myśli Schmitta, to różnią się w ich interpretacji, wyciągają odmienne wnioski i budują odrębne kontrstrategie.

Blumenberg stara się wykazać, że Schmittowskie przeciwstawienie przyjaciela i wroga jest błędem zarówno na poziomie „fenomenologiczno-antropologicznym”, jak i „pojęciowo-logicznym”. Zdaniem bowiem Blumenberga przyjaźń jest kategorią antropologiczną, a wrogość – polityczną. Do wspólnego mianownika da się je sprowadzić tylko za cenę metaforyzacji przyjaźni bądź totalizacji zakresów znaczeniowych obu pojęć [Olivier Müller, Między antropologią a teologią. Carl Schmitt w krytyce Hansa Blumenberga].

Löwith natomiast pokazuje uwikłanie myśli Schmitta w romantyczny okazjonalizm i liberalizm, a więc w nurty jawnie przez Schmitta krytykowane. W romantycznym okazjonalizmie człowiek pozbawiony „trwałej podstawy działania” jest chwiejny i skupiony na własnym ego. W liberalizmie człowiek działa w dwóch starannie rozdzielonych sferach – prywatnej i publicznej. Zdaniem Löwitha obie te tendencje widoczne są w Schmittowskim decyzjonizmie, a to dlatego, że Schmitt nie wypracował koncepcji „miarodajnego obszaru centralnego”, z którego kultura XX wieku mogłaby czerpać żywotność. W teorii Schmitta brak również „metafizyki decyzji oraz podstawy teologicznej” [Arkadiusz Górnisiewicz, Zrozumieć nowoczesność. Wprowadzenie do myśli Karla Löwitha].

Z kolei różnica między Schmittem a Taubesem polega zasadniczo na tym, że „Schmitt szukał potencjału teologicznego w pojęciach prawnych”, a Taubes „poszukiwał potencjału politycznego w metaforach teologicznych”. Znakiem firmowym Taubesa stała się jego interpretacja pism Pawła Apostoła. Taubes starał się pokazać, że Paweł „jest bardziej żydowski od każdego reformowanego rabina” [Jacob Taubes, Teologia polityczna świętego Pawła, cytowane za: Robert Pawlik, Od transcendencji do transgresji], a więc że Pawłowa teologia jest nieodłącznym elementem żydowskiej „logiki mesjańskiej”. Widziany w tej perspektywie Paweł Apostoł nie jest rzecznikiem rewolty przeciw doczesnej władzy i polityce. Jego wysiłek ma raczej pokazać, że „władcą okazuje się nie ten, który stanowi normy, ale ten, który od nich wyzwala”, do delegitymizacji „wszystkich dotychczasowych porządków”, do promocji życia wycofanego w obręb wewnętrzności. Czas wrócić do Schmitta, który Pawła Apostoła uczynił jednym z patronów swej teologii politycznej. Analizy Taubesa pokazały, że koncepcja Schmitta nie znajduje oparcia w teologii Pawła. Paweł bowiem ani „nie usprawiedliwiał w sposób teologiczny żadnego porządku politycznego”, ani niczego nie fundował. Dokonał raczej zawieszenia „wszelkich roszczeń do władzy politycznej czy duchowej”, „w sposób mesjański odebrał prawomocność każdemu porządkowi, tak religijnemu, jak i politycznemu” [Robert Pawlik, Od transcendencji do transgresji].

Chciałbym zwrócić uwagę czytelników na jeszcze jeden tekst, niezwiązany już z teologią polityczną Schmitta. Chodzi mi o artykuł Ewy Atanassow zatytułowany Patriotyzm a demokracja w myśli Alexisa de Tocqueville’a. Autorka rekonstruuje w nim poglądy na patriotyzm i jego związek z demokracją przedstawione przez Tocqueville’a w dziele pod tytułem O demokracji w Ameryce.

W punkcie wyjścia rozważania Tocqueville’a wydają się bardziej niż tradycyjne. Jego zdaniem „patriotyczne utożsamienie z ojczyzną skłania obywatela do przestrzegania prawa, troski o porządek publiczny i podejmowania samodzielnego wysiłku w celu budowania wspólnego dobra”. Kluczową sprawą jest tu zatem „emocjonalna identyfikacja” obywatela z państwem, a patriotyzm może być określony jako „fundament afektywny każdego ustroju” [Ewa Atanassow, Patriotyzm a demokracja…]. Każdego, a więc zarówno demokracji, jak i despotyzmu. Właśnie ta uniwersalność patriotyzmu-afektu budzi u Tocqueville’a niepokój. Jego następstwem jest wprowadzone na kartach O demokracji w Ameryce odróżnienie patriotyzmu instynktownego od patriotyzmu refleksyjnego. Patriotyzm instynktowny to przed-refleksyjne przywiązanie do swojego narodu, bezinteresowna lojalność „i nieokreślone uczucie, jakie przywiązuje człowieka do miejsca, gdzie się urodził”, do rodziny i ziemi ojców [Alexis de Tocqueville, O demokracji w Ameryce, cytowane za: Ewa Atanassow, Patriotyzm a demokracja…]. Sam mechanizm działania patriotyzmu instynktownego przypomina, zdaniem Tocqueville’a, mechanizm zaangażowania religijnego. Patriotyzm refleksyjny z kolei jest rodzajem zreflektowanego uczucia, które bierze pod uwagę korzyści płynące z uczestnictwa w społeczeństwie oraz zobowiązania, jakie to społeczeństwo nakłada na jednostkę. Oba typy patriotyzmu nie są tylko konstrukcjami analitycznymi, ale mają również swój historyczny odpowiednik. Patriotyzm instynktowny charakterystyczny jest dla monarchii, patriotyzm refleksyjny zaś dla republikańskiej Ameryki. Przejście od monarchii do ustroju republikańskiego określa Tocqueville jako przejście od uczuć młodzieńczych do wieku dojrzałego. Myliłby się jednak ten, kto uznałby, że patriotyzm instynktowny należy zastąpić patriotyzmem refleksyjnym. Tocqueville bowiem podkreśla z całą mocą, iż patriotyzm refleksyjny nie może być „gwarantem trwałości Unii w Ameryce”. Stwierdza nawet, że patriotyzm oparty na interesie należy odrzucić! Dochodzi tu do głosu brzemienne w konsekwencje napięcie w myśli Tocqueville’a. Klarownie i gruntownie opracowuje je Atanassow. Streszczanie jej wywodów nie ma jednak sensu, wystarczy podkreślić, że dla Tocqueville’a demokratyczny patriotyzm polega na dialektycznym sprzężeniu patriotyzmu instynktownego i patriotyzmu refleksyjnego. Chodzi mu o to, by działanie oparte o interes stawało się stopniowo intuicyjną i przed-refleksyjną lojalnością wobec państwa i narodu. Dzięki temu ład polityczny będzie stabilny. Z drugiej jednak strony, idzie również o to, by intuicyjne zaangażowanie w państwo przechodziło w patriotyzm refleksyjny, by bezrefleksyjne zaangażowanie w ład polityczny poddawać krytyce i rewizji w perspektywie korzyści własnych i współobywateli. Potencjał refleksyjny i krytyczny jest konieczny dla sprawnego funkcjonowania państwa. Chroni bowiem przed niechcianymi konsekwencjami patriotyzmu instynktownego, choćby przed lekceważeniem rozumu i sprawiedliwości, do którego prowadzi duma narodowa oparta na bezrefleksyjnej miłości do własnego państwa i etnosu. Patriotyzm w demokracji okazuje się zatem „walką na dwóch frontach. Zmaga się z ekspansją indywidualizmu i erozją przywiązania obywatelskiego, ale i opiera się zagrożeniom płynącym nieuchronnie z poczucia dumy narodowej” [Ewa Atanassow, Patriotyzm a demokracja…].

Jak zaznaczyłem na początku, tym razem staram się powstrzymywać od komentarzy. Pozwolę sobie jednak na nieco prywaty w innej kwestii. Od dawna zastanawiają mnie bowiem okładki „Kronosa”. Mówiąc eufemistycznie – idą one po linii anty-estetyki. Powinienem do tego przywyknąć. Żółto-fioletowy Jahwe niemalże z twarzą Marksa, z piorunem w jednej, a barankiem w drugiej dłoni nie pozwala jednak na okrzepnięcie w przyzwyczajeniu. Mogę tylko zapewnić, że wnętrze „Kronosa” jest o wiele bardziej estetyczne.

Marcin M. Bogusławski

Omawiane pismo: „Kronos” nr 2/2010.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
BOHATER KONTRA SUPERBOHATER
„PRO ARTE” ORAZ UPAJAJĄCA PRZYJEMNOŚĆ
NA USŁUGACH CIAŁA

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt