Witryna Czasopism.pl

nr 6 (256)
z dnia 20 marca 2010
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

O KARŁACH I ICH MITACH

Marcowe wydanie miesięcznika „Znak” (3/2010) poświęcono funkcji mitu w kulturze współczesnej. Z poprzedniego numeru powstałego z potrzeby zagospodarowania pustki po śmierci Leszka Kołakowskiego wyłania się szereg zagadnień, którym warto by się uważniej przyjrzeć, pozostając właśnie w kręgu myśli autora Horror metaphysicus. Mit jest niewątpliwie jednym z tych zagadnień. Obecność mitu Kołakowskiego to przecież jedna z jego najważniejszych prac, być może jedna z najważniejszych prac polskiej powojennej humanistyki. Zresztą gdy przyjrzymy się tekstom, które ukazały się w marcowym „Znaku”, z pewnością odniesiemy wrażenie, że duch Kołakowskiego nad nimi się unosi, a nawet im patronuje.


Warto jednak zacząć od tego, czego w numerze brakuje. Nie proponuje „Znak” żadnej rewolucyjnej koncepcji, która mogłaby zmienić sposób postrzegania mitu i jego funkcji. Głupio byłoby jednak obwiniać redakcję o taki stan rzeczy: biblioteka różnego rodzaju prac poświęconych mitowi jako takiemu jest ogromna i przez to coraz trudniej stworzyć koncepcję na tyle oryginalną, by pozwoliła ona spojrzeć na mit z perspektywy innej niż te, które zdążyły się już ustabilizować w dyskursie humanistycznym (od, powiedzmy, Frazera, przez Cassirera, Lévi-Straussa, aż po Barthesa). Być może zresztą nie potrzebujemy jeszcze tak bardzo nowego teoretycznego ujęcia mitu. Może nie wszystkie konsekwencje zostały wyprowadzone z istniejących już koncepcji: od funkcjonalistycznych, po poststrukturalistyczne. Może kiedy sytuacja do tego dojrzeje, taka koncepcja się wyłoni. Na razie istniejące koncepcje służą już jako zasobniki akademickich miejsc wspólnych, które pozwalają budować szczegółowe interpretacje w oparciu o odwołania do mitu jako na przykład formy symbolicznej (to akurat zapożyczenie z Ernsta Cassirera).


Taka sytuacja, oprócz nadziei na dalsze dopowiedzenia do istniejących koncepcji, dopowiedzenia, które mogą ostatecznie zaowocować koncepcją nową, ma jednak również swoją ciemną stronę. Sprzyja bowiem tworzeniu tekstów wtórnych, używających tych koncepcji w sposób automatyczny, zupełnie jakby koncepcje Lévy-Bruhla czy Cassirera już w momencie ich formułowania były tylko zbiorem procedur i reguł interpretacyjnych, a nie otwartymi na dyskusję, polemikę i rewizję propozycjami ujmowania fenomenu społeczno-kulturowego, jakim jest mit. Nie przynosi moim zdaniem „Znak” pogłębionych analiz zjawisk, o których traktują poszczególne teksty. W gruncie rzeczy w „Znaku” nigdy nie publikowano rewolucyjnych koncepcji, lecz od pewnego czasu odnoszę wrażenie, że równanie następuje w dół, teksty są zbyt powierzchowne, za mało skondensowane, nastawione na katalogowanie zagadnień, a nie na pogłębioną analizę wybranego problemu. Wspomniane koncepcje są traktowane trochę po macoszemu, właśnie jak klisze udzielające legitymacji interpretacjom zjawisk ze sfery polityki czy kultury popularnej, przy czym legitymacja ta ma najgorszą z możliwych form: opiera się na argumentacji ex authoritate. Słabość takiego warsztatu interpretacyjnego wychodzi na jaw tym dobitniej, że widać nieproporcjonalność koncepcji użytych do analizy na przykład reklamy; nie ma nic bardziej oczywistego niż stwierdzenie, że reklama posiłkuje się mitami albo że tworzy mity na naszą skarłowaciałą miarę. Zapytajmy raczej, co począć z takimi interpretacjami oraz z naszym skarłowaceniem.


A zatem najnowszy numer dostarcza dwóch rozczarowań. Czy jednak da się oddzielić ziarna od plew, znaleźć inspirującą myśl?

Do tych przemyśleń zainspirował mnie w dużej mierze artykuł Damiana Leszczyńskiego Mit w rękach zręcznych rzemieślników. Wychodząc od ogólnych rozważań, Leszczyński koncentruje się m.in. na roli mitu w polityce rozumianej tutaj szeroko, zarówno jako sama działalność publiczna, jak i jako teoria. Wskazuje na nierozerwalny związek pomiędzy mitem a propozycjami politycznymi, radykalnymi manifestami. Millenaryzm, kult rewolucji, oczekiwanie na Wodza czy Mesjasza − wszystko to są realizacje pewnych struktur mitologicznych, na których ufundowane zostały polityczne koncepcje, postulaty, wreszcie − działania. Leszczyński zestawia to i porządkuje, co jest niewątpliwie pożyteczne, ale pozostawia bez odpowiedzi pytania: czemu można by mit polityczny przeciwstawić, u podstaw czego ów mit może leżeć?


Wydaje mi się, że tropy podsuwane przez Leszczyńskiego mogłyby znaleźć rozwinięcie w kategoriach utopijnych. Koncepcje, na które powołują się autorzy „Znaku”, mają to do siebie, że traktują mit jako strukturę zamkniętą, pełniącą funkcję stabilizującą, objaśniającą. Mit zatem może być alternatywnym systemem symbolicznym, za pomocą którego interpretuje się rzeczywistość (odżywa tutaj klasyczna opozycja mitu i racjonalności, mythosu i logosu), może pełnić funkcję pocieszenia czy terapeutyczną, pozwalającą pogodzić się z conditio humana, odnaleźć sens jednostkowego życia bądź też istnienia całej zbiorowości. Taką funkcję może również pełnić mit w polityce: przyjdzie Wódz na Białym Rumaku i nas wyzwoli z ucisku, przyjdzie Rewolucja i zerwie nasze kajdany, Królestwo Wolności już nadchodzi, musimy tylko jeszcze trochę poczekać...


Jeśli odniesiemy to wszystko do jeszcze jednej klasycznej opozycji bios theoretikosbios praktikos, to mit (ujmowany jako forma postrzegania rzeczywistości) przynależeć będzie raczej do sfery refleksji, oglądu, namysłu, interpretacji. Co jednak z działaniem, zwłaszcza w polityce, o której Leszczyński pisze? To jest niemożliwe bez myślenia utopijnego, które dostarcza niezbędnego aktywizującego czynnika. Również utopie miewają funkcję stabilizującą, powstrzymującą działanie − takimi utopiami są choćby „utopie czasu przeszłego”, utraconego Raju bądź Złotego Wieku, który minął i nie wiadomo, czy w ogóle kiedykolwiek istniał. Zasadniczo jednak mogą wzywać do działania − a takiego wezwania w mitach skatalogowanych przez Leszczyńskiego nie widać. Nawet Rewolucja potraktowana jako mit traci gdzieś swój potencjał. Staje się pojęciem, które ma być wprowadzone w życie przez wszystkich, a więc przez nikogo.


Czy potrzebujemy mitów w naszej kulturze nadmiaru?

W tekstach zgromadzonych w marcowym „Znaku” pobrzmiewa przekonanie o skarłowaceniu kultury: tak jak w czasach Webera zaczęliśmy żyć w „świecie odczarowanym”, tak teraz już nie podobna go zaczarować na nowo. Pozostają nam jedynie klisze, których możemy użyć co najwyżej w funkcji quasi-erudycyjnych odniesień w reklamach i popkulturze (z całym szacunkiem dla nich obu). Taka sytuacja jest wysoce zasmucająca, pokazuje, jak bardzo wyczerpało się zbiorowe imaginarium, jak bardzo podupadły nie tylko te mity, w których tkwi szansa na znalezienie konsolacji, ale także te, które mogłyby stanowić wezwanie do działania.


Potrzeba nam zatem odwagi zarówno do ożywiania starych mitów, jak i do tworzenia nowych − ale nie po to, by usypiać sumienia i by dawać nam łatwe pocieszenie, ale by gromadzić mniejsze lub większe społeczności wokół jakiegoś celu. W kontrowersyjnej, mocno przerysowanej, eklektycznej książeczce Alaina Badiou Etyka (Warszawa 2009) znalazłem myśl, od której nie potrafię się ostatnio uwolnić. Jest obrazoburcza, bo zrywa z modelem etyki, w ramach której każde postępowanie może być moralnie, aksjologiczne zakwalifikowane jako złe lub dobre, haniebne bądź chwalebne. Dla Badiou codzienna krzątanina jest nagim życiem, będącym poniżej wartości etycznych; dobro lub zło mogą się wydarzać jedynie w akcie transgresji rzeczywistości, naszej codziennej gonitwy. Jeśli wykraczamy poza konwencje artystyczne, naukowe, polityczne, jeśli wyglądamy poza to, co spetryfikowano w ramach horyzontu codziennego doświadczenia, to jest nadzieja, że coś nowego, etycznego się wydarzy. Może właśnie takiego mitu potrzebujemy? Może właśnie takiego myślenia nam teraz potrzeba, by się oswobodzić ze skarłowacenia, które wielkie narracje przemieliło na proszek?

Mit splata się tu z utopią, choć może niestety spleść się także z ideologią. Gra jest jednak warta świeczki: niechby mity, które od wieków inspirowały ludzi, nie zatraciły swojej mocy, zarówno w nauce, sztuce, jak i w polityce.

Michał Choptiany

Omawiane pisma: „Znak”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
PRAWY PROSTY Z LEWYM SIERPOWYM
PAKIET
BERLIN Z KRÓLICZEJ PERSPEKTYWY

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt