Witryna Czasopism.pl

nr 18 (244)
z dnia 20 września 2009
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

HOMO BERNHARDIENSIS

1.

Zaczepny, buńczuczny, bezkompromisowy. Parafrazując Gombrowicza – w prowokacji swojej radykalny, radykalny aż do szału. Skandal był jego żywiołem. Piętnował mieszczańską Austrię, wytykał rodakom, że nadal nie rozliczyli się z historią i nigdy się na to nie zdobędą, z zapiekłością wymierzał kolejne ciosy. Bezpieczne samozadowolenie odbiorcy rozbijał przy pomocy zjadliwej ironii, która skutecznie podważała ustalone wartości. Z pozoru niebezpiecznie oscylował przy tym na granicy absolutnego nihilizmu, zabarwionego dodatkowo gorzkim pesymizmem. Nie poddawajmy się jednak tej ryzykownej ułudzie – zza Bernhardowskich tekstów słychać złowieszczy śmiech autora.

Thomasowi Bernhardowi – człowiekowi – poświęcony jest nowy numer „Kwartalnika Artystycznego” [2 (62) 2009]. Thomasa Bernharda – pisarza – spróbują redaktorzy i krytycy uchwycić w numerze następnym.

Sześć zbliżeń. Sześć migawek. Trochę zdjęć. Czy odsłania nam to innego Bernharda niż ten, którego do tej pory znaliśmy? Zobaczmy.


2.

Tekst Marka Kędzierskiego (Terytorium Bernharda) otwiera numer, zarazem do niego wprowadzając i przedstawiając pomysł na cały blok. Pisze on: „publikujemy, ogólnie mówiąc, teksty o powiązaniach biografii, topografii i twórczości”. Ale to półprawda, czego piszący ma zresztą świadomość. Topograficzne rozważania, mozolne badanie owego terytorium Bernharda pojawiają się w rozważaniach u samego Kędzierskiego oraz u Krystiana Lupy. Faktycznym tematem tego numeru – świadomie wybranym, chociaż może niewystarczająco podkreślanym – wydaje mi się jednak Bernhardowska autokreacja. To stale ponawiany wysiłek tworzenia obrazu siebie samego na użytek różnych odbiorców. Ciągły gest sprzeciwu wobec zatrzaśnięcia w jednym tylko wizerunku. Nie może przynieść pożądanego rezultatu, tym gorliwiej więc jest ponawiany.


3.

Trzy wywiady.

Odsłona pierwsza: Katolicka egzystencja. Fragmenty wywiadu-rzeki, jaki z Bernhardem przeprowadził Kurt Hofmann.

Zamysł jest prosty: pytania mają mieć charakter pomocniczy, słyszalny ma być przede wszystkim głos pisarza. W wydaniu książkowym Hofmann dokonał starannego wymazania, usunął siebie, pozostawiając tylko monolog Bernharda – „Kwartalnik” prezentuje jedynie niewielki fragment, dający jednak pojęcie o całości. Jeśli przyjąć, że motyw autokreacji jest swoistą dominantą bądź pewnym kluczem, który ustawić może myślenie o tym numerze, to nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Bernhard niejako zjada tu swojego interlokutora, nie zostawia mu miejsca, sprawia, że tamten, chcąc nie chcąc, musi się usunąć. Zagłusza go aż do utraty prawa głosu. Trudno powiedzieć, o czym konkretnie mówi tych kilka prezentowanych stron, bowiem jest na nich Bernhard w pigułce, a więc to wszystko, co przewija się przez całą jego twórczość.


4.

Odsłona druga: Spotkanie. Fragmenty rozmów, które z Bernhardem przeprowadziła Krista Fleischmann.

Bernhard zapytany, czy zgadza się z krążącymi na jego temat opiniami, które przypisują mu jednoznacznie negatywny stosunek do świata, odpowiadał: „Nie. Mam zupełnie normalne nastawienie do życia, prawdopodobnie takie samo jak wszyscy inni normalni ludzie, i nie jest ono wyłącznie negatywne, ale też nie jest wyłącznie pozytywne”. Po czym doprecyzował (po jeremiadzie, w której udowadniał, że zbyt łatwo zamyka się nas w jednej usłużnej definicji, opisuje przy pomocy jednego tylko epitetu, na stałe przypisanego): „Ja prawdopodobnie do końca życia zostanę negatywnym pisarzem. Muszę jednak powiedzieć, że bardzo dobrze czuję się w tej roli, i wcale mnie ona nie irytuje. Bo chociaż ludzie mówią, że jestem negatywnym pisarzem, to przecież jestem równocześnie pozytywnym człowiekiem”.

Rozmowa ta jest w moim odczuciu najważniejszym tekstem w całym numerze. Bada się w niej niebezpieczne pogranicze prowokacji i autokreacji, czy też raczej pokazuje, w jaki sposób prowokacja staje się narzędziem autokreacji. Jest zapisem pewnej gry, którą Bernhard toczy ze swoją rozmówczynią. Pozwala jej stawiać pytania, ale bawi się odpowiedziami, rozkłada akcenty tak, jak mu wygodnie, z dystansem patrzy zarówno na siebie samego, jak i na jej zmieszanie. Przy pomocy Fleischmann raz jeszcze wywraca na nice ustalone hierarchie i opinie, także te dotyczące jego twórczości. Pamiętamy z jego powieści kategoryczne przeformułowania powszechnie uznawanych skal ocen, radykalne ustawianie od nowa porządku w sztuce czy muzyce. W rozmowie z Kristą Fleischmann najciekawszy jest może wątek dotyczący obecności śmiechu w twórczości Bernharda, który staje się pretekstem do rozważań na temat „filozoficznego programu śmiechu”; przyczynkiem do opowieści o „wielkich figlarzach w dziejach” – Schopenhauerze, Kancie, Pascalu. Każe on raz jeszcze zmienić nasze spojrzenie na kwestię śmiechu i powagi, zdecydowanie kwestionuje obiegową opinię na temat „pisarza negatywnego”. To, czy się z takim myśleniem zgadzamy, czy też jest ono nam zupełnie obce, ma znaczenie drugorzędne: mechanizm prowokacji wbudowany w ten wywiad uczula nas na prowokacje stosowane w prozie Bernharda.


5.

Odsłona trzecia: „Każdy dzień był dla niego inscenizacją...”: Peter Fabjan w rozmowie z Markiem Kędzierskim.

Rozmowa z bratem Bernharda – bratem, który przez wiele lat był jego lekarzem, jednym z najbliższych mu ludzi – jest spojrzeniem na autokreację z zewnątrz. Fabjan mówi: „Thomas nie chciał, żebyśmy to my byli źródłem informacji o jego życiu, o nim. […] Zaklinał: »gdyby cię ktoś o mnie pytał, to, na miłość boską, nic prywatnego, życie prywatne to jest tabu«”. Bernhard chciał mieć na swoje życie patent: jego proza autobiograficzna jest grą z własną autobiografią, przekształcaniem jej tak, aby pasowała mu do koncepcji siebie. Fabjan nie tylko lepiej niż inni może tę strategię obnażyć, ale i – w bardziej uzasadniony i wyważony sposób niż Krystian Lupa, który się z tym siłuje w swoim tekście – spróbować ją uzasadnić. Rozmowa z Fabjanem jest sposobem na zburzenie lub lekki demontaż tak misternie skonstruowanej autokreacji Bernharda, jest uchyleniem drzwi, pokazaniem perspektywy, która w innym wypadku nie byłaby dla czytelnika w ogóle dostępna. Żaden z tekstów zamieszczonych w „Kwartalniku” nie ma ambicji całościowego ujęcia; żaden jednak również nie odsłania biografii i osoby Bernharda w takim stopniu, jak rozmowa z jego bratem.

W wywiadach Bernhard się zasłania.


6.

„Na setkach fotograficznych wizerunków Bernharda wyczuwam jego zabiegi o to, by przedstawić się w ten, a nie inny sposób, przybrać tę, a nie inną minę” – pisze Marek Kędzierski. I dodaje: „Na ogół chce, jak się wydaje, aby percypowano go jako bez reszty opanowanego sceptyka, ale bywa, że przybiera minę bezczelnego, wyzywającego besserwissera […], a w miarę potrzeby – impertynenta. Na niektórych wydaje się kpiarzem, całkiem zabawnym, raczej sympatycznym […]. W późniejszym okresie na wielu dostrzegamy raczej wyraz twarzy gorzkiego mizantropa. Ale zawsze wyczuwa się pozę”.

Fotografie mogły stanowić ważne uzupełnienie dyskusji na temat Bernhardowskiej autokreacji i żałuję, że tak się nie stało. Prezentowane są obficie, ale w wersji ugrzecznionej, prawie że portretowej, nieco dokumentacyjnej. Brakuje tu koncepcji, zupełnie zrezygnowano z jakiejkolwiek zadziorności. Pokazano Bernharda w wersji spokojnej i konwencjonalnej, która zdecydowanie kontrastuje z tym, co zapowiadał Kędzierski we wstępie – trudno się bowiem w prezentowanych fotografiach doszukać pozy. Czy też inaczej: pobieżnie się im przypatrując, można by uznać, że zawsze dominuje ów „opanowany sceptyk”, inne możliwości pozostają dla czytelnika „Kwartalnika” zatrzaśnięte. Tyle tylko, że taki obraz Bernharda mamy w głowie i bez lektury pisma.


7.

Wywiady stanowią zdecydowanie najmocniejszą część obecnego numeru „Kwartalnika”, topograficzne poszukiwania – zarówno Lupy, jak i Kędzierskiego – wydają mi się już mniej interesujące. Nie mogę się bowiem oprzeć wrażeniu, że obaj ci autorzy dali się zbytnio Bernhardowi uwieść. Przede wszystkim na poziomie języka.

I tak Lupa, skądinąd naprawdę wnikliwy interpretator Bernharda, popada w gorączkową egzaltację w swoim dzienniku z pobytu w Wolfsegg. Lupa pojechał tam razem z kilkoma swoimi aktorami, zapiski te są próbą zrozumienia znaczenia tego miejsca dla twórczości, ale i biografii autora Wymazywania. Są one więc z jednej strony zapisem spotkań (przede wszystkim z siostrą pisarza), z drugiej – ćwiczeniem z empatii. Lupa bowiem na swój własny użytek próbuje niejako przepisać Bernhardowskie doświadczenia, na nowo je sobie opowiedzieć, aby tym lepiej je zrozumieć. Problem z tymi notatkami dla czytelnika zaczyna się w chwili, w której chce je wykorzystać dla siebie. Pisanie o Bernhardzie „bernhardem” staje się przede wszystkim dowodem na to, że pisarskie autokreacje bywają niezwykle sugestywne. Fenomen Wolfsegg nadal pozostaje dla nas dość niejasny.


Kędzierski – od lat pisarza tłumaczący – z bratem Bernharda wybiera się z kolei do Ottnang (powstał tam ostatni dramat pisarza), o której to podróży opowiada w zbeletryzowanym eseju zatytułowanym Aurach. Tekst ten jest w dużej mierze zakamuflowanym wywiadem – Peter Fabjan opowiada w nim bowiem zarówno o tym domu, jak i o innych mieszkaniach Bernharda, uzupełniając tym samym wątki, które przewijały się już przez ich wcześniejsze dialogi. Przedstawia szczegółowo historię poszczególnych sprzętów, ale całość ma lekko muzealny posmak. Nie ma w tym tekście tego, co tak mocno obecne było w rozmowie o pisarzu: w dyskusji o tak bardzo bernhardowskim miejscu brakuje samego Bernharda, a beletryzacja w moim odczuciu szkodzi całości. Jest w końcówce kolejną skazaną na niepowodzenie próbą mówienia „bernhardem”.


8.

Mimo pewnych zastrzeżeń całość uważam jednak za naprawdę udaną, zwłaszcza w pierwszej części. Niecierpliwie czekam na następny, krytyczno-literacki blok „Kwartalnika” poświęcony temu autorowi.

Imre Kertész powiedział kiedyś: „Zdaniem Györgya Lukácsa […] – »każdy wielki pisarz tworzy nowy typ człowieka«”. W wypadku Bernharda opinia ta jest chyba prawdziwa w dwójnasób. Określenie homo bernhardiensis (pożyczone od Marka Kędzierskiego) wydaje się jak najbardziej adekwatne. Można je odnieść do jego bohaterów. (Mam nadzieję, że krytyczne szkice to pokażą). Ale dzięki owej starannej autokreacji wolno chyba zastosować je i w odniesieniu do samego pisarza. Obecny numer myśl tę potwierdza.

Małgorzata Szumna

Omawiane pisma: „Kwartalnik Artystyczny”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
DWA BŁĘKITY CZYLI ŁABĘDZIE ŚPIEWY BRULIONOWOŚCI
CZYJ POGRZEB?
ANAGRAMOWA CHOREOGRAFIA MAI DEREN

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt