Witryna Czasopism.pl

nr 10 (236)
z dnia 20 maja 2009
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

MENTOR MIMO WOLI

Nie mam złudzeń: zdrowe społeczeństwo nie może obejść się bez autorytetów. Rzecz jednak w tym, w jaki sposób ustanawia swoje autorytety i jak się do nich odnosi, a więc czy kieruje się racjami intelektu, czy „romantycznymi” porywami ślepej emocji. Ze smutkiem stwierdzam, że w tej kwestii Polakom wciąż bliżej do emocji i za daleko do racji intelektualnych. Właśnie to jest powodem bezpardonowej sakralizacji Jana Pawła II, której nie towarzyszy pogłębiona refleksja nad jego przesłaniem teologicznym i filozoficznym, czy bezlitosne ośmieszanie Lecha Wałęsy, skrywane pod płaszczykiem historycznej uczoności i troski o dobro kraju. A przecież autorytet to też człowiek, mieszanina zalet i wad, żaden spiż czy widmo. Nie da się go oceniać za pomocą prostej dychotomii białe-czarne. Można tylko słuchać jego racji, wyciągać z nich wnioski i podejmować samodzielne, a więc także odpowiedzialne, decyzje. Te i podobne myśli towarzyszyły mi, gdy kupowałem „Notatnik Teatralny” (nr 52-53/2009) poświęcony Gustawowi Holoubkowi. Holoubek był przecież niekwestionowanym mentorem Polaków, któremu społeczeństwo dało prawo „wyrażania polskich niepokojów, wypowiadania się w imieniu (…) narodu” (Ewa Zembok, Mentor mimo woli). Byłem więc ciekaw, czy redakcja „Notatnika” ulegnie standardom rodzimego podejścia do autorytetów, czy też uda się jej poza nie wykroczyć. Szczęśliwie wykroczyć się udało! Portret Holoubka nie jest tu bowiem malowany wprost, wyłania się raczej z plątaniny rozmów, wspomnień, wycinków gazet i korespondencji. Łączy w sobie wypowiedzi pozytywne i negatywne, odsłania zalety i wady Holoubka, o czym niżej. Tym samym jest raczej bricolage’em niż portretem, bardziej kruchą mozaiką niż spiżowym pomnikiem. Dla potwierdzenia tych słów wystarczy przywołać dwa ważne wątki „Notatnika”.


Pierwszy dotyczy akademizmu i konserwatyzmu Holoubka. Jak pisze Paweł Sztarbowski w tekście Holoubek i młodzi: „sytuowanie Gustawa Holoubka jako akademika wrogiego wszelkim przejawom nowości czy świeżości w teatrze wydaje się czymś oczywistym”. Ilustrują to zresztą dobitnie drukowane w „Notatniku” słowa samego Holoubka, który tak odnosił się do teatru spod znaku TR Warszawa: „Propozycja przyglądania się człowiekowi zredukowanemu do symptomów, która jest unikiem od wdania się w pytania zasadnicze. Pomijanie monumentalnych znaków zapytania, które stawiamy wobec tajemnic naszej ludzkiej egzystencji, i skazanie ich epitetem staroświeckości wydaje mi się znamienne dla owej pasji badania symptomów. Twórcy tego kierunku teatru, kiedy mają do rozstrzygnięcia problem tajemnicy jajka, uważnie przyglądają się przekrwionej dupie kury. Badają precyzyjnie wszystkie symptomy towarzyszące jego składaniu. Innymi słowy, wcale nie zastanawiają się, jaka zaklęta jest w tym tajemnica, tylko poddają medycznej obdukcji zarośniętą piórami dupę” (Gustaw Holoubek, Mówienie rozumne). Na przykładzie Ateneum Sztarbowski udowadnia jednak, że to zadomowione w świecie teatralnym przekonanie o nieprzejednanym tradycjonalizmie i akademizmie Holoubka jest niezupełnie prawdziwe. Wspomina przy tej okazji Maję Kleczewską, która dzięki żartom Holoubka „o teatrze Grotowskiego, Kantora, Swinarskiego” uczyła się dystansu do hierarchii. Przywołuje nazwiska młodych reżyserów, debiutujących i wystawiających w Ateneum (choćby Agnieszka Glińska czy Tomasz Konina). Precyzyjnie pokazuje ambiwalentny stosunek Holoubka względem młodych artystów i młodej dramaturgii – jego przywiązaniu do tradycji towarzyszyło bowiem przekonanie, że teatr wymaga odświeżenia. Zapewne z tego powodu dawał on szansę młodym i początkującym reżyserom, ale tym, którzy potrafili wpisać się w konwencję teatru aktora. Wychodząc od przytoczenia opinii o konserwatyzmie Holoubka, Sztarbowski przewrotnie kończy swój tekst: „zdaje się dość paradoksalnie, że Teatr Ateneum za dyrekcji Holoubka umożliwiał pracę wielu młodym i bardzo młodym ludziom. Na mocno ograniczonych warunkach, ale zawsze. Obecnie w Warszawie takich miejsc jest coraz mniej. Może więc jednak Holoubek-akademik, ale przyjazny młodym artystom?”.


Drugi wątek mówi o relacji Holoubka z Kazimierzem Dejmkiem, obrosłej legendą zarówno za sprawą inscenizacji Dziadów, jak i późniejszego konfliktu obu artystów, między innymi na tle politycznym, który zakończył się wyrzuceniem Holoubka z kierowanego przez Dejmka zespołu Teatru Polskiego. Po latach Holoubek tak się wypowiedział na ten temat: „Ja go kochałem, tak jak my wszyscy kochaliśmy Dejmka”. Swoją decyzję, by „nie kłaniać się panu D.”, uznał zaś za głupi i niepotrzebny incydent (cytuję za tekstem Anny Kuligowskiej-Korzeniewskiej, Ja go kochałem). Jak rozumieć te słowa? Pytam o to, gdyż w świetle opublikowanej w „Notatniku” rozmowy z Piotrem Dejmkiem jawią się one jako swoista licentia poetica. Piotr Dejmek wspomina obu panów jako małostkowych, którzy nie mogli znieść we własnym otoczeniu ludzi równych sobie talentem i kompetencjami teatralnymi. „Oni byli równolatkami, a nigdy nie przeszli na ty – wyznaje we wspomnianym wywiadzie. – Zawsze zwracali się do siebie: »Panie Kazimierzu«, »Panie Gustawie«, Holoubek zaś za plecami ojca nazywał go »parobkiem«, a ojciec o Holoubku mówił »ten chuj«” (Paweł Płoski, Nikt tego nie wie. Rozmowa z Piotrem Dejmkiem).


Jak widać, Holoubek był postacią niejednoznaczną, a przynajmniej niejednoznacznie zapamiętaną. Owa niejednoznaczność wyziera z większości tekstów pomieszczonych w „Notatniku”. Choćby Marek Kondrat pokazuje Holoubka jako wielkiego aktora i marnego dydaktyka (wywiad Pod skrzydłami), Daniel Przęstek w tekście zatytułowanym W owych dniach opisuje meandry jego postawy politycznej, a Izabella Cywińska (rozmowa pt. Trudne dziedzictwo) dokonuje między wierszami oceny Holoubka jako dyrektora Teatru Ateneum. „Chciałabym, żeby jego postać w wyobraźni ludzi nie była – broń Boże – pomnikiem. Żeby nie doczepiono mu »gęby«, za którą nie będzie widać normalnego człowieka” – mówi Magdalena Zawadzka w wywiadzie pt. Dla niego. Właśnie tak, bez spiżu i „gęby”, pokazuje Holoubka „Notatnik Teatralny”. Ukazuje go tak, jak powinno się przedstawiać autorytety, konfrontując czytelnika z racjami, pytaniami i wątpliwościami, których rozwiązania szukać trzeba na własną rękę.

Marcin M. Bogusławski

Omawiane pisma: „Notatnik Teatralny”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
ROZGRYWKI W „CZASIE KULTURY”
PO NAS TYLKO DZIEŁA
NOTATKI O PANOPTYCZNYM CZYTELNIKU

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt