Witryna Czasopism.pl

nr 5 (231)
z dnia 5 marca 2009
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

EPISTEMOLOGIA PLOTKI

O ile w przypadku poprzedniego numeru „Mêlée” pozwoliłem sobie pogrymasić (narzekałem, że redaktorzy nowego czasopisma przyjęli konwencję tomu pokonferencyjnego), o tyle teraz skłonny jestem redakcję pochwalić. Jakiś czas temu w omówieniu „Literatury na Świecie” utyskiwałem też na mnożące się numery tematyczne poświęcone rozmaitym kategoriom funkcjonującym w naszej kulturze (wyliczać można by długo: przemoc, pragnienie, prowincja...), próbowałem również zakwestionować sens realizowania tego rodzaju przedsięwzięć, zniechęcony ich mniej udanymi realizacjami. Tym razem postanowiłem jednak dawny sąd zawiesić, choć zasadniczo zachowam rezerwę do takiego sposobu opracowywania koncepcji kolejnych numerów czasopism, nie jestem bowiem przekonany, czy stosowanie recepty „weźmy jakieś pojęcie, a teksty się znajdą”, zawsze popłaca.


1.


Gdybym musiał się wypowiedzieć w sondzie, z czym mi się kojarzy plotka, nie udzieliłbym odpowiedzi faworyzującej plotkarskie mechanizmy, ale raczej umieściłbym ją w sferze zakulisowych szeptów i przyprawienia komuś gęby, prób zepsucia reputacji oraz rozpowszechniania nie do końca prawdziwych wiadomości, które mogą przynieść więcej szkody niż korzyści.

Nie oznacza to bynajmniej, że w czambuł potępiam plotkę jako ten, który nigdy żadnych pogłosek nie rozpowszechniał. Jeżeli mówimy o zaletach „Mêlée” nr 4/2008, które powinny stać się przedmiotem marketingu szeptanego (nowoczesnej odmiany plotki, plotki sprofesjonalizowanej), to jedna z nich wynika z faktu, że ukazując plotkę jako zjawisko negatywne, autorzy zgromadzonych tekstów uspokajają sumienia czytelników, przekonując, iż plotkowanie jest zjawiskiem naturalnym, czasem pełni również funkcje konstruktywne dla więzi międzyludzkich. Wystarczy tylko spojrzeć na ten proceder nie z perspektywy rygorystycznej „moralności”, ale na przykład z punktu widzenia psychologii społecznej.

Plotka może być także narzędziem kulturowego uczenia się, na co podają argumenty autorzy przedrukowanego z „Review of General Psychology” artykułu: Roya F. Baumeistera, Liqing Zhang i Kathleen D. Vohs. Zanim jednak do ich rozważań przejdziemy, warto wywołać pewne intuicje, które pozwolą zrozumieć stanowisko trojga autorów. W ramach modelu komunikacji językowej wypracowanego przez strukturalistów, głównie zaś przez Romana Jakobsona, wyróżniona została fatyczna funkcja języka. Urzeczywistnia się ona w najwyższym stopniu w sytuacji, gdy ktoś potakuje mechanicznie w trakcie rozmowy albo pomrukuje do słuchawki telefonu, utwierdzając swojego rozmówcę w przekonaniu, że cały czas jest po drugiej stronie łącza, słuchając z zainteresowaniem. Język jako medium komunikacji pozwala nam podtrzymywać związki międzyludzkie za każdym razem, gdy wchodzimy w najmniejszą choćby sytuację komunikacyjną. Nie są potrzebne rozbudowane dialogi, dyskusje na uczone tematy; wystarczą czasami proste, wręcz odruchowe akty komunikacyjne, które konstruują komunikacyjną więź (a następnie – więź społeczną), w rezultacie tworząc podstawę do dalszych praktyk społecznych. Drobne fatyczne akty komunikacji stają się gwarantem intersubiektywności – w gruncie rzeczy w ten właśnie sposób utrzymywane są więzi społeczne na ich podstawowym poziomie. Potakiwanie w trakcie rozmowy telefonicznej jest podręcznikowym wręcz przykładem funkcji fatycznej języka, prawdą jest też, że w każdym akcie komunikacji zawarty jest ów fatyczny komponent, choć w różnym natężeniu.

Idźmy krok dalej. Większość naszych werbalnych aktów jest w jakiś sposób związana z plotką: nie zawsze dysponujemy pełną wiedzą, nie zawsze też podajemy informacje całkowicie zweryfikowane. W toku rozmowy, chcąc posłużyć się punktem odniesienia, przykładem, anegdotą, bez wahania się do plotki uciekamy, czasami tylko opatrując ją zastrzeżeniami, że nie jesteśmy czegoś do końca pewni, że wiemy coś tylko z drugiej ręki i że informację właśnie podaną należy traktować ostrożnie, tzn. jej nie rozpowszechniać. Z badań przeprowadzonych przez troje autorów wynika, że społeczne mechanizmy komunikacji i nabywania informacji w dużej mierze są oparte na nie do końca sprawdzonych informacjach. W każdej plotce jest ziarno prawdy, dlatego przyswajamy nowe, praktyczne wskazówki, porównujemy życiowe sytuacje niekoniecznie znanych nam ludzi do własnego położenia, wreszcie − rewidujemy je i dostosowujemy działania do aktualnych danych, zaś fałsz potencjalnie w plotce zawarty weryfikowany jest przez rzeczywistość.


2.


Stoi za powyższymi stwierdzeniami idea społeczeństwa jako złożonego mechanizmu komunikacyjnego, którego poszczególne węzły, przyjąwszy jakąś informację, muszą przekazać ją dalej, gdyż tak są skonstruowane, że nie mogą jej zachować tylko dla siebie. Doskonale widać te mechanizmy na przykładzie plotki: bardzo często przecież, usłyszawszy jakąś informację, krygując się i pozorując dyskrecję, decydujemy się jednak nią podzielić z kimś, kto pierwotnie nawet nie był zainteresowany tematem i nagle okazuje się, że plotka zaczyna żyć własnym życiem.

Dzięki temu, że odruchowo dzielimy się nadmiarem informacji z innymi ludźmi, funkcjonuje cały mechanizm społeczny oparty na przekazywaniu komunikatów: gdybyśmy byli skazani na rozpowszechnianie wyłącznie wiadomości pewnych (ach, Platoński ideał episteme!), niewiele mielibyśmy do powiedzenia. W jakimś stopniu − o czym na marginesie swojego tekstu Wierzenia i plotki przypomina Maciej Bielawski − wszystko jest plotką lub pogłoską. Radykalizując ten sąd, autor stwierdza, że nawet dyskurs teologiczny można uznać za wysoce wyspecjalizowaną dziedzinę plotkarstwa. Wszak nikt z żyjących na ziemi nigdy Boga osobiście nie widział...

Nie pomogą argumentacje filozofów zajmujących się poznaniem, dowodzących, że czyjeś świadectwo ma nikły status poznawczy w porównaniu z bezpośrednim doświadczeniem. Jesteśmy skazani na doxa, sądy jedynie do prawdziwości aspirujące, prawdziwe lub fałszywe dopiero z perspektywy absolutnej. Wszyscy zatem bawimy się w głuchy telefon, tyle tylko, że na poważnie. Być może ratuje nas świadomość, że przeważnie rozumiemy reguły tej zabawy.


3.


Trzeba jednak pamiętać, iż plotka musi być trzymana na wodzy, w żywiole plotkarskim można się bowiem zatracić. Dlatego też w roli negatywnej idei regulatywnej w tym samym numerze „Mêlée” pojawia się parokrotnie Heideggerowska koncepcja Się − zwłaszcza w świetnym, wieloaspektowym tekście Joanny Hańderek (Kultura wobec plotki) oraz w wywiadzie Karoliny Probosz i Radosława Strzeleckiego przeprowadzonym z Januszem Mizerą (O tyranii opinii publicznej).

W obu tekstach do głosu dochodzi określony postulat antropologiczny: od badań socjologicznych i psychologicznych, w których plotkę traktuje się jako przedmiot analizy tak samo dobry, jak każdy inny, następuje nawrót do refleksji nad wartością plotki dla rozwoju jednostki. Domena Się (Das Man) jest tym, co w ramach Heideggerowskiej analizy podmiotowości sprawia, że jednostka traci swój partykularny wymiar, wikłając się w mizerię powszechności, opinię innych, wreszcie − gadaninę, która jako potok słów odrywa Dasein od jego własnego bycia i możliwości wsłuchania się w indywidualny projekt egzystencjalny. Popadając w domenę Das Man, stajemy się anonimowi, przyłączamy się do wielogłosowego chóru niezidentyfikowanych (niemożliwych do zidentyfikowania) głosów, które nie mówią nic ważnego, a jedynie produkują kolejne zdania bądź reprodukują zasłyszane gdzieś sądy. Jeśli Dasein ma projektować się w przyszłość, musi podjąć heroiczny trud odrzucenia sfery, dla której właściwa jest paplanina, i skoncentrować się na własnym powołaniu. W innym wypadku stanie się egzystencją beztreściową, pozbawioną cech własnych, wymienną na kogokolwiek innego. I znów widać to właśnie na przykładzie plotki: wiadomo, że ktoś coś zrobił, ktoś inny jeszcze o tym coś powiedział, ale ani źródła tego działania, ani też źródła samej informacji nie podobna ustalić − mogą być nim wszyscy, czyli de facto nikt konkretny.


***

Joanna Hańderek, wskazując na obecność plotki m.in. w mechanizmach wykluczania i wybierania „kozła ofiarnego”, a także podkreślając jej ogromną wagę dla ludycznego wymiaru naszej kultury, słusznie zauważa, iż jest ona zjawiskiem zagmatwanym, a nawet wewnętrznie sprzecznym. Owo uwikłanie się w rozbieżne charakterystyki objawia się jeszcze mocniej w momencie, gdy − tak jak Hańderek − próbujemy włączyć plotkę w szersze mechanizmy kulturowe, być może za cenę częściowej utraty operacyjności przez tę kategorię. Rezultat takich dociekań jest jednak w ostatecznym rozrachunku pozytywny, a tak dokonana dekonstrukcja plotki (toutes proportions gardées − zbliżona do Derridiańskiej analizy pharmakonu, tj. zawartej w tym greckim terminie opozycyjnej dwoistości „lek/trucizna”) jest ożywcza dla myślenia o kulturze i społeczeństwie. Korzystając zatem z pozytywnego aspektu plotki, niniejszym puszczam w świat pogłoskę o bardzo ciekawym numerze „Mêlée”.

Michał Choptiany

Omawiane czasopismo: „Mêlée” nr 4/2008.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
felieton ___COŚ Z AUTORA (NA LITERĘ „T”)
PRZEWODNIK PO OBRAZACH
ZMAGANIA Z AWANGARDĄ

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt