Witryna Czasopism.pl

nr 17 (219)
z dnia 5 września 2008
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | wybrane artykuły | autorzy | archiwum

HEAVY METAL, CZYLI RZECZ O SZTUCE PROWOKACJI

Kiedy w latach sześćdziesiątych Elvis Presley i The Beatles tworzyli swoją muzykę, nie spodziewali się zapewne, czym to w przyszłości zaowocuje. Tymczasem jednym z owoców okazał się heavy metal, wraz z całą gamą odmian, podgatunków, mutacji oraz międzygatunkowych krzyżówek. Ten gatunek muzyczny, przez przeciętnego słuchacza odbierany jako hałas, znalazł w świecie muzycznym azyl, stworzył pewną hermetyczną całość, wyodrębniając się dzięki specyficznemu brzmieniu, melodyce, wizerunkowi muzyków i fanów. Stał się również celem krytyki ze strony polityków, dziennikarzy oraz duchownych, traktujących go często jako narzędzie w ręku diabła, a już na pewno jako siedlisko zła, zwyrodnienia oraz przyczynę uzależnień. Natomiast najzupełniej marginalnie traktowano to, co najważniejsze – muzykę. Oto próba przedstawienia tego bogatego dźwiękowego świata wraz z towarzyszącymi mu elementami, takimi jak koncerty, wygląd, teksty oraz – jakże by inaczej – kontrowersje.


Narodziny bestii

Trudno stwierdzić, który moment w historii dźwięków przyczynił się najmocniej do powstania muzyki metalowej. Może była to chwila, w której ktoś, kilkaset lat temu, wpadł na pomysł skonstruowania gitary. Albo dużo później, gdy powstała elektryczna wersja gitary, instrumentu bez wątpienia najważniejszego dla tego gatunku. Mógł to być też moment wejścia do użycia efektów gitarowych i przesterów, które pozwalały na uzyskanie odpowiednio ciężkiego i ostrego brzmienia. Tak czy inaczej, ewolucja heavy metalu z pewnością odbyła się przy znaczącym udziale twórców rock and rolla i rocka. Rzeczywiste, a nie tylko mityczne, podwaliny gatunku tkwią w muzyce początku lat siedemdziesiątych. Wtedy to masowo zaczęły powstawać zespoły hardrockowe, takie jak Deep Purple. Jednak to nie oni, lecz formacja Black Sabbath jako pierwsza zaproponowała wizję muzyki najbardziej odpowiadającej metalowym standardom.

Czym wyróżniał się styl kwartetu z Birmingham? Na pewno ciężkim brzmieniem, niedbałym wokalem, ale przede wszystkim wyjątkowo ponurym, złowieszczym wręcz klimatem. Klimat ten świetnie podkreślała okładka debiutanckiego albumu pod tytułem Black Sabbath wydanego w lutym 1970 roku (przedstawiająca tajemniczą postać w czerni, w niepokojącej, posępnej scenerii), a budowały same teksty, których nijak nie dało się uznać za poprawne. To właśnie Black Sabbath jako jedni z pierwszych doczekali się łatki satanistów. Ta ponura sława, jak się wkrótce okazało, nie oznaczała wyłącznie problemów – przeciwnie, zaczęła jak magnes przyciągać do zespołu kolejnych fanów.

Black Sabbath po latach doczekali się statusu zespołu kultowego, jednego z najbardziej wpływowych w historii szeroko pojmowanej muzyki rockowej. Tymczasem jeszcze w latach siedemdziesiątych wyłoniły się kolejne grupy, ważne dla rozwoju późniejszego heavy metalu. W Australii powstała grupa AC/DC, w Anglii – Judas Priest, w Niemczech – Accept oraz Scorpions. Wszystkie na początku grały solidnego hard rocka z metalowymi elementami, w późniejszym okresie Judas Priest oraz Accept stały się wręcz modelowymi przykładami tego, jak powinien brzmieć czysty heavy metal. Wszystkie te zespoły oprócz muzyki połączył też podobny image – długie włosy, skórzane ubrania, tatuaże oraz nieco ekscentryczne zachowanie. Cel takiej stylizacji był oczywisty: zdobyć rozgłos i popularność.

Równolegle pod koniec lat siedemdziesiątych z dużą siłą rozwinął się inny styl muzyczny – punk rock, reprezentowany przez Sex Pistols, The Clash czy Dead Kennedys. Muzycy z tego nurtu na pierwszy plan wysuwali ideologię (słynne „No Future”), w tle pozostawiając jakość kompozycji. Oprócz odpowiedniej dozy hałasu, liczyła się tutaj przede wszystkim prostota aranżacji. Miało to wpływ na muzykę metalową, co ciekawe, wpływ dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, jako wyraz antagonizmu w stosunku do punka powstała nowa fala brytyjskiego heavy metalu, skrótowo określana jako NWOBHM (od New Wave Of British Heavy Metal), po drugie, jakiś czas później, w wyniku połączenia instrumentalnej biegłości heavy metalu z bezpośredniością punk rocka powstać mógł kolejny, bardziej agresywny podgatunek metalu – thrash. NWOBHM od punka odróżniała większa melodyjność, bogatsze struktury utworów, solówki gitarowe oraz wysokie wokale. Z pewnością najsłynniejszym zespołem tego nurtu został Iron Maiden, który po wydaniu czternastu albumów studyjnych i zagraniu setek koncertów ma obecnie status prawdziwej gwiazdy. To właśnie Iron Maiden był jednym z pierwszych znaczących zespołów z Zachodu, który w latach osiemdziesiątych zaryzykował dwie efektowne serie koncertów w – komunistycznej jeszcze – Polsce. Dokumentem tego wydarzenia jest film Behind the Iron Curtain, pokazujący ciekawie nasze ówczesne rodzime realia. Kolejne znane zespoły nurtu NWOBHM to Saxon, po dziś dzień wierny obranej niegdyś stylistyce, oraz Def Leppard, który ostatnio mocno zbliżył się do muzyki pop. Nurt NWOBHM wyznacza pierwszy moment, kiedy muzyka metalowa stała się pewnym monolitem. Nie było tu już mowy o żadnej przypadkowości, heavymetalowa zaraza była gotowa do podbijania świata. W ciągu następnych trzech dekad doczekała się też ogromnej liczby form.


W tyglu diabła

Odnalezienie się we wszystkich podgatunkach „ciężkiej muzyki” jest trudnym zadaniem. Sami muzycy, dziennikarze i teoretycy muzyki mają poważny problem z poprowadzeniem płynnej linii, odgraniczającej poszczególne style, które w rzeczywistości wzajemnie się przenikają. Stąd każdy podział jest tylko jedną z wielu prób systematyzującego spojrzenia, z którą można się zgodzić lub nie. Jedno jest pewne: na heavy metal wpłynęły trzy nieco lżejsze odmiany grania. Hard rock jako gatunek, z którego metal bezpośrednio wyewoluował (i jego ważniejsi przedstawiciele: Led Zeppelin, Deep Purple, Rainbow, AC/DC, Scorpions). Z punk rocka metal przejął pewną dozę muzycznego brudu, co najbardziej dało się usłyszeć w thrashu oraz black metalu. Z rocka progresywnego muzycy metalowi zaczerpnęli rozbudowane formy, rozmach oraz patos. Zespołem progresywnym, na który chyba najczęściej powołują się metalowcy, jest Pink Floyd. Można tu jeszcze wymienić rock gotycki (na przykład The Sisters of Mercy i Bauhaus), który wpłynął na powstanie tak zwanego metalu gotyckiego. Przyjrzyjmy się kilku istotniejszym podgatunkom metalu.

Heavy metal – to określenie często używane w sensie ogólnym, jako nazwa zbiorcza wszystkich podgatunków metalu, ich wspólny mianownik. Jednak heavy metal to jednocześnie podgatunek metalu. Charakterystyczną jego cechą są utwory w średnich i szybkich tempach, z ostro brzmiącymi gitarami, dudniącym basem oraz hałaśliwą perkusją. Część utworów oparta jest na strukturalnym schemacie: zwrotka, refren, zwrotka, refren, solówka gitarowa, refren, inne jednak to mocno rozbudowane wielominutowe i wielowątkowe formy. Do tego dochodzą wysokie, melodyjne partie wokalne. Wśród najpopularniejszych zespołów podgatunku należy wymienić Iron Maiden, Judas Priest, Saxon, Accept, Helloween, Running Wild, Grave Digger, Blind Guardian, King Diamond, są setki innych.

W wyniku połączenia elementów heavy metalu oraz punk rocka w pierwszej połowie lat osiemdziesiątych powstał kolejny podgatunek – thrash metal. Utwory z tego nurtu w jeszcze większym stopniu opierały się na pracy gitar, wyraźnie tutaj ostrzejszych, samo tempo kompozycji było zdecydowanie szybsze, wokale bardziej drapieżne, niższe i mniej melodyjne. W historii podgatunku największą rolę odegrały dwie muzyczne sceny: amerykańska (głównie Bay Area) oraz niemiecka. Ta pierwsza charakteryzowała się złożonymi kompozycjami i nieco mniejszą dawką muzycznej agresji (Metallica, Slayer, Megadeth, Testament, Kreator, Anthrax, Sodom, Destruction, Annihilator, Xentrix, Sabbat, Exodus, Overkill czy polski Kat).

W efekcie dalszej brutalizacji muzyki w drugiej połowie lat osiemdziesiątych powstał death metal: odmiana znacznie cięższa, oparta na nisko strojonych gitarach, perkusji często grającej w tempie karabinu maszynowego (takie gwałtowne przyśpieszenia zwane są blastami), do czego dochodził jeszcze niski, agresywny, pozbawiony melodii wokal, określany jako growling. Największa scena podgatunku powstała w Stanach Zjednoczonych, skąd też wywodzą się jego prekursorzy: Possessed, Death, Master, Morbid Angel, Obituary czy nieco później uformowane, ale bardzo popularne Cannibal Corpse, Immolation, Deicide, Suffocation. W Europie największy bastion podgatunku powstał w Szwecji, gdzie zespoły takie jak Entombed, Unleashed, Dismember czy Grave zaproponowały muzykę wolniejszą, bardziej melodyjną, ale w rezultacie chyba jeszcze cięższą w brzmieniu. W tym samym nurcie znalazły się holenderskie formacje Gorefest, Asphyx, Pestilence, brytyjskie Napalm Death, Carcass, Bolt Thrower, Benediction oraz polskie Vader, Behemoth, Decapitated, Hate…


Część muzyków uznała jednak muzykę deathmetalową za przekombinowaną, zbyt brutalną, wypraną z uczuć i pustą ideologicznie. W rezultacie takiego myślenia świat mógł poznać najbardziej szokującą odmianę metalu, to jest black metal – podgatunek muzyczny najmocniej nacechowany ideologicznie, z założenia antyreligijny, a co za tym idzie najbardziej kontrowersyjny. Pierwsza fala zespołów pojawiła się jeszcze w latach osiemdziesiątych. Muzyka takich grup, jak brytyjski Venom, szwajcarski Hellhammer oraz szwedzki Bathory opierała się na surowości brzmienia oraz niechlujnych, odpychających i agresywnych partiach wokalnych. Wkrótce, na początku lat dziewięćdziesiątych dołączyła do nich druga fala zespołów blackmetalowych, głównie za sprawą Norwegii. Muzyczna propozycja Norwegów przesunęła propozycje poprzedników jeszcze bardziej w kierunku ekstremum. Brzmienie na ogół było fatalne, wokal przypominał skowyt bądź histeryczny wrzask konającego człowieka. Najważniejsze zespoły to Darkthrone, Mayhem, Burzum, Emperor, Immortal. Do tego szwedzkie Marduk, Dark Funeral, Dissection, fińskie Beherit, Unholy, Impaled Nazarene, greckie Rotting Christ, Necromantia. Już same tłumaczenia nazw niektórych zespołów mogą prowokować co bardziej wrażliwych odbiorców do rozejrzenia się za porządnym egzorcystą albo… psychiatrą.

Tymczasem w momencie, gdy w Skandynawii rozgrywały się sceny okrutne, pewna część metalowych muzyków postanowiła muzycznie wyeksponować to, co w ich duszach grało romantycznie, melancholijnie, a momentami wręcz skrajnie depresyjnie. W ten sposób narodził się metal gotycki – zwany także metalem klimatycznym. Jest przedmiotem dyskusji, czy to jeszcze w ogóle jest muzyka metalowa. Prawdopodobnie zwykły słuchacz nie miałby co do tego żadnych wątpliwości – ciężko brzmiące gitary są ciągle w tej muzyce obecne, brutalne partie wokalne wybrzmiewają równie często. Ale równocześnie można tu spotkać mnóstwo elementów łagodzących, czy wręcz zmiękczających tę muzykę. Są kobiece wokale (najczęściej typu sopran), są gęste klawiszowe tła, partie pianina, fortepianu, skrzypiec, fletów, wreszcie zdarzają się w tym podgatunku piękne melodie i niskie, ciepłe, męskie głosy, bardziej charakterystyczne dla gotyckiego rocka. Trudno obecnie zawyrokować, kto stworzył muzyczny fundament pod tego typu granie. Mógł to być jak najbardziej metalowy Celtic Frost ze Szwajcarii, który na wydanym pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia albumie Into the Pandemonium dodał elementy szokujące przeciętnego fana metalu. Już sama obecność kobiecego sopranu na metalowym albumie w tamtym okresie to była zupełnie nowa jakość. Prawdopodobnie to właśnie ten album wywarł silny wpływ na kilka brytyjskich grup, powstałych na początku lat dziewięćdziesiątych. Pierwsza z nich, Paradise Lost, zadziwiła muzyczny świat albumem Gothic. Dziwnie było słuchać tej ciężkiej, wspartej rykiem wokalisty płyty, którą rozświetlał co jakiś czas łagodny kobiecy głos i melodyjne partie instrumentów klawiszowych. Z kolei członkowie grupy My Dying Bride szalenie ciężką, wolną muzykę wzbogacili o znakomite partie skrzypiec. Trzecia formacja, Anathema oczarowała słuchaczy ogromną dawką emocji; w świecie metalu tak pięknie, ale zarazem rozdzierająco smutno nie grał chyba jeszcze nikt. No i lawina ruszyła. W Holandii powstały The Gathering, Lords of the Stone, Within Temptation, After Forever, Epica, w Norwegii: Theatre of Tragedy, Tristania, The Sins of Thy Beloved, w Polsce: Cemetery of Scream, Sirrah i Cryptic Tales. Koniecznie trzeba jeszcze wymienić szwedzki Tiamat, portugalski Moonspell czy amerykański Type’o’Negative.

Żeby uporządkować (a może skomplikować) sytuację, należy wspomnieć, że w latach osiemdziesiątych poza klasycznym heavy metalem, thrashem, death i black metalem istniały jeszcze doom metal oraz tak zwany pudel metal. Ten pierwszy powstał z inspiracji twórczością Black Sabbath. Muzycy tego podgatunku przefiltrowali sabbathowe dźwięki i wybrali dla siebie wszystko, co najcięższe, najwolniejsze i najbardziej depresyjne. Muzyka ta jednak różniła się od metalu gotyckiego, pozostawiając dla tego ostatniego elementy romantyczne. Charakter doom metalu oddaje najlepiej fakt, że jeden z czołowych przedstawicieli gatunku, szwedzki zespół Candlemass na albumie Nightfall zaprezentował swoją wersję Chopinowskiego Marsza żałobnego, który świetnie pasował do reszty: autorskich, odpowiednio ponurych utworów. Inne ciekawe zespoły reprezentujące tę odmianę grania to między innymi Trouble, Saint Vitus, Solitude Aeturnus czy Cathedral. Jeżeli lata osiemdziesiąte czasem potocznie kojarzą się nam z muzycznym kiczem, to wśród metalowych podgatunków najwięcej wspólnego miał z nim pudel metal. Nazwa wzięła się z faktu, że muzycy na głowach prezentowali trwałą ondulację, wizualnie kojarzącą się z rzeczoną rasą psa. Główna idea istnienia większości zespołów sprowadzała się do odpowiedniego wyglądu oraz tworzenia wpadającej w ucho, gitarowej muzyki, która miała przyciągać masowo tak zwane grouppies, czyli „fanki” świadczące usługi seksualne. Największą popularność w tym nurcie zdobył Bon Jovi, jednak pewną sławą cieszyły się też formacje Warrant, Motley Crue, Cinderella czy Poison.

O ile sytuacja na metalowym rynku muzycznym w latach osiemdziesiątych była jeszcze dość klarowna, to w kolejnych dwóch dekadach nastąpiła istna eksplozja nowych stylistyk. Do muzycznego kotła wrzucano, co tylko się dało i w efekcie powstawały takie gatunki, jak melodyjny death metal (przedstawiciele to In Flames, Dark Tranquillity, Sentenced), metal industrialny, melodic power metal, metalcore czy pagan metal. Niektórzy wykonawcy mieli również aspiracje łączenia swoich dźwięków z muzyką z jak najodleglejszych światów…


Z klasyką, jazzem i folklorem za pan brat

Pierwsze związki metalu z muzyką klasyczną były dość luźne i ograniczały się do wykorzystania instrumentów takich jak skrzypce, wiolonczela, fortepian czy flet (węgierski zespół Sear Bliss w dużym zakresie korzystał również z trąbki oraz puzonu), względnie do umieszczania w strukturach kompozycji cytatów z klasyki. Zespoły blackmetalowe takie jak Dimmu Borgir, Covenant czy Arcturus nadawały swoim utworom rozmachu dzięki użyciu klawiszowych orkiestracji. Przełom nastąpił w 1996 roku, gdy szwedzki zespół Therion wydał album Theli, prezentując świetne, rozbudowane kompozycje i korzystając z pomocy profesjonalnych chórzystów oraz muzyków klasycznych. Ten sam zespół apogeum możliwości osiągnął w 2005 roku, wydając łączony album Lemura/ Sirius B, który stanowi muzyczne zderzenie klasyki z metalem, a nawet elementami death metalu. O wiarygodność partii klasycznych zadbała Praska Orkiestra Symfoniczna oraz trzydziestodwuosobowy chór, w sumie zagrało i zaśpiewało razem ponad sto siedemdziesiąt osób. Z usług profesjonalnych orkiestr korzystały również formacje Nightwish z Finlandii (na płycie Once zagrała londyńska orkiestra) oraz Rhapsody (obecnie Rhapsody of Fire ) z Włoch. Z pewnością warto również wysłuchać efektów przedsięwzięcia 2 meter sessies z udziałem holenderskiej grupy Epica oraz klasycznych instrumentalistów i chórzystów. Niektóre partie robią ogromne wrażenie (całość zarejestrowano na DVD pod tytułem We will take You with Us). Jeszcze dalej poszła fińska formacja Waltari, która z wielkim rozmachem zrealizowała ni mniej, ni więcej, tylko dwie cieszące się dużą popularnością… symfonie – z udziałem orkiestry, chóru oraz tancerzy baletowych. Pierwsza nazwana została Yeah! Yeah! Die! Die! Death Metal Symphony in Deep C i miała premierę w 1995 roku, drugą, zatytułowaną Evankeliumi, wykonano dziesięć razy w Fińskiej Operze Narodowej w 1999 roku; wszystkie miejsca na przedstawienia zostały wyprzedane. Co ciekawe, w obu przypadkach klasyczne elementy były rzeczywiście połączone z brutalną deathmetalową stylistyką.

Inne interesujące zdarzenie miało miejsce w Royal Opera House w Sztokholmie, gdzie z serią wspólnych występów pojawił się trzydziestoosobowy balet oraz deathmetalowy zespół Entombed. Z kolei na najnowszym albumie polskiej grupy Behemoth gościnnie wystąpił Leszek Możdżer; zamiłowania do ekspresyjnej metalowej muzyki nie krył też nigdy Wojciech Kilar.

Silny wpływ na muzykę metalową wywarł również jazz. W tym przypadku niekoniecznie chodziło o korzystanie z jazzowego instrumentarium, raczej o odwołania do pewnych charakterystycznych podziałów rytmicznych oraz do sposobu tworzenia improwizowanych i rozwibrowanych kompozycji. Czołowe formacje specjalizujące się w tej stylistyce to amerykańskie grupy Cynic i Atheist oraz Holendrzy z Pestilence.

Jeszcze mocniej zaznaczają się związki metalu z muzyką folkową. Szlak przetarł angielski zespół Skyclad, wykorzystujący skrzypce na folkową modłę i czerpiący wyraźnie z folkowych tradycji Wysp Brytyjskich. Jako kolejni do tej grupy dołączyli Irlandczycy z Cruachan oraz Primordial. W Norwegii pewną popularność zdobył zespół Storm utworzony przez blackmetalowych muzyków, natomiast istne folkmetalowe tornado rozszalało się w Finlandii za sprawą między innymi, Amorphis, Korpiklaani, Ensiferum, Finntroll. W składzie Korpiklaani, oprócz klasycznych dla metalu instrumentów, pojawiają się jeszcze akordeon, skrzypce oraz dudy.


Metalowa mapa świata

Dla przeciwników heavy metalu to pewnie przykra wiadomość, ale muzyka ta, niczym plaga, rozprzestrzeniła się na cały świat. Metalowe zespoły funkcjonują w całej Europie, Ameryce Północnej, Australii, Japonii oraz w tak ciekawych i egzotycznych miejscach, jak RPA, Wyspy Owcze, Tajlandia, Botswana, Izrael czy Malezja (w której za konszachty z metalem można trafić do więzienia). Z całą pewnością najmocniejsze bastiony heavy metalu to USA, Niemcy, Skandynawia. Bardzo silnie scena ta rozwinęła się również w Brazylii. W pewien sposób muzyka metalowa występuje w roli uniwersalnego języka, a muzycy i fani spotykają się i komunikują na festiwalach, koncertach, wreszcie w przestrzeni wirtualnej. Z całą pewnością w metalu przeważają muzycy rasy białej, ale gdyby wniknąć głębiej w szeregi metalowców, to czarnoskórych artystów można znaleźć w takich grupach jak Suffocation, Blasphemy, Mystifier, czy Sepultura. Rasę żółtą reprezentują chociażby japoński Sabbat czy pochodzący również z Kraju Kwitnącej Wiśni kobiecy Gahlhammer. Z kolei lider bardzo popularnego thrashowego Testament jest półkrwi Indianinem. Żadnych ograniczeń w tych kwestiach nie ma.


Gdzie jest woda święcona?! Metalowcy idą! – czyli o wizerunku słów kilka

Przeciętny fan metalu dla ludzi z zewnątrz może wyglądać… groźnie. Pewien szablon to długie włosy, czarne ubranie, koszulka, najlepiej z okładką metalowej płyty, skórzana kurtka. Wnikając głębiej w tę grupę miłośników muzyki można się jednak zorientować, że nie jest aż tak jednoznacznie. Włosy mogą być też krótkie; może nie być ich wcale. Skórzaną kurtkę można zastąpić dżinsową kataną z tysiącem naszywek. Buty przeważnie ciężkie, choć czescy metalowcy udowadniają, że i sandały są w porządku. Do tego rozmaite akcesoria, jak na przykład pieszczochy, czyli element galanterii skórzanej noszony najczęściej na nadgarstku, ozdobiony ćwiekami bądź gwoździami. Na szyi metalowca można znaleźć krzyż tradycyjny, krzyż egipski, krzyż odwrócony, pentagram, młot Thora i całą gamę symboli, powiedzmy, magicznych. Ponieważ jednak społeczeństwo metalowców powoli zaczyna się starzeć, nietrudno też o metalowców w sweterkach, wygodnych dresach czy garniturach. Na większą swobodę mogą sobie pozwolić sami muzycy, kształtujący wizerunek na potrzeby koncertów oraz sesji zdjęciowych. Można spotkać zespoły w stylowych strojach z dawnych epok (Arcturus, Running Wild), przedstawicieli black metalu w trupiobladych makijażach (Immortal, Marduk, 1349), czy wreszcie powykrzywiane, groteskowe kreatury (GWAR, Lordi, Notre Dame). Zawsze można liczyć na zaskoczenie.


Satanistyczne rytuały, a może dobra zabawa?

W 2004 roku w Krakowie miał miejsce niesławny występ Norwegów z Gorgoroth. Jedna z komercyjnych telewizji zasugerowała w komentarzu na temat tego koncertu, że społeczeństwo powinno wreszcie dowiedzieć się, jak straszne rzeczy dzieją się na metalowych koncertach. Cóż, może faktycznie należałoby wreszcie odejść od stereotypów, mocno krzywdzących dla uczestników metalowych występów. Stereotyp jest prosty: dzicz, alkohol, narkotyki, hałas nie do zniesienia oraz nagminne bójki. No i diabeł wdzierający się w umysły niewinnych duszyczek. Tymczasem na tego typu występy udają się zazwyczaj ludzie w pełni świadomi, czego tam szukają. Co ich czeka na standardowym koncercie? Na pewno ogromna ilość energii podanej w postaci dźwięków. Jest głośno, a jeśli nazbyt głośno, w każdej chwili można wyjść. W przypadku występów w takim, na przykład, Spodku wśród publiczności tworzą się trzy zasadnicze strefy. Pierwsza – na płycie, pod sceną, dla najbardziej aktywnych fanów, szalejących w typowy dla gatunku sposób (potrząsanie głową – tak zwany headbanging, oraz pogo – rodzaj agresywnego tańca). Druga, również na płycie, ale dla bardziej statycznych maniaków metalu. Wreszcie trzecia strefa, to miejsca siedzące, z których w spokoju można chłonąć obraz i dźwięk. Dźwięk, który w miarę rozwoju techniki jest coraz bardziej profesjonalny, ale który, co istotniejsze, jest rzeczywiście tworzony na scenie. Ewentualne półplaybacki zdarzają się zazwyczaj jedynie w przypadku niemożliwości odtworzenia pewnych (głównie orkiestrowych) partii na żywo. Jeżeli chodzi o aspekt wizualny, to zwykle na scenie można zobaczyć tylko występujących muzyków oraz odpowiednią grę świateł. Często jednak można też podziwiać wspaniałe, starannie wyreżyserowane spektakle z udziałem aktorów i tancerzy, wzbogacone o efektowne pokazy pirotechniczne (King Diamond i inni), a nawet o prawdziwe dźwięki orkiestry (Metallica, Therion).

Metalowe koncerty od lat odbywają się także w ramach cyklicznych festiwali. W Polsce najdłuższym stażem cieszy się Metalmania w Katowicach, której pierwsza edycja miała miejsce w 1986 roku. Oprócz tego jest nieregularnie działający, również katowicki, Mystic Festiwal, w Szczytnie od kilku lat funkcjonuje Hunterfest, z gotycko-metalową muzyką można się zetknąć co roku na Castle Party w Bolkowie. Na świecie największą obecnie renomą cieszy się Wacken Open Air w Niemczech odwiedzany przez siedemdziesięciotysięczną rzeszę fanów, ale ważne są również takie festiwale, jak Sweden Rock, Graspop, Bang Your Head czy Ozzfest. Generalne założenie ludzi bywających na metalowych koncertach jest takie, żeby wyrzucić z siebie agresję i negatywne emocje, a nie, by energię powstałą w czasie koncertów wyładowywać na ulicach.


Kontrowersje, kontrowersje…

Szokowanie zawsze było bardzo charakterystyczne dla heavy metalu. Kontrowersje może wzbudzać wszystko: wygląd, wypowiedzi, okładki płyt, koncerty. To, co przyciąga uwagę, może również stać się przyczyną problemów. W latach osiemdziesiątych doświadczyły tego grupy Judas Priest oraz Slayer, przeciwko którym toczyły się wieloletnie procesy. Ich twórczość miała być przyczyną zabójstw oraz samobójstw. Ostatecznie obydwa zespoły zostały oczyszczone z zarzutów, z całą pewnością uniknęłyby jednak wielu przykrości, gdyby śpiewały o miłości i pięknie tego świata. Najbardziej szokujące zdarzenia w historii metalu miały miejsce na początku lat dziewięćdziesiątych w Norwegii. Grupa metalowych, w części nastoletnich jeszcze muzyków stworzyła strukturę przypominającą blackmetalową mafię, odpowiedzialną między innymi za podpalenia kościołów. Struktura ta rozpadła się w momencie śmierci jej pomysłodawcy (lider zespołu Mayhem zamordowany został przez Varga Vikernesa z Burzum). Mimo tego incydentu (a może właśnie dzięki niemu), Norwegia pozostaje do dzisiaj jednym ze światowych potentatów heavy metalu, muzyka metalowa jest uznawana przez rząd tego kraju za dobro narodowe, a zespoły zdobywają ważne nagrody muzyczne (na przykład zespół Mayhem otrzymał niedawno norweski odpowiednik nagrody Grammy).

Elementów szokujących wymieniać można jeszcze wiele. Może to być okładka ostatniego albumu grupy Slayer (Christ Illusion) albo odwrócony krzyż wypalony na czole przez lidera Deicide. Szokujące bywają teledyski zespołów Antaeus, Phazm, Severe Torture pełne krwi i przemocy, ale także autentycznych, wstrząsających zdjęć archiwalnych (na przykład z wojennych frontów), udowadniających, że świat jest pełen zła. W Polsce zawsze na celowniku znajdował się zespół Kat. Nie mogło jednak być inaczej skoro debiutancki album grupy zatytułowany został 666 (w anglojęzycznej wersji: Metal & Hell), a lider zespołu Roman Kostrzewski opracował dźwiękowe wersje Biblii Satanistycznej LaVey’a oraz Listów z Ziemi Marka Twaina. Szereg kontrowersji wzbudzają także metalowe koncerty, notorycznie ostatnio odwoływane (Black Metal Festival, Dark Funeral…). Gdy przeciwnikom metalu (obrońcom moralności?) brakuje już możliwości prawnych, uciekają się do działań, które mogą wzbudzać poważne wątpliwości. Tak było z pierwszą edycją Mystic Festival w Krakowie w 1999 roku (jako gwiazda wystąpił wtedy norweski Emperor). Kiedy okazało się, że nie ma żadnych podstaw do odwołania koncertu, zadzwonił telefon z ostrzeżeniem przed… bombą podłożoną w Hali Wisły. Wielką burzę medialną wywołał wspomniany wcześniej koncert Gorgoroth, kręcony w krakowskim studiu telewizyjnym na potrzeby edycji DVD. Punktem zapalnym stał się satanistyczny przekaz w połączeniu z wystrojem sceny, na której znalazły się, między innymi, zasieki z drutu kolczastego, koźlęce łby (dostarczone z rzeźni) oraz nagie postacie wiszące na krzyżach. Na wniosek jednego z kamerzystów sprawa została skierowana do prokuratury, a organizator koncertu został ukarany grzywną. Najwięcej zyskał na tym zespół, z perspektywy Norwegii traktujący te wydarzenia z pewną obojętnością. Podobno sprzedaż ich płyt nagle wzrosła o czterysta procent. Ciekawe jednak jest to, że poza wspomnianym kamerzystą, nikt więcej nie poczuł się urażony. Może jednak należy pamiętać o tym, że to tylko sztuka, nieważne, jak mroczna i ponura?

Ostatnio najwięcej kontrowersji wzbudzają działania Ogólnopolskiego Centrum Obrony przed Sektami, które stawia znak równości pomiędzy przestępcami a fanami metalu. Centrum przygotowuje – bądź już przygotowało – listę rockowych zespołów satanistycznych, których występy miałyby zostać prawnie zakazane w Polsce. Lista z założenia ma trafić do parafii, komisariatów policji oraz urzędów. Według plotek, na liście znajdują się również tak diabelscy twórcy, jak Jan Borysewicz, Myslovitz czy Trubadurzy (chyba po to, żeby pokazać, iż nie o sam metal chodzi). Szkoda tylko, że poprzez podobne działania odbiera się dużej grupie ludzi – twórców i odbiorców metalu – możliwość swobodnej i jawnej wypowiedzi, tylko dlatego, że nie pasuje ona do ogólnie przyjętych norm. Zdaje się, że to już kiedyś było. Ot, choćby w Polsce kilkadziesiąt lat temu.


We will never die…

… śpiewał zespół Die Apokalyptischen Reiter. Pomimo różnych problemów (piractwo fonograficzne, odcięcie od świata oficjalnych mediów) muzyka metalowa ma się dobrze. Może powoduje to pewna szczerość zachowań oraz samych dźwięków? Może fakt, że w muzyce tej unika się odcieni szarości? Podstawę heavy metalu tworzą emocje, niezależnie, czy to będzie smutek, radość czy agresja. Ważny jest też fakt, że oprócz talentu, konieczny jest tu także potężny nakład pracy, wszelkie niedoskonałości ujawnią się bowiem na koncertach. Można by napisać książkę o tekstach w muzyce metalowej, tak ogromny jest zakres poruszanych tematów (na przykład, teksty dotyczące świata Wikingów spowodowały powstanie odłamu nazwanego Viking metalem). Warto byłoby też wspomnieć o niezwykle różnorodnych okładkach metalowych płyt, czy sukcesach polskich zespołów metalowych (Vader, Behemoth, Decapitated) na świecie. Albo o kobietach w niewiarygodny sposób zdzierających gardła w naprawdę ostro grających zespołach (Arch Enemy, Sinister, Darzamat, Holy Moses, Astarte, Darkened Nocturn Slaughtercult). Jest to świat tak bogaty, że w zasadzie można by napisać ten artykuł, nie wymieniając nazwy żadnego ze wspomnianych zespołów, a zastępując je setką innych, pewnie równie ważnych. Najbardziej przykre jest jednak to, że dla pewnych osób w Polsce słowa te nie będą niczym innym, jak promocją satanizmu. Może tak jednak ma być?

Rafał Monastyrski

Artykuł pochodzi z czasopisma „Didaskalia” nr 85-86/2008.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
ANI TEOLOGIA, ANI POLITYKA
REKAPITULACJA
felieton__SLAVOJ ŽIŽEK NIE ISTNIEJE

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt