Witryna Czasopism.pl

nr 6 (208)
z dnia 20 marca 2008
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

BYCIE I PISANIE – NA POGRANICZU

„Pro Libris” ukazuje się już od siedmiu lat, lecz w „Witrynie” jest o nim mowa po raz pierwszy. W przesyłce, która do mnie dotarła od wydawcy, czyli Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Cypriana Norwida w Zielonej Górze, otrzymałam trzy numery kwartalnika, wszystkie z zeszłego roku. Na nich też opieram obecne spostrzeżenia. Nie mam jednak pewności, jak długo moje słowa pozostaną aktualne, skoro we wstępie do ostatniego numeru (4/2007) zapowiedziano zmiany w redakcji pisma. Obejmą one, po pierwsze, zmianę na stanowisku redaktora naczelnego, które opuścił Sławomir Kufel (pozostając jednak w zespole), a objął współpracownik pisma, Grzegorz Gorzechowski. Skład redakcji zostanie rozbudowany: do Anny Szóstak, Magdaleny Gryski, Ewy Mielczarek, Katarzyny Bachty, Leszka Kani, Czesława Sobkowiaka i Marii Wasik dołączą Ewa Andrzejewska, Anita Kucharska-Dziedzic oraz Jarosław Kuczer.

Z mojej korespondencji z wydawcą wynika jednak, że nie należy oczekiwać radykalnych zmian w profilu „Pro Libris”. Co przyniesie czas – zobaczymy. I to zapewne już niedługo, wraz z ukazaniem się kolejnego numeru pisma w jego internetowym wydaniu (www.prolibris.wimbp.zgora.pl). Tymczasem chciałabym zatrzymać bieg wydarzeń i podzielić się wrażeniami – po lekturze – i nadziejami – na lekturę.


***


„Pro Libris” tytułuje się „lubuskim pismem literacko-kulturalnym”. Określenie to odzwierciedla zarówno stale obecne w tym piśmie działy, jak również omawianą na jego łamach problematykę. Najbardziej literacka jest część pierwsza, regularnie poświęcona tekstom autorskim, próbom literackim, debiutom prozatorskim i poetyckim, esejom i sprawozdaniom z działalności środowiska literackiego na terenie Ziemi Lubuskiej. Do tematów literackich odnoszą się też teksty z działu „Recenzje i omówienia” oraz „Przypomnienia literackie”, przy czym w ich przypadku rozgraniczenie „literackości” i „kulturowości” omawianych tematów jest już mniej jednoznaczne. „Lubuskość” nie wynika tylko z adresu wydawcy, lecz jest wyraźnym sygnałem, jaką tematykę porusza się w mniejszym lub większym stopniu w całości pisma, a szczególnie w działach „Obrazy prowincji szlacheckiej”, „Sylwetki”, „Prezentacje »Pro Libris«”, jak również „Krajobrazy lubuskie”.


Wrażenia po lekturze


Moje refleksje po lekturze „Pro Libris” obrały dwa kierunki, wyznaczone przez pytania, które sobie zadałam, a które odnosiły się do „literacko-kulturalnego” profilu pisma oraz znaczenia „lubuskiego” wymiaru prezentowanych tematów. Od razu muszę przyznać, że „Pro Libris” zachowuje proporcję pomiędzy tekstami literackimi a kulturalnymi. Posiadając wymierne zdanie na temat tych pierwszych, a jednocześnie odnajdując dużo ciekawych tekstów pośród tych drugich – to właśnie „kulturowości” pisma nadałabym znaczenie pierwszorzędne, zwłaszcza że kultura jest tu rozumiana w sposób wyjątkowy, bowiem dotyczy zjawisk tworzonych na pograniczu Polski i Niemiec. Zachodzące w tej przestrzeni zmiany rozbudzają szczególny dialog dwóch języków, różnych tradycji i odmiennych mentalności. Rodząca się tu kultura opiera się przede wszystkim na codziennym doświadczaniu przestrzeni, w której – gdziekolwiek by się nie ruszyć – zawsze podejmuje się podróż w stronę zjawisk odmiennych niż te, które już znamy. Z tego względu zastanawia mnie, dlaczego w zamian za przesadne wychwalanie wymiernych prób literackich redakcja w swoim słowie do czytelników nie wydobywa wagi tych tekstów, które doceniłabym w pierwszej kolejności. Mimo że jakość części z nich pozostawia wiele do życzenia, to świeżość ujęcia tematów niekiedy rzeczywiście zaskakuje. Takich malutkich przebłysków znalazłam wiele – warto wspomnieć chociażby Popielniczkę Elżbiety Gonet (nr 2/2007) czy W poszukiwaniu śladów Petera Mannsdorfa (nr 4/2007) – a o ich wartości nie świadczy wcale lekkość języka, ale subtelność opisanych doświadczeń, mających swoje miejsce „na pograniczu”.


Nadzieje na lekturę


Nadzieje związane z kolejnymi numerami „Pro Libris” dotyczą tego, co przekornie można nazwać „nielubuskością” pisma: przekraczania granic regionu na rzecz pogłębiania wiedzy o strefach granicznych. Ten ruch wydaje się zresztą być zarówno nostalgicznym cofaniem się poza granice pamięci, jak i ostrożnym wejściem w niepewną przyszłość, trudnym ze względu na wciąż istniejące poczucie zagrożenia, związanego z otwarciem geograficznych granic. Pojawiają się zatem teksty wspomnieniowe z Wileńszczyzny (Cz. Sobkowiak, Powroty krajobrazów, nr 2/2007), a z drugiej strony zapiski o aktualnych metodach budowania więzi polsko-niemieckiej (teksty Barbary Krzeszewskiej-Zmyślony, Jacka Wesołowskiego, Rainera Vangermaina). W ten sposób wspomnienia służą pamięci, a zapiski ze współczesności budują przyszły dialog. Chciałabym, aby ta przestrzeń została jeszcze dogłębniej opisana i przez to szerzej zauważona.


Choć przedstawienie „pogranicza” odbywa się na poziomie opisu codziennych przedmiotów (pamiątek, zdjęć czy nawet mijanych mostów), to jednak wyłania się z niego nie tylko sprawozdanie, ale również podstawa do głębszej refleksji. I mimo że w „Pro Libris” nie wyklarował się jeszcze sposób na łączenie tych różnorodnych elementów w posiadającą nowe znaczenie całość oraz że pismo wciąż pozostaje na poziomie zdawania sprawy z dialogu polsko-niemieckiego, nie prowokując debaty na jego temat, to jednak sądzę, że jest kwestią czasu i odpowiedniego nastawienia, by rozbudzić podobną dyskusję. Zinterpretowanie dialogu polsko-niemieckiego, a także znalezienie odpowiedniego języka do jego przeanalizowania należą – moim zdaniem – do największych zadań, stojących przed „Pro Libris”; tym bardziej że na łamach tego pisma zebrano już wiele niezbędnego materiału. Nawet jeśli na razie nie widzę na kartach „Pro Libris” tego rodzaju propozycji, będę ich oczekiwać.

Czy redakcja zechce pójść tą drogą? Czy zauważy drogowskaz prowadzący na „pogranicza” i z czasem sprawi, że część tematyki pisma zadomowi się w tych obszarach? „Pro Libris” rozpoczęło już podobne poszukiwania, dlaczego więc miałoby ich teraz nie pogłębić? Dlaczego nie wyciągnąć z nich wniosków i nie wyrazić ich w nowym języku?

Lidia Koszkało

Omawiane czasopismo: „Pro Libris”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
POECI I EGZEGECI
CZY JEAN BAUDRILLARD MOŻE BYĆ POŻYTECZNY?
STREET ART – GATUNEK ZAGROŻONY?

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt