Witryna Czasopism.pl

nr 4 (206)
z dnia 20 lutego 2008
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | wybrane artykuły | autorzy | archiwum

MIASTA PEDALSKIE I STEPY AKERMAŃSKIE

David Bolter ma rację: Utraciliśmy faustowskie zainteresowanie głębią. Częściej podejmujemy analizę po to, by działać, nie rozumieć. Człowiek współczesny najlepiej realizuje się na ulicy, właśnie tutaj najczęściej działa.

Pisać tekst o różnicy między miastami Zachodu i Wschodu można tylko w podróży albo tuż po jej zakończeniu. Inaczej wszystkie spostrzeżenia, dotyczące różnic w porządku tych miast, ulatują. Z czasem, człowiekowi, który wędruje ich szlakiem, wszystko się zaciera i pozostaje niejasne poczucie, że oto był już w tym miejscu albo kręci się w kółko. Mój tekst powstawał w odcinkach. Pierwszy z nich na jednej ze stacji berlińskiego metra. Bo właśnie Berlin pozostaje modelowym miastem pedalskim, to znaczy: karmiącym się tym, co powierzchniowe i atrakcyjne wizualnie, ale niepozostawiające niczego w zamian. Berlin to miasto mistrzów oświetlenia, świata rozumianego jako tafla, powierzchni informacyjnej, płaszczyzny do sprzedaży reklam. To miasto, które daje możliwość odkrycia czegoś, co robi przechodniowi dobrze.

Działanie. Czynność, która łączy odległe miasta Wschodu i Zachodu. Koresponduje z tezą Baudrillarda, zgodnie z którą człowiek współczesny doznaje upojenia powierzchownością, ale tylko na takim poziomie, żeby coś zrobić. Obojętnie: w aspekcie życia czy następnej godziny. Przechodzień po zachodnich miastach postrzega odbicia rzeczywistości, porusza się wciąż „między”, przekracza kilka poziomów przestrzeni. Bywa tym na równi ogłupiany albo zachwycony. Człowiek taki lawiruje w labiryncie i właściwie nigdy nie dociera do celu wyznaczonego w linii prostej. Jego wędrówki po mieście to kręcenie się, strategia przeskakiwania z jednego miejsca na drugie, zjawiania się i znikania w podziemiach, tunelach, uliczkach, wlotach szybkiej kolejki miejskiej.

Semiotyk Max Bense twierdzi, że to klasyczny efekt cywilizacji, efekt naskórkowy, i że cywilizacja taka wynosi wszystko ku górze, na zewnątrz, czyniąc ważnymi same powierzchnie. Czy człowiek w miastach zachodnich nie przypomina Alicji z Krainy Czarów?

Czym pozostają, w takim razie, miasta Zachodu, do czego zmierzają? Z pewnością, nie do konkretnych kształtów, ale zamazywania formy, rozlewania się jej w odpowiednich granicach. Miasto na Zachodzie jest siedliskiem optycznym, środowiskiem akustycznym, reklamowym, audiowizualnym. To obraz, który pulsuje, rozwija się i dynamizuje w zasięgu prądu i obrębie sieci. W miastach takich jak Berlin, oddalonych od naturalnego źródła ciepła, światło sztuczne odgrywa najważniejszą rolę. Robi za zbytek, kosztowności i symbol bogactwa. Czasem za luksus, a nawet samą architekturę. Jest najważniejszym elementem współczesnego dizajnu.

W mieście naszych czasów nie dostrzega się już brył, ale światło. Nie zwiedza się budynków, ale podziwia ich iluminację, fasadę, ozdoby nabłyszczające, zamierające w dzień, wybuchające nocą. To powłoka imitująca biologię. Miasto walczy i zatrzymuje się na ostatecznym pytaniu (które może je zniszczyć, jest jednak nieubłagane), czy całkowicie wyeliminować materię na rzecz samej energii.

Jeśli tak się dzieje, twórcy kultury SF mają nam do przekazania sporo prawdy. Miasta przyszłości uniosą się w górę za sprawą lekkości i światła. Pomogą im w tym moc sieci i najnowsza technologia. W pewnych miejscach przypominać będą dzisiejsze slumsy (tak historia za sprawą budynków, budowli da o sobie znać). Co ciekawe, miasta przyszłości staną się ucieleśnieniem najbardziej niemożliwych, utopijnych założeń twórców Bauhausu. To oni miasta chcieli wydać na pastwę światła.

Miasta Europy Zachodniej przestały koncentrować się wokół samych przedmiotów, ale idą dalej – w proces wytwarzania pól kontaktu, asocjacji z przestrzenią. Tym samym, tworzą się w miastach nowe modele postrzegania nie tylko świata, ale całej otaczającej rzeczywistości. Czym są Berlin, Londyn, Paryż? To pożeracze refleksów po impresjonizmie. Przecież to malarze impresjonistyczni wyszli na ulicę w poszukiwaniu światła. Byli – jak późniejsi twórcy filmów, dosłownie uzależnieni od słońca. Ich deformacje i rozgrywki z percepcją widza znajdują dziś najpełniejszy wyraz w płaskich strukturach pikselizacji, na fasadach oświetlonych domów, w kodach informacyjnych metra, kolejek, sklepów i witryn.

Dizajn zachodnich miast to nieskończony pasaż, monolog wypowiedziany, spowiedź idioty. Unika się w nim prawdy, spotkania z drugim człowiekiem, naturą. Wyklucza zapachy benzyny, gazu, mięsa i zastępuje je coraz wymyślniejszą kompozycją cywilizacji (prasa – perfumy – środki czyszczące). Skoro miasta te jawią się nam jako płaska, zapisana ściana, służą do czytania. Wzmacniają też poczucie, że gdzieś tutaj ludzie, którzy umieją pisać, znajdą swoje miejsce. Nieprzypadkowo, Berlin stał się kolebką współczesnych artystów. A Wschód? Tam Romowie w dalszym ciągu żyją w pokiereszowanych domach, złożonych z resztek po jugocywilizacji, gdzieś na przedmieściach wielkich miast.

Miasta zachodnie mogą być czytane w porządku a rebours. To znaczy, ich powierzchnie może zmienić każdy, kogo na to stać. To miasta-płaszczyzny do wynajęcia. Miasta-bilbordy, które od czasu do czasu biorą w swoje posiadanie przedstawiciele światowych koncernów i firm. Tak rozumiane przestrzenie bardzo łatwo sprowadzić do pojedynczego znaku lub samego symbolu. Dlatego właśnie Berlin, Paryż czy Londyn stały się łatwymi, prostymi bohaterami kultury popularnej. Można je określić jednym zdaniem. Są wystarczająco płytkie, zgrane i powierzchowne. Doskonale nadają się więc do roli przewodników po kulturze współczesnej.

Mimo swego wieku, miasta takie nie noszą śladów zniszczenia. Stare budynki pokrywa się w nich nowoczesną patyną, okłada coraz nowszym dizajnem tak, że w końcu nie przenoszą nas myślą w przeszłość, ale współkomponują teraźniejszość. W miastach Zachodu zanikają pojęcia zniszczenia, entropii, opuszczenia i zaniedbania. Linia rozwoju wpisana jest w każdy centymetr przestrzeni. Jedynie nieliczni artyści, nastawieni na tropienie znaków i rzeczy z przeszłości, starają się odwrócić ten porządek. Yohji Yamamoto szuka inspiracji w starej odzieży. Znoszony płaszcz jego ojca staje się dla niego znakiem, ale nie prostą inspiracją. To znaczy „stare” nie stanowi wstępu do zrobienia „nowego”, ale raczej powoduje, że „nowe” zaczyna być niszczone tak, by stało się „stare”.

Miasta Zachodu (przestrzenie pedalskie), wprasowały w swoją strukturę elektronikę. W ich porządku jawi się ona jako coś, co noszą i wykorzystują cyborgi. Obok wątłej biologii, gdzieś na styku ciała i materii.

Tymczasem, miasta Wschodu (stepy akermańskie), nie przyjmują technologii jako czegoś oczywistego. A jeśli się ona pojawia, przyjmowana jest jako znak – pozdrowienie od Obcego. Bywa niszczona, lekceważona, traktowana jako element burzący strukturę.

Czy wygląd wielkich miast Zachodu nie jest wynikiem używania ich przez ludzi? Coraz bardziej ruchliwych, nerwowych, targanych (zniewolonych coraz bardziej i bardziej) sprzecznymi potrzebami. Być może, dlatego ich wygląd przypomina migotliwy, niewyraźny, rozciągnięty aż do deformacji pasaż.

Człowiek Zachodu sprzeciwia się podstawowym aspektom życia i architektury. Nie interesują go przedmioty trwałe, stabilne czy długowieczne. Wybiera więc wszystko, co zmienne, nowe, profilowane i nadające się do recyklingu. Zaprzeczenie podstawom architektury powoduje deformację bryły miasta. Domy będą żyć krócej od nas – zapowiedzieli futuryści. Powtórzą ich tezy nieco później artyści skupieni wokół Independent Group i Archigramu. Zużywalność, psucie, zmienność trwałych form uznali oni za wyraz największej sztuki. Dlatego szybka i łatwa wymienialność elementów architektury stanie się ich znakiem rozpoznawczym. Takie miasto, jak w wizji Independent Group, daje światu wizualny ekwiwalent tego, jak należy radować się zabawą w zużywalne, żyjące, ruchome miasto, złożone z zestawu części.

Cała architektura zachodnich miast podlegała i nadal podlega rytmom mody. Style zostały zastąpione trendami i osobowością gwiazd. Dziś architektura sięga po coraz bardziej efemeryczne materiały budowlane i coraz większą ilość technologicznych gadżetów. Współczesny dizajn to przede wszystkim ekspresja formy i silny nurt dekonstrukcji.

Okazuje się, że najpopularniejszą formą współczesnych domów stały się szklane domy, a konkretnie architektura typu kości i skóra (gdzie kości to elementy żelbetony, a skóra – ściany ze szkła). Taki dizajn zaanektowali najbogatsi: przedstawiciele rządów, spółki wielkich przedsiębiorstw, banki, szefowie koncernów, a nawet wojsko. Eleganckie szkło, które odbija nawet 75 proc. światła – budynek Bell Laboratories w Holmdel, autorstwa Eero Saarinena – utrzymuje przechodniów na dystans. Zachowuje przy tym pozycję lustra wobec ulicy. Budynki takie jak ten stają się niemymi świadkami życia, wywołując (jak w rozprawach o przypadkach pacjentów Junga czy losach bohatera powieści Susan Sontag Zestaw do śmierci), skojarzenia ze schizofrenią i przestrzenią groźną dla ludzi.

Ostatni krzyk architektów pedalskich miast to wołanie o łyk wody, zielony liść z jakiejkolwiek rośliny w donicy albo baterię słoneczną. Ekologia zastąpiła przyrodę z części miast i stała się namiastką życia ludzi na ziemi. Miasta dziś to krążowniki, przypominają skuteczne, średniowieczne fortece, pozbawione są jednak czystego powietrza, prawdziwych roślin i zwierząt. Wszystko w nich – również wyselekcjonowane rośliny – ma swoje z góry ustalone miejsce.

Czy stepy akermańskie wymagają od nas tego samego, co miasta pedalskie? W systemie poruszania się po nich, tak. Po stepie, którego porządek możemy ogarnąć z góry, z tarasu widokowego, na przykład, poruszamy się w większym porządku. Miasta Zachodu wymagają od nas przewodnika i mapy. Porządku pilnują w nich systemy informacji oraz nawigacji (uzależnione z kolei od światła, prądu i technologii). To właśnie oswojenie sztucznego światła i zawężenie widoku nieba (na rzecz nocy) stało się najważniejszym wyróżnikiem wizualnym miast zachodnich.

Pewne aspekty współczesnego miasta można zauważyć jedynie w podróży i to specyficznie rozumianej. Miasto zachodnie wymierza trasy jednoznacznie, nie dbając zupełnie o rolę przypadku. Co innego stepy akermańskie, tam spóźnienia autobusów, nagłe zmiany trasy i brak zobowiązań wobec klientów powodują, że wędrowiec może odkryć mało znany fragment przestrzeni. Miasta zachodnie generują flâneurów, wschodnie zaś włóczęgów.

Flâneur to esteta, który (jak podaje najstarsza definicja, zawarta w słowniku francuskim z początków XIX w.) trwoni czas na przyglądanie się wystawom sklepowym. Zmienność, szybkość i rytm współczesnych miast wymagają specjalnie dostosowanych spektatorów. Przestrzeń selekcjonuje ich, przywiązuje do określonych działań, zmusza do specjalizacji. W tym kierunku zmierza dziś dziennikarstwo społeczne (ze słynnym hasłem przewodnim: Każdy jest reporterem), które karmi się odkryciami pojedynczych flâneurów.

Zupełnie innego przewodnika wymagają miasta Wschodu. Sprawdza się w nich figura wędrowca-podróżnika, którą powołał do życia Zygmunt Bauman. Włóczęga to ten, który nie ma pieniędzy, ale obdarzony jest uwagą i zmysłem zwierząt. Może więc bez trudu poruszać się po miastach pogrążonych w biedzie, wojnie, szarpanych przez korupcję i przemoc. Ten człowiek podlega procesom tak silnym wewnątrz, że pozostaje we władaniu samotności i nocy (w znaczeniu genetowskim). Nie przerazi go zatem ani ciemna ulica Belgradu, ani tym bardziej to, co zachodnie, o czym pisze Baudrillard: Na (tę) arkę każdy wchodzi samotnie i każdego wieczoru sam musi poszukać ostatnich ocalonych na ostatnie party.

Agnieszka Kłos

Artykuł pochodzi z czasopisma „Format” nr 2 (52) 2007.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
BERLIN Z KRÓLICZEJ PERSPEKTYWY
DADYVES I TAJSA
UKRYWANIE OGONA

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt