Witryna Czasopism.pl

nr 24 (202)
z dnia 20 grudnia 2007
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | teraz o… | autorzy | archiwum

PO CZWARTE – ZASKOCZYĆ!

Od 2001 roku zajmuję się redakcją magazynu literackiego, który – jak sądzę – rozwija się, przekształca i zmienia. Przeżywa swoje lepsze i gorsze chwile, zbiera dobre i złe opinie. Ale cały czas jest obecny – mówię tu o „Magazynie Materiałów Literackich Cegła” i witrynie www.magazyn-cegla.net.

Tak więc kiedy coś jest, wydaje się, że zawsze coś lub kogoś obsługuje, w innym i tylko w pewnym sensie komunikuje, czyli rozmawia. Bo wyobraźmy sobie świat jako semiotyczny system, a szybko zorientujemy się, że wszystko wokół nas gada. Ale już tylko czasem coś, co jest, potrafi przemówić, dotrzeć, przekonać, trafić w dziesiątkę – i w tym momencie możemy już mówić o zaskoczeniu. A kiedy dajemy się czemuś zaskoczyć, łatwiej jest nas również przekonać, skoro wiemy, że to coś potrafi być intrygujące, nieznane bądź tajemnicze.


Po sześciu latach pracy nad magazynem mam właściwie tylko blade pojęcie o czytelnikach, do których pismo trafia w wersji papierowej lub elektronicznej. Mogę określić w przybliżeniu ich ilość (znając nakład i liczbę wejść na witrynę), mogę sprawdzić na witrynie, z jakich miejscowości wchodzą, jakie artykuły czytają najchętniej, jakie oglądają multimedia; mogę też określić, jak wersja papierowa przekłada się na popularność witryny. Wreszcie mogę wdać się w dyskusję pod jakimś komentarzem do wiersza bądź prózki zamieszczonej na witrynie i spotkać się z głosem czytelnika w relacji niemalże jeden na jeden.

Jako socjolog z wykształcenia, mógłbym sobie coś wykoncypować, dokonać segmentacji, rozpoznać preferencje czytelników magazynu, wyprofilować magazyn pod statystycznego czytelnika (czy grupę docelową), zacząć z nim rozmawiać jego ulubionym głosem, próbować zmieniać jego głos na inny, może bardziej mój ulubiony. Tylko że ja nie wierzę w taką socjologię – wierzę za bardzo w czytelnika i dlatego zdaję sobie sprawę, że faktycznie nie wiem o nim niczego na pewno, a jedyną skuteczną bronią, jaka mi przychodzi do głowy, bronią, która pozwoli mi dotrzeć do nieznanego czytelnika, to samemu być też nierozpoznanym jako redaktor i jako konkretne pismo. I tu się zaczyna sprawa budowania autorytetu na bazie dużej możliwości zaskoczenia, o czym było już trochę we wstępie.


„Magazyn Materiałów Literackich Cegła” chce mieć formę pisma gadżetu, oprócz tego, że przemyca w sobie i rozsyła twórczość literacką młodych i mniej znanych autorów (ale też i bardziej znanych, i w różnym wieku), chce dać się sobą pobawić, zaskoczyć jakimś drobiazgiem, wytrącić na chwilkę z letargu, a potem może jakoś porozmawiać, zainteresować, uruchomić, rozruszać, cokolwiek, byleby tylko coś.

Bo dla zaskoczenia najgorsza jest ignorancja.

I im mniej czytelników ignorantów, tym lepiej.

Strategia zaskakiwania, kiedy o niej teraz piszę, wydaje mi się wcale już nie taka głupia, jak na początku, gdy o niej tylko myślałem.

Oswojenie technik zaskakiwania wydaje się być całkiem sensownym sposobem na dialog z nieznanym czytelnikiem. Np. „Rita Baum” – tajemnicza Rita, nieznana nikomu Rita, albo Bruno Lef Lewin – red. naczelny „Magazynu Cegła” – twórca, kat i ofiara sztuki podrealizmu.

Bardzo istotne są więc elementy kreacji, także kreacji pisma, identyfikacji nieznanego z nieznanym. Tak mi się teraz wydaje.

A wydaje mi się również, że właśnie w taki sposób, stosując tę strategię, próbuję dotrzeć do czytelnika ze swoim pismem, któremu ostatnio poświęcam całkiem sporo czasu i chyba coraz więcej, wymyślając kolejne gadżety, folie z grafiką rastrową, animowane na papierze, dymiące króliczki czy składanie numeru w nietypowej formie koperty pocztowej wraz z zawartością listu.


Istnieją różne strategie redakcyjne.

Są tacy, którzy lubią się kłócić i przekonywać do swojej kłótni, wtedy z ludzi wyłaniają się redakcje wojownicze i one szybko zdobywają wrogów i zwolenników, i zwolennicy utwierdzają się w przekonaniu, że wrogowie myślą źle, a oni myślą dobrze i lubią wydawnictwo, które ich w tym utwierdza i pokazuje prawdę. I chętnie się dają przekonywać.

Są też tacy, co lubią gadać i rozważać, i z nich powstają redakcje, które właściwie nie bardzo mogą coś powiedzieć o czymkolwiek, a jeśli już, to zawsze opatrzone dużym „ale”; i te redakcje mają rzesze swoich sceptycznych czytelników, którzy też niczego na pewno nie wiedzą i tworzy się tu jakaś wspólnota, i tak sobie wszyscy trwają we wspólnej rozmowie.

Są również tacy, którym łatwo przychodzi myślenie o pieniądzach i o tym, co za te pieniądze można kupić; ci szybko się orientują, że inni ludzie mają pieniądze i nie bardzo wiedzą, co z nimi zrobić; z takich grup powstają redakcje, które wydają pisma w zasadzie o niczym, ale okazuje się, że to się podoba niemalże wszystkim i z obopólnym interesem. Dzięki temu redaktorzy i czytelnicy nawzajem się obsługują.

Są i tacy, którzy myślą zupełnie inaczej i z nich powstało kilka fajnych redakcji.

Karol Pęcherz

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
WIĘCEJ NIŻ DWA ŚWIATY
Umarłbyś za mnie?
FILM W SZKOLE, SZKOŁA W FILMIE

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt