Witryna Czasopism.pl

nr 23 (201)
z dnia 5 grudnia 2007
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

POCIĄGNĄĆ ZA WŁAŚCIWY SZNUREK...

„Teatr Lalek” nie należy do czasopism szczególnie popularnych. Wydawany niezbyt regularnie przez Polski Ośrodek Lalkarski Polunima, który ma swą siedzibę w Łodzi przy teatrze Arlekin, periodyk ten znany jest wyłącznie wąskiemu gronu reżyserów i aktorów-lalkarzy. Jak to zwykle bywa na rynku wydawnictw kulturalnych, brak funduszy przekłada się na niewysoką jakość prezentowanych materiałów, ta natomiast negatywnie wpływa na poczytność pisma, co z kolei obniża znacząco jego szanse na uzyskanie godziwych dotacji i dalszy rozwój. Słowem – błędne koło. W wypadku „Teatru Lalek” sytuację pogarsza jeszcze fakt, iż pismo to zajmuje się dziedziną sztuki, która od dawna traktowana jest po macoszemu, i to nie tylko przez dysponentów środków finansowych, ale i przez samo środowisko artystyczne. Sztuka lalkarska powszechnie uważana jest bowiem za mało prestiżową i z natury rzeczy podrzędną wobec tzw. żywej sceny. Kojarzy się stereotypowo – z nachalnym uproszczeniem przekazywanej treści, ubóstwem środków ekspresji i ogólnym infantylizmem. Czas najwyższy chyba, aby ten tok myślenia zmienić, tworząc całościowy i wielowymiarowy obraz sceny lalkowej, zwłaszcza że w wielu krajach europejskich (a szczególnie we Francji) zdaje się ona przeżywać swój rozkwit, przyciągając tłumy publiczności. Redaktorzy „Teatru Lalek” mają w swych rękach potężne narzędzie, dzięki któremu idea promocji i dowartościowania sztuki lalkarskiej może się ziścić. Jednak, aby w pełni wykorzystać tkwiący w piśmie potencjał, należałoby zastanowić się nad zmianą jego formuły.

Najnowszy (pierwszy i prawdopodobnie jedyny w tym roku) numer „Teatru Lalek” [1 (88) 2007] przynosi w sumie trzynaście tekstów, wszystkie prezentowane zarówno w polskiej, jak i w angielskiej wersji językowej. To chyba jedyny w Polsce – z wyjątkiem francusko-angielskiego „Le Théâtre en Pologne” – dwujęzyczny periodyk teatralny. Z gruntu ciekawy pomysł zasługuje na pochwałę, ale czy w trudnej sytuacji finansowej pisma nie lepiej byłoby zrezygnować z tłumaczeń na rzecz większego wyboru profesjonalnie napisanych artykułów? Jakość niektórych tekstów pozostawia bowiem nieco do życzenia.

Na pierwszym miejscu ogromne rozczarowane budzi korespondencja zagraniczna, która, inaczej pomyślana, stanowić by mogła numer jeden wydania. W raporcie Finlandia – ziemia obiecana lalkarstwa? Maiju Tawast, miast przybliżyć polskiemu czytelnikowi osiągnięcia Skandynawów–lalkarzy poprzez ukazanie historii teatru lalkowego w Finlandii czy porównanie dokonań artystów lokalnych z pracą polskich (europejskich) twórców, konstruuje długą listę fińskich festiwali i przedstawień ostatnich lat, ograniczając opis każdego z nich do absolutnie niezbędnego minimum. Trudno wyrobić sobie jakikolwiek pogląd na temat tego teatru albo nawet zyskać o nim podstawowy zasób wiedzy, mając do dyspozycji wyłącznie katalog osób i wydarzeń (choćby obszerny). Dziwi, że tekst do złudzenia przypominający prospekt reklamowy znalazł miejsce w wydawnictwie pretendującym do miana, bądź co bądź, czasopisma branżowego.

Dość wątłe intelektualnie, aczkolwiek miejscami zabawne, są rozważania Anny Filipiak na temat lektur Hamleta (Co czyta Hamlet?), zamieszczone w sekcji Pro Arte. Tylko pozornie związana z teatrem, wypowiedź ta pełni w numerze funkcję marnego wypełniacza. Znacznie większą wartość prezentują felietony – Pawła Aignera Paradoks kłamcy, będący przypowieścią o przejawach teatru w pozaartystycznych sferach życia, oraz Marka Ciunela Sny, jako dowcipna refleksja o marzeniach sennych reżysera-lalkarza. Lecz znów – tego typu teksty nie mogą stanowić „kręgosłupa” szanującego się czasopisma teatralnego. Warto stworzyć dla nich specjalny dział, niewłaściwe wydaje się jednak traktowanie ich jako bazy wydania.

Pozytywną stroną bieżącej edycji okazuje się natomiast esej Karla Makonja Dwoisty świat Brunona Schulza. Otwierający pismo błyskotliwy artykuł czeskiego badacza znakomicie wprowadza czytelnika w ontologiczne dylematy teatru lalek. Dobrze komponuje się z nim równie interesujący tekst Aleksandra Maksymiaka O reżyserii, poświęcony specyfice pracy artystycznej z wymagającą ożywienia materią. Całość zamyka wybór przemyśleń adeptów pierwszego roku lalkarstwa na temat ich przyszłej profesji (Manifesty studentów).

Ważnym i ze wszech miar pożądanym elementem periodyku jest sekcja poświęcona nowościom wydawniczym. Szkic Grzegorza Janikowskiego (Silva Rerum. Ludzie lalek) o opublikowanej w wydawnictwie POLUNIMA monografii Henryka Jurkowskiego Moje pokolenie. Twórcy polskiego teatru lalek XX wieku to cenna zachęta do zapoznania się z dziełem wiekowego profesora.

W miarę zadowalająco, choć niezbyt profesjonalnie, przedstawia się z kolei dział „Recenzje”, który winien stanowić mocną stronę pisma tak ubogiego w materiały stricte teatralne. Spośród czterech prac krytycznych uwagę zwraca jedna: Taniec cudzysłowów ironii Janusza Legonia (kierownika literackiego Teatru Polskiego w Bielsku-Białej), będąca omówieniem Balladyny Petra Nosalka w Teatrze Lalek Banialuka. Analityczna dociekliwość i dojrzały styl autora motywują do lektury jego rozważań, podczas gdy pozostałym – zasadniczo poprawnym – szkicom recenzenckim brakuje nieco rozmachu i wyrazistości stylistycznej.

Z przykrością należy stwierdzić, że na tle innych papierowych periodyków teatralnych zawartość bieżącego numeru „Teatru Lalek”, dotowanego pisma o charakterze popularno-naukowym, wypada dość blado. Niezwykle widoczny jest w tym wydaniu brak spójnej polityki edytorskiej. Przypadkowy wydaje się dobór tematów, a w ich realizacji, poza kilkoma wskazanymi wyjątkami, razi estetyczna nijakość. A przecież można by pokusić się o przygotowanie cyklu prezentującego zagraniczne sceny lalkowe, znaczące (polskie i obce) osobowości artystyczne czy historię technik lalkarskich. Ponadto ani w Polsce, ani na świecie nie brakuje festiwali teatru lalek, z których winny powstawać bieżące relacje. Interesującym sposobem na ożywienie czasopisma mógłby okazać się powrót do formuły numerów tematycznych. Trudno jednak kształtować pozytywny wizerunek sztuki lalkarskiej, mając do dyspozycji tak niewielu doświadczonych publicystów. To doskonale, że „Teatr Lalek” pozwala rozwijać się młodym autorom, lecz może warto – dla równowagi – zaprosić do współpracy także kilku teatrologów i krytyków znanych z renomowanych czasopism teatralnych? Patrząc wstecz, odnosi się wrażenie, że pismo to miało już lepszą passę. Nie zaszkodzi skorzystać z tego doświadczenia. Zwłaszcza że świadomość braków oraz popełnionych błędów, nie pozwalając na powtórzenie ich w przyszłości, bywa cennym kapitałem.

Anna Bajor-Ciciliati

Omawiane pisma: „Teatr Lalek”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
MAŁA, UNIWERSALNA
BORGES, JEGO SŁUŻĄCA, TŁUMACZ I NASTĘPCY
ILE TESTOSTERONU?

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt