Witryna Czasopism.pl

nr 17 (195)
z dnia 5 września 2007
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | teraz o… | autorzy | archiwum

felieton ___KTO PYTA I CZYJA

Łatwo zostać niezrozumianym. Niewiele rozumieją programy komputerowe, na przykład Word. Kiedy piszę, że Iks pyta Igreka, by wyjaśnić nieporozumienie, wordowski słownik podkreśla słowo „pyta”. Na szczęście na zielono, więc to nie błąd. Klikam i się dowiaduję, że „pyta” to wulgaryzm. Co prawda, moje „pyta” miało służyć niepobłądzeniu, a komputerowa pyta służy bawieniu bądź zapłodnieniu, ale – ja wiem swoje, a zielona falbanka pozostaje.

Łatwo zostać niezrozumianym. Zamiast komputerowego programu poręczniej skorzystać z drugiego człowieka. Po jednej stronie zera i jedynki, po drugiej stronie białko, a radość płynąca z niezrozumienia prawie taka sama. Na przykład kioskarz. Poproszę „Wyborczą”, mówię, a on mi podaje „Nasz Dziennik”. Na przykład pogodynka, najlepiej w mini i z reżimowej TVP: na południu przelotne opady deszczu. A u mnie na południu, jeśli coś jest przelotne, to chyba gołębie, bo deszcz – nieustający.


Dawno, dawno temu, za Warszawą i Krakowem, w Średnim Mieście Białystok, gdzie przyszło mi się urodzić i do szkół (podstawowej i średniej) chodzić, nauczono mnie myśleć, że właściwa strategia komunikacyjna to taka strategia, w której adresat treść nadawcy przyswaja literalnie. Innymi słowy, moje czasownikowe „pyta” nie dopuszcza rzeczownikowego pytania „czyja”.

Ale to było „dawno” i nie dość, że „temu”, to jeszcze w Średnim Mieście Białystok. Obecnie udana strategia komunikacyjna to strategia opierająca się na niezrozumieniu czy też nieporozumieniu. Kto mówi, co myśli, ten nie doczeka emerytury, a i z drukiem kiepsko. Co więcej, taki ktoś nie zostanie zrozumiany. Bo teraz należy myśleć nie nad tym, co się mówi, ale na tym, co ktoś pomyśli.

Na przykład Jarosław premier (ma kota): „Nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne”. Ktoś mógłby pomyśleć, że Jarosław premier (nie ma konta), się przejęzyczył. Ale nieprawda to. Jarosław premier (ma kota) wyciągnął jeno najsłuszniejsze wnioski z rzeczywistości, czyli z realu (nie mylić z normalem). Bo w naszym realu język odkleił się od rzeczywistości, a rzeczywistość odkleiła się od prostych nawyków językowych i myślowych. To jest rzeczywistość, w której trzeba przekonać, że czarne jest czarne. Że białe jest białe. Że PO to opozycja. Że Rydzyk to prosty redemptorysta, a Ziemkiewicz – niezależny publicysta.

Bogusław Linda w jednym z wywiadów, dawno temu i na zupełnie inny zadany temat, powiedział: „Ja to nazywam pogubieniem”. I rzeczywiście, ja również czuję się cokolwiek pogubiony. Ponieważ przelotne opady deszczu trwają non-stop od przedwczoraj, przelotnie zdarza mi się opuścić pokój. A wtedy przelotnie zdarza mi się dojrzeć w parku żabę. Żaba skacze. Rzeczywistość migocze. Z chmury kapie. Aż chciałoby się krzyknąć: ta żaba ma ogon. Żaba ogona co prawda nie ma, lecz – co też prawda – miała, nim kijanką być przestała.


Że coś, czego nie ma, jakby jest, widać w niektórych „debatach” literackich. Na przykład Jacek Dehnel. Coming out się odbywa na nieszufladzie.pl i wp.pl. Ta rzecz, której nie ma, ale jest, to – no, właśnie – coś, co nazwać można delikatnym napięciem podmiotów twórczych z następującą obsadą: Jaś Kapela, krakowski poeta, podmiot liryczny, autor Reklamy i Życia na gorąco, oraz Jacek Dehnel, poeta i prozaik, wcześniej w Oliwie, teraz w Warszawie, wszechstronnie uzdolniony, nadto świetnie ubrany.

W niescenicznej sztuce rozpisanej na Jacka Dehnela i Jasia Kapelę, ten pierwszy jest stroną aktywną, drugi – pasywną. Otóż Jaś prawie głosu nie zabiera, co nie szkodzi, bo jego kolega zabiera głos w dwójnasób albo i w trój, nierzadko korzystając ze zdań wielokrotnie złożonych oraz przychylności moderatorów serwisu wp. Są także bohaterowie tak epizodyczni jak pojedynczy komentarz, lecz ich pozwolę sobie tutaj pominąć.

A zaczęło się bodaj i onegdaj. Bodaj na nieszufladzie, onegdaj – w sierpniu bieżącego roku. Paweł Uszyński, pisząc o Kapeli, wspomniał był Herberta i Różewicza. Jacek Dehnel zauważył, że tak nie uchodzi. Bo dorobek różny. Bo klasa nie ta. Bo „liga” inna. Wątek twórczo się rozwinął. Jest i o tym, kogo z kim wypada porównywać (lub nie), kto obok kogo leży na „mapie poetyckiej” (może chodziło o matę?). Jest trochę o hemoroidach, a i mądrość ludowa błyska (np. w błyskotliwej ripoście JD: „srali muszki, będzie wiosna, będzie trawka ładniej rosła”). Nieszufladę uzupełnia felieton JD na wp.pl, pt. „Slamerów dwóch…”.


JAŚ KAPELA [pisownia oryginalna, a raczej: orginalna]: „jak widzimy dla jacka dehnela poezja jest troche jak pilka nozna. jakies ligi jakie stroje sportowe czerwone kartki. i byc moze stad sie bieze nasz konfilkt ktorego nie ma”.

JACEK DEHNEL: „Więc powtarzają do znudzenia o konflikcie Kapeli z Dehnelem i Dehnela z Kapelą. Wszystko to są bujdy na resorach […]”.


Konstatując, konfliktu nie ma, ale jakby był. A może inaczej: konflikt jest, ale jakby go nie było? Niezależnie od napięcia na linii byt-niebyt, przychodzi z radością zauważyć, iż niebyt został skutecznie pokryty przez byt. A może inaczej: to byt dał ciała niebytowi (niebyt ciała dać nie mógł, bo nie miał)?

Dorota Masłowska swego czasu ostrzegała przed podróbkami liter. Słowa można składać z liter prawdziwych lub z ich podróbek. Brzmią prawie tak samo. Wyglądają prawie tak samo. Mam wrażenie, że delikatne napięcie podmiotów twórczych (obsada: JD i JK) zostało skonstruowane z podróbek. I to made in China.

Do słownika terminów literackich warto wprowadzić nowy termin. Partenogeneza, czyli dzieworództwo. Termin ów, dobrze zadomowiony w biologii, występuje też w wersji synonimicznej w religii (jako niepokalane poczęcie). W kontekście powyższych rozważań, można zadać pytanie (proszę zwrócić uwagę, że rezygnuję z „pyta”, bo mam dość zielonej falbanki), z jaką partenogenezą mamy do czynienia?

Partenogeneza stała? Tj. taka, gdy gatunek składa się z samic, lub też samce nie osiągają dojrzałości płciowej?

Partenogeneza geograficzna? Tj. taka, gdy osobniki tylko na części obszaru występowania rozmnażają się przez dzieworództwo?

Partenogeneza fakultatywna? Tj. taka, gdy z niezapłodnionych jaj rozwijają się osobniki męskie (jak trutnie), a z zapłodnionych – osobniki żeńskie?

Partenogeneza przygodna? Tj. taka, gdy niezapłodnione jaja mają tendencję do rozwijania się w zarodek (np. w pewnej rasie udomowionych indyków)?


W jaki sposób narodził się konflikt, którego nie ma? Oczywiście, obok zaproponowanego przeze mnie dzieworództwa, można zasugerować np. wiatropylność, lecz – dla wygody – pozostanę przy pierwszej propozycji.

Stała? Chyba nie, na szczęście. Wszakże protagonistom tej sztuki niescenicznej zazwyczaj o coś chodzi i warto ich słuchać. Geograficzna? Nie sądzę. Tu Kraków, tam Warszawa, po drodze raczej się nie spotkali. Fakultatywna? Wykreślić. Przygodna? Czemu nie. Inaczej trudno ów konflikt (którego nie ma) wytłumaczyć. Choć chętnie zrezygnowałbym z partenogenezy przygodnej na rzecz bezpłodnej. Bo taką się jawi.

A na koniec, skoro pada przelotnie, skoro nie wiadomo, jakiego koloru są litery i czy aby nie są podrobione, pozwolę sobie zacytować raz jeszcze JD: „Z tekstów Kapeli (podmiotu lirycznego) dowiadujemy się, że podmiotowi lirycznemu (Jasiowi Kapeli) »nie ma kto obciągnąć kiedy budzi się rano«”.

No tak. Kto pyta i czyja?

Ignacy Karpowicz

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
FOTOGRAFICZNA PAMIĘĆ
SCHIZOFRENIA REDAKTORA
UKRYTA STRATEGIA FESTIWALOWA

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt