Witryna Czasopism.pl

nr 14 (192)
z dnia 20 lipca 2007
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | teraz o… | autorzy | archiwum

felieton ___CO MA GWÓŹDŹ DO ŻELAZKA, CZYLI OBRONA GOMBROWICZA

Ponieważ, as we know, pierwszeństwo hecy nad zadumą jest bezdyskusyjne, wielu stara się zgłębić owo zaprawdę godne roztrząsania, tudzież najwyższego rzędu i uroku zagadnienie. Wielu, a więc nie tylko ja! I nie tylko, wyrazy szacunku, profesor Jerzy Ziomek, któremu po wszechstronnym i wnikliwym oglądzie problemu, istota komizmu jawi się tak:

Komiczny jest tekst, który prezentuje inkongruencję między modelem (zazwyczaj normatywnym lub o pewnym stopniu normatywności) a kontrmodelem, pod warunkiem, że kontrmodel jest do modelu dostatecznie podobny i od niego dostatecznie różny. Współwystępowanie podobieństwa i różnicy jest sposobem demaskacji cech w modelu ukrytych, a modelowi nie przystających.

Reasumując: komizm jest efektem współwystępowania, w określonym stosunku podobieństwa i różnicy, między modelem a kontrmodelem? Kto nie czytał całego wywodu Ziomka, może się poczuć cokolwiek skonsternowany. Ja czytałem od deski do deski. I skonsternowany się czuję nie mniej. Powiem więcej: skonfundowany jestem niewymownie, niemiłosiernie, a może i haniebnie nawet. Bo po niejakich oporach mogę przyjąć, iż określony stosunek podobieństwa może być (a niech tam!) warunkiem koniecznym do pojawienia się w tekście komizmu, ale że jest on warunkiem wystarczającym – tego mi Pan Profesor nie wmówi, nawet gdyby mnie był łechtał przez jedenaście nocy i jedenaście dni, a nawet przez osiem i pół tygodnia gdyby mnie łechtał był. Nawet gdyby mnie łechtał przez trzy dni kondora (choć w oryginale, jak wiadomo, było ich sześć), to też by mi nie wmówił. Kimże ja jednak jestem, aby mi Pan Profesor co wmawiał albo i nie wmawiał? (Co piszę w obronie Gombrowicza.) Czytajmy zatem dalej:

Zależnie od tego, czy demaskacji towarzyszy przekonanie, że cechy niestosowne są godne potępienia lub też że znajdują się w granicach tolerancji, mamy do czynienia z komizmem satyrycznym lub humorystycznym.

Ponieważ fragment ten w kontekście niniejszych rozważań okazuje się dla nas wyjątkowo mało interesujący, czym prędzej przechodzimy do następnego, który może, a nawet na pewno zaintryguje nas bardziej:

Komizm podlega weryfikacji poprzez przeciwwskazania etyczne, które występują jako społecznie pochodny system zakazów, poniekąd uniemożliwiających powstanie i funkcjonowanie tekstu komicznego, poniekąd zaś niezbędnych jako swoiste wyzwanie do przekroczenia tabu.

Czyli: śmieszne jest to, z czego śmiać się poniekąd nie wypada, ale w zasadzie jeszcze można. „Przeciwwskazania etyczne” rules! Na poparcie tej tezy prezentuje się nam wcześniej taki oto przykład: Oto przed nami żelazko przebite gwoździem. Znany przykład procederu surrealistycznego. Jasna sprawa, żelazko przebite gwoździem jak to żelazko przebite gwoździem. Nie dziwi nic. Zasadnicze pytanie jednakowoż brzmi: czy utwór ten jest komiczny? Jasne, że jest! – odpowiadamy, skoro nas pytają. Nic tak nie śmieszy jak przebite gwoździem żelazko! Bo co mogłoby bardziej śmieszyć niż gwoździem przebite żelazko, kiedy niczego takiego na horyzoncie ani widu, a dalej wzrokiem nie sięgniem. A jednak nie jest to utwór komiczny – mówi nasza intuicja. I intuicja ma słuszność, ponieważ żelazku wyrządzona została krzywda, co dałoby się określić jako przekroczenie moralności, wywołujące przeciwwskazanie etyczne.

A niech mnie! To nie są sprawy dla słabych portek!

Ale, ale! Jakże to nie jest utwór komiczny, kiedy śmieszy, więc komicznym utworem być musi! Jakże nasza intuicja mówi, że nie jest, kiedy ja nic nie słyszę, a nawet słyszę, że właśnie jest. Tak mi nasza intuicja mówi, więc musi, że prawda to jest, bo jak też mogłaby nie być, kiedy jest! I żadnych przeciwwskazań etycznych, tym bardziej pochodzenia społecznego, nie widzę. Osobiście, wyrządzać żelazkom krzywdy nie lubię, ale też litować się nie będę. Powiem więcej: zaśmieję się szczeroserdecznie. Gdyż przyrodzenia żadny zgwałcić ani zwyciężyć nie może, jak mawiał Mikołaj Rej.

I ja mu wierzę.

Za to wrocławianom wiary nie daję, a to z uwagi na znany od starożytności paradoks: Wszyscy wrocławianie zawsze kłamią, powiedział wrocławianin. Czyż nie byłoby słusznym i zbawiennym zburzenie ich miasta?

Grzegorz Tomicki

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
W PRACOWNI JULKA
I FOTOGRAFIA LECZY
CZTERDZIEŚCI LAT NA ULICY

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt