Witryna Czasopism.pl

PIERWSZY KWIETNIA 2007
z dnia 1 kwietnia 2007
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

BOJAŹŃ I DRŻENIE

Mogłoby się wydawać, że drukowanie kwartalników o objętości numeru ponad 350 stron jest obecnie pieśnią przeszłości – jednak najnowszy „Dygotnik Powszechny” (nr 1/2007) nie tylko w praktyce udowadnia bezpodstawność takiego postawienia sprawy, lecz jeszcze daje nader precyzyjne uzasadnienie teoretyczne swoich działań, zawarte w niespełna siedmiostronicowym wstępniaku. Kluczowy dla tego uzasadnienia termin immersyjność redakcja tłumaczy jako „zanurzenie w czarnych, zimnych oceanach tekstu, nieuchronnie prowadzące do metafizycznego drżenia”, zgrabnie przechodząc w ten sposób do kolejnych, tym razem Kierkegaardowskich z ducha, deklaracji światopoglądowych. „Gdyby ktoś się zapytał, określilibyśmy się jako epigoni chrześcijańskiego egzystencjalizmu, przystosowanego jednak do wyzwań współczesnego świata. Że nikt nie pyta, określimy się i tak.”

Na pierwszy rzut oka podobne zmiany tematu są poważnym defektem kompozycyjnym; dokładniejsza lektura ukazuje jednak, że chodzi o coś zupełnie innego, a mianowicie, o propozycję radykalnie nowej stylistyki. Precyzyjnie skonstruowany, niespełna siedmiostronicowy wstępniak krąży bowiem po zwężającej się orbicie wokół pojęć immersyjności, gigantomanii, chrześcijańskiego egzystencjalizmu, ryzyka i drżenia, by wreszcie nieco już skołowanego czytelnika zaprosić do Ryzykownego Zanurzenia „Się” w Wielkiej, Mistycznej Lekturze (grafia oryginału!). A zaręczam, że mimo pojawiającego się tu i ówdzie zadęcia, jest do czego zachęcać.

Siłą „Dygotnika” pozostaje, jak zwykle, jego paradoksalna eseistyka. Tym razem – obok szóstej części flagowego tekstu redaktora naczelnego, poświęconego oczywiście Bojaźni i drżeniu – w numerze natrafiamy na uroczą miniaturkę Taniec św. Wita w przekroju wieków oraz na kontrowersyjne omówienie twórczości rzeźbiarskiej Wita Stwosza z perspektywy feministycznej (zwarta forma Ołtarza Mariackiego zostaje zinterpretowana jako symbol wszechobecnej przemocy patriarchalnego systemu kultury, a centralna scena Zaśnięcia NMP obrasta w coraz to nowe, nietypowe konteksty).

Na osobną uwagę zasługuje blok poświęcony osobie awangardowego poety Tadeusza Juliana Pajbosia (1916? – 2006), a szczególnie jego późnej poezji, zatytułowany Mysterium tremens czy delirium tremens?. Obok publikacji kilku jego wierszy, co samo w sobie jest rzadkością, znajdują się obszerne wyjątki z dziennika oraz tytułowy esej, udatnie wiążący wątki religioznawcze (tu immersyjność przyjmuje prostą formę kontynuacji wątku) i alkoholowe. Słabiej natomiast wypadają znajdujące się tam również przykłady hołdowniczych wierszy naśladowców Zapoznanego Mistrza.

Przeciętny redaktor uznałby zapewne, że jest to już wystarczająca dawka celebry, i przeniósł do następnego numeru podobny blok poświęcony Stanisławowi – nomen omen! – Dygatowi. Immersyjność, na ile dobrze to pojęcie rozumiem, oznacza jednak, iż każdy stan, każdy nastrój powinien oddziaływać na odbiorcę długo, szeroko oraz ze wszystkich stron. Dlatego też wątek autorytetów, pod groźbą zdrady pryncypiów, musiał zostać rozciągnięty na stron 45 – w przeciwnym razie nie powinien się w ogóle pojawiać.

Numer, jak zwykle w „Dygotniku”, zamykają stałe działy: socjologiczny (polecam zwłaszcza okrutny, polemiczny artykuł Pląsawica Huntingtona), sztuk pięknych (tu wybija się z tła zwłaszcza recenzja Drżących ciał Artura Żmijewskiego) oraz trochę słabszy niż zazwyczaj kącik muzyczny Tremolo. Trudno mi wyobrazić sobie adresata zawartych w nim artykułów; dla tzw. przeciętnego czytelnika są one zbyt nafaszerowane technicznymi terminami, natomiast muzyka-praktyka może zrazić nadmiernie poetyczny styl.

Jeżeli już jesteśmy przy konkretnych zarzutach: o ile konwencja tytułowania artykułów jest sama w sobie dość zabawna, o tyle zamieszczenie reklamy preparatu dopaminowego tuż obok wzmiankowanego już tekstu o tańcu św. Wita jest co najmniej niesmaczne. Poważne wątpliwości wzbudza również kilka spraw związanych ze składem i korektą. Jeżeli bowiem zwyczaj podpisywania autora zarówno nad tekstem, jak i pod nim, da się jeszcze jakoś uzasadnić, to trudno jednak o tolerancję dla faktu, że przynajmniej w jednym przypadku są to nazwiska niezupełnie tożsame. A ponieważ autorka ze wzmiankowanego przeze mnie przypadku pojawia się na kartach „Dygotnika” po raz pierwszy, to ustalenie, czy o Ołtarzu Mariackim pisała Rita Baum, czy też Ruta Baumann, wydaje się należeć do dziedziny problemów silnie awykonalnych.

Krytykować tak szacowne pismo za podobne drobiazgi byłoby jednak cokolwiek nie na miejscu. Dlatego redakcji „Dygotnika” życzyć wypada niesłabnącej inwencji, zarówno w dziedzinie zaskakująco monotematycznych tytułów, jak i tego, co się pod nimi znajduje; zaś w przypadku natrafienia na gorsze strony trzeba po prostu na chwilę zamknąć drżące (sic!) powieki i kartkować dalej.

Paweł Kozioł

Omawiane pismo: „Dygotnik Powszechny”

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
STAROŚĆ NIE RADOŚĆ
O KARŁACH I ICH MITACH
PISZMY O TEATRZE – LECZ PISZMY RZETELNIE

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt