Witryna Czasopism.pl

nr 6 (184)
z dnia 20 marca 2007
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

STAROŚĆ NIE RADOŚĆ

„Starzeję się… starzeję się… niestety” powiedziałbym, kokieteryjnie, za Eliotem. Przy czym moja starość nosi znamiona przede wszystkim symboliczne. Chodzi w niej głównie o niechętne patrzenie w przyszłość, o brak wiary w postmodernistyczne metodologie, klucze, heurezy. Coraz większą satysfakcję czerpię z patrzenia w przeszłość. I to przeszłość, powiedzmy uczciwie, archaiczną, do której idzie się przez Wieki Średnie, przez Antyk, by dotrzeć do praojczyzny chimerycznych Praindoeuropejczyków.

Moja starość zafascynowana jest wojną. Jeśli wierzyć Dumézilowi, a wierzę mu coraz mocniej, to właśnie wojna stanowi moment założycielski wszelkich cywilizacji. Mamy ją i u Tolkiena, i w skandynawskich sagach, i w narracjach starożytnego Rzymu. Do tego wojna ta kończyć musi się nie zagładą, a konsensem, inaugurującym spokojne i bogate życie pojednanych przeciwników.

Zmęczony przyszłością i zapatrzony w przeszłość, z przyjemnością przeczytałem ostatni numer „Christianitas” [nr 29-30 (2006)]. Albowiem redagowane (sprawnie) przez Pawła Milcarka pismo wykonało kolejny manewr zbrojny, legitymizując (wzmacniając?) tym samym moje przypuszczenia o toczącej się w RP ideologicznej i wirtualnej wojnie. Mój zachwyt budzi także strategia obrana przez Milcarka i autorów omawianego numeru. W zamieszczonych w „Christianitas” tekstach nie ma bowiem żadnej polifonii (którą zachwycała się Agnieszka Sieńkowska, omawiając na łamach „Witryny” kolejny numer „Znaku”). Polifonia, a więc wolnomyślicielstwo, rozmiękcza tylko ducha, gasi jego hart, gubi umiejętność rozróżniania prawdy od fałszu. W jej miejsce autorzy proponują jednomyślność, pokorne nasłuchiwanie prawdy, a także troskę tak o dobro wspólne czytelników, jak i o dobro sumienia każdego z nich z osobna. Omawiany przeze mnie numer pisma podzielić można na trzy ściśle ze sobą złączone części. Pierwsza poświęcona jest islamowi. Druga sprawie Kuronia i inwigilacji Kościoła polskiego przez SB. Trzecia sprawom związanym z liturgią, sakramentami i modlitwą. Dwie pierwsze stanowią wspomniane już wyżej zbrojne manewry, wymierzone przeciw wrogom w kraju i za granicą. Ostatnia nieść ma strawę dla zaangażowanych wojowników.

Sprawa islamu postawiona została przez autorów „Christianitas” w związku z reakcją na wykład papieża Benedykta XVI, wygłoszony dla społeczności uniwersyteckiej w Ratyzbonie. Trudno odmówić zasadności konstatacjom, iż podniesione przez środowiska islamskie larum było całkowicie nie na miejscu. Jak przekonują autorzy numeru (sygnowani inicjałami FŁ, EG), papieskie wystąpienie stanowiło próbę diagnozy kryzysu kultury europejskiej i w żadnym razie nie odnosiło się krytycznie do islamu czy cywilizacji muzułmańskiej. Nie na miejscu były też – według „Christianitas” – reakcje muftich, wskazujących na inwazyjny charakter religii chrześcijańskiej. Chrześcijaństwo wypracowało przecież umiejętność odróżniania (i autonomizacji) sfery sacrum od profanum. Dopuściło także krytyczną lekturę swych ksiąg objawionych, pozbawiając przez to legitymizacji wszelkiej religijnej przemocy. Zdobyczy tych brakuje właśnie islamowi (kardynał Pell). Przez co muzułmańska sakralizacja wszelkich przejawów życia, „niezależnie czy chodzi o modlitwę, sposób prowadzenia wojny, dietę czy właściwy sposób wydalania” (Milcarek), prowadzi do uświęcenia mordów i prześladowań, jakim poddawani są innowiercy w krajach arabskich. U źródeł owego uświęcenia leży także wypracowana w teologii islamskiej koncepcja absolutu jako „kapryśnego Boga przemocy” (Milcarek). Albowiem figura ta stanowi doskonały wzorzec parenetyczny, infekując wyznawców Allacha zdecydowaną postawą antyetyczną.

Wszelkie ustalenia dotyczące chrześcijaństwa i islamu uzupełnione są koronkową wręcz opowieścią o szkodach, jakie muzułmanie wnieśli w łono cywilizacji łacińskiej. Narrację tę uzupełnia dołączona do czasopisma książka poznańskiego historyka Grzegorza Kucharczyka pod znamiennym tytułem Pod rządami półksiężyca.

Walka na froncie rodzimym skierowana jest przeciwko tzw. katolewicy, liberałom czy „nowinkarzom”. W swym omówieniu zwrócę uwagę tylko na dwie, za to charakterystyczne, kwestie. Pierwsza pojawia się w tekście poświęconym agenturalnej przeszłości ks. Michała Czajkowskiego. Główną tezą tego tekstu jest próba wykazania antykościelnego charakteru tzw. księży-modernistów, a więc tych, którzy zaangażowali się w propagowanie ideałów Soboru Watykańskiego II. Właśnie postępowcy, infekujący polski konserwatywny katolicyzm „francuskimi nowinkami”, mieliby być sojusznikami agentów PRL-u. Jak mantra powraca także negatywna charakterystyka Tygodnika Powszechnego, skażonego progresizmem i budzącego nieufność nawet w osobie prymasa Wyszyńskiego. Wydaje się, iż pomieszczone w „Christianitas” analizy akt IPN-u umacniają argumentację tych wszystkich, którzy w środowisku liberalnych katolików widzą zagrożenie dla wiary i państwa polskiego.

Zupełną osobliwością wydaje mi się artykuł Jacka Bartyzela poświęcony Jackowi Kuroniowi. Znany z kontrowersyjnych poglądów politolog widzi w Kuroniu alter ego Robespierre’a, element obcy tradycji polskiej (i, szerzej, łacińskiej), a także budowniczego postPRL-u. Odmawia mu prawie wszelkich zasług w budowaniu niepodległej Polski, konstatując, że tylko opozycja spod sztandarów prawicy i katolicyzmu ma prawo uważać się za oswobodzicielkę uciemiężonej ojczyzny. Wnikliwie śledząc biografię Jacka Kuronia, pokazuje jego związki z marksizmem i filosemityzmem („Na tych ścieżkach ponure chłopstwo ze strachem w oczach patrzyło spode łba na czerwonych cherubinków śpiewających rosyjskie i żydowskie piosenki” – tak charakteryzuje Bartyzel drużynę harcerską prowadzoną przez Kuronia, do której należał „umiłowany druh Jacka – Adam Michnik”). Tworzy przy tym skarbiec argumentów wymierzonych przeciw publicznemu kultowi już nie tylko Kuronia, ale i Wałęsy.

Po stoczeniu tak ciężkich walk czas na strawę. Stanowią ją pomyślne wieści świadczące o stopniowym powrocie Watykanu do tzw. liturgii trydenckiej. Wiadomości zaiste dobre, ponieważ manipulacja, jakiej poddano korpus Mszy po Vaticanum II, przyniosła, w moim odczuciu, więcej strat niż zysków. Stąd, wzdychając do starych dobrych czasów sprzed 1968 (których nie dane mi było uświadczyć), pielęgnowałem (kiedy mogłem) związki z liturgią grekokatolicką.

Interesujący wydaje mi się także szkic poświęcony Eckhartowi w kontekście mistyki Katarzyny ze Sieny i myśli Emanuela Lévinasa. Nie umiem tylko dopatrzyć się w nim myśli przewodniej, a przez to i jasno sformułowanych konkluzji.

Działa wytoczone, bitwy w toku, wojna trwa. „Christianistas”, jako jedno z nielicznych czasopism na rynku, posiada wyraźny światopoglądowy profil i umie być sobą mimo dominującej politycznej poprawności. Patrząc wstecz (i wprzód), czekam jednak z nadzieją na obiecany przez Dumézila czas pokoju i pojednania. Ufam tylko, jak latem w ogrodach praskiego hradu, że wypracowany konsens będzie miał w sobie to, co mają Czesi, a czego nie mamy my. Czyli normalność. Przecież jest tam i Msza trydencka, i patrioci spod różnych sztandarów, i tolerancja. Pod tym zaś (pod polifonią), mimo symbolicznej stetryczałości, podpiszę się bez wahania.

Marcin M. Bogusławski

Omawiane pisma: „Christianitas”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
OŚWIECENI PRZEZ ARCHITEKTURĘ
Niemiecka promocja
CZASOPISMO TEATRALNE JAKO ŹRÓDŁO CIERPIEŃ. DYGRESJA

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt