Witryna Czasopism.pl

nr 8 (161)
z dnia 5 kwietnia 2006
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

DWUGŁOS W TRZECH KWESTIACH

Nie jestem pewna, czy pisma zajmujące się szeroko rozumianą wiarą łączy wspólna – mimo oczywistych różnic – polityka wybierania tematów do kolejnych numerów, czy za comiesięczny wybór odpowiedzialny jest raczej heglowski Duch czasów. Intrygujące podobieństwo tematyczne niewątpliwie istnieje: marcowe wydania „Więzi” (3/2006) oraz „Przeglądu Powszechnego” (3/2006) zajęły się – wykorzystując do analizy tych zjawisk zróżnicowane formy wypowiedzi – między innymi sporem wokół Radia Maryja (zintensyfikowanym po rzekomym podziale polskiego Kościoła na „Kościół łagiewnicki”, czytaj: sympatyzujący z PO, i „Kościół toruński”, czyli PiS-owski), sposobami radzenia sobie z żałobą (vide: chorzowska katastrofa oraz liczne ostatnio zgony popularnych rodaków) oraz przyszłością chrześcijaństwa unoszącego się na fali pojednania ekumenicznego.

Nasz Kościół powszechny, własny, czyli problemy z Radiem Maryja

Na łamach „PP” w tej ponadśrodowiskowej dyskusji, angażującej w dużym stopniu media, o których za chwilę, głos zabrał Stanisław Opiela SJ. Jak argumentuje, a w zasadzie przypomina w swoim artykule Problem Radia Maryja wciąż w kolejce…, tytułowe nieporozumienia „nie umiejscawiają się bezpośrednio na płaszczyźnie doktrynalnej. Dogmatom Kościoła [Radio Maryja] nie przeczy. Przeciwnie – odwołuje się do nich”, faktyczna rozbieżność zaś leży w języku audycji nadawanych z toruńskiej rozgłośni. Płyną one w eter, kształtując niezgodne z etyką chrześcijańską moralne postawy słuchaczy, które z perspektywy doktryny Kościoła są przecież „nieodzowne dla konkretnego życia wiarą czy międzyludzkiego jej przeżywania”. Hierarchiczny Kościół – mimo braku jednoznacznej wypowiedzi bezpośredniego przełożonego, ojca Rydzyka, czyli prowincjała zakonu redemptorystów – niechętnie patrzy też na praktyki zwalczania lub popierania partii politycznych, trzymając się nauczania soborowej konstytucji Gaudium et spes. Zgodnie z zawartym w niej nauczaniem, „katolicy świeccy dokonują wyboru partii na własny rachunek, byleby tylko nie stała ona w jawnej sprzeczności z wyznawaną wiarą”.

Przechodząc do sygnalizowanej wcześniej kwestii mediów w tym sporze, to oprócz tworzenia „prasowych faktów” mają one na sumieniu używanie niewłaściwego języka, o czym niestety ks. Opiela nie pisze szczegółowo. Dlatego polecam uwadze felieton Piotra Wojciechowskiego w „Więzi”, zatytułowany Nad kartami urojonej księgi, w którym czytamy o medialnym świecie „jednoczesnym”. Określenie to sugeruje, że media generują myślenie poziome, które wymaga łączenia zachodzących niemal równocześnie, ale oddalonych od siebie faktów, na przykład publikacji karykatur Mahometa w Danii, cen ropy w Norwegii, wyborów w Palestynie, paktu stabilizacyjnego między PiS, Samoobroną a LPR oraz filmu Spielberga o zamachu na olimpiadzie w Monachium. „Nie umiemy tego przerobić, bo większość literatury, także Święte Księgi, także mitologie, opowiadają nam o wynikaniu kolejnym, chronologicznym. (…) To było pionowe wynikanie, rzeczy nowe wynikały ze starych, stare z pradawnych”. Zwolennikom Radia Maryja to nowe, „medialne” myślenie jest obce, a jeśli do chaosu informacyjnego dodamy „bezrobocie, arogancję biurokracji, emigrację zarobkową osób dynamicznych i wykształconych (…) – to wszystko sprawia, że nie może zniknąć grupa ludzi świadoma odtrącenia, zagrożenia, krzywdy”, jak pisze felietonista. Szczególnie polecam też jego rozważania nad genezą potęgi Radia Maryja, w których Wojciechowski połączył trzy osoby: generalissimusa Józefa Stalina, kardynała Stefana Wyszyńskiego i redaktora Adama Michnika. Nie zdradzę jednak, w jaki sposób udaje mu się ta wolta, podpowiem tylko podstawowe tropy: Stalin i katolicy jako wroga, reakcyjna siła, kardynał Wyszyński oraz tradycyjny, maryjny katolicyzm jako nadzieja, Michnik i euroentuzjastyczna inteligencja lewicowo-liberalna uznająca groźbę państwa wyznaniowego.

Dlaczego dopuścił do takiej tragedii?

Straty doświadczamy ostatnio jakby intensywniej, szczególnie w sferze publicznej. Odchodzą kolejne zasłużone i lubiane osoby, w ostatnich dniach dołączył do zmarłych Stanisław Lem, a przed nim Hanka Bielicka i ks. Jan Twardowski. Rok temu żegnaliśmy papieża Jana Pawła II. Katarzyna Janowska w „Więzi” oraz Maja Jaszewska w „PP” pytają o istotę żałoby, jej znaczenie oraz sposoby radzenia sobie ze śmiercią odpowiednio dominikanina i patrologa Wojciecha Prusa OP (Trudno człowiekowi z Bogiem…) oraz psychoanalityka i terapeutę Roberta Sadowskiego (Pożegnanie wymaga czasu…). Obaj służą pomocą ludziom borykającym się z utratą, choć umieszczają ją w innych – religijnej lub psychologicznej, niewykluczających się jednak wzajemnie – perspektywach.

Dla rozmówcy „Więzi” pytanie Boga o powody śmierci odsłania zakorzenioną w człowieku potrzebę sensu, gdyż „najtrudniejsze i najbardziej niszczące jest dźwiganie absurdu, ciemności, bezsensu”. Osoba Najwyższego ma w tym poszukiwaniu znaczenie kluczowe – właściwa mu cierpliwość pozwala nam nieustannie ponawiać pytanie o konieczność cierpienia, odczytywane jako znak ludzkiej bezsilności i niezrozumienia, na które Bóg odpowiada miłością. „Człowiekowi zmagającemu się z zawierzeniem Bogu zadedykowałbym również słowa Benedykta XVI, wypowiedziane podczas inauguracji pontyfikatu: Jezus niczego nie zabiera, wszystko daje. Jeśli chcemy iść drogą miłości, nie unikniemy cierpienia” – trzeba tylko otwarcie dzielić się tą bezradnością, dodaje dominikanin.

Psychologia podpowiada zaś rozwiązania oparte na „wejściu w dobry kontakt z rzeczywistością”. Jak mówi Robert Sadowski, „jeśli mamy świadomość tego, co się stało, potrafimy zaakceptować rzeczywistość, pozwala nam to wykochać do końca osobę, która odeszła, a jednocześnie uruchomić proces godzenia się ze stratą. Nie tracimy wówczas energii na podtrzymywanie przy życiu obiektu i karanie go, a tym samym siebie”. Żałoba jest długotrwałym i złożonym procesem, tym trudniejszym, że angażuje jednocześnie naszą świadomość i nieświadomość oraz uczucia i myśli, a więc to, co należy do porządku rozumowego i emocjonalnego. Zalecana w tej sytuacji terapia psychoanalityczna opiera się na stworzeniu warunków, w których „strata może być dostrzeżona”, a psychoterapeuta oferuje potrzebne nam zrozumienie. Czy to wystarczy, by zabliźniły się rany po stracie ukochanej osoby? Z doświadczenia wiem, że rozważania teoretyczne pozwalają na zbliżenie się do tajemnicy śmierci, ale już nie zgłębienie jej, podobnie dzieje się z istotą bólu i cierpienia, a jednak trzeba je eksplikować i obwieszczać światu. I Bogu.

Dialogiczne versus metafizyczne oraz Kościół katolicki na sposób polski lub rzymski

Tematyczna wymiana refleksji między „PP” a „Więzią” zawiązała się także na płaszczyźnie zmian w samym chrześcijaństwie oraz, węziej, w katolicyzmie. Dwugłos miesięczników dotyczy przyszłości Kościoła w perspektywie futurystycznej oraz ekumenicznej. Filozof Marek Szulakiewicz rozpoczyna swój artykuł w „Więzi” (Od chrześcijaństwa metafizycznego do dialogicznego) od fundamentalnego i drażliwego pytania o kierunek, w którym zmierza chrześcijaństwo oraz czy w ogóle przetrwa XXI wiek. Jego obserwowalny kryzys zakotwicza we współczesnych zjawiskach kryzysowych naszej kultury, dążącej do wypracowania nowych wzorów religijności. Nienowoczesność chrześcijaństwa wiąże się z faktem wyrażania w pojęciach świata hellenistycznego, z przyjęciem greckiej metafizyki i myślenia wertykalnego, które akceptuje racjonalno-metafizyczne poznanie Boga oraz ufilozoficznienie teologii. Tymczasem jednolity, dominujący pogląd na świat rozpadł się na wiele autonomicznych systemów, a na naszych oczach postępuje dalsza pluralizacja horyzontów rozumienia Absolutu. Chrześcijaństwo staje przed wyzwaniem: czy zaakceptuje to, że religia jest dialogiem (Boga i świata, człowieka i Boga, człowieka i człowieka) oraz zrezygnuje z posiadania prawdy absolutnej? Jak zauważa filozof, „dialogiczny i pluralistyczny świat nie słucha bowiem nauczycieli, zwłaszcza metafizyków, słucha tylko świadków”.

Tak scharakteryzowane zmiany, tym razem już w samym katolicyzmie, zaowocowały pod koniec XIX wieku narodzeniem się Kościoła polskokatolickiego – alternatywy dla rzymskokatolickiego, o czym opowiada biskup pomocniczy archidiecezji warmińskiej Jacek Jezierski (Chrystus potrafił iść pod prąd). Dziś „polskokatoliccy są małą grupą, trudną do policzenia, bo są różne kryteria uznawania kogoś za członka tego Kościoła. (…) Dla osób mniej wtajemniczonych różnice są naprawdę niewielkie. W liturgii w zasadzie ich nie ma”. Odmienność zasadza się na kwestiach obyczajowych (dopuszczanie małżeństw księży) oraz zasięgu oddziaływania – kościoły polskokatolickie stanowią drugą parafię w danej miejscowości, często tam, gdzie doszło do konfliktu ze wspólnotą rzymskokatolicką lub z jej proboszczem. W kontekście ekumenicznym zaś istnienie takiej alternatywy dla wierzących Polaków może oznaczać „kształtowanie duchowości ekumenicznej w szerokim pojęciu, aby idee ekumeniczne upowszechniły się i znalazły zakorzenienie w świadomości (…) i by rzutowały na postawy, codzienne reakcje ludzkie”, wyraża nadzieję bp Jezierski.

Trzy tematy rozpisane na dwa głosy pism odmiennych w charakterze – to równanie (trochę pewnie naciągane) w sumie daje intrygujący wynik i, co ważniejsze, owocny dialog. Poza podziałami, ponad „Kościołem łagiewnickim” i „toruńskim”, wokół trudnych tematów, dla ekumenicznej nauki. Medialnie mało atrakcyjnie, bo wbrew lubianemu przez media ujednoliceniu. Godne zarekomendowania.

Beata Pieńkowska

Omawiane pisma: „Więź”, „Przegląd Powszechny”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
O produkcji mód
felieton___JAK NIE ZROBIŁEM KARIERY FILMOWEJ ALBO O HIGIENIE EKRANOWYCH KREACJI
CIAŁO – MOJA KOLONIA

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt