Witryna Czasopism.pl

nr 32 (149)
z dnia 12 listopada 2005
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

SZYBKO I PRZYJEMNIE

Pewna polska socjolożka i krytyczka literacka (w jednej osobie) zagościła już w pierwszym zdaniu mojego ostatniego omówienia (w którym pisałem o „Tygodniku Powszechnym”). Żeby się nie powtarzać, tym razem z podaniem jej nazwiska poczekam do zdania numer trzy. Otóż Kinga Dunin, bo o niej mowa, swego czasu na łamach „Wysokich Obcasów” jęła bezkarnie zabijać Dariusza Nowackiego. Zanim jednak zabrała się do rzeczy, napomknęła o kwartalniku literackim, w którym Nowacki opublikował – samobójczy, jak się okazało – felieton, który podziałał na nią tak pobudzająco. Nazwy odnośnego pisma nie podała, w czym ją teraz wyręczę: poszło o „FA-art”. Dunin przyznała się, że ma zwyczaj czytać ten periodyk od końca, czyli od działu felietonowego, gdzie często ktoś coś chce od niej lub do niej ma. To chyba rzeczywiście reguła, bo naliczyłem, że w felietonach z ostatniego „FA-artu” (1/2005) słowo „Dunin” pada aż osiem razy (dwukrotnie pod postacią skrótu), z czego połowa wystąpień dotyczy Kingi D., a druga połowa Pawła D.-Wąsowicza, czyli każdemu po równo. Dunin zabijała Nowackiego w imię feminizmu (i rozwagi przy okazji); nad świeżym „FA-artem” unosi się duch -izmu już innego, mianowicie homoseksualizmu. Nowacki naświetla homofoba w sobie (w felietonie Jak zostałem homofobem), Błażej Warkocki opłakuje (tudzież żegna) homoseksualistę modernistycznego z twórczości Grzegorza Musiała (Śmierć homoseksualisty), Wojciech Rusinek recenzuje Lubiewo Michała Witkowskiego, czyli pierwszą polską powieść pedalską (Barokowy Witkowski), a K[rzystof] U[niłowski] (jak mniemam) zamieszcza notę o tejże pierwszej polskiej... w skrócie PPPP. Jak widać, panowie podejmują panów (czyli PPP). Nie przepuszczę tej okazji i z przyjemnością oddam się podglądaniu ich wykwintnych rozrywek.

No, może i wykwintnych, ale niekoniecznie neutralnych, jak powiada Nowacki. W jego felietonie wspomniane rozrywki opisywane są nieeleganckimi słowy, które dobrze ułożonym młodzieńcom – takim jak ja – przez klawiaturę nie przejdą. Mową dworną rzec mogę, iż Nowacki kontempluje praktykę zwaną fellatio. Wszystko ładnie i pięknie – chyba że któryś z uczestników tak naprawdę fellatia sobie nie życzy. Jeśli – nie życząc sobie – dostaje (lub dać musi), mówimy o przemocy seksualnej. Nowacki twierdzi, że Dunin twierdzi, że przemoc seksualna jest niefajna, gdy stosują ją mężczyźni wobec kobiet, a fajna, gdy to samo robią mężczyźni mężczyznom. Nowacki twierdzi jak wyżej, mogą Państwo sprawdzić, ale czy Dunin twierdzi to, co Nowacki twierdzi, że ona twierdzi? Również można sprawdzić (najlepiej pytając samą Dunin). Ja nie sprawdziłem i nie wiem. Tak czy siak, Stroiński twierdzi, że przemoc – w tym seksualna – jest niefajna tak w ogóle.

Ostatnio dane mi było zaznać przemocy słownej, naściennej konkretnie („to tylko ściana, a jednak boli” – powiedziałbym, nawiązując do motta skądinąd nudnego filmu pt. Rekonstrukcja, „ściana mnie bije” – powiedziałbym, nawiązując do kwestii ze skądinąd rozkosznego filmu pt. Seksmisja). No i będę miał uraz do dni ostatnich, tylko Hannibal Lecter władny będzie uciszyć owce. Ale to głupstwo – i wprowadzenie do opowieści o PPPP (Lubiewie, przypominam). O przemocy w kontekście Lubiewa pisał we wspomnianym już felietonie Nowacki (m.in. wspominając „scenę szlachtowania nad rzeką luja w imię ciotowskiej tożsamości”), natomiast Rusinek w swojej recenzji powieści Witkowskiego przemyśliwuje łagodniejszą odmianę przemocy, opresję. Opresja przedstawia się w ten sposób: dyskurs większościowy (dominujący) tłamsi i wyklucza dyskurs mniejszościowy (niszowy, a jakże), czyli od DD do DM biegnie strzałka, nad którą napisalibyśmy „opresja”. Nie przeoczmy strzałki o przeciwnym kierunku (od DM do DD). Nad nią, niczym na gipsie kolegi czy koleżanki, literki stawia Witkowski (swą powieścią), Rusinek (powieści recenzją), ja (recenzji omówieniem) i tak dalej – a więc sporo mamy pomysłów na określenie tego, co dyskurs mniejszościowy robi większościowemu. Rusinek pisze, że Lubiewo to powieść „zaangażowana, a jednak wymykająca się społecznej dyskusji na temat homoseksualizmu”. E tam, w dzisiejszych czasach nie sposób wymknąć się dyskusji na temat homoseksualizmu – zdybała nas i nie puści. Gdy nie mówi się o homoseksualizmie – również wtedy jest to wątek obecny na sposób nieobecności, innymi słowy: brak tematu homoseksualizmu to znaczące przemilczenie. Taki np. film Bliżej to wprost parada heteroseksualizmu, a jednak, jak się rzekło, niepodobna przejść mimo homoseksualizmu – przez tę soczewkę Bliżej jawi się wykwitem parszywego dyskursu dominującego, skrzętnie pomijającego wątki niewygodne. Porzućmy jednak tę logikę, bo nudno, pusto. Dla eksperymentu warto byłoby wykazać, że artykuł z „FA-artu”, w którym Warkocki pod wiadomym kątem bada twórczość Musiała, w istocie o wiadomym temacie nie mówi nic – mnie nie stać na taką ekwilibrystykę; może Jacques Derrida podołałby wyzwaniu, gdyby wciąż był wśród nas. Pod jego nieobecność autorzy mogą radośnie oddawać się pisaniu i publikowaniu swoich artykułów, nie martwiąc się nadejściem podstępnej dekonstrukcji, skłonnej wytknąć w ich tekstach wszystkie miejsca bez ładu i składu (przerysowuję celowo, proszę mnie potem z tego nie rozliczać).

„Lektura niespieszna – zabawa pocieszna”, taką radę mam. A gdyby zapytano mnie, jak się czytało ostatni „FA-art”, odpowiedziałbym bez podtekstów: dziękuję, szybko i przyjemnie.

Maciej Stroiński

Omawiane pisma: „FA-art”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
W POKOJU ZABAWEK
WYZWANIA STOJĄCE PRZED REDAKTORAMI INTERNETOWEGO CZASOPISMA
felieton__SLAVOJ ŽIŽEK NIE ISTNIEJE

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt