Witryna Czasopism.pl

nr 14 (192)
z dnia 20 lipca 2007
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | teraz o… | autorzy | archiwum

PAWEŁ I GAWEŁ – WYCZEKIWANIE PUENTY

Off, nisza, salon, underground, mainstream, pogranicze, centrum, obieg opozycyjny, medialny, alternatywny, korporacyjny, nieoficjalny, okołonurtowy, centralny, oficjalny, niezależny, głównonurtowy, niskonakładowy, okołopiśmienniczy, wysokonakładowy…

Aż w głowie się kręci, gdy człowiek na jednym oddechu wylicza ciąg konotacji, którym warto by stawić czoła, a na które nie starcza sił ani kompetencji. Otwierają się drzwi, bramy, furtki, furteczki najróżniejszych interpretacji i ich sióstr młodszych – reinterpretacji z dziedzin socjologicznej, literackiej, psychologicznej i marketingowej egzegezy. Pogmatwane to, nieoczywiste. Z wieloznaczną terminologią, z wieloma tzw. drugimi dnami, wrzuconymi do jednego worka, który udźwignąłby jedynie oświeceniowy encyklopedysta lub redaktor Wikipedii.

Ten wstęp można uznać za chwyt erystyczny: przyznał się do bezsiły, ale zaraz wyłoży, jak rzecz wygląda „naprawdę”. Nic z tego. Żadnej taktyki. Zamiast niej – niepewność. Nie żeby od razu Kierkegaardowskie „bojaźń i drżenie”, ale poczucie, że rozkłada się na czynniki pierwsze widmowy domek z zapałek.

W głosach dotychczasowych dyskutantów, a myślę tutaj o Nęckiej, Kasprzaku, Wiśniewskim, wyczuwam tę samą, bliską mi nutę, która psuje tonację Marsylianki na temat offu i jego barykad, zamienia ją w przyciężką, pozbawioną złudzeń fugę: wszyscyśmy w głębokiej… niszy, więc po co swary, po co kłótnie głupie, skoro wszyscyśmy skończyli w… offie. Bach wbija gwoździe do trumny literatury. I, cholera, nikt nie płacze, poza literatami. A literaci, jak to literaci, leją łzy krokodyle. W końcu tematy śmierci, schyłku i dekadencji stanowią ich chleb powszechni.

Powtarzająca się konstatacja o Wszechoffie słowa odbiera animusz, chłodzi temperaturę dyskusji, podcina skrzydła, obnaża króla w całej jego mało interesującej nagości. Owszem, znana jest wszystkim budująca historia zwycięstwa Dawida nad Goliatem. Jednak Stary Testament tylko wyostrza spojrzenie realisty, brzmi podejrzanie jak Brzechwa. Gdyby przełożyć opowieść biblijną na dzieje dzisiejszej literatury, off nazwać Dawidem, mainstream – Goliatem, literat dobywa z siebie wyłącznie speszone westchnienie, postronny czytelnik reaguje chichotem. Bowiem w dobie cytatu i parafrazy, nie Dawid z Goliatem toczy walkę, lecz Paweł i Gaweł w jednym stoją domku. Mainstreamowiec najdziksze wyczynia swawole (wśród błysku fleszy i pism kolorowych). Offowiec spokojny, nie wadzi nikomu (w swojej samotni). Oby zakończenie było zgodne z pierwowzorem, ale do puenty jeszcze daleko. Może w ogóle nie nastąpi, zważywszy na historię literatury, która straszy własną śmiercią, a strasząc, dziwnie przynudza. To tak, jakby Homer, prowadząc ku rychłej zgubie swego bohatera, wprowadził retardację o długości Mody na sukces.

No, dobrze, poza gorzkimi żalami i znanym lamentem, trzeba powiedzieć coś więcej, oddając głos przeświadczeniu, że na Grocholi i Rowling świat się nie kończy. Nie należę ani do offu, ani do salonu, choć z całych sił kibicuję temu pierwszemu – stworzonemu na wyrost, nawet wymyślonemu. Wiem nazbyt dobrze, że nie wszystko złoto, co się świeci, że błyskotki księcia Dy-Do (w kształcie nadanym przez Kingę Dunin) mają nierzadko wartość tombaku. Darzę wielkim szacunkiem intuicyjnie pojmowaną niszę. Wszak własne boje toczy z dala od zgiełku medialnych dyskursów, od galopady nagród, splendorów i sławy nie dłuższej niż gotowanie jajek na miękko. Toż to prawdziwa sól literatury. Toż to przysłowiowa skorupka, która – jak pokazuje niejedna literacka biografia – po latach zwycięsko trąci w mainstreamie.

Z dala od zgiełku medialnych dyskursów?… Myślę, że kamieniem węgielnym dzisiejszej literatury, zwłaszcza tej „niezależnej”, kamieniem, który kruszy się i osuwa jej fundamenty, jest absurdalny konkubinat modernistycznego wizerunku pisarza z popkulturowym, masowym obrazem autora. Pochodzą z innych parafii, ale mają jedno na względzie – twórca musi być na świeczniku. Pokraczność tego związku jest nieporozumieniem: „ważny” i „wartościowy”, nie musi znaczyć „znany” i „doceniony”. W dobie literackiej komunikacji, zawężającej się w zastraszającym tempie do wysokonakładowej prasy, zbyt często słyszę pretensje, że obieg centralny kompletnie pomija projekty offu, że nie docenia, odtrąca, arogancko przemilcza. Gdzie tu konsekwencja? Albo rybka, albo akwarium. Kto powiedział, że głos indywidualny, a takim przecież chce być głos z offu, czyli z zewnątrz, musi być słyszalny i wysłuchany? Historia uczy pokory. Co zrobić z takim Kafką dla przykładu, co z Mistrzem i Małgorzatą? Przecież na tym zasadza się istota offu: nie być w centrum zainteresowania o cechach Chimery, lekce sobie ważyć aprobatę lub dezaprobatę „panów formatujących kulturę”, konsekwentnie wyrażać gest niezgody.

I doprawdy, twórca niszowy nie jest strażnikiem ogólnie pojętej literatury, nie dba o to, czy w głównym nurcie dominuje autolansiarska grafomania, przeszacowane artystycznie dzieła, wolnorynkowe popyt i podaż, czy też wybitność goni wybitność. Nie jego to broszka. Robi swoje. Nie chciałbym, żeby tożsamość niszy i offu była wyłącznie negatywem salonu, sumą odniesień i zaprzeczeń wobec mainstreamu. Trzeba by przemyśleć wartości osobne, autonomiczne, a z tym jest kłopot. Orzekanie w kategoriach czysto estetycznych, że niszowa książka X jest lepiej napisana niż święcąca „paszportowe” tryumfy książka Y, brzmi równie względnie i arbitralnie, grzeszy tym samym „widzimisię”, co promocyjne chwyty korporacyjnych pijarowców. Estetyka przypomina dzisiaj rozróbę w barze, gdzie rządzą relatywne zasady wolnej amerykanki. Lepiej nie mówić, że ktoś pisze sprawniej czy „ładniej”, bo można dostać kuflem po głowie od zwolenników równie dobrego mistrza frazy i stylu. Offowy to przecież nie lepszy czy gorszy, ale piszący inaczej, z niepopularnej i niepodrabialnej perspektywy, dający własny aksjologicznie ogląd świata, w kontrze do dominującego oglądu. I tak doszedłem do ściany, czyli bombastycznego problemu… IDEI.

Ściana ta tym bardziej ambarasująca, że już kiedyś, w przepięknej dekadzie lat 90., gdy literackie perły rzucano przed wieprze, trzech młodych wówczas Marcinów napisało wiersz do poety Juliana, że za oknem – choćby oczy wytrzeszczyć – ni chuchu idei. Czy sytuacja zmieniła się na lepsze? Czy off, nisza, alternatywa mają własne, odróżnialne idee? Nie wiem. I gdzie się one ogniskują? W niszowych pismach literackich? Na literackich portalach? W literackich grupach programowych i sytuacyjnych? To nie są retoryczne pytania, to dla mnie bardzo ważne pytania bez odpowiedzi. Przecież za komuny drugi i trzeci obieg wznosiły własne państwa literatury. Dajmy pokój państwom. Oddam Królestwo za autonomiczny, offowy powiat.

Dopadła nas wszystkich jakaś dżuma medialna. Zwłaszcza, gdy mowa o najmłodszej literaturze, która lubuje się w wymachiwaniu alternatywą i offem. Pamiętam, że naturalną koleją rzeczy, jeszcze pod koniec lat 90., był dla młodego twórcy najpierw druk krótkiej impresji, recenzji, potem wiersza lub kawałka prozy, później trzech, czterech, a wszystko w gęstych i gorączkowych oparach debat, dyskusji i kłótni. Idealizuję? Być może, ale w głowach gorących i stolikowych rewolucja goniła rewolucję niczym chmury burzowe. Następnie bardzo ostrożnie pojawiała się myśl o książce. Dzisiaj skrócony został czas offowania i cukrowania. Młody autor myśli wyłącznie o dużym wydawnictwie i o recepcji na skalę ogólnopolską. Ale jak spytać młodego autora o jego credo, to on wciąż osobny, on wciąż alternatywny, kontrkulturowy. Tylko skąd te gwałtowne dezercje do obozu niedawnego wroga? Wallenrodowie wychodzą z ukrycia, proszą o azyl i nowe obywatelstwo.

Dla mnie offowi są starzy poeci, sędziwi pisarze, dalecy od zbawiania świata w ogniu dwuznacznej walki z mainstreamem, wydeptujący własną ścieżkę idei, myśli, poznania. Młodzi zaczynają podchodzić do literatury pragmatycznie: jest książka, ma być rezonans i kasa. Dla tradycjonalistów i konserwatystów to jest dopiero myślenie z zewnątrz! To jest nie lada offowe myślenie!

Mariusz Sieniewicz

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
felieton__REISEFIEBER
Co tam, panie, na Litwie?
Rokendrol w państwie pop

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt