Witryna Czasopism.pl

nr 31 (148)
z dnia 2 listopada 2005
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

NA RATUNEK MONOGRAFII

Numery monograficzne od lat są normą na rynku wydawnictw kulturalnych. Nie zaskakują już najdziwniejsze nawet, najbardziej ekscentryczne i, zdawałoby się, czasami nikomu niepotrzebne wydania pism poświęcone, dajmy na to, alkoholowi i Gombrowiczowi („Opcje”), teatrowi homoseksualnemu („Dialog”) czy wacie we wszel(a)kich jej formach, kształtach, odmianach i przypadkach („Portret”). Z kronikarskiego obowiązku wspomnę jeszcze, że najczęściej numery tematyczne dotyczą wybranego twórcy, epoki, zjawiska, grupy poetyckiej, toposu itd. Jednak co innego zastanawia mnie ostatnimi czasy szczególnie – chodzi mianowicie o numery poświęcone w całości miastu (ewentualnie jakiejś krainie geograficznej, miastu i jego otoczeniu). Wspomnieć warto tutaj na przykład o głośnych wydaniach specjalnych „Zeszytów Literackich” (dedykowanych Petersburgowi; jeden z ostatnich numerów jest zaś swoistą antologią tekstów literackich o Trieście) lub o pismach młodoliterackich eksplorujących twórczość autorów pochodzących z miast, gdzie owe publikacje się ukazują (twórcy toruńscy w „Undergruncie” czy Kraków poszukujący nowej krwi, a więc jeden z archiwalnych numerów pisma „Ha!art.”). Ciekawym zjawiskiem jest również lubelskie pismo „Scriptores”, które „miejskie numery monograficzne” wypuszcza właściwie co rusz, a pośród jego działów odnaleźć możemy takie perły jak choćby Lublin w Nowym Jorku. Z rzeczy najnowszych wspomnijmy szczecińskie „Pogranicza” (4/2005) traktujące o literaturze północno-zachodniego narożnika (również takie perły jak Pod wersami Szczecina lub Kilka uwag o gryfomanii, a więc pisaniu rodem ze Szczecina) czy najnowszy numer pisma kulturalno-literackiego „Pro Arte” (21/2005). Temu ostatniemu przyjrzyjmy się bliżej.

Poznańskie „Pro Arte” już czas temu przestało być kwartalnikiem na rzecz jakże często spotykanej w przypadku coraz większej liczby pism kulturalnych nieregularności. Począwszy od numeru 11. stało się pismem ogólnopolskim, zyskało nowych współpracowników, zmieniło szatę graficzną, co wpłynęło bez dwóch zdań na atrakcyjność i „unowocześnienie” periodyku, który postanowił niejako wyrwać się z ograniczających pęt akademickich. Śledzę kolejne numery „Pro Arte” od kilku dobrych lat i z rosnącym zaciekawieniem otwieram każdy następny, gdy tylko co kilka(naście) miesięcy pojawia się w Empikach. Pismo to ma w sobie niemały potencjał – jego współwydawcą pozostaje jeden z najlepszych uniwersytetów w kraju (Uniwersytet Adama Mickiewicza), opiekę naukową nad nim sprawuje Piotr Śliwiński, oprawie graficznej, składowi i łamaniu naprawdę niewiele można zarzucić, to zaś w przypadku pism kulturalnych w Polsce jest dużym osiągnięciem, wartym odnotowania.

Tematem 21. numeru jest Nasz Poznań – ponad połowę 112 stron zajmują teksty poświęcone temu miastu, jego związkom z literaturą, sztuką, poznańskim teatrom, art-zinom, życiu studenckiemu czy zamieszkującym go poetom. Druga część „Pro Arte” to stały dział, a więc recenzje i omówienia, z których zresztą spora część dotyczy wystaw i spektakli odbywających się właśnie w Poznaniu. Pierwszy, aż sześciostronicowy tekst numeru nosi tytuł Loferka miejska, czyli o swojskości Poznania – większość miejsca zajmuje w nim streszczenie historii miasta i opis jego przedmieść „zaczerpnięty” z książki Józefa Łukasiewicza Obraz historyczno-statystyczny miasta Poznania w dawniejszych czasach. Do tego dochodzą tytułowy opis swojskości Poznania, każdorazowego odkrywania miasta, kilka faktów z życia autora tekstu („Zacznę od siebie. Rodzinnie jestem i z matki, i z ojca Wielkopolaninem”, a w innym miejscu: „Nie należałem do zbyt pilnych uczniów i z braku przestrzeni szybko rezygnowałem z lekcji czy odrabiania zadań domowych”), kilka luźnych uwag o wielkopolskiej gwarze i morał: „Tę bajkę kończę, a jak zechcecie, to i z Wami wybiorę się na loferkę, by już nie gadać, a i samemu poczuć swojskość Poznania”. No cóż, jeśli mnie jako dziecku opowiadano by takie bajki, wspominałbym swoje dzieciństwo jako co najmniej traumatyczne. Dla poznaniaków tekst nie wnosi niczego nowego, dla pozostałych czytelników natomiast jest to sześć zmarnowanych stron – bo ani to podręcznik historii, ani szkic na temat gwary, ani tym bardziej bajka. Re: rewitalizacja Zbyszka Kotkiewicza to z kolei kolaż cytatów wziętych z Planu Rozwoju Miasta Poznania na lata 2005-2010, książki Joanny Proniewicz i informacji z kilku stron internetowych, pomiędzy które to źródła wplótł autor swoje skromne wstawki prozatorskie – kto wie, czy nie zasłyszane na ulicy, zaczerpnięte od samych Poznaniaków. Wszystko ładnie, pięknie, a plan rozwoju cieszy oko wytrawnym językiem. Pytanie tylko o zasadność, cel i sens takiego tekstu. Ja, niestety, mimo usilnych prób odpowiedzi nie znalazłem. W tekście Agaty Mazur Artystyczna zmiana nad Wartą po raz kolejny już najciekawsze wydają się nie słowa samej autorki, lecz cytaty, którymi się posługuje (coś mi się zdaje, że winienem użyć słowa „wysługuje”). Co jest więc najciekawsze w artykule o wystawach w Starym Browarze? Ano wypowiedzi zaznaczone kursywą, autorstwa Piotra Bernatowicza, które pochodzą z… katalogów wystaw, a spośród tych tekstów wybija się… cytowany z kolei przez Bernatowicza Pliniusz Starszy opisujący pojedynek Zeuksisa i Perrazjosa (cóż za postmodernistyczne zapętlenia w tekście pani Mazur, cóż za pochłaniające się wzajemnie cytaty, cytowanie cytowanych już cytatów itd.!).

Szczerze powiedziawszy, nie potrafię rozgryźć redaktorów tego numeru „Pro Arte”, to znaczy wpaść na pomysł, na jaki oni wpaść przecież musieli przed jego złożeniem. Nie potrafię odnaleźć klucza, który sprawiłby, że blok poznańskich tekstów łączyłoby coś ponad Poznaniem. Obawiam się, że po raz kolejny redaktorzy pisma kulturalnego po prostu nie mieli pomysłu na numer monograficzny. Zresztą takie przypadki się zdarzają – chociażby ostatni „Czas Kultury” to zbiór niepowiązanych właściwie ze sobą tematycznie tekstów, a mimo to wymyślono, że mamy do czynienia z numerem monograficznym. Inną sprawą jest jednak zebranie niepowiązanych ze sobą, ale dobrych tekstów i przypisanie im pewnej wspólnoty, a inną połączenie przypadkowych artykułów, wśród których znajdą się i te na poziomie pozostawiającym wiele do życzenia. Ten problem dotyczy także tekstu Szpieg w krainie fantastów Marty Harat poświeconego poznańskiemu klubowi miłośników SF i fantasy Druga Era. Zacytujmy początek: „Licealiści, studenci, ludzie pracy; poznaniacy i przybysze z zewsząd; rozmarzone nastolatki i poważni panowie w średnim wieku, wszyscy połączeni jedną pasją – fantastyką”. Bakcyla złapała również Marta Harat, która wyznaje na zakończenie, że opisane powyżej towarzystwo („rozmarzone nastolatki” i „przybysze z zewsząd”) bardzo jej odpowiada: „To dopiero początek fantastycznej przygody. Stirlitz ze mnie żaden, bo już dałam się zwerbować – choć lojalka jeszcze nie podpisana”. Daj Panie Boże, by tę lojalkę podpisano. Z pożytkiem dla młodej literatury. Lojalkę klubu SF podsunąłbym również Alicji Grześkowiak, autorce tekstu Siedem liter, czyli życie studenckie w Poznaniu. Kilka co ciekawszych wyjątków z niego ku uciesze szanownego Czytelnika: „Student to stworzenie użyteczne. W tym chyba nie różnimy się od kolegów i koleżanek z innych miast”; „Dzielą czas między studia i sprawy z nimi związane (a tych, jak wiadomo, zawsze dużo, na przykład trzeba świętować zdany egzamin) a rodzinę i problemy domowe. Czy pod tym względem różnimy się jakoś, o, braci studencka innych miast?”; „Studenci poznańscy podchodzą z entuzjazmem do licznych proponowanych im atrakcji, a nierzadko sami je współtworzą”; „Jeśli chodzi o styl ubioru, jest on zróżnicowany, jak wszędzie”; „Tu też zdaje się egzaminy, pisze kolokwia, czyta książki z kilometrowych list lektur... (no, przynajmniej czytać się powinno)” itd., itp. Taki tekst mógłby (chociaż czy aby na pewno?) znaleźć miejsce w studenckim pisemku, w informatorze dla pierwszego roku czy akademickiej broszurce, ale omawiamy przecież numer ogólnopolskiego pisma kulturalno-literackiego!

Stosunkowo ciekawe są natomiast artykuły na temat poznańskiego miejsca magicznego – kina Apollo, opowieść o urokach stadionów i chuligańskich przyśpiewkach, tekst wprowadzający w zagadnienie poznańskich art-zinów, niezły i interesujący artykuł Krzysztofa Kołackiego Rozbrat: między utopią a kapitałem czy w jakimś stopniu łączący się z nim tekst Igi Mergler Charakterne miasto o związkach Poznania z gospodarką i pieniędzmi. W tym ostatnim znów jednak najciekawiej wypadają cytowani autorzy, zwłaszcza że autorka przytacza Georga Simmla i Zygmunta Baumana; prócz cytatów bronią się również uwagi ogólniejsze, uniwersalizujące problem, nie ograniczają go więc do jednego tylko Poznania.

Jak pisałem wcześniej, pokładam w „Pro Arte” wielkie nadzieje i dzięki kilku tekstom opublikowanym i w tym numerze mogę stwierdzić, iż nie jest jeszcze tak źle, w każdym razie warto będzie czekać na numer kolejny. Powiedzmy więc o tym, co warte jest lektury. Pewnie zresztą powinienem od tego zacząć, jednak wydaje mi się, że konstruktywna krytyka kilku tekstów może redaktorom tylko pomóc – dać szansę na wyrównanie poziomu. Interesujący tekst to Miasto teatrów, czyli o bardzo niecodziennym Poznaniu, przyzwoicie napisany, kiedy trzeba krytyczny wobec omawianych spektakli, innym znowuż razem spoglądający przychylnym okiem krytyka. Jednak w najnowszym “Pro Arte” najbardziej interesujące są teksty o literaturze, a uściślając – o poezji, i nie szkodzi im nawet fakt, że również traktują o twórczości poznaniaków. Wręcz przeciwnie. Może w tym cały problem – lepszym pomysłem byłby numer o poetach i poezji poznańskiej zamiast mieszania jej dodatkowo z art-zinami, teatrem offowym i wspomnieniem z dzieciństwa. A świetnym wprowadzeniem do tematyki poetyckiej byłby tekst Karola Maliszewskiego Poznaj Poznań, poszukaj w nim poezji. Jeśli pomysł taki kiedykolwiek powstał, został zarzucony, niemniej jednak warto zapoznać się z jego pozostałościami, a więc ze wspomnianym artykułem Maliszewskiego (który, notabene, na temat poetów poznańskich wypowiada się w prasie literackiej nie po raz pierwszy), z Tramwajami i kobietami. O poezji Mariusza Grzebalskiego Marcina Jaworskiego czy z tekstem Poza liter(ą). Szkic osobisty o twórczości Krystyny Miłobędzkiej Magdaleny Grabczyńskiej („Język, znakomite narzędzie zrozumienia, nie pozwala na przełożenie wrażeń, stawia opór bogatym obrazom przeżywanego świata i stąd kwestie mówienia /do/ siebie albo /między/ sobą pozostają utemperowane opornością wyrazu”).

Na zakończenie wspomnę o jeszcze jednym wartym lektury zestawie tekstów z nowego „Pro Arte”, a mianowicie o poezji poznańskiej, której pokazano w piśmie sporo (świetny pomysł z porozrzucanymi po numerze pojedynczymi wierszami wybranych autorów, do tego blok tekstów na końcu numeru i arkusz poetycki Habemus poetam – Poeci Poznania 2005). Wśród prezentowanych poetów znaleźli się m.in.: Dariusz Sośnicki, Mariusz Grzebalski, Krzysztof Gryko, Maciej Gierszewski, Agnieszka Kuciak i Szczepan Kopyt. No i oczywiście Edward Pasewicz, z którym przeprowadzono zresztą interesujący wywiad. Jakby na przekór niżej podpisanemu mówi Pasewicz: „Generalnie unikam oceniania czegokolwiek, ponieważ nie posiadam takiej ilości przesłanek, żeby móc powiedzieć, że coś jest dobre albo złe. Nie mam także przesłanek, aby móc powiedzieć, że coś jest prawdą albo kłamstwem”.

Prawdą jest, że mimo tego, co krytycznie napisałem powyżej, czekam z niecierpliwością na kolejny numer „Pro Arte”.

Grzegorz Wysocki

Omawiane pisma: „Pro Arte”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
DLACZEGO ROM KRZYWO PARKUJE?
HISTORIA JEDNEGO NOŻA
TANIEC ROZUMU Z RELIGIĄ

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt