Witryna Czasopism.pl

Nr 27 (144)
z dnia 22 września 2005
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

DUCH „BRULIONU”

Jeszcze nie tak dawno „brulion” był, dla ludzi mających ambicję wiedzieć, co w kulturze piszczy, punktem odniesienia – jako obiekt kultu albo przedmiot krytyk. Gdy więc pismo praktycznie zakończyło działalność, pojawiły się, niemal od razu, próby przejęcia schedy po Robercie Tekielim. W tym kierunku szły na przykład (i idą) wysiłki redaktorów krakowskiego „Ha!artu”. Tyle że „Ha!artowi” przyświecają ideały „brulionu” z początków lat 90., „brulionu” w wersji kontrkulturowej, odrzucone w ostatnich numerach przez Tekielego, jeśli więc szukać reinkarnacji ducha „brulionu” takiego, jakim się ów duch w końcu stał, to należy szukać gdzie indziej. Jest nią raczej ukazujący się w miarę regularnie magazyn „Fronda", to on przejął, poniekąd z dobrodziejstwem inwentarza, schedę po zawieszonym „brulionie”. W nim chyba odrodził się z popiołów „brulion” taki, jakim go pamiętamy z okresu schyłkowego – bizantyjsko wystawny, jeśli chodzi o zakres prezentowanej wiedzy, agresywnie agitujący pod względem wymowy i coraz mniej literacki.

Wizja Tekielego wciąż wydaje się obowiązująca, pomimo tego, że kiedyś skutecznie storpedowały ją obrazoburcze wypowiedzi lewicujących młodych literatów oraz zdystansowane oceny niegdysiejszych towarzyszy broni. Osobą w dużej mierze odpowiedzialną za bieżącą realizację owej wizji jest Grzegorz Górny, właśnie święcący (nomen omen) sukcesy jako redaktor naczelny ogólnopolskiego tygodnika „Ozon”. Dzięki Górnemu, który „Frondą” zawiaduje zręcznie i spektakularnie, światopoglądowa esencja działań pisma przeniknęła również do mediów publicznych – na analogicznej zasadzie, jak kilkanaście lat temu posłannictwo Tekielego. Już z tego powodu „Frondę” trudno ignorować, choć równie trudno odejść od jej schematycznego postrzegania.

Ostatni numer pisma [36 (2005)] niczym specjalnym nie różni się od poprzednich, jak zawsze pozwala rozgościć się czytelnikowi w domu opartym na przynajmniej trzech solidnych fundamentach. Materiał, z którego dom jest wykonany, spaja zaś solidnie wiara w wiarę katolicką. To znaczy wiara w to, iż katolicyzm dzięki swoim dogmatom i dogłębności wartościowań poradzi sobie z zagmatwanym światem ponowoczesności, tłumacząc go przejrzyście i wyczerpująco. Jakie są owe wspomniane wyżej fundamenty koncepcji pisma Grzegorza Górnego? Pierwszy, to przekonanie o sile rewizjonizmu, o tym, że większość funkcjonujących obecnie poglądów została oparta na przeinterpretowanych półprawdach. To stały element działalności pism optujących za własną wizją świata, ale we „Frondzie” posiada on szczególne znaczenie. Rewizja dotyczy tu bowiem nie tyle stereotypów, co... ich rewizji, zanegowania czegoś, co wcześniej zrodziło się w wyniku obalenia stereotypu. W najnowszym numerze pisma, takie zagrania występują m.in. w tekstach: Estery Lobkowicz – Obalenie dogmatu o nieomylności Margaret Mead (seksualna Arkadia wysp Samoa z prac amerykańskiej antropolog, podważająca purytańską obyczajowość zachodu, była naukowym nadużyciem), Sonii Szostakiewicz – Święty Albert Kinsey (sakralizacja amerykańskiego seksuologa jako walczącego ze społecznym tabu dotyczy oszusta) czy Bena Levina – O genach i gejach (teza o genetycznym uwarunkowaniu homoseksualizmu, chętnie przywoływana przez przychylne gejom środowiska, nie zyskuje potwierdzenia w nauce).

Za drugi fundament koncepcji redagowania „Frondy” można uznać pełną gotowość bojową. To z kolei specyfika pism zaangażowanych, wikłających się aktywnie w spory ideologiczne i nie pozwalających na bierną partycypację w ich przesłaniu. W tym zakresie nowa „Fronda” daje popisowe akcje dywersyjne. Czytamy wywiad z przedstawicielami Diakonii Życia bydgoskiej Arki, ratującymi nienarodzone dzieci za pomocą zamieszczanych w prasie ogłoszeń imitujących anonse podziemia aborcyjnego oraz rozmowę z profesorem Janem Talarem, „budzącym” swoich, pogrążonych w śpiączce pacjentów. Poprzez wskazanie na pozytywne działania zmieniające bieg zdarzeń, odwracające okrutny los wbrew (domyślnie: negatywnym) standardom postępowania, klaruje się jednoznaczne przesłanie: albo czynisz dobro, albo tolerujesz zło. Nie miejsce tu oczywiście, by ustosunkowywać się do tego skomplikowanego zagadnienia. To, na co należy zwrócić uwagę, to wynikające z wielu tekstów (nie tylko najnowszej „Frondy”) proste przeciwstawienie dobrej wiary obrazowi współczesności. Obrazowi będącemu w dwojakim rozumieniu negatywem pokazywanej rzeczywistości.

Z refleksami tejże „złej” rzeczywistości wiąże się trzeci fundament koncepcji redagowania „Frondy”, a mianowicie ukontekstowianie i aktualizowanie wyznawanych wartości w oparciu o przykłady negatywne. Tak więc w nowym numerze pisma znalazło się miejsce na artykuły o powieści Michała Witkowskiego, filmach Pedro Almodovara i Sofii Coppoli. Ostrze krytyki kieruje się jednak poza samo omawiane dzieło: patrzcie, dyskusja wokół Lubiewa funduje nam homoerotyczny ciemnogród (tj. „ciotogród"); patrzcie, Almodovar chce walczyć z Kościołem, ale de facto obnaża zło homoseksualizmu; patrzcie, Coppola przedstawia bezwiednie świat amerykańskiej pop-papki wyzuty z Ewangelii. Przykładem skrajnym praktykowanego we „Frondzie” wykorzystywania przeciwników jest chyba tekst Homoseksualna pedofilia Stanisława Augustyna, który przytacza opisane w „Gazecie Wyborczej” przypadki pedofilii w celu… poparcia tezy o bezsprzecznym związku homoseksualizmu z niebezpiecznymi dla społeczeństwa dewiacjami seksualnymi.

Czy wizja Tekielego doczekała się wreszcie dobrej realizacji? Chyba tak, skoro eks-naczelny „brulionu” daje „Frondzie” swoje błogosławieństwo – reklamuje w niej kolejne tomy swojej encyklopedii o New Age. Ale w pewnym sensie jest to teza jednak na wyrost: „brulion” był wszak swoistym wyjaskrawieniem koncepcji pisma kontrkulturowego, podczas gdy „Fronda”, naśladując format (nie chodzi o rozmiar w centymetrach) pisma Tekielego, wyraźnie skłania się ku pismu pozakulturowemu. Kultura przestaje w nim właściwie istnieć, staje się jedynie przykrywką dla ideologicznych rozgrywek, wyznaniowych sporów i etycznych rozstrzygnięć.

Na pocieszenie dostajemy w ostatniej „Frondzie” dwa teksty bez nalepki „tendencyjne”. Tak postrzegam tekst Remigiusza Okraski Dwa konserwatyzmy, dwie lewice, dwa światy oraz zajmującą analizę Braku tchu George'a Orwella. Niewiele tego, ale zawsze.

Łukasz Badula

Omawiane pisma: „Fronda”, „brulion”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
felieton___DLACZEGO TRZEBA KARMIĆ MISIE?
MŁODE LWY
Z DOLNEJ PÓŁKI

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt