Witryna Czasopism.pl

Nr 21 (138)
z dnia 22 lipca 2005
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

WAKACYJNY SEZON DUCHOWO-MARKETINGOWY W TEATRZE

Rośnie liczba zwolenników i czytelników „Foyer”. Domyślam się, na czym polega ten fenomen: miesięcznik można nie tylko kupić za stosunkowo przystępną cenę, można też (korzyść jest wtedy podwójna) wybrać się do jednego z sześćdziesięciu dwóch teatrów w Polsce i rozejrzeć wśród pozostawionych tam materiałów reklamujących miejscowe wydarzenia sceniczno-artystyczne. Sama pamiętam wyrozumiały uśmiech młodej obsługi Teatru Rozmaitości Warszawa, kiedy, zaaferowana, upewniałam się, czy faktycznie pismo, wyrwane niemalże z rąk innych równie przejętych teatromanów, można wziąć, nie płacąc. Przyznaję, żywiłam podejrzenia osoby o wyrobionej przez telewizję prywatną nieufności do tego typu akcji: mnożą się programy z gatunku reality show oraz „jesteś w ukrytej kamerze” – nie chciałam się znaleźć w żadnym z nich. Równie nieatrakcyjne wydawało mi się wzięcie udziału w jakimś awangardowym performance, który miałby mi uświadomić ludzką zachłanność. Osobom lubiącym śledzić tego typu perypetie polecam długometrażowy dokument Czeski sen, który niedługo powinien pojawić się w polskich kinach. Pokazuje on eksperyment zarejestrowany przez dwóch studentów praskiej szkoły filmowej, którzy rozkręcili całą machinę marketingowo-reklamową (telewizja, radio, bilbordy, ulotki) zachęcającą do odwiedzenia nowego hipermarketu o nazwie pojawiającej się w tytule filmu - hipermarketu nieistniejącego w rzeczywistości. I już tylko szeptem dodam: warto uczestniczyć w licznych tego lata imprezach kulturalnych – ogłaszająca swój rozwód z teatrem Małgorzata Braunek będzie w nich uczestniczyć za sprawą lipcowo-sierpniowego numeru „Foyer”. Oczywiście, rozdawanego za darmo.

Gwiazda Hoffmanowskiego Potopu, która przypomniała o sobie po długoletniej przerwie nagrodzoną w Gdyni pierwszoplanową rolą kobiecą w TuliPanach Jacka Borcucha, wyznaje na łamach miesięcznika, że obecnie aktorką bywa, ponieważ tę działalność zawodową dawno już zastąpiła doświadczeniami medytacji oraz nauczaniem buddyzmu. Opowiadając o swojej religii, aktorka diagnozuje jednocześnie zmiany w naszej umysłowości i duchowości: „Kiedy kilkanaście lat temu mówiłam o buddyzmie, byłam traktowana jak taka niegroźna wariatka. Ale to się zmieniło. Polacy zaczęli podróżować. Jeżdżą także na Wschód. Przyjęli do wiadomości i zaakceptowali, że istnieją odmienne kultury. A dzięki temu stali się bardziej tolerancyjni”. Spojrzenie Braunek wydawać się może nadmiernie optymistycznie, co pokazały perturbacje wokół Parady Równości, z której zresztą aktorka wyszła zawiedziona za małą w jej mniemaniu liczbą uczestników. Nie każdego stać jeszcze na odwagę przewartościowania lub nawet przewrócenia do góry nogami swojego myślenia o świecie, co postuluje Braunek. Wiąże się to bowiem z odwagą wydawania ocen oraz brania za nie odpowiedzialności – a to jest bardzo niewdzięczne zajęcie.

Kolejny wywiad w numerze odsłania nieznaną twarz znanego i cenionego pisarza. Zapowiadany przez redaktorów pisma jako wydarzenie, mające na celu m.in. pokazanie „mechanizmów recepcji wielkiej muzyki i kultury w ogóle”, uzmysławia konsekwencje niezgodnego z intencjami twórcy odczytania jego dzieła przez krytykę. Oto bowiem Milan Kundera, dzieląc się z dziennikarzem radiowym swoją fascynacją kompozycjami Leoša Janáčka, przypomina, że historia muzyki obeszła się z tym artystą wyjątkowo niewdzięcznie, pozwalając wybrzmieć jego dziełom dopiero w późnych latach życia twórcy – kiedy jego Mszę głagolicką szeroka publiczność usłyszała po raz pierwszy, Janáček miał 60 lat. Gdyby nie Max Brod, ten sam, który zachował dzieło Franza Kafki, a później zachwycił się muzyką czeskiego kompozytora, ogłaszając światu jego genialność, kto wie, jak wyglądałby biogram napisany na potrzeby francuskiego słownika Larousse’a, który zresztą stanowi dla Kundery nieudany przykład podsumowania dzieła Janáčka. Potraktowanie go jako autora wyłącznie muzyki programowej wydaje się pisarzowi niewdzięczne, a nawet kłamliwe.

Z wypowiedzią Kundery współgrają felietonowe refleksje Jerzego Koeniga. Cytując krytyków, podsumowujących obejrzane przedstawienie komentarzami w stylu: „Po raz pierwszy nie czułam na widowni nieznośnego smrodu klasycznej kultury”, Koenig wspomina odeszły bezpowrotnie, prosty acz finezyjny myślowo, sposób wypowiadania się o teatrze Zygmunta Hübnera, Edwarda Csató i Konstantego Puzyny. „Nie tęsknię za ostentacyjną staroświeckością (…). Nawet nie gorszą mnie twarde słowa. Myślę wszakże, że styl wypowiedzi bywa niekiedy odbiciem stylu myślenia. (…) A bieg myśli generalnej trochę mnie martwi”.

Przekłada się on częściowo na niejednorodne rozumienie zadań kultury, co widać na przykładzie sporów i dyskusji narosłych wokół warszawskiego klubu Le Madame. Przypomnę, że miejsce to od dwu lat gromadzi ludzi kreatywnych, czyli, jak mówi o nich jeden z menedżerów klubu, osób „fajnych, które robią coś dobrego”. Można więc tam spotkać członków partii Zielonych, lesbijskie aktywistki, twórców telewizyjnego programu o książkach Wydanie drugie, poprawione, zakręconych poetów, aktorki grające w przedstawieniu Miss HIV oraz wyznawców różnych religii. Działalność Le Madame jest jednak zagrożona – władze miasta postanowiły klub zamknąć. Jak wieść niesie, powodem może być deklarowana przez jego właścicieli otwartość na różne niekonwencjonalne działania artystyczne, na wszystko co nowatorskie i eksperymentalne a nieobecne na oficjalnych scenach stolicy. Jak się okazuje, powyższa strategia, czy też ten Sposób na teatr (w tym dziale bowiem został umieszczony artykuł), wymyka się wszelkim klasyfikacjom: działalność Le Madame nie zalicza się jednoznacznie ani do awangardy, ani do tzw. mainstreamu. Hybrydyczność oraz próba łączenia ze sobą „dzieł o różnym poziomie akceptowalności społecznej”, co miało zagwarantować klubowi przetrwanie, okazało się w sumie pułapką.

Paradoksalnie łatwiej jest dzisiaj propagować inny, dużo tańszy „sposób na teatr” – tym razem za skromne 50 zł. Jak widać na przykładzie formacji Ad Spectatores można bowiem niewielkim kosztem wystawić zarówno Ryszarda III Szekspira, jak też Johna Webstera, angażując w to lokalnych kolejarzy (prawdziwych!) oraz obsługę Wieży Ciśnień zlokalizowaną nad Odrą. W takich bowiem plenerach dwudziestoosobowa dziś grupa zaskakuje zarówno stałych bywalców, jak też warszawską krytykę, która przy tej okazji odbywa integralnie wplecione w spektakl przejażdżki kolejowe.

Jak pozyskać sponsora skłonnego wynająć aktorom wagon z lokomotywą? Polecam raport Zdobyć sponsora: sztuka czy dramat. Okazuje się bowiem, że nowym etatowym pracownikiem teatru powinien stać się specjalista od pozyskiwania pieniędzy. Nie wystarczy już bowiem apelowanie do poczucia estetycznego bądź zmysłu kulturalnego organu, który potrzebne teatrowi fundusze posiada – zdobywanie sponsora to umiejętność wymagająca specjalisty oraz sprawnie funkcjonującego działu marketingu. Wyszczególnienie kosztów na przykładzie monodramu oraz prezentacja form sponsoringu (od kosmetyków na potrzeby charakteryzacji przez opiekę nad stroną internetową do kwiatów na premiery) pokazuje, jak różnie wspiera się współcześnie instytucję kulturalną taką jak teatr właśnie, który powoli przekształca się w firmę działającą na wolnorynkowych zasadach.

I tak oto lipcowo-sierpniowe „Foyer” uświadamia, że sztuka, krytyka, marketing oraz fundusze tworzą splot nierozerwalny. Aby się z niego wyzwolić, warto pojechać na jeden z wakacyjnych festiwali teatralnych omówionych w numerze na dodatkowych stronach, gdzie czekają na nas przede wszystkim doznania duchowe. Festiwali jest siedemnaście, ale pewnie się rozpoznamy w tym tłumie – między spektaklami granymi w Polsce warto bowiem poczytać w „Foyer” o tym, co dzieje się m.in. na angielskich i francuskich scenach teatralnych.

Beata Pieńkowska

Omawiane pisma: „Foyer”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
TEKSTY, TEKSTY I TEKSTY, CZYLI NIELUDZKIE KONFERENCJE ATAKUJĄ
felieton___NIEWCZESNE REFLEKTACJE
MODLITWA I PROFANACJA

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt