Witryna Czasopism.pl

Nr 16 (133)
z dnia 2 czerwca 2005
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

RYBAŁCI ZNAD NIEWIAŻY

Stare pogańskie bogi, strachy i uroczyska, czarcie jary i obrządki paproci, Żmudź, pszczoły i wajdeloci, żelazne psy, olbrzymy, skrzaty, jantary, Parkun, Siedmiu Braci Śpiących i Saule… Litwa. Litwini żyją za miedzą, a o ich świecie wiemy chyba mniej niż o świecie północnoamerykańskich mormonów. Tymczasem nasi sąsiedzi nie tylko mówią, ale też żyją inaczej i wyglądają inaczej – tak przynajmniej wynika z numeru 1-2/2005 „Literatury na Świecie”, przedstawiającego Litwinów jako lud wycofany w mityczny świat, którego próżno by szukać w telewizji czy Internecie. Litwa to kraj wyobraźni zaklętej w opowieściach starych chłopów, pieśniach wiejskich bab i legendach krążących wśród rybaków. Tradycja trwa tu mimo kataklizmów, jakie spadały na głowy Litwinów przez stulecia, zwłaszcza to ostatnie, wypełnione warkotem hitlerowskich czołgów, fosforyzowaniem radzieckich rubinów i dramatyzmem brazylijskich seriali. Jak pisze Zuzanna Mrozikowa (Pogańscy bogowie i bohaterowie baśni we współczesnej literaturze litewskiej. Słowniczek mitologiczny), „do dziś mieszkają na Litwie ludzie, którzy znają po kilkaset pieśni i potrafią odtworzyć z pamięci dziesiątki baśni i legend”. Czytając Ričardasa Gavelisa, Sigitasa Parulskisa czy Rimvydasa Stankevičiusa, autorów litewskiego numeru „Literatury na Świecie”, odkrywa się, że fenomen litewskiej baśniowości nie jest wcale domeną zatęchłych sal muzealnych czy towarzystw miłośników folkloru, lecz żywym, organicznym składnikiem współczesnej wyobraźni litewskiej.

Gavelis (Wileński poker) to niewątpliwie wściekły mitoburca, ale i skryty mitotwórca – depcze wprawdzie narodowe świętości, porównując na przykład legendarnego żelaznego psa, który we śnie przepowiedział wspaniałą przyszłość założycielowi Wilna Giedyminowi, do parszywego, pokrytego liszajami, na poły ślepego burka, a twierdzę samego Giedymina, górujący nad miastem bogoojczyźniany symbol, do krótkiego, sflaczałego członka, ale jednocześnie buduje mity nowe, jak w opowieści o szalonym ojcu-fizyku, którego ekscesy, niezwykłe pomysły, jakiś straceńczy rys i zagadkowość przywodzą na myśl bohatera Sklepów cynamonowych.

Parulskis (Trzy sekundy nieba) dotyka mitu w inny sposób. Autor doświadcza raczej jego dotkliwej nieobecności. Mocno autobiograficzny narrator wprowadza się w demoniczny szał prawdomówności, kraje świat i siebie na płaty i pod każdym odkrywa gnilne zarodki, kraje tak długo, aż obsuwa się, pociągając za sobą czytelnika, w lodowatą pustkę, z której nie ma wyjścia innego jak… jej opisanie. Zdemontowany świat zrasta się ponownie w akcie pisania, który dźwiga otępiałą, pozbawioną wiary duszę z plugastwa, zła, przemocy i pustki.

Najciekawszym świadectwem litewskiej wyobraźni jest proza Stankevičiusa (Gwoździe do budowania wsi Marszkonie). Najmłodszy (ur. 1976) z trójki autorów na dobre wyprowadził się do archetypowej wioski Marszkonie – leśmianowskiej dziejby, w której pełno upiorów, wisiołków, bożków i znachorów, a życie ludzi – zanurzonych po samą szyję w baśni i po pas w bujnej przyrodzie prostych chłopów, barwnych dziwaków, zapracowanych kobiet i tajemniczych przybyszów – jest ściśle zespolone z życiem wioski.

Litewscy autorzy odkryli w swoim przeżywaniu świata coś, co, jak sądzę, trudno byłoby znaleźć w innych literaturach środkowowschodniej Europy, mianowicie ontologiczną metaforyczność świata. Naskórkowość chrześcijaństwa z jego naciskiem na indywidualne sumienie, agrarny charakter państwa, konserwatyzm wsi, długie i mocne tradycje pogaństwa – wszystko to sprawia, że w zbiorowej podświadomości wciąż obecna jest wizja doskonałej wymienności człowieka, zwierzęcia i świata. Tę wpisaną w samą naturę rzeczywistości synonimiczność bytów widać najlepiej u Stankevičiusa – kamienie wzdychają, ludzie kamienieją, dęby obejmują ludzi, a ludzie zamieniają się w jodły, człowiek zamienia się w miód, a pszczoły umierają za jego grzechy, mgła głaszcze niedźwiedzie, szpaki opowiadają ludziom przyszłość. W tym świecie nie ma ostrych granic między poszczególnymi sferami bytu, jest to świat ustawicznej fluktuacji znaczeń, substytucji podmiotu i przedmiotu, żywego i martwego, ludzi i rzeczy, wszystko tu przenika życie i siła wyobraźni: „A kiedy ludzie odzyskali wzrok, ujrzeli wpatrzone w siebie oczy chat, dzwon w kościele bił jak oszalały, zwołując na modlitwę, w ulach znowu zapaliły się światła. […] Już wieczór, obolałe kamienie przestają się żalić, mocniej przywarły do ziemi płaskimi twarzami, to idzie zmierzch, opuszkami wilgotnych palców dotyka wszystkiego, co ucierpiało od ostrego słońca, i ucisza się, zasypia cała przyroda, trelami słowików kołysana […]. Lecz w tym roku ani jedna biedronka z palca nie odfrunęła, wolały być bliżej ziemi, bliżej trawy. Może jakąś winę skrywały pod skrzydełkami… Chodziły po wyciągniętej dłoni, a potem, chcąc zetrzeć czerwony wstyd mokrą trawą, spadały na ziemię jak ciężkie, leniwe krople deszczu, które jesień z chmury wygania (Gwoździe do budowania wsi Marszkonie)”.

Czytanie tej literatury może być prawdziwą terapią dla dotkniętego modernistycznym trądem specjalizacji i wyizolowanego ze świata Europejczyka. A zarazem odkryciem, jak dobroczynne skutki dla Europy Środka i jej literatury ma (bliski) koniec epifanii Lepszego Świata tej Lepszej Europy. Gavelis, Parulskis czy Stankevičius nie chcą pożyczać, nie tylko zachodnich wzorców, ale często i skostniałych czy narzuconych wersji własnej kultury i historii. Czerpią z ludowych podań, z miejscowych legend, z komunistycznej przeszłości, z własnej biografii, z otaczającego, najbliższego świata, tak jak Andrzej Stasiuk, jak Jurij Andruchowycz na Ukrainie, Václav Kahuda i Emil Hákl w Czechach, jak Słowak Samko Tále czy chorwacki pisarz Senko Karuza. Wszystkich łączy jeden zasadniczy gest: zdejmują klątwę ze świata byłych demoludów, zdobywają się na odwagę świadomego zamieszkania w spustoszonej przez dwudziestowieczną historię krainie i przywrócenia jej utraconych wartości.

Igor Kędzierski

Omawiane pisma: „Literatura na Świecie”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
ESENCJA ROKU W KINIE
MAŁA, UNIWERSALNA
LUBELSKIE PASAŻE, LUBELSKI „CHAOSMOS”

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt