Witryna Czasopism.pl

Nr 4 (121)
z dnia 2 lutego 2005
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

JAPOŃSKI SEN

Japonia powraca do mnie jak sen. Jak śniony od czasu do czasu obraz, który staje się znakiem jakiejś tajemnicy. Wraca do mnie na jawie. Jako spotkanie z przyjaciółką japonistką na degustacji sushi i film Takeshi Kitano Zatoichi. Ktoś oddaje komuś książkę Ring w mojej obecności, więc przechwytuję ją, by spędzić noc na lekturze horroru. Kiedy indziej za namową rozentuzjazmowanego przyjaciela delektuję się prozą Haruki Murakamiego. Słucham audycji z udziałem Joanny Bator, która właśnie opublikowała zbiór opowieści o kraju kwitnącej wiśni pt. Japoński wachlarz, i przypominam sobie jej reportaże z „Wysokich Obcasów”, przybliżające czytelnikom współczesną Japonię. Organizuję wieczór z przyjaciółkami i w barwnych kimonach tańczymy do japońskiej muzyki. To tylko ślady Japonii w moim życiu. Nie zabiegam o nią, zdarza się w nim pod postacią książki, filmu, piosenki, ale to wystarczy, żeby przeglądając czasopisma, najpierw zajrzeć do artykułu, w którym pisze się o Japonii.

Dlatego w 3. numerze [3 (10) 2004] „Panoptikum” wzrok mój pada na tytuł „Ai no Kusabi” – kobieca fantazja homoerotyczna w japońskim filmie animowanym z gatunku „yaoi” (tekst autorstwa Anny Rogozińskiej). Nie tylko hasło „japoński” przykuło moją uwagę, jako że jestem wielką miłośniczką tej formy wypowiedzi, o wyborze zdecydowało także sformułowanie „film animowany”.

Temu i pozostałym artykułom z numeru patronuje hasło Queer Cinema. Zapowiada ono różne odczytania homoseksualizmu i odmienności. Jako że ambicją redaktorów „Panoptikum” było jak najszersze ujęcie tematu, rozważania poszerzono o kwestię rasy, etniczności, płci jako takiej, a w końcu o kategorię androgynii. Teksty teoretyczne zestawiono z omówieniami konkretnych dzieł. Wszystko zgodnie z przeświadczeniem, że nie chodzi tylko o prostą konstatację: to jest hetero-, a to homoseksualne, ale o uświadomienie sobie, że nawet akt obcowania z tematyką queer (ot, choćby lektura „Panoptikum”) już może być zdefiniowany jako queer właśnie. Redaktor prowadzący, Robert Kulpa, zapowiada we wstępie: „Queer zatem, tak jak je rozumiemy, ma być pojęciem jak najszerszym, do końca niezidentyfikowanym, płynnym i zawsze przeciwstawiającym się jakimkolwiek praktykom normalizacyjnym. Niezależnie czy będą się one dokonywały w obrębie dominującej kultury, czy wewnątrz zmarginalizowanych kultur mniejszościowych. Queer Cinema ma być na tyle szerokie i do końca niepewne, aby zawsze opisywać i generować Różnorodność, nigdy nie zastygając w śmiertelnej jednoznaczności pojęć”.

Chociaż temat odmienności, płci kulturowej i homoerotyzmu nie jest sprawą nową w polskim czasopiśmiennictwie, to fakt, że omawiany numer „Panoptikum” w całości poświęcono temu zagadnieniu, każe uznać go za publikację wyjątkową, a już na pewno wyjątkową na gruncie czasopism filmowych. Czyżby realizowała się deklaracja redaktor naczelnej pisma, Magdaleny Duli, ogłoszona podczas zeszłorocznego Festiwalu Witryny Czasopism.pl, a teraz na łamach „Panoptikum”? „Chcemy kreować periodyk interdyscyplinarny, w którym różnorodność języków, metodologii i punktów widzenia prowadzi do powstania inspirującej hybrydy skojarzeń, interpretacji i reinterpretacji” – oświadcza w nim redaktor naczelna. Osobiście czuję się usatysfakcjonowana: dostałam do ręki bardzo ciekawy numer, istotnie, jak obwieszczała podczas festiwalu Magdalena Dula, oscylujący w sposobie prezentowania treści pomiędzy „Kwartalnikiem Filmowym” a „Kinem”.

A teraz wrócę do animacji japońskiej. W swoim artykule Rogozińska próbuje odpowiedzieć na pytanie, czy animacja z gatunku yaoi (japońskie komiksy i filmy animowane dotyczące związków męsko-męskich, tu konkretnie film Ai no Kusabi) jest wyrazem „buntu kobiet przeciw patriarchalnym instytucjom społecznym i ukształtowanym przez nie rolom płciowym”. Z pozoru może się wydać dziwne, że film, w którym opowiada się perypetie męskich bohaterów, ma odzwierciedlać marzenia, poglądy i dążenia kobiet oraz kobiecość jako taką. Okazuje się jednak, że taki wybór bohaterów jest wyrazem ambicji kobiet, by relacje tworzone były na zasadzie partnerstwa, a nie podległości (ponieważ w społeczeństwie opartym na patriarchacie tylko relacje między mężczyznami są partnerskie, nie było sensu przedstawiać historii kobiet, wzorem mógł być jedynie świat męski).

Filmy animowane z gatunku yaoi tworzone są przez kobiety i dla kobiet. Oglądają je przede wszystkim młode niezamężne Japonki, które ze względu na przypisaną im w tamtejszym społeczeństwie rolę mają dużo wolnego czasu. Yaoi jest ich głosem tęsknoty za tym, o czym marzą: o partnerstwie i równouprawnieniu. I właśnie to rozpoznanie wydało mi się najciekawsze – kobiety, które w życiu realnym nie mogą być tym, kim chcą, znajdują sobie formę zastępczą, wcielają się w inną rolę niż ta, która jest im dana. Zastanawiam się, na ile taka sytuacja jest pochodną kultury japońskiej, to znaczy, na ile wynika z faktu, że Japończycy są narodem nieujawniającym swoich emocji. Oczywiście, przekonanie, że Japończycy to naród skryty, może być stereotypem, który zaszczepiło we mnie kino, ale o skrytości i jej związku z formą wypowiedzi pomyślałam również, czytając artykuł Jōruri, czyli japoński teatr lalek dla dorosłych Estery Żeromskiej, zamieszczony w grudniowym numerze [64 (2004)] „Didaskaliów”. Autorka przedstawia w nim jedną z odmian teatru lalkowego. We fragmencie poświęconym pracy animatorów lalek, pisze: „Animator, przekazując ludzkie emocje poprzez lalkę, a także poprzez słowa kantora, ma zatem zanegować, zignorować samego siebie. Ma być widoczny (animatorów widać na scenie w trakcie sztuki – A. K.), ale musi stwarzać wrażenie nieobecnego, żeby oczarować widza żywym lalkowym portretem człowieka, z którym się utożsamia. Doprowadza więc jakby do marionetyzacji aktora”. Czy z podobnym przeniesieniem emocji nie mamy do czynienia w filmie animowanym z gatunku yaoi? Kobiety-twórczynie i kobiety-widzowie zrezygnowały z możliwości utożsamiania się z bohaterem (bohaterkami) swojej płci, wybierając bohaterów płci męskiej, wybrały rodzaj „lalki”, dzięki której mogą ujawnić swoje rzeczywiste pragnienia i emocje. W pewnym sensie pozostały niewidoczne, ale już nie bezgłośne.

Być może znawca kultury japońskiej obruszyłby się na moją wypowiedź, może zechciałby mnie pouczyć w pewnych kwestiach – nie miałabym nic przeciwko temu. Japonia wciąż jest dla mnie tajemnicą; przychodzi do mnie jak sen, który próbuję tylko nieudolnie zinterpretować.

Agnieszka Kozłowska

Omawiane pisma: „Panoptikum”, „Didaskalia”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
O POŻYTKACH Z DEZILUZJI
NIEBEZPIECZNE ZWIĄZKI
felieton___CYRK JAKO KATASTROFA

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt