Witryna Czasopism.pl

Nr 35 (117)
z dnia 22 grudnia 2004
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

HISTORIA JEDNEGO NOŻA

Wszyscy zapewne kiedyś słyszeli hasło z czasów okupacji „Tylko świnie siedzą w kinie”, które miało zniechęcać Polaków nie tyle do oglądania filmów, co poprzedzających je niemieckich kronik propagandowych. I tak np. Andrzej Wajda zapewnia, że w czasie wojny do kina nie chodził, w przeciwieństwie do Romana Polańskiego, który wielokrotnie mówił, iż dopóki nie zamknięto krakowskiego getta, wymykał się oglądać filmy. Przypomniałam sobie o tym, przeglądając ostatni, grudniowy numer „Filmu”, który – za co ukłony w stronę redakcji – jakiś czas temu wprowadził cykl Prywatna historia filmu. Tym razem Bartosz Michalak zebrał wspomnienia członków ekipy realizującej Nóż w wodzie, fabularny debiut Polańskiego sprzed, bagatela, 42 lat.

Kto choć raz widział ten film, musi przyznać, że sprawia wrażenie, jakby wyszedł spod ręki bardzo doświadczonego twórcy. Oczywiście, wówczas 28-letni, reżyser nie był nowicjuszem, miał na koncie krótkie metraże i szkolne etiudy, niektóre nagradzane za granicą, jak słynni Dwaj ludzie z szafą, studium izolacji i niezrozumienia. Do historii łódzkiej „Filmówki” przeszła natomiast prowokacja, jakiej Polański dopuścił się, realizując Rozbijemy zabawę: reżyser zorganizował imprezę dla studentów, uprzedzając, że będzie ją filmował – zapomniał tylko powiedzieć, że zaprosił również zaprzyjaźnionych chuliganów z Bałut, którzy rozpętali prawdziwą bijatykę, co reżyser uwiecznił na taśmie, wyprzedzając niejako francuski nurt cinéma-vérité. Omal nie wyleciał wtedy ze szkoły, na szczęście skończyło się na naganie, choć, jak sądzę, Polański nawet bez skończenia szkoły (zresztą nie dostał dyplomu, bo choć zrobił film absolutoryjny, nie napisał wymaganej pracy teoretycznej) kręciłby filmy, bo po prostu urodził się z kamerą. Niepokorny młodzian zadebiutował dzięki pomocy Jerzego Bossaka, profesora „Filmówki”, który – obok Antoniego Bohdziewicza – był jego mentorem i aniołem stróżem. Współscenarzystą Noża w wodzie, obok Polańskiego i Kuby Goldberga (który jednak za mało przykładał się do pisania) był Jerzy Skolimowski, wówczas jeszcze student – to będzie widoczne w filmie, bo Chłopiec grany przez Zygmunta Malanowicza łączy cechy obu twórców. W bardzo ograniczonej obsadzie tylko Leon Niemczyk był zawodowcem. Jolantę Umecką, która gra Krystynę, Polański wypatrzył na basenie – potrzebna była mu taka wysportowana, seksowna dziewczyna, choć, jak się okazało, niestety była zupełnie pozbawiona talentu i każde zadanie aktorskie stanowiło dla niej spory problem. Z nią związana jest, przytoczona również w tekście przez Andrzeja Kostenkę, anegdota o niepohamowanym łakomstwie, jakie ogarniało Umecką w trakcie zdjęć (co zresztą niepokoiło reżysera bojącego się, że z seksbomby zrobi się jakiś babiszon). Obaj z Polańskim dosyć okrutnie z niej zakpili, okłamując, że żuty przez nich styropian to syntetyczne jedzenie dla wojska – sporo zjadła, przyznając, że dobre to nie jest, ale zapewne pożywne.

Anegdot związanych z realizacją filmu i żartami ekipy jest tu sporo, co nie zmienia faktu, że jakkolwiek młodzi filmowcy dobrze się bawili, to w efekcie zrealizowali świetny film. Dziś, w epoce poręcznych kamer cyfrowych, trudno sobie wyobrazić, czym był olbrzymi Arriflex, którym, na dodatek, trzeba było się posługiwać w ograniczonej przestrzeni jachtu – za każdym razem jak oglądam Nóż w wodzie, dochodzę do wniosku, że Jerzy Lipman był genialnym operatorem. Tak jak Polański był i jest genialnym inscenizatorem, na dodatek umiejętnie posługującym się konwencjami gatunkowymi. W tym przypadku – konwencją thrillera, umiejętnie połączoną z konwencją filmu społecznego, w którym dochodzi do konfrontacji przedstawicieli dwóch pokoleń, ujawniającej, że pozornie zupełnie różnych rywali więcej łączy niż dzieli: obaj, równie bezwzględni i pozbawieni skrupułów, dążą do władzy i podporządkowania sobie innych. Film Polańskiego – z fantastyczną muzyką Krzysztofa Komedy był właściwie pierwszym, który zerwał z tradycją szkoły polskiej – znamienne, że ekipa podczas kręcenia zdjęć dowiedziała się o tragicznej śmierci Andrzeja Munka. Po tej wiadomości wszyscy poszli do knajpy, tam wspominali zmarłego i w pewnym momencie Goldberg z Polańskim nie wytrzymali – poszli się wypłakać do toalety, co nie spodobało się jakiemuś milicjantowi, który na wszelki wypadek obu zaaresztował. Myślę, że taka absurdalna scenka na pewno zachwyciłaby Munka.

Nóż w wodzie zebrał w kraju bardzo nieprzychylne recenzje, łącznie z oficjalnym potępieniem przez Władysława Gomułkę, który podczas XIII Plenum KC zarzucał filmowi kosmopolityzm, oderwanie od konkretów i pozory głębi, co dosyć ładnie współgra z tytułem filmu. Jak głosi legenda, towarzysz Wiesław miał nawet po obejrzeniu filmu z wściekłości rzucić popielniczką w ekran… Publiczności jednak film się spodobał i nagrodziła go Złotą Kaczką. Nagród zresztą zdobył więcej, łącznie z pierwszą w historii polskiego kina nominacją do Oscara w kategorii filmu nieanglojęzycznego. O tym, jakie wrażenie zrobił Nóż w wodzie na zagranicznej widowni, niech świadczy fakt, że planowano jego amerykański remake z Elizabeth Taylor, Richardem Burtonem i Warrenem Beatty – na szczęście Polański nie wyraził zgody. Największym chyba komplementem dla niego było zachowanie Federico Felliniego, który zdobył wtedy Oscara za Osiem i pół: mistrz miał spytać, czy nie można nagrodzić dwóch filmów.

Dla reżysera, który nigdy nie ukrywał, że chciałby robić filmy w Hollywood, Nóż w wodzie okazał się przepustką do międzynarodowej kariery. Kolejnym filmem Polańskiego – po 40 latach! – realizowanym w Polsce będzie Pianista, który po otrzymaniu Złotej Palmy w Cannes zebrał dosyć nieprzychylne recenzje części polskich krytyków.

Katarzyna Wajda

Omawiane pisma: „Film”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
TEATR Z MISJĄ
MOJE MIASTO, A W NIM...
MIĘDZY DOSTOJEWSKIM A HOLLYWOOD

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt