Witryna Czasopism.pl

Nr 30 (112)
z dnia 2 listopada 2004
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

CO ZA ZONA

Pisząc o niej, Jędrzej Morawiecki przyznaje się do tęsknoty „za obcym światem, który nigdy nie będzie twój”. Ale przecież wszyscy znamy powiedzenie „nigdy nie mów nigdy” oraz przykłady na jego zasadność; wiemy też, że ci, którzy szukają, znajdują (wcześniej albo później) i że oderwanie od połyskującej cywilizacją, a jednak szarej codzienności nie jest znowu tak wielką rzadkością. Niektórym zdeterminowanym, a niecierpliwym oderwać się pomoże ostatni już papierowy numer „Fototapety”. Redakcja podziękowała ładnie współpracownikom i w finalnym, czwartym numerze zamieściła porywającą ilość świetnych zdjęć i kilka dobrych komentarzy. Na szczególną uwagę zasługuje Zona – informacja – reportaż Jędrzeja Morawieckiego z fotografiami Macieja Skawińskiego.


Na początku był Sergiej

Rzecz dzieje się w tajdze, ale zaczęło się wśród ludzi, daleko od lasu, w scenerii dużego miasta. Sergiej Torop zrozumiał, że jest Chrystusem, przybrał imię Wissarion i założył w tajdze Zonę, którą tworzy kilka wiosek. Mieszkają w nich odważni, którzy w niego uwierzyli i na dowód tego rozpoczęli całkiem nowe życie. Teraz egzystują zgodnie z nakazami Ewangelii, w bliskim i nieuniknionym kontakcie w naturą. To różni ludzie, tacy co znaleźli, bo szukali, ci z daleka, nawet z innych krajów, albo z samego piekła współczesnych uzależnień. Są również i miejscowi. Zostali, bo Wissarion głosi „ludzką” naukę, tj. naukę dla wszystkich. Coraz więcej też w Zonie dziennikarzy, słusznie przeczuwających sensację, tajemnicę i niezwykłe widoki. Wissarionowcy z własnych publikacji dowiadują się, jak to było na początku, czyli w roku 1993. A głębszą naukę czerpią z kazań Wissariona utrwalanych na kasetach magnetofonowych (w Zonie wykorzystuje się baterie słoneczne).


Komu Zona, komu…

Zona to obszar położony głęboko w tajdze, daleko od ludzi, trudno się tam dostać. Tworzą ją cztery wioski i kilka chutorów. Główna wieś, w której mieszka Wissarion wraz z około pięćdziesiącioma rodzinami wyznawców, to Nowe Jeruzalem. W sumie na odludziu osiadło około trzech tysięcy wierzących, pozostali mieszkają w wielu miastach byłego ZSSR. Miejscowi chcą żyć bez pieniędzy, jedynie z tego, co wyprodukują, uzbierają i upolują. Przybywając tu, można się wyrzec własności, ale nie jest to konieczne, wielu mieszkańców ma własne domy, tylko Nowe Jeruzalem funkcjonuje trochę jak klasztor. Kolektywy wioskowe rządzą sprawiedliwie, twardą ręką. Kto nie pracuje, musi odejść – takie panują zasady. Jak w komunie XIX-wiecznych utopistów. Spełniony sen. Na tyle, na ile można.


Bajka to podstawa

Każdy powinien uwierzyć sam. Wissarion zdaje się nie pożądać absolutnego rządu dusz. Twierdzi, że „bajka to podstawa życia człowieka”, a Morawiecki podejrzewa, że „dlatego w Zonie wielu nosi chitony, ręcznie szyją buty, chodzą w tajgę, rozmawiają z lasem”. Trzeba przyznać, że może to wyglądać bajkowo, a trochę z tej bajki znaleźć można w fotografiach Skawińskiego. I na nic tu plotki o „cywilnej” przeszłości Wissariona, sekta się rozwija i tyle.

Jak przypomina Marowiecki, Wissarion nie jest pierwszym ani ostatnim syberyjskim Chrystusem. Historia pamięta ich wielu, a i teraz chętnych nie brakuje. On się jednak nie obawia konkurencji, naucza, że „nieprawda niosąca Dobro, to mądrość wielka”. Jaka nieprawda panuje w Zonie, wciąż badają mądrzy ludzie, sam Wissrion zaś dosyć świadomie podejrzewa, że jest nieprawdziwy i dobry.

A prawda jest taka, że chociaż podobnych społeczności tworzyło się (i tworzy) bez liku, to ciągle istnieje na nie zapotrzebowanie. Wcześniejsze przeważnie funkcjonowały na obrzeżach świata. Jeśli nie były niebezpieczne dla panujących władz, mogły istnieć bardzo długo. W miarę jak przywódca duchowy stawał się coraz bardziej popularny, przybywało nowych poszukujących (pielgrzymów) oraz różnych ciekawskich spod ciemnej gwiazdy. Jeśli społeczność się bogaciła, gubiły ją pieniądze, jeśli wybraniec czynił np. cuda, gubiła go sława albo inne rzeczy warte wiele w świecie, z którego uciekli pierwsi wyznawcy. Najczęściej nieokiełznany świat materii oraz żądz podstępnie wdzierał się w życie wybrańców. Potem zło okazywało się bardziej zaraźliwe, niż przypuszczano, następował koniec świata, pogrom czy zaraza albo po prostu morale społeczności ulegało totalnemu rozkładowi i enklawa znikała. I pojawiał się nowy, czysty wybraniec. Gdzie indziej. Dawał nadzieję tym, którzy jej potrzebowali najbardziej, powstawała nowa komuna, po to, by ulec naporowi świata z zewnątrz. Na szczęście nic w przyrodzie nie ginie, jak mawiają doświadczeni biolodzy.


Widok z okna

A gdybyśmy tak i my zamieszkali w Zonie, być może widywalibyśmy Igora Nowikowa, byłego aktora Teatru Dramatycznego, który patrzy na czytelników „Fototapety” z subtelnego, malarskiego kadru: człowiek o oczach światłego mnicha, któremu ludzka słabość nie jest obca, w tle – cerkiew; albo spotykalibyśmy niespokojnego Paszę, który z trudem dostosowuje się do reguł Zony, ale zawsze wraca, a teraz trzyma na rękach płaczące dziecko, na głowie ma zawiązaną jasną chustę; albo Daniela i Norę, wyłaniających się z ciemności, to pogodni ludzie o twarzach pełnych pięknych zmarszczek, Daniel obejmuję Norę; i jeszcze romantyczna Masza albo Oksana o ostrych rysach, jak pisarka Jelinek; i wreszcie sam Wissarion, Chrystus pozujący w swoim ogrodzie na tyłach domu, ma purpurowe szaty, robioną na drutach, białą kamizelkę, a wielki, biały guzik przy szyi pozostaje niezapięty.

Oto fragmenty świata otwartego dla wytrwałych i, jak chce Wissarion, w pewnym sensie nieprawdziwego. Jeśli chodzi o to ostatnie, dyskusje trwają. A Jędrzej Morawiecki po prostu przyznaje się do tęsknoty „za obcym światem, który nigdy nie będzie twój”. Jednak, po pierwsze: wszyscy znamy powiedzenie „nigdy nie mów nigdy” i przykłady na jego zasadność; po drugie, wiemy, że ci, którzy szukają, naprawdę znajdują (wcześniej albo później); po trzecie, oderwanie od połyskującej cywilizacją, lecz szarej codzienności nie jest znowu tak wielką rzadkością. Proszę się rozejrzeć. Tylko uważnie! (i nie szukać od razu Chrystusa, dobrze?)

Miłka O. Malzahn

Omawiane pisma: „FotoTAPETA”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
DON SCORSESE – JEGO GANGI, JEGO FILMY, JEGO NOWY JORK
KASA
„DIALOG”: TERAPIA WSTRZĄSOWA

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt