Witryna Czasopism.pl

nr 24 (106)
z dnia 2 września 2004
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

LUDZIE Z FARBY JAK LUSTRO

Niby to dość błaha i dziś niezbyt popularna rzecz – portret, a jednak portret może stać się źródłem poważnych przemyśleń. Może być soczewką dla społecznych przesądów, może być lustrem nie tylko dla modela, malarza i widza. Nie ulega wątpliwości: w portrecie jest moc (patrz: Portret Doriana Graya) albo słabość (patrz: wiele innych portretów), jest prawda o przedstawionym człowieku, lub kłamstwo, albo prawda o malarzu (lub kłamstwo), albo prawda o pewnej epoce, która była tak namacalna jak teraz farba na płótnie (nie dotykać eksponatów)! A kiedy się jeszcze popatrzy na portret okiem antykwariusza, to… ho, ho! Zatem polecam: „Gazeta Antykwaryczna. Rynek sztuki i antyków”, nr 7-8/2004.


Portret to

przedstawienie określonego człowieka, uwzględniające indywidualne cechy jego wyglądu zewnętrznego” – przypomina Tomasz Lewicki, autor tekstu Uniknąć złego spojrzenia. Portret czasami nie jest portretem. Mianowicie wtedy, gdy personalia portretowanego nie są istotne. Poza tym mówi się jeszcze o „portrecie wewnętrznym”, którym jednak nie będziemy się teraz zajmować. Teraz ważny będzie rynek (zewnętrzny) polskiego malarstwa portretowego, który, przyznam się, jest dla mnie nie lada odkryciem. Wiadomo, że portret portretowi nie jest równy, szczególnie ceną, a odkrycie między innymi polega na tym, że cena zależy nie tylko od jakości obrazu, ale też od wielu innych czynników, socjologicznych.

Z „Gazety Antykwarycznej” dowiemy się, za co w portretach płacić wypada oraz ile wypada i z czego to wynika. Zawodowe podejście do problemu jest proste: „Na »wtórnym« rynku sztuki, gdzie nabywca nie jest zleceniodawcą, popyt na nie [portrety – MM] jest słabszy” – zauważa Lewicki. Ludzie nie chcą obcych w domu, między innymi z obawy przed złym spojrzeniem. Nie sposób pominąć tego, że w przypadku ludzkich podobizn myślenie magiczne jest bardzo silne. Lewicki przypomina też, że duch może zejść z portretu (co się nierzadko zdarza), ale tylko wtedy, gdy postać patrzy widzowi w oczy i przedstawiona jest w wielkości naturalnej oraz w całej swej (nietuzinkowej) postaci. Zatem – bez obaw! Na wszystko są reguły.

Kiedy myślenie magiczne odłożymy na bok, zadziwiające okażą się


konkrety.

Dla nabywcy portretu ważne jest, rzecz jasna, kim była przedstawiana osoba, jeżeli nie jest nią on sam (lub ona sama). Najcenniejsze są podobizny sławnych osób, szczególnie wciąż cieszących się dobrą sławą. Co do aktualnych mód, to można spokojnie zainwestować w... Bieruta, bo portrety przywódców komunistycznych są „trendy” (bez względu na dobrą sławę)! Wciąż jednak, na szczęście, nie sprzedają się faszyści oraz inne diabły wcielone.

Droższe są, zazwyczaj, autoportrety, bo prezentują przeważnie wyższy poziom niż inne prace artysty. Nie chcę myśleć, w jakim świetle stawia to malującego, który uwieczniając siebie, zwyżkuje artystycznie, ale tak ogólnie – to widzę to nieszczególnie. Chodzi jednak o bardzo ludzką cechę, typową nie tylko dla twórców, będącą skądinąd w lekkiej sprzeczności z prawdą, że szewc bez butów chodzi.

„W przypadku portretów nieznanych postaci na cenę wpływ mają przede wszystkim wiek i uroda osoby przedstawionej” – no, jak to w życiu! My, ludzie, a ściślej – Europejczycy tak właśnie organizujemy rzeczywistość. Badania naukowe dowodzą: ładni mają lepszą pracę, starzy jako ci brzydcy są odsuwani na drugi plan, dzieci nas rozczulają, co dobrze wypada w reklamie, a nastolatki marzą o operacjach plastycznych. I nie jest to wina portretów. Dla uściślenia: „największy popyt mają dzieci i piękne, młode kobiety, większy damy niż chłopki” – cała prawda o ludzkich potrzebach! I jaki brak demokracji, chłopki są gorsze! Żeby było jeszcze mniej sprawiedliwie: „portrety mężczyzn sprzedają się słabiej”, a na podobizny osób w sędziwym wieku – nie ma chętnych. Podobno trudno też znaleźć nabywców na wizerunek osoby duchownej. Z pewnością nie mają na to wpływu ostatnie afery. Może chodzi o brak spadkobierców, o to, że człowieka, po którym nic nie zostało (ani sława, ani dzieci), nie ceni się społecznie? Warto byłoby się nad tym dłużej zastanowić. Do tego wojskowi sprzedają się lepiej, ale i tak umiarkowanie. Młode, ładne kobiety w mundurach być może miałyby największe szanse na dużą cenę, gdyby były jakieś sto lat temu popularne. A tak Emilia Plater na podobiznach ze szkolnych podręczników raczej nie zachwyca.

Prawa rynku antykwarycznego dowodzą ponadto, że chętniej kupowane są obrazy przedstawiające modela na tle pejzażu niż te wykonane we wnętrzu i że świetnie jest, gdy portretowanemu towarzyszy zwierzę. To akurat nic dziwnego, jak donosi prasa, nawet współcześni żebracy twierdzą, że najlepiej żebrze się z pieskiem, z dzieckiem – ewentualnie, bo zwierzątko pobudza ludzką hojność bardziej niż widoczne kalectwo. Ciekawe, prawda?Ciekawostką jest też to, że sławna polska miłość do szlachectwa nie przekłada się na finanse, bo sarmackie portrety „wyciągają” zaledwie 10.000 zł, a te klasyczne, trumienne – jeszcze gorzej. No cóż, źle się kojarzą. Przy tym wszystkim dzieła najwybitniejszych polskich XVII i XVII wiecznych artystów nie pojawiają się na rynku wcale. Takie są konkrety.

I jeszcze dodać warto, że wartość obrazu rośnie, gdy pochodzi on ze znakomitej kolekcji (przełożenie przykładowe: ludzie chętniej kupią to, co zobaczą w rękach/na głowie gwiazdy, znanej aktorki, młodej i ładnej koniecznie, albo: panna z tzw. dobrego domu postrzegana jest jako lepsza, taka, której nie grozi tak bardzo wykolejenie i spadek wartości.) A najcenniejszy jest okres ok. II poł. XIX w., kiedy to dominowało malarstwo salonowe. Podejrzewam, że ówcześni salonowcy czerpali przyjemność z oglądania portretów taką jak z przeglądania się


w lustrach.

Prawdziwe sławy, intrygujące damy z powodzeniem parające się portretowaniem, to przede wszystkim Olga Boznańska i Tamara Łempicka. Ich sztuka jest fascynującym odbiciem ich świata. Pierwsza artystka była zamknięta w sobie, druga – totalnie otwarta, by nie powiedzieć: zdemoralizowana. Ich obrazy są niezwykłe, a ceny wciąż świetne.

Malarstwo Boznańskiej wpisuje się w XIX i w XX wiek. Jej obrazy do dziś wzruszają, według Ewy Bobrowskiej-Jakubowskiej dlatego, że nie ma w nich prostego psychologizmu (Boznańska-portrecistka). „Wizerunki zdają się być pozbawione uczuć i emocji, twarzy nie wykrzywia żaden grymas”, pisze autorka szkicu. Te obrazy nie są portretami stroju, to ręce przykuwają uwagę artystki, pod względem wykorzystania koloru prace te są mistrzowskie, to portrety świata odczuć.

Jakże inaczej przedstawia się portret Łempickiej! W tekście Tamara Łempicka – na marginesie Europy, na marginesie sztuki Katarzyna Krzyżagórska-Pisarek przypomina pełne kontrowersji życie artystki i to, że zarzucało się jej: „powierzchowność, płytką dekoracyjność, manierę, uleganie modzie, wulgarny erotyzm, komercyjność”, cud, że nie wszystko! Aktualnie twórczość Łempickiej przeżywa renesans, wady stały się zaletami, jej portrety form cielesnych to czyste, niepokojące piękno, za które się słono płaci. Wraca sobie moda na art déco, a Łempicka, uważana za jedną z najbardziej zdeprawowanych malarek – bo seks, narkotyki i miłość lesbijska... – teraz uchodzi za barwną postać.

Tak, tak, proszę Państwa, portrety mają moc zaklinania czasu i uczuć, czyli tego, co najbardziej się liczy, a kto umie liczyć – płaci.

Miłka O. Malzahn

Omawiane pisma: „Sztuka.pl – Gazeta Antykwaryczna”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
ŚPIEWAJ! – UMRZYJ!
DE-FREUD-ACJE
NAGI INSTYNKT

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt