Witryna Czasopism.pl

nr 1 (265)
z dnia 5 lutego 2011
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

O KOBIETACH JASNO I WYRAŹNIE

Przyznam od razu, że nie należę do pilnych czytelników tekstów spod znaku gender studies czy queer theory. Nie potrafię rozstrzygnąć, czy ich treść jest dla mnie najnormalniej w świecie niedostępna, czy też ich autorzy próbują mnie nabić w butelkę. Bezradny czuję się choćby w konfrontacji z poglądem, że płeć jest instancją fraktalną, nie rozumiem, jakim cudem ciało kobiety przelewa się z centrum ku peryferiom, a jako epistemolog nie potrafię dostrzec, w czym metafora porodu destruuje tradycję zachodniej teorii poznania. Najgorsze jest to, że te i podobne sformułowania pojawiają się jak mantra w większości znanych mi tekstów genderowych i queerowych. Muszą więc pełnić istotną rolę na gruncie tych bliskich sobie tradycji. Okazuje się jednak, że o kobietach z „kobiecego” punktu widzenia (cudzysłów pojawia się tutaj dlatego, że nie chodzi mi o płeć autorów) da się pisać sensownie i jasno. Przekonałem się o tym dzięki nowemu numerowi „Tekstualiów” [4 (23) 2010] i jestem za to szczerze wdzięczny zarówno redakcji kwartalnika, jak i publikującym na jego łamach badaczkom i badaczom.


***


Główny temat „Tekstualiów” sformułowany został następująco: „Rola kobiet we współczesnej humanistyce”. Jak wyjaśnia Agnieszka Wnuk we wstępniaku (Kobiety i humanistyka), temat został zakrojony tak szeroko po to, by „połączyć refleksję o pisarstwie i sztuce kobiet z rozważaniami o swoistości uprawianego przez przedstawicielki tej płci dyskursu naukowego”. Sądzę, że artykuły zamieszczone w „Tekstualiach” w pełni realizują tę zapowiedź. Przy czym nie tylko są one ciekawe same w sobie, ale też wzajemnie rzucają na siebie światło. A dzieje się tak dzięki wzorcowej kompozycji numeru: czytelnik przechodzi od tekstów bardziej ogólnych, zarysowujących ramy i konteksty dla studiów kobiecych, do artykułów podejmujących już dość wąsko zakreśloną tematykę badawczą.


***


Na pierwszy blok składają się cztery publikacje. Chciałbym zwrócić uwagę na trzy z nich. Zacznę od wywiadu z Ewą Kraskowską zatytułowanego Primum non nocere – o aksjomatach krytyki feministycznej i roli kobiet we współczesnej feministyce. Kraskowska przybliża w nim przemiany, jakim podlegała i podlega krytyka feministyczna w Polsce. Mówiąc skrótowo, chodzi o przejście od wypełniania historycznoliterackich luk do zainteresowania takimi kategoriami, jak tożsamość, doświadczenie, narracja czy pamięć, które zaczęto badać w ścisłym powiązaniu z płcią, kontekstem kulturowym i etycznym. Kraskowska zajmuje się również związkami dyskursu i polityki, stara się rozjaśnić problemy związane z pojęciem „literatury kobiecej”, a w końcu rozważa rosnącą popularność narracji autobiograficznych.

Po drugie, polecam kapitalny tekst Wojciecha Kruszelnickiego zatytułowany Feminizm – antropologia feministyczna – antropologia refleksyjna. Autor w przekonujący sposób uzasadnia w nim tezę, że antropologia feministyczna wniosła ważny wkład w „urefleksyjnienie wiedzy antropologicznej”. Urefleksyjnienie antropologii polega, zdaniem Kruszelnickiego, na wzięciu pod uwagę „roli, jaką presupozycje, uprzedzenia, przyjęte strategie badawcze i milcząco aprobowane przez podmiot dane grają w jego procesie poznawczym, a ostatecznie w finalnym efekcie badania – opisie etnograficznym”. Do tak rozumianego urefleksyjnienia humanistyki antropologia feministyczna przyczyniła się z kilku powodów. Pierwszy to ten, że badania zaczęto uprawiać „z perspektywy międzykulturowej”, odsłaniającej nieskończone zróżnicowanie „sposobów kobiecego życia”. Drugi wiąże się z uprzytomnieniem sobie, że „asymetrię między mężczyznami a kobietami” wyjaśniać można tylko przez odwołanie do ogólnych, wytwarzanych przez kulturę „matrycowych kategorii podziałów”, wśród których najważniejsza jest kategoria gender. Trzeci polega na uświadomieniu sobie, że wiedza ma charakter „pozycjonalny”, to znaczy zależy od kontekstu społecznego i osobistych przekonań badacza.

Jako trzeci wymienię szkic Ksymeny Filipowicz-Tokarskiej Projekty krytycznoliterackie w twórczości recenzenckiej polskich feministek. Autorka poddaje analizie trzy strategie krytycznoliterackie: Kingi Dunin, Kazimiery Szczuki i Ingi Iwasiów. Przykłady te mają podważyć rozpowszechniony pogląd, w myśl którego „krytyka literacka spod znaku feminizmu” jest monotematyczna. Zdaniem Tokarskiej na krytykę feministyczną składają się różnorodne projekty czytelnicze rozwijane przez „skrajnie różnorodne” osobowości. Wielość ta – zdaniem Autorki – nie wywołuje jednak chaosu, ale wypełnia „postulat polifoniczności narracji”. Wydaje mi się, że jest to opinia nieco na wyrost. Wciąż bowiem brakuje narzędzi pozwalających na sensowne odniesienie się do różnorodności humanistycznych narracji, „postulat polifoniczności narracji” jest zatem (przynajmniej częściowo) niezrozumiały. O ile zaś różnorodność narracji związana jest z odmiennymi wartościami i celami, jakie przyświecają badaczom i badaczkom, a wartości te nie zawsze ze sobą współgrają, o tyle nie można mówić, że narracje te układają się w niechaotyczną i polifoniczną całość. Dobrze widać to na przykładzie Szczuki i Iwasiów. Szczuka nastawiona jest na szum medialny i widowiskowość, korzysta więc z arsenału środków erystycznych pozwalających jej na efektywne odgrywanie wyznaczonej dla siebie roli. Iwasiów zaś skupiona jest przede wszystkim na pracy interpretatorskiej. Interpretacje i reinterpretacje tekstów uzupełnia o rozważania metodologiczne, mające objaśniać eklektyczność stosowanych przez nią strategii egzegetycznych.


***


Drugi blok składa się z pięciu tekstów poświęconych literaturze Polek-emigrantek z okresu po drugiej wojnie światowej (Maciej Duda, Penelopa na emigracji), postaci Celiny Mickiewiczowej (Agnieszka Wnuk, Celina z Szymanowskich Mickiewiczowa. Kobieta (i) wieszcz), Hannie Malawskiej (Agnieszka Czarkowska, Odzyskać utracone – polskie doświadczenie kobiece w »Apokryfie rodzinnym« Hanny Malawskiej), Alinie Szapocznikow (Weronika Lipszyc, Kobiece czytanie Aliny Szapocznikow) oraz pisarkom węgierskim (Magdalena Roguska, Kobieta pisząca na Węgrzech). Ostatni szkic zrobił na mnie największe wrażenie. Był bowiem jak kubeł zimnej wody wylany na głowę osoby przekonanej o tym, że polskie literaturoznawstwo i krytyka literacka wciąż nie dość mocno biorą pod uwagę literaturę tworzoną przez kobiety. W porównaniu z Węgrami zarówno stan polskich badań nad literaturą kobiecą, jak i krytyka feministyczna wydają się co najmniej satysfakcjonujące. Tekst Roguskiej próbuje wyjaśnić mechanizmy stojące za nieobecnością „pisarek w węgierskiej historii literatury”. Zdaniem Autorki na takie status quo złożyło się wiele czynników, można jednak wskazać główny z nich. Jest nim „wyjątkowo nieprzychylna pisarstwu kobiet postawa krytyki literackiej”. Źródeł owej „tradycji lekceważenia” szuka Roguska w XIX wieku, kiedy „coraz więcej pisarek zaczęło… przenosić się do Pesztu, miasta wydawnictw i redakcji czasopism”. W odróżnieniu od zaborowej Polski, w której „piszące kobiety miały już w pewnym sensie ugruntowaną pozycję i były postrzegane jako grupa mająca określony wpływ na życie literackie”, na Węgrzech kobiety-pisarki spotkały się ze zmasowanym i bezpardonowym krytycznym atakiem. Wśród krytyków prym wiódł Pál Gyulai, jak podkreśla Roguska – „jeden z najważniejszych autorytetów literackich tego okresu”. Według Gyulaia utwory kobiet dotyczyć mogą tylko „spraw sercowych” i „prostych relacji rodzinnych”, ponieważ kobiety potrafią zaledwie naśladować i odtwarzać, co może znaleźć wyraz w takich gatunkach jak bajka, dziennik podróży, wiersz czy opowiastka „skierowana do młodych dziewcząt” oraz zawierające praktyczne rady artykuły traktujące o życiu rodzinnym i osobistym. Jeszcze bardziej dosadny okazał się Gyuli Kornis, węgierski filozof, który w 1925 r. napisał, iż kobieta jest „sentymentalną konserwatystką o słabej woli, niezdolną do abstrakcji, nieszczerą i przenikliwą obserwatorką, skłonną raczej do metonimicznych niż metaforycznych połączeń, co uwarunkowane jest biologicznie, nie zna ortografii”. Wymowę tych okropności mógłby złagodzić fakt, że napisane zostały dawno temu. Roguska twierdzi jednak, że takie podejście „pokutuje [na Węgrzech] po dziś dzień”. Dokumentację tych słów zainteresowany Czytelnik znajdzie w omawianym tekście.

Pięknym uzupełnieniem numeru są ilustracje Jany Bečkovej – oniryczne, baśniowe, często dziecięce. Po prostu skłaniające do refleksji i sprawiające przyjemność.

Marcin M. Bogusławski

Omawiane pisma: „Tekstualia”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
AUTORYTET FOTOGRAFII
TROPIENIE TEATRALNOŚCI W ŻYCIU CODZIENNYM
WINIEN I MA

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt