Witryna Czasopism.pl

nr 3 (253)
z dnia 5 lutego 2010
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

MEDIUM ROMANTYZMU I POLITYKI

„Kronos” należy do nielicznych pism, które czytam nie tylko regularnie, ale także od deski do deski. Dzieje się tak przynajmniej z dwóch powodów. Pierwszy to wyraźny profil czasopisma: wybór tematu, dobór artykułów i autorów gwarantuje stabilny i wysoki poziom każdego numeru. Drugi to odejście od archiwalnego charakteru prezentowanych treści oraz od przedstawiania ich w sposób hermetyczny. Jeśli ambicją redakcji „Kronosa” jest pisanie o rzeczach ważnych tu i teraz, to zamiar ten po raz kolejny udało się jej w pełni zrealizować.

Najnowszy numer (4/2009) czasopisma poświęcony jest dwojgu filozofom: Walterowi Benjaminowi i Hannah Arendt, zwłaszcza zaś wypracowanemu przez nich rozumieniu mitu i przemocy. W tomie zamieszczono cztery teksty Benjamina i dwa Arendt, a także garść cennych komentarzy. Obecność Benjamina i Arendt na łamach „Kronosa” nie jest niczym nowym. Niewątpliwie nowa i ciekawa jest perspektywa, w jakiej tym razem zostali pokazani.


Jeśli chodzi o Benjamina, to zasadniczym tematem rozpraw i komentarzy jest związek jego myśli z niemieckim romantyzmem. O tym, że jest to problematyka opłacalna poznawczo, przekonuje w swojej rozprawie Adam Lipszyc, pisząc, iż w konsekwencji pozwala to „odsłonić istotny wymiar myśli Benjamina”, a zarazem „nauczyć nas czegoś o romantyzmie” (Trzeźwe światło krytyki: Benjamin o romantykach). A zatem – czym jest romantyzm według Benjamina? Przede wszystkim jest koncepcją krytyki sztuki, koncepcją skupioną wokół pojęć refleksji i czegoś, czemu sam Benjamin przydał miano medium.

Zdaniem Benjamina dla romantyków refleksja to inaczej „samoodniesienie ducha, (…) nieskończone samoodzwierciedlanie się procesu myślowego”, bezkresny ruch myśli wypełniony „gęstą »nieskończonością powiązań«”. Medium zaś to „miejsce, podmiot, jak i przedmiot procesu refleksyjnego samopoznania”, które charakteryzuje się nieskończonością, bezpośredniością i zdolnością do samoodniesienia. Tym samym zaś medium to inne miano Absolutu, skonkretyzowane przez romantyków w figurze sztuki. Mówiąc prościej, medium to obszar odniesienia dzieł sztuki do samej sztuki; nieskończona relacja zapośredniczona za pomocą krytyki artystycznej. Zapośredniczenie to jest ważne przynajmniej z jednego powodu. Zdaniem romantyków – widzianych oczami Benjamina – poszczególne dzieła sztuki są ekspresją mitycznego żywiołu. To, co zamknięte czy ograniczone, jest zatem wehikułem przenoszącym bezkresną kipiel mitologicznych znaczeń. Cel krytyki to wyśledzenie śladów tego pierwotnego żywiołu w konkretnym dziele; rozsadzenie jego granic rozumiane jako wpisanie w mitologiczną ogólność, czyli odsłonięcie nieskończonej liczby powiązań dzieła z prażywiołem sztuki.

Romantycznej koncepcji krytyki sztuki przeciwstawia Benjamin postawę Johanna Wolfganga Goethego. Zdaniem Benjamina Goethe dzieli z romantykami przekonanie o absolutnym czy mitologicznych charakterze sztuki. Niemniej utrzymuje, już wbrew romantykom, że dzieła sztuki nie da się wprowadzić w sferę ogólności; jest raczej tak, że „w stosunku do ideału poszczególne dzieło pozostaje niejako strzaskanym korpusem. Stanowi wyosobnioną próbę przedstawienia praobrazu i tylko jako wzór może trwać obok innych, sobie podobnych, nigdy jednak nie mogą one w żywszy sposób zrosnąć się w jedność ideału” (Wczesnoromantyczna teoria sztuki a Goethe). Zdaniem Benjamina perspektywa Goethego prowadzi do jeszcze jednego nie-romantycznego wniosku: o ile niemożliwy jest gest uzupełnienia i otwarcia, o tyle niemożliwa staje się sensowna krytyka artystyczna.

Napięcie między romantykami a Goethem jest jednocześnie napięciem widocznym w filozofii samego Benjamina. Można chyba zaryzykować stwierdzenie, że jego własny projekt jest próbą zdialektyzowania obu wyróżnionych stanowisk. Od romantyków bowiem czerpie Benjamin przekonanie o zbawczym charakterze krytyki, którą nazwie wprost „krytyką ocalającą”. Od Goethego zaś zaczerpnie przeświadczenie o tym, iż depozytariuszem autentycznego piękna mogą być tylko „dzieła złamane, zdemontowane, ruiny i strzaskane korpusy” (Adam Lipszyc, Trzeźwe światło krytyki: Benjamin o romantykach). Konsekwencje takiego stanu rzeczy śledzi wnikliwie Agata Bielik-Robson. W pracy Skok przez śmierć. Walter Benjamin jako krytyk i apologeta witalizmu pokazuje moc „logiki uzupełnienia”. Jej zdaniem gest „krytyki ocalającej” jest sposobem zwycięskiego przejścia przez śmierć, utwierdzenia życia jako wolności przeciw wszelkim postaciom krępującego pozoru. To sposób na „życie zbawione”, czyli takie, które pokonało śmierć, „odmawiając jej »przecenienia«”.


Co do Arendt, to punkt nacisku położony został na jej stosunek do syjonizmu i postawy wobec problemów państwa Izrael. Piotr Nowak we wnikliwym komentarzu do prac samej filozofki pieczołowicie zrekonstruował jej stosunek do żydowskości. Wynikiem tych analiz jest teza, iż żydowskość miała dla Arendt charakter czysto polityczny. Podlegała więc – mimo doświadczenia Szoah – krytyce i negocjacji. Krytyka wymierzona była przede wszystkim w militarny sposób uprawiania polityki przez nowo powstałe państwo Izrael. Motorem tak uprawianej polityki było przekonanie, że „aby istnieć, syjonizm potrzebował wroga. Stwarzał go zatem, prowadząc agresywną politykę zewnętrzną, a następnie konstruował go w domu”. O ile zaś agresja była wyrazem „wyższej sprawiedliwości”, o tyle politycy mogli pominąć „niesprawiedliwości drobne” i oskarżać o antysemityzm tych wszystkich, którzy sprzeciwiali się przyjętemu modelowi uprawiania polityki. Negocjacje zaś związane były z postulatem „stworzenia państwa dwunarodowego, żydowsko-arabskiego, opartego na strukturach lokalnych” (Nowak, Hannah Arendt i „kwestia żydowska”.

W kontekście Arendt arcyciekawy wydaje mi się szkic Michała Kozłowskiego zatytułowany Hannah Arendt: wolność, polityka i widma Marksa. Dokonując refleksji nad doraźno-politycznymi aspektami pism filozofki, pokazuje bowiem Kozłowski te fragmenty jej filozofii polityki, których ciągle w Polsce nie dostrzeżono (a jeśli, to w niedostatecznym stopniu) i nie wykorzystano. Wśród nich wskazać należy przede wszystkim następujące kwestie: a) związek totalitaryzmów z postawą imperialistyczną oraz antysemityzmem; b) teza o banalności zła (sic!); c) przekonanie o tym, że polityka jest zaprzeczeniem władzy, a „pojęcie wspólnoty politycznej jest (…) oksymoronem” (Kozłowski, Hannah Arendt: wolność, polityka i widma Marksa.


Napisałem na wstępie, że w „Kronosie” mówi się o tym, co ważne tu i teraz. W świetle powyższych wywodów ta teza może się wydawać fałszywa, a przynajmniej na wyrost. Zarówno Benjamin, jak i Arendt należą już bowiem do klasyki, a omawiane w „Kronosie” wątki ich prac zaliczają się do zasobów szacownej historii filozofii. Oczywistościom tym trudno przeczyć. Mimo to sądzę jednak, że poruszone w piśmie problemy zachowały pełną aktualność. Mam na to dwa, silnie ze sobą związane, argumenty. Pierwszy odnosi się do poglądu Arendt, że „wydarzenia nie da się pojąć przez odwołanie do (…) [jego] przyczyn, lecz to właśnie ono określa ostatecznie sens tego, co je warunkuje” (Kozłowski, Hannah Arendt: wolność, polityka i widma Marksa). Drugi inspirowany jest Terrym Pratchettem. W Wyprawie czarownic opisuje on magię luster, które zwielokrotniają odbijaną postać, rozwijają jej moc, ale jednocześnie wykradają fragmenty duszy. Myślę, że obie te strategie składają się na dorzeczny stosunek względem historii. Nie jest przecież tak, że współczesność, w której żyjemy, jest bezdziejowym, autonomicznym tworem. Jest dokładnie przeciwnie – warunkują ją wyraźne bądź ukryte prądy dziejów, możliwe do wykrycia w rozumiejącej interpretacji tradycji i historii. Ważne jest tylko to, by żadnego z tych prądów nie absolutyzować. Wracając do „Kronosa” – redakcji pisma zawdzięczamy skrupulatne rozpoznawanie tradycji religijnej (mesjanicznej) i romantycznej, kształtującej naszą teraźniejszość. Przedstawiane w piśmie analizy układają się w opowieść, która mocno problematycznym czyni jakoby dominujący pogląd o stricte laickim i konsumpcyjnym charakterze późnej nowoczesności. Dzięki temu możliwe staje się zrozumienie wielu prześlepianych bądź trywializowanych współczesnych tendencji kulturowych i społecznych (choćby New Age, żywotność różnej maści fundamentalizmów itd.), a także pełniejsze samookreślenie. To jedno z luster, które skradło nam kawałek duszy, ale które odkryte i przyswojone może stać się źródłem pozytywnych inspiracji dla praktyki społecznej. Z drugiej strony, wartość Benjamina czy Arendt jest „wartością aktualną” w tym sensie, że służy expressis verbis do artykułowania współczesnych problemów i okazuje się przydatna w poszukiwaniu ich rozwiązania. Myślę tu choćby o Giorgio Agambenie, myślicielu modnym już nie tylko na świecie, ale i w Polsce. Dwie z jego podstawowych kategorii, mianowicie „nagie życie” i „czyste środki”, stanowią pożyczkę z Benjamina. Skrupulatna analiza źródeł, jak choćby ta przeprowadzona przez Bielik-Robson w omówionym szkicu, pokazuje jednak, jak wybiórcza i tendencyjna jest ta pożyczka (jej zdaniem, Agamben prześlepia silnie witalistyczny charakter filozofii Benjamina, pomija również fakt, iż benjaminowskie „czyste środki” są jednoczesnym sugerowaniem i zawieszaniem celów, a nie działaniem poza-celowym). Tym samym – to już moje dopowiedzenie – płodny kulturowo prąd stał się pożywką dla pesymistycznej (tragicznej?) wizji współczesnej polityki i zakłamał szansę na „zbawienie teraźniejszości”.

Na koniec tym, których nie udało mi się przekonać, że „Kronos” podejmuje ważkie problemy naszej codzienności, proponuję tekst Avishaia Margalita zatytułowany Przebaczanie i zapominanie. Autor poddaje w nim wnikliwej analizie różnorodne rozumienia gestu przebaczania. Jest to z całą pewnością temat angażujący każdego człowieka, a zatem wart szczególnej uwagi.

Marcin M. Bogusławski

Omawiane pismo: „Kronos” nr 4/2009.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
ILE FURII W „FURII”?
Wolałbym sprzedać ten tekst za milion papieru
A DZIEWCZYNĘ MIAŁ W KAŻDYM PORTALU

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt