Witryna Czasopism.pl

nr 24 (250)
z dnia 20 grudnia 2009
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

INNEGO KOŃCA ŚWIATA NIE BĘDZIE

A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
(Czesław Miłosz „Piosenka o końcu świata”)



Lekturę „Czasu Kultury” nr 5/2009 warto rozpocząć nie od tekstów poświęconych ewolucji, choć i one są świetne (temat całego wydania to [r]EWOLUCJA, a więc teoria ewolucji rozumiana nieco szerzej), ale od wywiadu z Pawłem Dunin-Wąsowiczem pt. Portret wydawcy z czasów dojrzałości. Kto zna historię „Lampy”, nie dowie się pewnie niczego nowego, kto nie zna, być może poczuje do redaktora naczelnego warszawskiego miesięcznika tzw. kumpelską sympatię. O wiele łatwiej go zresztą polubić niż Stephana Dedalusa (którego przywołuje tytuł), bo wyraża się jako narrator własnej opowieści jasno i dosadnie. Piszę to jednak nie po to, by namawiać do zaprzyjaźniania się z wydawcami, lecz by zwrócić uwagę na jeden bezcenny passus. Przeprowadzające rozmowę Emilia Kledzik i Joanna Roszak przywołują wypowiedź Pawła Dunin-Wąsowicza sprzed szesnastu lat, a w niej refleksję na wagę złota: „Ta »Lampa« się ukazała, bo wkurwiają mnie pisma tak doskonałe, że przestają wychodzić”. No właśnie. Wygląda na to, że pism nadmiernie doskonałych jest coraz więcej. Tak jak grzyby po deszczu rosną (jak na drożdżach...), tak doskonałe czasopisma kulturalne w krajobrazie zimowym i noworocznym gromadnie upadają. Działa tutaj jakieś tajemnicze prawo czarnej serii, które w świetle zawartości numeru „Czasu Kultury” nazwałabym roboczo „prawem końca ewolucji”.


Polska Czerwona Księga Czasopism Zagrożonych


Nie mam tutaj ambicji, by stawiać daleko idące tezy i diagnozy, wreszcie – by znaleźć odpowiedź na pytanie, co robić, żeby stan rzeczy naprawić. Nie mogę jednak nie powiedzieć nic, bo równałoby się to z cichym przyzwoleniem i obojętnością. Kto nie zabiera głosu, tego nie ma (wszystko jedno, czy robi to w Internecie, czy na papierze), a oczywistości nienazwane po imieniu pozostają w sferze niejasności i przypuszczeń. Od ponad trzech lat współpracuję z wortalem Witryna Czasopism.pl i obserwuję, jak z czasopismami włączonymi do Katalogu Czasopism.pl dzieje się coś niedobrego. Wykruszają się. Katalog zamienił się w Polską Czerwoną Księgę Czasopism Zagrożonych. Nie przesadzam. Sam fakt zaliczenia tytułu do grona czasopism kulturalnych, a więc niszowych, niskonakładowych, często stricte literackich, każe traktować periodyk jak ginący gatunek, jeśli w tej chwili jeszcze nie zagrożony, to na pewno bliski zagrożenia. Czasopism wysokonakładowych, nad którymi a priori nie wisi żaden miecz Damoklesa, raczej nie odnotowujemy, dlatego np. jest mało prawdopodobne, żeby do Katalogu trafił doskonale radzący sobie na rynku „Bluszcz” (chyba że jego sytuacja znacząco się pogorszy).


Polska Czerwona Księga Czasopism Kulturalnych – to brzmi naprawdę dumnie, lecz przede wszystkim dramatycznie. Kataloguje ona podstrony skazanych na wyginięcie pism, zawierające dokładny opis, dane kontaktowe wpisane do tzw. fiszki (fiszka – kolejne słowo ze Słownika Wyrazów Zapomnianych), skład redakcji oraz spisy treści i okładki kolejnych numerów. Czasem na podstronie znajdują się linki do omówień pisanych przez witrynowych recenzentów (zwykle bardzo młodych i dlatego wciąż zaangażowanych), czasem proponujemy lekturę artykułów, które szczególnie zwróciły naszą uwagę. Ale najbardziej znamienne są liczby: rok założenia, stopniowo malejący nakład (który w praktyce oznacza to samo, co rzadkość występowania), objętość, a także coraz częściej pojawiająca się kategoria: czasopismo zawieszone. Doskwiera za to brak zakładki: stosowane i proponowane sposoby ochrony…


Kusi mnie też, żeby spróbować zastosować do czasopism kulturalnych najważniejsze kategorie znane z Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt, określające stopień zagrożenia wyginięciem danego gatunku. Nomenklatura wyglądałaby być może tak:

1) Ex (extinct, oznaczane znakiem †) – gatunki zanikłe. W tej chwili szacujemy, że jest to 181 czasopism na ok. 600 ujętych w Katalogu, lecz gdyby dokonać bezlitosnej selekcji, liczba mogłaby się podwoić, a nawet potroić. W 2009 r. spośród pism zamieszczonych w Katalogu na bieżąco wychodziły tylko 162 tytuły, matematyka i intuicja podpowiadają zatem, że pism zawieszonych może być ponad 400. Ostatnie przykłady: „Studium”, „fo:pa”, „SECESjA”.

2) CR (critically endangered) – gatunki skrajnie zagrożone. Przykład gorący jak bułeczka: „Notatnik Teatralny”, ale nie zapominajmy np. o „(op.cicie.,)” i „Morelach i Grejpfrutach”, które właściwie zawiesiły już działalność, choć udają, że są obecne w sieci.

3) EN (endangered) – gatunki bardzo wysokiego ryzyka, silnie zagrożone. Przykłady: „Wakat”, „RED.”, „Opcje”, „Portret on line”.

4) VU (vulnerable) – gatunki wysokiego ryzyka, narażone na wyginięcie („Midrasz”).
5) NT (near threatened
) – gatunki niższego ryzyka, ale bliskie zagrożenia („Pogranicza”, „Dekada Literacka”).

6) LC (least concern) – gatunki na razie niezagrożone wymarciem, z różnych powodów wpisane do Czerwonej Księgi. Przykłady: „Krytyka Polityczna”, „Dialog”, „Cegła”, „Purpose”.


„Notatnik Teatralny” – całkiem jak dodo


Dlaczego wyginęły ptak dodo i gołąb wędrowny? Co sprawiło, że po turze został nam jeno pomnik w Jaktorowie? Zgodnie z założeniami teorii ewolucji tury straciły naturalne możliwości tworzenia krzyżówek genetycznych i przez to nie umiały się zaadaptować do zmieniających się warunków zewnętrznych. Ich rozwój najpierw się spowolnił, a potem przystanął; koniec ewolucji oznacza całkowite zatrzymanie procesu zmian, utknięcie w ślepej biologicznej uliczce. Jedna z zasad sformułowanych przez Karola Darwina w dziele O powstawaniu gatunków (1859 r.) mówi, że wszystkie organizmy są przystosowane do swego środowiska, ale to przystosowanie nigdy nie jest doskonałe (niedoskonałość świadczy o długotrwałej historii…). Czytam zatem bardzo interesujące artykuły z najnowszego „Czasu Kultury”, w których ewolucjonizm przykładany jest do dziedzin daleko wykraczających poza biologię, a w tyle głowy mam świeżą sprawę protestu przeciwko likwidacji „Notatnika Teatralnego”. Żeby szybko nakreślić aktualną sytuację prestiżowego kwartalnika poświęconego współczesnemu teatrowi, zacytuję Joannę Derkaczew („GW” z 24.12.2009, Wrocław już nie lubi „Notatnika Teatralnego”): „Od 1 stycznia redaktorzy pisma są zwolnieni, choć prezydent miasta Rafał Dutkiewicz zapewniał, że je uratuje. Wieść, że zamykają »Notatnik…«, pojawiła się we wrześniu na Kongresie Kultury w Krakowie. Wychodzący od 20 lat wrocławski kwartalnik stracił wydawcę (Biblioteka Miejska) i niewielki budżet (ok. 310 tys. zł rocznie), a z pracownikami (zajmującymi w sumie 2 i 5/6 etatu) rozwiązano umowy. W wymówieniach padł argument »nieopłacalności« (»środki uzyskane ze sprzedaży nie pokrywają kosztów wytwarzania«)”, absurdalny w przypadku tak sprofilowanego pisma. Ktoś zapyta: dlaczego więc „NT” nie poszukał sobie nowego wydawcy? Czy czeka z założonymi rękami, aż pieniądze spadną jak manna z nieba? Nie jest to wcale proste – bez danych z Urzędu Miasta redakcja nie wiedziała nawet, jaka jest jej rzeczywista sytuacja, tymczasem prezydent miasta Rafał Dutkiewicz od września nie znalazł 20 minut na spotkanie z redaktorem naczelnym, Krzysztofem Mieszkowskim. Komunikacja między twórcami pisma a UM wygląda zresztą katastrofalnie – urzędnicy obwieszczają swoje wyroki najchętniej za pośrednictwem mediów lub przysłanych pocztą dokumentów, od których nie ma już odwołania, a redakcja domaga się tzw. dialogu. Na razie bezskutecznie. 23 grudnia dyrektor biura prasowego Urzędu Miasta doniósł, że na 2010 r. przyznano „NT” połowę dotychczasowego budżetu, czyli 150 tys. Na stronie www.petycje.pl tego samego dnia zamieszczono list otwarty adresowany do prezydenta miasta, podpisany w tej chwili przez ponad 340 osób (i wciąż dostępny dla internautów), wśród których znalazły się takie nazwiska, jak Erwin Axer, Agnieszka Holland, Krzysztof Krauze, Izabella Cywińska, Krzysztof Warlikowski, Anna Augustynowicz. Tak więc „strajk” trwa, trudno jednak powiedzieć, co się właściwie stało i co zrobić, żeby się odstało. Czy rację ma Krzysztof Mieszkowski, który uważa, że decyzja urzędników ma charakter polityczny („Gazeta Wrocławska”)? Czy „Notatnik Teatralny” był zbyt doskonały, ambitny i dlatego musi upaść? Redakcja nie przystosowała się do środowiska, nie spróbowała odpowiednio wcześnie zadbać o promocję i nie umie się bez konfliktów układać z miejscowymi władzami?


Przypomnijmy Darwina: dobór naturalny eliminuje osobniki przystosowane najgorzej, promując te przystosowane najlepiej. Jeśli nie poradzi sobie „Notatnik…”, ostaną się na teatralnej wysepce warszawski „Dialog” i „Teatr” oraz wrocławskie „Didaskalia”. Coraz częściej wystarczającym (pretekstowym) powodem, by zamykać czasopisma kulturalne, jest ich nierentowność, która w polskich realiach przypisana jest im jednak niemal ex definitione. Tak jak jedna jaskółka wiosny nie czyni, tak jeden ministerialny program dotacyjny prowadzony przez Instytut Książki nie załata nawet połowy dziur (on zresztą również ma swoją politykę – ptaszki wokół PKiN ćwierkają, że coraz bardziej niechętnie przyznaje się pieniądze pismom internetowym). Rodzimi reklamodawcy nie są zainteresowani pismami literackimi czy artystycznymi, bo im się takie niszowe interesy nie opłacają; hojnych sponsorów znaleźć jest jeszcze trudniej. Pamiętamy tegoroczne apele o pomoc finansową adresowane do czytelników „Tygodnika Powszechnego” i „Więzi” oraz do słuchaczy radiowej Trójki. W przypadku czasopism kulturalnych i artystycznych o wiele większym wyzwaniem byłoby przeprowadzenie zbiórki datków, kto wie zresztą, jaki to przyniosłoby efekt? Powszechnie znane niskie wskaźniki czytelnictwa każą przypuszczać, że efekty byłyby mizerne. Jeśli pismo nie skupia wokół siebie silnej społeczności czytelników, doraźna akcja nie przyniesie trwałej poprawy sytuacji, a nawet zostanie odebrana jako świadectwo porażki.


Co zatem robić? Jak stworzyć podmiot, który podjąłby bardziej świadome próby ochrony czasopism kulturalnych jako owego „wymierającego gatunku”? Ale przecież upada Telewizja Polska, radio, prasa branżowa przeżywa spore kłopoty („pisma kolejarskie – skarżył mi się dzisiaj znajomy pracujący w PKP – kosztują już ponad 20 zł i coraz mniej czytelników stać, żeby je prenumerować”), nie wspominając o dziennikach, cóż więc przy tym znaczy kilkadziesiąt czy kilkaset pisemek? Na szczęście, wciąż znaczy bardzo wiele, ale jak długo? Trudno mi wykrzesać z siebie w tej kwestii choć szczyptę optymizmu.


***

PS Tuż po opublikowaniu tego tekstu dostałam maila od Bernadetty Darskiej, redaktorki naczelnej „Portretu” i „Portretu on line”. Dzięki temu wiem, że „Portret on line” już nie jest zagrożony – on już nie istnieje. Natomiast „Portret” 29/2010, który wyjdzie na początku roku, będzie numerem ostatnim.

Joanna Wojdowicz

O czasopismach: „Czas Kultury” nr 5/2009, „Notatnik Teatralny”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
WYRODNE DZIECI BACONA
DZIEŃ ZWYCIĘSTWA MAJ ZIELONY
MIĘDZY BAŁKANAMI, WĘGRAMI A ZACHODEM

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt