Witryna Czasopism.pl

nr 19 (245)
z dnia 5 października 2009
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

CO ZWIE SIĘ UNIWERSYTETEM?

Ostatnio wciąż słyszy się o kolejnych odmianach kryzysu. Dotyka on kulturę, środowisko, gospodarkę, służbę zdrowia itd., nic więc dziwnego, że mówi się również o kryzysie uniwersytetu. Ten ostatni polegać ma między innymi na utracie elitarnego charakteru studiów uniwersyteckich, zatarciu różnic między różnymi typami uczelni wyższych, a także na zmianie statusu nauki. Na takie symptomy kryzysu wskazuje Dorota Chabrajska we wstępniaku do podwójnego [1-2 (85-86) 2009] numeru lubelskiego kwartalnika „Ethos”, którego temat przewodni wyznacza dramatycznie postawione pytanie: „Koniec misji uniwersytetu?”. Zebrane w numerze artykuły traktować należy jako wszechstronną próbę zmierzenia się z tym zagadnieniem. Czytelnicy odnajdą zatem artykuły traktujące zarówno o klasycznej koncepcji uniwersytetu (wśród nich wyróżnia się tekst Romana Majerana Akademia Platona – poszukiwanie prawdy we wspólnocie), jak i o autonomii uniwersytetu, o roli mistrza w kształceniu uniwersyteckim, o misji uniwersytetów katolickich (szerzej – chrześcijańskich) czy o kobietach związanych z uniwersytetem. Na tle innych, skądinąd cennych, opracowań wyróżnia się zwłaszcza tekst Agnieszki Lekkiej-Kowalik Uniwersytet jako firma usługowa – szansa czy klęska? Autorka podejmuje w nim palący problem funkcjonowania uniwersytetu na rynku usług edukacyjnych.

Ułożenie odpowiednich relacji między uniwersytetem a rynkiem edukacyjnym daje dzisiaj szansę na przetrwanie, a przynajmniej na sprawne funkcjonowanie uniwersytetów. Wiąże się to z nadchodzącym niżem demograficznym, z powodu którego zmniejszy się liczba zdających na studia. Problemem dla uniwersytetu jest również zniesienie obowiązkowej służby wojskowej – aby jej uniknąć, znaczny odsetek maturzystów decydował się bowiem na studia. Zmniejszenie liczby słuchaczy wiąże się choćby z obniżeniem dotacji przeznaczanych dla uczelni. Zagrożeni są także wykładowcy, jako że nie wiadomo, czy dla wszystkich znajdą się zajęcia. Ponadto uniwersytety konkurować muszą z ofertami licznych szkół wyższych i policealnych. Wszystko to stawia uniwersytety wobec bezlitosnych mechanizmów rynku edukacyjnego i wymusza sprawne działania menedżerskie.

Dlatego diagnoza postawiona przez Lekką-Kowalik może wydawać się paradoksalna. Mianowicie uważa ona, iż uniwersytet nie jest i nie może być elementem rynku usług edukacyjnych, zaś próby ratowania uniwersytetu poprzez zamienianie go w firmę usługową uznaje za symptom uniwersyteckiego rozdwojenia jaźni. Różnice między uniwersytetem a firmami świadczącymi usługi edukacyjne są, według Lekkiej-Kowalik, fundamentalne i dotyczą celów tych instytucji, zawiązywanych w ich ramach relacji międzyosobowych, rządzących nimi norm.

Uniwersytet, mówiąc w największym skrócie, to według Lekkiej-Kowalik „instytucja, w której odbywają się badania naukowe i kształcenie, przy czym celem badania jest zdobywanie coraz to nowych prawd o rzeczywistości, a celem kształcenia – zdobycie wiedzy, czyli nabycie prawdziwych i uzasadnionych przekonań o rozmaitych aspektach rzeczywistości. Warunkiem realizacji tych celów jest gorliwość i pilność w pracy, a do tego potrzeba umiłowania prawdy oraz ochoty, zamiłowania, pasji, a także wzajemnej życzliwości tych, którzy prowadzą badania, i tych, którzy zdobywają wykształcenie. Owa pasja poszukiwania prawdy staje się wyznacznikiem określonego sposobu życia”.

Uniwersytet zatem to miejsce, w którym jednocześnie prowadzi się badania naukowe i przekazuje uzyskaną na tej drodze wiedzę. Oba te elementy są niezbywalne i jednakowo ważne. W opinii Lekkiej-Kowalik wskazują one na „prawdę jako fundament i rację istnienia uniwersytetu”. Autorka zaznacza przy tym, iż chodzi jej o prawdę w klasycznym sensie, jako zgodność rozumu i rzeczywistości przez ten rozum poznawanej. Wyznacznikiem tak pojmowanej prawdy jest bowiem rzeczywistość, a nie badacz. Prawda nie jest zatem efektem kreatywności naukowca, ale wartością odkrywaną i zobowiązującą, przez co wyznacza ona ethos uniwersytetu. Co to oznacza?

Po pierwsze, członek uniwersytetu okazuje respekt „wszystkim prawdom, a nie tylko prawdom w jakimś sensie ważnym czy użytecznym”.

Po drugie, kieruje się on zasadą rzetelności. Tym samym nie fabrykuje danych, nie popełnia plagiatów, nie kupuje prac zaliczeniowych etc.

Po trzecie, uznaje on równość wszystkich członków uniwersytetu (a także szerzej: wszystkich ludzi) względem prawdy: „wszyscy podlegają tej samej wiążącej mocy prawdy i normom na niej opartym, dla wszystkich też” – bez względu na uprawianą dziedzinę czy wykorzystywane metody – „zdobycie prawdy stanowi cel podejmowanych wysiłków”. Prawda ma zatem charakter wspólnototwórczy.

Po czwarte, prawda, jako zależna od rzeczywistości, „nakazuje ustawiczne poszukiwanie poznania, niezatrzymywanie się na tym, co zaspokaja aktualne potrzeby, choćby i poznawcze”. Członkowie uniwersytetu zobligowani są do nieustannego otwierania nowych horyzontów, zarówno nauczania i przyswajania istniejącej wiedzy, jak i odkrywania nowej. Nie mogą być oni fachowcami wyspecjalizowanymi w wąskiej dziedzinie. Raczej muszą być jednostkami twórczymi, wszechstronnymi, które w wysokim stopniu przyswoiły sobie kulturę poznawczą, moralną i estetyczną.

Inaczej ma się rzecz z firmami świadczącymi usługi edukacyjne. Ich celem jest, według Lekkiej-Kowalik, dostarczenie określonej wiedzy specjalistycznej. Zapotrzebowanie na dany rodzaj wiedzy wyznaczone jest z kolei przez potrzeby pozapoznawcze, głównie ekonomiczne, jak podniesienie atrakcyjności na rynku pracy. Stąd też w usługach edukacyjnych na pierwszy plan wysunięte jest nauczanie, któremu podporządkowane są ewentualne czynności badawcze. W instytucjach świadczących usługi edukacyjne nie dochodzi również do zawiązania wspólnoty. Relacje budowane między „członkami” takiej instytucji oparte są bowiem „na regułach kupna-sprzedaży: firma dostarcza tego, co jest zamawiane, nauczający wykłada tak i tyle, za co i ile zapłacono, a nauczany ma prawo wymagać tego i tyle, za co zapłacił”. Instytucje świadczące usługi edukacyjne nie pełnią też funkcji wychowawczej, której celem jest wszechstronny i harmonijny rozwój studenta. Chodzi tu raczej o dostarczenie edukowanemu pakietu wiadomości-środków, które kursant będzie mógł wykorzystać w dowolny sposób. Lekka-Kowalik napisze wręcz, że usługi edukacyjne są „wolne od wartości”, a realizujące je instytucje zwolnione są z troski o „godziwość celów usługobiorców”.

Oczywiście, analizom Lekkiej-Kowalik zarzucić można pewną nierealność, w tym sensie, iż buduje ona wyidealizowany obraz uniwersytetu. Autorka przyznaje to zresztą sama, twierdząc, że „ideały służą jako wzorce i źródło motywacji do działania, także działania reorganizacyjnego”. Moim zdaniem zaś tylko poprzez idealizację możliwe jest w pełni ostre dostrzeżenie istniejących patologii, postawienie diagnozy i szukanie dróg wyjścia. Tym skrzętniej zachęcam do wnikliwego zapoznania się z artykułem Lekkiej-Kowalik i samodzielnego ustosunkowania się do poruszonych w nim zagadnień. Będzie to dobry punkt wyjścia zarówno do lektury pozostałych tekstów zebranych w „Ethosie”, jak i wyrobienia sobie własnego zdania na temat kryzysu uniwersytetu i jego autentycznej roli.

Marcin M. Bogusławski

Omawiane pisma: „Ethos”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
ATEISTA NA KAZALNICĘ
KRYTYK NA UNIWERSYTECIE
ZATRZYMAĆ SIĘ – TO PORUSZYĆ ZIEMIĘ

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt