Witryna Czasopism.pl

nr 20 (198)
z dnia 20 października 2007
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | teraz o… | autorzy | archiwum

felieton ___LAURY I STOŁKI, CZYLI „EMOCJE NICZYM W NAJLEPSZYCH FILMACH HITCHCOCKA”

Włączam telewizor, a tu wręczają Nike, bo w tym roku jeszcze nie wręczali, a rok bez Nike, to rok jak rok, tylko bez Nike. Zawsze to lepsze niż Hela w opałach czy Big Brother 4.1, jak czytam w programie. Co by to miała być za Hela w opałach, to nie wiem. Pewnie o jakiejś Heli w opałach. Pewnie to samo, co Hela kontra Rysio albo Jaja ze stali. A mógłbym przecież trafić na Domisie lub Sophiemłodszą siostrę Sissi, lub Szansę na sukces: Doda i zespół Virgin, a nawet na Transmisję mszy świętej z Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie Łagiewnikach, a jednak nie trafiłem, więc nie ma co narzekać.

A nawet, jak w zeszłym tygodniu, mogłem za jednym zamachem zaliczyć Pięć palców amerykańskich, Osiem kobiet francusko-włoskich i Siedem mieczy koreańsko-chińsko-hongkońskich, ale nie wiedzieć czemu, nie zaliczyłem. A co tam. Pewnie jeszcze z pięć razy będę miał okazję te palce obejrzeć, z osiem razy owe kobiety zaliczyć i co najmniej z siedem rzeczone miecze.

Tymczasem mogłem sobie drugi raz obejrzeć, jak Nike dostaje Wiesław Myśliwski, co już oglądałem dziesięć lat temu i może za dziesięć lat znów sobie obejrzę. Kto wie, niezbadane są jurorskie wyroki. Atłasowa czapeczka ze srebrnym chwostem na czubku dla tego, kto zgadnie, komu sędziowie przyznają Nike za dziesięć lat i czy to w ogóle pokażą w telewizji. A nawet czy się sama nagroda ostanie.

„Mimo to powiedzmy: wielkie zwycięstwo jest wielkim niebezpieczeństwem. Natura ludzka znosi je trudniej niż klęskę; ba, zdaje się nawet łatwiej odnieść takie zwycięstwo niż znosić je tak, by z tego żadna cięższa nie powstała klęska” – jako rzecze Filozof. Powiedzmy jeszcze i to: moje osobiste klęski mają zupełnie inną proweniencję, zupełnie inną. Chociaż ostatnio wygrałem dyszkę w totka i mało mi szajba nie odbiła. Może odrobinę skromniej: cieszyłem się jak Murzyn z trąbki. Więc wyobraźcie sobie, co by to było, gdyby!

A czymże też owo wielkie zwycięstwo jest, skoro cięższa z niego klęska powstać może? Czymże jest nade wszystko, skoro trzeba umieć je znosić? Masłowska nie umiała, jak się sama przyznała, w deprechę papała, choć przy tym nie rymowała, jak ja.

A panu Wiesławowi jakby nie chciało się wyjść na scenę, aby dudki zainkasować, nie wspominając o honorach i sławie, których mu nikt już przecież nie zabierze. W przeciwieństwie do dudków, które może innym cienko przędzącym literatom chudopachołkom pożyczy i tyle je będzie widział. Tyle je będzie widział albo i owych literatów tyle widział będzie, jeśli im one dudki niebacznie pożyczy, jak to była uczyniła nierozważna Laureatka z poprzedniego roku. To może i słusznie Marcin Nominowany Finalista wszem wobec ogłosił, iż uprawianie sztuki to forma żebractwa. Która jednakowoż raz na dziesięć lat może okazać się całkiem intratna. Kto ma jaja ze stali, ten zdzierży. Innym pozostaje łuskanie fasoli. Co zresztą wydaje się perspektywą nie najgorszą, jeśli kto chce mieć święty spokój i nie musieć przy tym odpowiadać na głupie pytania. Mieć spokój i nie musieć odpowiadać na głupie pytania marzy się Jerzemu Pilchowi i ja mu się nie dziwię. Każdy by chciał. Zwłaszcza kiedy pytają, o czym ludzie powinni myśleć. Toż już lepiej miesić wapno, niż namyśleć się nad tym, o czym powinni myśleć inni i jeszcze im o tym mówić. Atłasowa czapeczka ze świńskiego ucha dla tego, kto powie, o czym ludziska myśleć powinni, a także co im z tego przyjdzie, jeśli im się nawet powie. Ja nie powiem, głupi nie jestem. A może właśnie głupi jestem, bo nie wiem.

A równocześnie trwa wyścig o Stołki: „Finiszują kandydaci na posłów. Szykują się emocje niczym w najlepszych filmach Hitchcocka”. Pomyśleć by można, iż zszedł Hitchcock na psy. Albo i niżej. „Już teraz przestaje być polityka rzemiosłem szlacheckim: i możliwe, iż uznano by ją pewnego dnia za tak pospolitą, żeby ją zaliczono, podobnie jak wszelką literaturę partyjną i codzienną, do rubryki »prostytucji duchowej«”. Also sprach Nietzsche. Wyjątkowo jak na niego oględnie. Za to, jak zazwyczaj, bez pudła.

A tak między nami, czy nie macie wrażenia, że „pewien dzień” mamy już dawno za sobą? Że wbrew malkontentom, pod pewnymi względami jesteśmy dziś mocno, naprawdę mocno do przodu? „Bo u nas trzeba biec najszybciej, jak się da, by stać w tym samym miejscu” – powiada Czerwona Królowa. W szybkich żyjemy dziś czasach. Ale czy tylko my? I czy tylko dziś?

Takoż i ten, kto opowiada, niby ja, nie może ani rusz nadążyć za biegiem wydarzeń. Prawdę mówiąc, tak w czasie podróżuje jako mucha w dzbanie. Winem opita łapkami wiosłuje.

Grzegorz Tomicki

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
felieton___KONIEC ŚWIATA W KATOWICACH
OD KOŃCA DO POCZĄTKU
PAWEŁ I GAWEŁ – WYCZEKIWANIE PUENTY

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt