Witryna Czasopism.pl

nr 19 (197)
z dnia 5 października 2007
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | teraz o… | autorzy | archiwum

JEDNYM PROFILEM

W Tekstyliach z 2002 roku redaktorzy „Ha!artu” pisali, że „z socjotechnicznego i krytycznego punktu widzenia nie ma mowy o pokoleniu”, które mieliby tworzyć polscy artyści urodzeni w latach siedemdziesiątych. Słownik miał być subiektywnie przeprowadzoną opowieścią czy też próbą stworzenia migotliwego od różnych kreacji artystycznych dyskursu o współczesnej kulturze słowa pisanego. Jak jest teraz, cztery lata po debiucie Tekstyliów, kiedy do księgarń trafiły Tekstylia bis? I czy jeśli tym razem celem miało być sportretowanie całościowej wizji młodej polskiej kultury, to czy rzeczywiście udało się taki kompleksowy jej obraz odmalować? Otóż niezupełnie.

Tekstylia bis to raczej słownik młodej polskiej kultury w wersji subiektywnej, a w celu całościowego potraktowania tematu należałoby jednak siłą rzeczy przyjąć pozycję jak najbardziej obiektywizującą naszą kulturalną rzeczywistość. Zresztą do programowego subiektywizmu redaktorzy Tekstyliów bis sami się przyznają, czyniąc z niego niejako walor, który przesądza o kreacyjnym charakterze samego słownika. Niektóre zamieszczone w nim hasła zostały potraktowane nieco szerzej niż reszta, inne zaś – skądinąd ważne na mapie kulturalnej Polski – zupełnie pominięto. Moja opinia jest oczywiście także subiektywna i, co więcej, dotyczyć będzie jedynie działu teatr/dramat, jako gdybym wydawała sądy na temat pozostałych działów, byłyby one podszyte jedynie tym, że – jak niejaki Polityk Niewydarzony, bohater Bena Johnsona – nic nie wiem na pewno, ale miewam różne ogólne wrażenia...

O których postaciach ze świata teatralnego Tekstylia bis się rozpisują, a kogo pomijają? Ano w dużej mierze słownik opowiada o mainstreamowym nurcie polskiego teatru i nawet jeśli na głównej ścieżce tej opowieści znajdują się niszowe przystanki, to są to nisze w ramach tego mainstreamu wytworzone i na jego tle doskonale funkcjonujące. Dużym plusem jest oczywiście fakt obecności na łamach słownika teatrów nieinstytucjonalnych i związanych z nimi osób, jednak są to niemal za każdym razem jednostki, które w świecie teatralnym miejsce mają już zapewnione. Wspomniano o teatrach alternatywnych, o inicjatywach kulturalnych szeroko zakrojonych takich jak LeMadame czy Stowarzyszenie Teatralne Łaźnia, o najważniejszych festiwalach i pismach teatralnych. Pominięto natomiast młode grupy teatralne czy teatry, które znajdują się wciąż na marginesie, nawet jeśli obfitującego w nisze, to jednak wiodącego nurtu.

Za symboliczną datę dającą początek „nowemu teatrowi” w Polsce, redaktor działu, Roman Pawłowski, uznał 18 stycznia 1997 roku, kiedy to w warszawskich teatrach równolegle pokazali swoje przedstawienia Grzegorz Jarzyna (Bzik Tropikalny, Rozmaitości – dodam tylko, iż uważam, że nadużyciem jest według mnie określenie przez jednego z autorów działu spektaklu Cokolwiek się zdarzy, kocham cię Przemysława Wojcieszka manifestem generacji po Bziku tropikalnym) i Krzysztof Warlikowski (Elektra z Teatru Dramatycznego). Te dwie premiery stanowią według Pawłowskiego cezurę w historii młodego teatru i może dlatego właśnie, iż obydwaj reżyserzy stanowili do niedawna trzon Rozmaitości, duża część haseł poświęcona została artystom z tymże teatrem związanym: głównie aktorom, ale też poszczególnym przedstawieniom oraz dramatopisarzom i reżyserom, którzy swoje dzieła tkają z krzyżujących się nitek zwiniętych wokół tematyki społecznej. Oczywiście, bezspornym jest, iż TR Warszawa jest niezwykle znaczącą instytucją teatralną, należy jednak pamiętać, że poza nią istnieje jeszcze kilka takich, o których nie wspomniano choćby słowem. I tutaj należałoby może poświęcić nieco uwagi teatrom i osobom działającym w teatrach tańca, ruchu i dryfujących na dalekich obrzeżach dominującej kultury. Dziwi mnie, iż nie wspomniano o Akademii Praktyk Teatralnych Gardzienice (pomimo, że teatr działa od wielu lat, bezustanna rotacja aktorów niewątpliwie go odmładza). Dziwi, że nie ma wzmianki na temat Stowarzyszenia Teatralnego Chorea z Łodzi czy o Teatrze ZAR z Brzezinki. Dziwi, że nie pojawiło się ani jedno hasło z dziedziny teatru lalek czy form cyrkowo-teatralnych albo dotyczące sceny drag. Dziwi wreszcie, że wśród reżyserów nie padło nazwisko Pawła Passiniego.

Spoglądając na zawartość działu dramat/teatr, można by wyciągnąć nieco odkształcający rzeczywistość wniosek, że polskim teatrem współczesnym zawładnęli „brutaliści”, dramatopisarze spod znaku „pokolenia porno”, „młodsi zdolniejsi” i „nowi niezadowoleni”, a teatralny dialog prowadzony jest pomiędzy podobnymi sobie wizjami teatru, które różnią się jedynie kostiumem. Owszem, jak już pisałam, istnieje pewien nurt polskiego teatru, który można określić przy pomocy wspomnianych wyżej haseł, ale nie wyczerpuje on całego spektrum teatralnego. Dlatego mam nieodparte wrażenie, że Tekstylia bis mogły wybrzmieć wieloma tonami, które pominięto, portretując polski młody teatr z pominięciem zakamarków i cieni uwydatniających już widoczne kształty.

Anna Herbut

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
OPTYKA „PROWINCJONALNA”
CZYJ POGRZEB?
W skrócie

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt