Nr 17 (28)
z dnia 12 czerwca 2002
powrót do wydania bieżącego
 
  przegląd prasy       
   

Rita kontra Diana
     
   
– „Rita Baum” –

     Ile Rita (ściślej „Rita Baum”) zawdzięcza filmowej postaci Diane (Selwyn)? Monolog dwóch bohaterek z najnowszego filmu Lyncha, zamieszczony na jednej ze stron [dokładnie 76 nr 5(2002)] w konwencji napisów z filmów epoki kina niemego: „Betty: Mówiłaś, że jesteś Rita…/ Rita: Nie. Jestem Diane Selwyn”, podsuwa niedwuznaczną odpowiedź, że zawdziecza tyle samo co rzeczywistość pozorowi, prawda - udawaniu, a życie – literaturze. Na tej niewidocznej i trudnej do uchwycenia granicy najnowszy numer „Rity Baum” objawia się i przedstawia, ustanawiając jednocześnie jako temat niemożliwą do oddzielenia dialektykę mirażu i realności we wszystkich zakresach: filozofii, literaturze, muzyce, plastyce i tańcu. Samej twórczości wreszcie. A więc zadbano i o praxis, i o meta. Bo też kluczowe miejsca w tekstach obsadzone są refleksją nad aktywnością twórczą człowieka, i wokół niej wszystko, czyli zainteresowanie nasze i nie nasze, tutaj krąży.
     „Ricie Baum”, anonsowanej przez kinową hybrydę, patronuje znakomity zestaw filozofów i wizjonerów: Nietzsche, Blake, Levinas, Kierkegaard, i – główny bohater w tej odsłonie – Charles Fourier. Główny, bo w przeciwieństwie do pozostałych nie tylko omówiony, ale i dopuszczony do głosu. Miłość w cywilizacji tłumaczy Krzysztof Matuszewski, a Analogię i kosmogonię – Damian Leszczyński, przekornie powątpiewający w swoim tekście Furia Fouriera w celowość i potrzebę „odświeżania” Fouriera. Drzewo genealogiczne dadaistów i surrealistów, w którym obok Sade’a, Bellmera i Lautreamonta znalazł się i Fourier, tworzy w Kompanach Fouriera Mar Czer. Tym samym dopełnia popularyzatorski tekst poprzednika i uchyla grę słów zainicjowaną podaniem znaczenia cząstki nazwiska „fou” – znaczy tyleż co „obłąkany” - bo swego bohatera Mar Czer traktuje z powagą i szacunkiem. Widać, że zainteresowanie „kompanów” Fourierem dotyczy raczej wyboru z jego myśli niż systematycznego wykładu i odbywa się na zasadzie zbierania tego, co podobne. A podobne wydają się sprawy traktowania miłości i wyobraźni, krytyka języka i utopijne nadzieje cywilizacyjne. Czy zestawienie Bretona i nieco obłąkanego osiemnastowiecznego filozofa wydało mi się nieporozumieniem, jak to w dedykacji dla tych, którym tak się wyda, sugerował autor? Ani trochę. Na tym jednak historia surrealistów w „Ricie” się nie kończy. Bo Ewa Sonnenberg zaserwowała nam paryski Cocteau coktajl. Całkiem smaczny. I bardzo kolorowy.
     Artykuł Ryszarda Różanowskiego Największy niemiecki artysta od czasów Dürera rozpoczyna serię tekstów przypominających przygasłą już gwiazdę neoawangardowych działań artystycznych – ruch Fluksus, którego Joseph Beuys – przedmiot tegoż artykułu Różanowskiego – był współtwórcą. Rzecz cała w tamtych latach sprowadzała się do zaprzeczania różnicy między życiem a sztuką, upodobnianiem jednego do drugiej, co objawiało się różnego rodzaju działaniami parateatralnymi: happeningami, performance, mail-artem. Na ten temat – sztuki jako terapii osobowości i świadomości, twórczej wolności kontestującej normy społeczne – możemy poczytać jeszcze u Agnieszki Kosterki (Joseph Beuys wobec antropozofii Rudolfa Steinera), u Agnieszki Kłos (Fluksus, czyli wymazywanie tradycji) oraz u Tadeusza Zielichowskiego-Woyniłłowicza (Kilka uwag o Fluksusie). Całkiem sensownie o historii tego, zrodzonego pod koniec lat pięćdziesiątych, ruchu opowiada w Trans-Meetingu Andrzej Dudek-Dürer (przedstawiany jako grafik, performer, artysta multimedialny, kompozytor muzyki elektronicznej, autor filmów video, uczestnik mail-artu) w rozmowie z Mar Czer. Hasła Beuysa: Każdy jest artystą (i zresztą wszystkie działania z kręgu Fluxusu) w jakiejś mierze wyprzedzały ruch hippisowski, pokazywały sztukę jako sposób bycia: kontestację i prowokację jednocześnie. Wychodziły naprzeciw temu, co znosi granicę między udawaniem, reżyserowaniem, teatralizacją a szczerością i autentycznością. Rezerwowały dla siebie przestrzeń heterotopiczną, rozwarstwioną, w której działania artystyczne ujawniają problematyczność m.in. istnienia kulturalnych instytucji, wyznaczania granic tego, co jest sztuką, a co nie, rozluźniają przedziały między polityką, żartem, utopią i działaniami interwencyjnymi, wyraźnie zaangażowanymi w społeczno-polityczną rzeczywistość.
     A potem już mamy nie bloki tematyczne, a kawałki eksperymentatorskie: zabiegi Jerzego Olka i jego uczniów wokół fotografii, feministyczne głosy m.in. o kobietach do zjedzenia Izy Kowalczyk (to kanibalistycznej epopei z „Czasu Kultury” ciąg dalszy) oraz muzyczne i taneczne „terapie duszy” (na przykład opowieść o muzycznej grupie „Faust” w tekście Piotra Paschke C’est Rien de Faust, czyli szalona terapia duszy czy Tango. Opowieść o niespełnieniu w wydaniu Karoliny Królikowskiej). W pewnym sensie granica w tych tekstach między dyskursywnym tekstem a praxis artystyczną staje się mocno podejrzana i ambiwalentna. A pisanie – jednocześnie inscenizowaniem tego, co zapisywane. Tak jest z pewnością w manifestach i fotografiach Jerzego Olka, swoistych rozrachunkach z potocznym wyobrażeniem o rzeczywistości i naszym jej postrzeganiu. Ciekawe są te eksperymenty na percepcji, w których zachwianiu ulega pewność, co do tożsamości, jednorodności osoby i zewnętrznego świata, gdzie żadne obrysowania i odgraniczenia nie gwarantują całości i formy, bo – jak pisze autor w nie-neo i nie-post – „Czyż nie żyjemy w świecie złudzeń – rozmaitych iluzji, omamów i zwidów, które obudowując nas coraz bardziej rozczłonkowanym labiryntem, zdają się obiecywać nieograniczone możliwości, choć tak naprawdę doprowadzają do nieuniknionej konstatacji, że wyboru właściwie nie ma” (s. 82). Zaczynała „Rita” od utopijnych projektów człowieka twórczego – zwłaszcza w programie Beuysa, surrealistów i Fouriera, by dojść do współczesnego obrazu człowieka i świata – zmultiplikowanego, iluzorycznego ze wszech miar? Gdzie Rita to Diana, a Diana to Rita? Bo jesteśmy nie w odbiciu, ale w odbiciu udającym ciągle inne odbicia – jak sugeruje Jerzy Olek.
     





wersja do wydrukowania

zobacz w najnowszym wydaniu:
Może się zacznie robić ciekawie…
Ukąszenie popowe
Co myśli dziewczyna, która unosi sukienkę?
„Dlatego” bardziej „Tylko Rock”
Rokendrol w państwie pop
KAKTUS NIE Z TEJ CHATKI
POTOP POP-PAPKI
WIĘCEJ NIŻ DWA ŚWIATY
Czas kanibalów
Przystanek „Paryż”
Spodziewane niespodzianki
Złudny i niebezpieczny
Faszyzm czai się wszędzie
OD KOŃCA DO POCZĄTKU
O muzyce do czytania i gazecie do słuchania
Dreptanie wokół czerwonej zmory
Rozkoszne życie chełbi
Emigranci, krytycy i globalizujące autorytety
Zielono mi
Roczniki siedemdziesiąte?
Od rytuału do boiska piłkarskiego
O potrzebie rastryzmu
Sen o Gombrowiczu
Pozytywnie
Manewry z dźwiękami
Kochajmy zabytki (czasopiśmiennictwa) – tak szybko odchodzą
Co tam, panie, na Litwie?
Literatura – duch fartowny czy hartowny?
Nostalgiczne klimaty
Wyostrzony apetyt
Szanujmy wspomnienia
Papier kontra ekran
Nie zagłaskać poety
Papier czy sieć?
Rutynowe działania pism fotograficznych
Papiery wartościowe
Kolesiowatość
MODNA MUZYKA NOSI FUTRO
Semeniszki w Europie Środkowo-Wschodniej
Zimowa trzynastka
Popkultura, ta chimeryczna pani
Patron – mistrz – nauczyciel?
Słodko-gorzkie „Kino”
O produkcji mód
Gorące problemy
GDY WIELKI NIEMOWA PRZEMÓWIŁ
Bigos „Kresowy”
W TONACJI FANTASY Z DOMIESZKĄ REALIZMU
KRAJOBRAZ MIEJSKI
Z DOLNEJ PÓŁKI
KINO POFESTIWALOWE
MATERIALNOŚĆ MEBLI
ŹLE JEST…
NOSTALGIA W DRES CODZIENNOŚCI UBRANA
MŁODE, PONOĆ GNIEWNE
WIEDEŃ BEZ TORTU SACHERA
JAZZ NIE ZNA GRANIC
WIDOK ŚWIATA Z DZIEWIĄTEJ ALEI
KINO I NOWE MEDIA
PO STRONIE WYOBRAŹNI
AMERYKAŃSKIE PSYCHO
CZEKAJĄC NA PAPKINA
MUZYKA, PERWERSJA, ANGIELSKI JĘZYK
SZTUCZNE CIAŁA, CIAŁA SZTUKI
IKONY, GWIAZDY, ARTYŚCI
MÓWIENIE JĘZYKIEM TUBYLCÓW
CZAS OPUŚCIĆ SZKOŁĘ
MAŁA, UNIWERSALNA
Baronowie, młodzi zahukani i samotny szeryf
ROZBIĆ CODZIENNOŚĆ, ALE NAJPIERW JĄ WYTRZYMAĆ
TECHNO, KLABING, REKLAM CZAR
NASZE ULICE
Z SOPOTU I Z WIĘCBORKA
KRAJOBRAZ PO GDYNI
O TZW. WSZYSTKIM – W „POZYTYWNYM” ŚWIETLE
KOMPUTER DO PODUSZKI?
NA USŁUGACH CIAŁA
WALLENROD Z KOMPLEKSAMI
PARADA STAROŚCI
INKOWIE A SPRAWA POLSKA
CZAROWNYCH CZAROWNIC CZAR
POSZUKIWACZE ARCHITEKTURY OBIEKTYWNEJ
2002 W KINIE
GADKI KONIECZNIE MAGICZNE
Widoki z pokoju Morettiego
NIE REWOLUCJA, CHOĆ EWOLUCJA
CZAR BOLLYWOODU
ALMODOVAR ŚWINTUSZEK, ALMODOVAR MORALISTA
NIEJAKI PIRELLII I TAJEMNICA INICJACJI
W BEZNADZIEJNIE ZAANGAŻOWANEJ SPRAWIE
GANGSTERZY I „PÓŁKOWNICY”
WYRODNE DZIECI BACONA
CO TY WIESZ O KINIE ISLANDZKIM?
BYĆ JAK IWASZKIEWICZ
MŁODY INTELIGENT W OKOPIE
O PRAWDZIWYCH ZWIERZĘTACH FILMOWYCH
JEDNI SOBIE RZEPKĘ SKROBIĄ, DRUDZY KALAREPKĘ
ZJEŚĆ SERCE I MIEĆ SERCE
DON SCORSESE – JEGO GANGI, JEGO FILMY, JEGO NOWY JORK
PONIŻEJ PEWNEGO POZIOMU… ODNOSZĄ SUKCES
ANTENOWE SZUMY NOWE
BOOM NA ALBUM
O BŁAZNACH I PAJACACH
EKSPRESJA W OPRESJI
BARIERY DO POKONANIA
UWAŻAJ – ZNÓW JESTEŚ W MATRIKSIE
NATURA WYNATURZEŃ
ZABAWNA PRZEMOC
DLATEGO RPG
WIEKI ALTERNATYWNE
CZARODZIEJ MIYAZAKI
DYLEMATY SZTUKI I MORALNOŚCI
WYMARSZ ZE ŚWIĄTYNI DOBROBYTU
MUZA UKRYTA I JAWNE PRETENSJE
BO INACZEJ NIE UMI…
PORTRET BEZ TWARZY
BYĆ ALBO NIE BYĆ (KRYTYKIEM)
MODLITWA O KASKE
ZA KAMERĄ? PRZED KAMERĄ?
CZY PAN KOWALSKI POJEDZIE DO WARSZAWY?
OSTALGIA, NOSTALGIA, SOCNOSTALGIA
TORUŃSCY IMIGRANCI
OFFOWA SIEĆ FILMOWA
BO TO ZŁA KOBIETA BYŁA...
O femme fatale i innych mitach
Z GAŁCZYŃSKIM JAK BEZ GAŁCZYŃSKIEGO
KONFERANSJERKA
CZYTANIE JAKO SZTUKA (odpowiedź)
BERLIŃSKIE PRZECHADZKI
GRY WOJENNE
WYDZIELINY NADWRAŻLIWOŚCI
ŚMIERĆ ADAMA WIEDEMANNA (polemika)
MIĘDZY MŁOTEM A KILOFEM
DEMONTAŻ ATRAKCJI
POPATRZEĆ PRZEZ FLUID
W CIENIU ZŁOTYCH PALM
3 X L – LIBERATURA, LESBIJKI, LITERNET ALBO LOS, LARUM, LITOŚĆ
(a do tego: pracy precz!)
WSZYSCY Z HRABALA
NA CZYM GRASZ, CZŁOWIEKU?
FILM W SZKOLE, SZKOŁA W FILMIE
MARTWA NATURA Z DŹWIGIEM
ROGI BYKA, NERWICE I ZIELONY PARKER
ZMIERZCH MIESIĘCZNIKÓW
CZARNOWIDZTWO – CZYTELNICTWO
DALEKO OD NORMALNOŚCI
NIE-BAJKA O ODCHODACH DINOZAURA
ŁYDKA ACHILLESA
DLACZEGO KOBIETY WIĘCEJ…?
LIBERACKI SPOSÓB NA ŻYCIE
PRORADIOWO, Z CHARAKTEREM
KOSZMAR TEGOROCZNEGO LATA
KRAKOWSKIE FOTOSPRAWY
PROBLEMY Z ZAGŁADĄ
CZAS GROZY
KOMU CYFRA?
APIAT’ KRYTYKA
NASZA MM
UWIERZCIE W LITERATURĘ!
W POSZUKIWANIU UTRACONEJ TOŻSAMOŚCI
ZA GÓRAMI, ZA DECHAMI…
FRAZY Z „FRAZY”
TARANTINO – KLASYK I FEMINISTA?
UTRACIĆ I ODZYSKAĆ MATKĘ
WIELE TWARZY EUROCENTRYZMU
IRAK: POWTÓRKA Z LIBANU?
NIEPOKOJE WYCHOWANKA KOMIKSU
I FOTOGRAFIA LECZY
STANY W PASKI
MIĘDZY MŁOTEM RYNKU A KOWADŁEM SENSU
POŻYTKI Z ZAMKNIĘTEJ KOPALNI
CZACHA DYMI...
DYSKRETNY UROK AZJI
PODZIELAĆ WŁASNE ZDANIE
FORUM CZESKIEGO JAZZU
NADAL BARDZO POTRZEBNE!
KONTESTACJA, KONTRKULTURA, KINO
PIĘKNE, BO PRZEZROCZYSTE
DEKALOG NA BIS
SPAL ŻÓŁTE KALENDARZE
WYBIJA PÓŁNOC?
A PO KAWIE SADDAM
TRZECIE OKO
ANGLIA JEST WYSPĄ!
CO W ZDROWYM CIELE
CHASYDZKI MCDONALD JUDAIZMU?
PEJZAŻE SOCJOLOGICZNE
SZTUKA CODZIENNOŚCI SZUKA
PASJA
KOGO MASUJĄ MEDIA?
DWAJ PANOWIE A.
NOWA FALA Z ZIARENEK PIASKU
ULEGANIE NA WEZWANIE
BERLIN PO MURZE
I WCZORAJ, I DZIŚ
MOJE MIASTO, A W NIM...
WYNURZAJĄCY SIĘ Z MORZA
TYLKO DLA PAŃ?
TAPECIARZE, TAPECIARKI! DO TAPET!
NIE TAKIE POPULARNE?
FOTOGRAF I FILOZOF
MODNIE SEKSUALNA RITA
KONTAKT Z NATURĄ KOLORU
MATKI-POLKI, PATRIOCI I FUTBOLIŚCI
POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI PO HUCULSKU
NARODZINY SZPIEGOSTWA
ZJEDNOCZENIE KU RÓŻNORODNOŚCI
NIEPEWNI GRACZE GIEŁDOWI
„KOCHAĆ” – JAK TO ŁATWO POWIEDZIEĆ
MADE IN CHINA
Proza pedagogicznych powikłań
„NIE MA JUŻ PEDAŁÓW, SĄ GEJE”
MY, KOLABORANCI
zobacz w poprzednich wydaniach:
OFFOWA SIEĆ FILMOWA
„NIE MA JUŻ PEDAŁÓW, SĄ GEJE”
ŹLE JEST…