Witryna Czasopism.pl

nr 14 (192)
z dnia 20 lipca 2007
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

PIERWSZE CZYTANIE

Kiedy trafia do naszych rąk nowy numer pisma kulturalnego, możemy na kilka sposób zapoznawać się z jego treścią. Wśród nich jest poszukiwanie podskórnego nurtu, który biegnie przez większość (a przynajmniej wyraźną część) zamieszczonych tekstów. Innym sposobem jest rekonstruowanie ramy, która obejmuje szkice, artykuły czy felietony. W każdym razie chodzi o coś, co wyrasta poza sensy poszczególnych tekstów, co nie jest sensem ich sumy – o co zresztą chyba byłoby trudno – a co jest utajonym życiem, które wybucha w zetknięciu się na pozór osobnych wobec siebie treści. Czy tak skomponowany numer pisma to dzieło przypadku? Czy raczej świadoma praca redaktora naczelnego? Pewno jedno i drugie, a po trosze i trzecie. Dobry naczelny tak dobiera teksty, by składały się one na sensowną całość, by nie były chaotycznym zbiorem wierszy, opowiadań i szkiców, z ich zestawienia tworzy pewną strukturę. To jasne, że klucz do niej może być znany tylko jemu, a czytający odkrywa lub nie na własną rękę niezaprojektowane sensy. Sprawa wydaje się prostsza w przypadku tzw. numerów monograficznych – z góry niejako narzuca się nam sposób odczytywania, podając motyw czy temat przewodni, zapisany jako hasło numeru. Bywa i tak, że redaktor komponujący numer może jedynie przeczuwać to, co w lekturze będzie dane czytelnikowi, a co złoży się na znaczenie wyższego porządku. Tu często kryje się to „trzecie” – odrobina przypadku, odrobina świadomości redaktora i z pomieszania obu elementów wyłania się coś nowego, co odkryć może czytelnik, bo to właśnie on jest niezwykle ważną instancją w projekcie nadawania sensów. Trzeba jednak czytelnika uważnego i często cierpliwego, który nie prześlepi dodatkowych znaczeń, sekretnych układów między wątkami różnych tekstów, który pochwyci niewidzialne nitki sensów.


***

Zanim więc stanę się czytelnikiem idealnym, zanim wejdę w rytm niespiesznego odczytywania tekstów na nowo i łapania nitek, jakie można by związać w supełek – centrum naddanych znaczeń, przeglądam najnowszy [1-2 (69-70) 2007] numer „Kresów”. Pierwsze zaskoczenia związane są z poetami i interpretatorami ich poezji. Owych spotkań – czytelników-interpretatorów z wierszami – jest tu wyjątkowo dużo. Anna Spólna swoim szkicem Poezja pożegnań. Trzy cykle epicedialne z Kochanowskim w tle wprowadza nas w tematykę – która znajdzie w kolejnych tekstach swoje na różny sposób odczytania – oscylującą wokół śmierci. W wierszach, którym się przygląda, śmierć już się dokonała i ważne jest wszystko to, co zaczyna się dziać lub toczy się dalej po niej, ważne dla tych, co zostali i opłakują stratę, dla tych, u których praca żałoby dopiero się rozpocznie. Potem wkraczamy w krąg tekstów, które redakcja, wyrzucając nazwiska na pierwszą stronę okładki, zgrupowała wokół hasła: poezja wobec śmierci. Poezja wobec śmierci, tu trzeba by dodać: wobec doświadczenia śmierci, to mówiąc słowami zaczerpniętymi ze szkicu Pawła Panasa Herbertowe ars moriendi. Propozycja lektury wiersza „Ostatnie słowa” „wiersze ostatnie”. „Wiersze ostatnie” to próba „wyrażenia niewyrażalnych w istocie granicznych doświadczeń egzystencjalnych”, takich jak: ból, cierpienie, konanie czy sama śmierć w lirycznych strofach. Tytułowa propozycja lekturowa kryje w sobie zabieg wpisania wiersza Herberta „Ostatnie słowa” w lekturę intertekstualną. Sięga więc Panas po „wiersze ostatnie” innych poetów, Aleksandra Wata i Miroslava Holuba, i próbuje szukać paraleli, które wzbogacają interpretację, bo jak sam pisze: „»wiersze ostatnie« (...) Herberta mogą być czytane osobno, ponieważ posiadają swój wyraźny i autonomiczny sens. Taka lektura wystarczy, ale nigdy nie będzie pełna, coś pozostanie poza jej zasięgiem i tym czymś będzie ów podskórny nerw łączący tak różne, ale i jednocześnie podobne do siebie »teksty«, jak poezja Wata, Herberta czy Miłosza”. O „wierszach ostatnich” Marzanny Kielar i za każdym razem odmiennym obrazowaniu śmierci pisze Urszula M. Łebkowska („Linia śniegu” i „liściowe blizny”. Poezja Marzany Kielar), Paulina Czwordon (Druga twarz niepamięci) przekonuje natomiast, że w poezji Ficowskiego „spoglądanie w śmierć nie przeszkadza (...) spokojnemu spoglądaniu w życie”. Na tym nie kończą się spotkania interpretatorów z poetami i ich wierszami, na łamach „Kresów” znajdziemy także Mirona Białoszewskiego, Krystynę Miłobędzką czy Tomasza Różyckiego. Zainteresowani poezją w stanie czystym, bez komentarza, być może pośród licznych strof rozsianych po całym numerze odkryją własne fascynacje.

Rzucają się też w oczy dwie rozmowy, jakie przeprowadził z Adolfem Juzwenką („Nie wolno chować głowy w piasek”) i Borysem Woźnickim (Całe życie wychowuję władze) Piotr Kosiewski, o Lwowie. Już teraz, po pierwszym czytaniu, wiem, że tak naprawdę w tych rozmowach chodzi o coś więcej niż o miasto, o którym nie tylko z sentymentem, ale i z resentymentem myśli wciąż wielu Polaków. W tym przekonaniu utwierdza bezsprzecznie tekst Ewy Klekot Wspólne dziedzictwo jako symbol. Lwów jest dziedzictwem zarówno dla Polaków, jak i dla Ukraińców. Czy uda się sprawić, by stało się ono dziedzictwem wspólnym?

Na koniec jeszcze jedna notatka, którą pozwalam sobie uczynić z myślą o powtórnym, dogłębnym i czujnym czytaniu. Dwa teksty, rozdzielone od siebie kilkudziesięcioma stronami. Mirosław Dzień i jego Esej o umierającej niewinności. Rok 2006. A w nim takie oto fragmenty: „Sztuka przestając być niewinną od razu zaczyna dryfować na obrzeża. Woli makabrę i wynaturzenia od światła i harmonii. Woli być dziwną od prawdziwej. Woli zabawiać się z widzem, czytelnikiem, słuchaczem niż prostować ścieżki jego egzystencji.”

„Nie ma innego sposobu na uniewinnienie Sztuki, jak głęboka wewnętrzna zmiana tych, którzy są jej kreatorami. Naglącą jawi się potrzeba powrotu do Niewinności; tej Niewinności, której znamionami będzie ponowne odkrycie Dobra jako zasady porządkującej ludzką aktywność we wszystkich jej wymiarach. Z tego oddziaływania nie może zostać usunięta działalność artystyczna.”

Bohaterowie tekstu Aleksandry Skrabek La Poupée i inne lalki to także kreatorzy sztuki. A są to artyści, którzy za motyw swojej twórczości wykorzystali kobietę-lalkę, w ten sposób pogłębiając zainteresowania cielesnością i seksualnością, nie zawsze, czy lepiej może powiedzieć – prawie wcale nie uwznioślając ich. Kim są zatem: Hans Bellmer, Giorgio de Chirico, Kazimierz Mikulski, Balthus, Jerzy Nowosielski, Araki Nobuyoshi, Andrzej Turowski, Sławomir Rumiak – zbłąkanymi artystami, którzy powinni prostować swoje ścieżki i wrócić do Niewinności? Wszak, jak pisze Skrabek, „upodobali sobie tematy piekielne, wszelką drapieżność, perwersje seksualne, okrucieństwo i sadyzm.”

Agnieszka Kozłowska

Omawiane pisma: „Kresy”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
felieton__CZESŁAWA MIŁOSZA ŻYCIE W „ZESZYTACH”
DALEKO OD NORMALNOŚCI
JEŚLI KOŁAKOWSKIEGO NIE MA...

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt