Witryna Czasopism.pl

nr 7 (185)
z dnia 5 kwietnia 2007
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

FORMA LABIRYNTU

„Ciemne jest poczęcie. Najpierw wzniosła nadzieja / ocalenia, rodzenie z niczego. Potem / coś się załamuje: wizja kostnicy, / gnijących ciał, rozkładających / się łon / atakuje umysł; pokolenie, / które wyszło z okopów nigdy już nie odzyska utraconej niewinności. / Nie wróci do miejsc swego dzieciństwa.

Sto lat temu umarł człowiek / stara księga przemian wspomina coś o tym / człowiek musi się urodzić / płodzić / jeść / A potem zgnić, sczeznąć / na starą jak świat chorobę / przemijania” (wiersze K. Karaska Deutsches requiem oraz Pocałuj w usta Rimbauda)


Są rzeczy na niebie i na ziemi, które nie śniły się (ponoć) naszym filozofom. A biegnąca naprzód kultura swą miazmatyczną bezcelowością pozbawia nas resztek snu. Odesłaliśmy już do lamusa byt, Boga, człowieka, uczucia wyższe, wspólnotę, całość, uniwersalność. W miejsce pytań postawiliśmy demontaż tradycji, dekonstrukcję pojęć, unifikujące spojrzenie różNICy. Patrząc wstecz, widzę już tylko jedną linię scalającą historię Europy – manicheizm. Który deprecjonuje ciało, materię, somę. Który wynosi na piedestał instrumentalny rozum, wirtualną psyche, nic nieznaczące simulacra.

Ja także cierpię na bezsenność. Bezsenność pełną niepokojów, lęków, mnożących się wątpliwości. I szukam snu: głębokiego, mrocznego, w którym spoczywa jądro wiecznego człowieka.

Wtajemniczeniem w sen stał się dla mnie ostatni numer „Kontekstów” (nr 3-4/2006), poświęcony twórczości Magdaleny Abakanowicz. Periodyk, którego wiernym towarzyszem jestem od dawna, urzekł mnie tym razem swoją morfologią: siatką zdjęć, rozgałęzionymi korytarzami szkiców, otwartym charakterem. To swoista morfologia-monografia, pozwalająca na niespieszną przechadzkę wespół z Abakanowicz, wespół z jej komentatorami czy z samym sobą.

Punktem wyjścia mojej lektury stał się tekst Michaela Brensona pt. Magdalena Abakanowicz i nowoczesna rzeźba. Umieszczony w centrum „Kontekstów”, stanowi ich serce, jest osią zwijającą i rozwijającą dalsze komentarze. Brenson, amerykański krytyk, kurator i wydawca, śledzi genealogię twórczości Abakanowicz, stara się zrekonstruować jej jawne i niejawne nawiązania, osadzić ją w kontekście historii, tradycji i kultury. Wskazuje przy tym przede wszystkim na Rodina, Brancusiego i Beuysa, a przez to odsłania jedną z najbardziej charakterystycznych cech prac Abakanowicz – zdolność zamieszczania w nich „syntezy całości kultury”.

To piękne i nieco odmienne spojrzenie odesłało mnie także do innych, bardziej ideowych niż artystycznych, nawiązań. Albowiem nie mogę oprzeć się wrażeniu objawiania się jednej wspólnej siły w pracach i Abakanowicz, i Bellmera, i Teilharda de Chardin. Każdy z nich na swój sposób pochyla się nad tajemnicą materii, kontempluje to, co najbardziej naturalne. Widzi świat poprzez zmysł pełni, kosmiczną syntezę energii i życia. Waloryzuje to, co w naszej kulturze od zawsze (czy niemal od zawsze) było zapomniane i odrzucane. Abakanowicz góruje jednak i nad Bellmerem, i nad Teilhardem. Bellmer opisuje tylko erotyzm, wyłączając ze swych prac inne formy doświadczenia antropologicznego. Teilhard jest naiwnym optymistą, wierzącym w człowieka, postęp i ewolucję. Ich zmysł pełni wydaje się lokalny, wybiórczy. Abakanowicz zaś, także ta wyłaniająca się z kart „Kontekstów”, unika niebezpiecznych raf jednostronności.


RELIEFY

Obraz pierwszy według Suzanne Landau


„Kiedy nauczyłam się posługiwać przedmiotami, kozik stał się moim nieodłącznym towarzyszem. Kora i patyki były pełne tajemnic. Potem i glina.” (Abakanowicz).

„Pod wpływem powabu metali (…) przywiązałem się do okruchów i przedmiotów wyrabianych w fabrykach. Minerały pociągały mnie w stronę rzeczywistości ogólnoziemskiej. (…) [T]ym, co przez całe życie skłaniało mnie zawsze do badania (…) skał magmowych i szelfów kontynentalnych, była zawsze nienasycona potrzeba zachowania kontaktu (…) z powszechnym źródłem czy osnową bytów.” (fragment Serca materii P. Teilharda de Chardin SJ)

Jeśli wierzyć dawnym mistykom, Bytu doświadcza się przede wszystkim na pustyni. Nie ważne czy będzie to pustynia geograficzna, czy pustynia serca. Choć – mutatis mutandis – pustynie te powinny zlewać się w jedno. Właśnie twórczość Abakanowicz jest taką pustynią. Ciosaną z kamienia pierścieniową konstrukcją Negev, trójwymiarowym obrazem energii, egzystencji i poezji. Jej tworzywo to przede wszystkim miejsce, którego architekturę i morfologię należy odkryć, wysłuchać. To wtopienie się w świat, kreacja w miejsce autokracji. To powrót do figur z Wysp Zielonego Przylądka.


Obraz drugi według Abakanowicz


„Dopiero mówiąc o sobie, mówi się o całym świecie. Ważne, żeby to było prawdziwe wyznanie; wtedy może się stać odkryciem” (Abakanowicz).

Dzięki „Kontekstom” pojąłem wreszcie, co tak bardzo niepokoiło mnie w twórczości polskiej artystki. Sądzę, choć nie mam na to baterii argumentów, że był to zawarty w tych pracach „autyzm”; „autyzm”, którego także i ja padłem ofiarą. Sztuka Abakanowicz to maestria śladów, wyznań nie-wprost, dyskretnych spowiedzi. To zapis bolączek, jakie w dzisiejszej (ale czy tylko dzisiejszej?) dobie trapią wrażliwych, zapatrzonych wstecz, wykorzenionych. Ów lęk, o którym wspominałem wyżej, wypływa ostatecznie z trudnego do okiełznania paradoksu: skoro żaden wytwór nie może być nigdy bardziej autentyczny od twórcy, to co począć z ludźmi, którzy zamiast siebie zostawiają innym swe ślady-wytwory?


Obraz trzeci według Niej Samej


„Nie lubię reguł i przepisów. Są wrogami wyobraźni” (Abakanowicz).

Sztuka Abakanowicz to także maestria koczownika. Strategia wierności sobie, buntu wobec uświęconych konwenansów, przepisów, mód. Obraz wyłaniający się z prowadzonych w „Kontekstach” narracji ukazuje polską rzeźbiarkę jako nomadę od początku zmagającego się z przeciwnościami losu, szkoły czy instytucji. Zasługą zebranych w piśmie tekstów jest odsłonięcie osobistych refleksów, pozostawionych przez artystkę na abakanach, rzeźbach, arborealach. Zasługą jeszcze większą jest uniknięcie taniego biografizmu, podszytego psychoanalizą czy resentymentem. Zderzenie Sobości z regułami pokazuje, jak należy czytać pęknięte morfologie figur bez twarzy.


Obraz czwarty według Mary Jane Jacob


„Kwiaty celebrują narodziny i piękno. Mają ponadto praktyczne znaczenie, służące celom leczniczym. Kwiaty Abakanowicz nie są produktami uprawy ogrodnika, to dzikie kwiaty” (Abakanowicz).

Abakanowicz bada naturę. Utożsamia kobiece genitalia z jaskiniami i pęknięciami skał, falistość wzgórz z urodzajem i płodnością, kwiaty z okrąglakiem, ciałem, brzuchem. Jej droga, od abakanów do arboreali, to droga od natury do natury. Trajektoria tej drogi przebiegła przez samo serce człowieka. Od witalizmu do pytania o ludzką kondycję, pytanie o cielesność, nadzieję. Flos vitae to nie tylko symbol serii wczesnych prac. To również motto dla całej twórczości polskiej artystki. Siła człowieka pozostaje ukryta w jego łączności z przyrodą; tylko natura może ocalić.


Forma labiryntu


„Kto chodzi na głowie, Panie i Panowie – ten, kto chodzi na głowie, ma pod sobą niebo, a za sobą przepaść. Panie i Panowie, jest dzisiaj powszechnym zwyczajem zarzucać sztuce jej ciemność” (passus z Meridianu P. Celana). Tej zaś przyporządkowana jest jakaś dal lub obcość. Obcość przynajmniej podwójnego sortu. Mówiąc inaczej, podwójna obcość zdążająca w tym samym kierunku (w kierunku Innego-we-Mnie). Właśnie za taki, daleki i obcy, uznaję ostatecznie abakanowiczowski numer „Kontekstów”. Po jego lekturze na usta ciśnie się tylko jedno wyznanie: zamilknąć, nie mówić nic, od-mówić.

Marcin M. Bogusławski

Omawiane pisma: „Konteksty. Polska Sztuka Ludowa”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
„RZEŹBIENIE” RILKEGO
„ROB” ROY
ANTENOWE SZUMY NOWE

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt