Nr 4 (86)
z dnia 2 lutego 2004
powrót do wydania bieżącego
 
  przegląd prasy       
   

SPAL ŻÓŁTE KALENDARZE
     
   

     Kalendarz ścienny to, często ozdobny, chronologiczny zapis dat, ważnych świąt itp., to praktyczna pomoc w planowaniu przyszłości, rzecz niekoniecznie nieodzowna, ale przyjemna w użyciu. Gdy się o użyciu pamięta. A styczniowy „Foto-Pozytyw” przyciąga wzrok okładką: japoński chłopiec – aktor kabuki w pełnej charakteryzacji patrzy przed siebie nieobecnym wzrokiem (autor: Hiroshi Wanatabe). Fotografia na pierwszy rzut oka raczej nie nadaje się na kalendarz. Chociaż, kto wie? W sumie wszystko nadaje się na kalendarz, zależy na czym komu zależy.
     
     Pozytywne emocje
     O kalendarzu Pirelli wszyscy słyszeli, większość widziała, więc wiadomo, o co chodzi. O sztukę, o kobiety piękne, a w każdym razie – ładnie uformowane. Rokrocznie ma miejsce wielka akcja rozdawania tego gadżetu, oceniania artystycznego poziomu snobistycznego, lecz jakże praktycznego wynalazku i dawania do zrozumienie obdarowanym, że są lepsi od innych. Można przyjąć kalendarzowo dowolny punkt widzenia: marketingowy, czysto użytkowy, lub spojrzeć na całe zjawisko z wyżyn prawdziwej, rokującej na przyszłość (konkretnie – 12 miesięcy) sztuki.
     Akcja promocyjna okazała się na tyle skuteczna, że wiele firm postanowiło się w kwestii kalendarzy dookreślić. Doszło do tego, że nawet zupełnie prywatni twórcy swoim prywatnym znajomym produkują kalendarze, co jest szczególnie miłe i urocze. A czasem nawet bardzo dobre. Zasada jest taka sama – należy wzbudzać pozytywne emocje: dzień w dzień, miesiąc w miesiąc.
     Oprócz emocji nieodzowne są w takim wypadku także pozytywne skojarzenia. Kalendarz firmy Lavazza stawia, rzecz jasna, na kawowe konotacje, a szczęśliwcom, którzy otrzymują jej kalendarz, stawia również sensowną ilość kawy.
     W tym roku już dwunasty kalendarz Lavazzy wyruszył w świat. Jego historia jest krótsza niż najsłynniejszego kalendarza, o którym była mowa, lecz jest on równie prestiżowy. Bo nad formułą zawsze pracują zawodowcy, sławy nawet, a fotografie traktowane są poważnie, zaś koncepcje obowiązkowo są twórcze oraz zaskakujące. I – jak zwykle – najbardziej zaskakujące są wizerunki pięknych kobiet.
     U zarania dziejów kalendarza Lavazza zdjęcia były bliższe fotoreportażowi, zawsze coś się na nich działo. Tło było naturalne, kawa zaś była smacznym pretekstem, a dla podkreślenia pretekstu używano tylko czerni i bieli. Każda z fotografii przedstawiała anegdotę i przesłanie, że bez tej konkretnej kawy wprost nie da się żyć. Tak fotografowała Ellen von Uwerth. Rok 1996 również zrealizował reporter z krwi i kości, konkretnie: Ferdinando Scianna. On także stawiał na opowieść, całe kadry – prawie portretowe, poprawność ujęć, ciekawe kontrasty świetlne uwypuklające urodę pań, no i te filiżanki firmowe! Klasyka. W dobrym gatunku (bez śmietanki).
     Autor artykułu o kalendarzu Lavazza, Andrzej Zygmuntowicz, ma mu tylko za złe to, iż w żadnej z filiżanek nie czai się nawet kropla kawy. Rzeczywiście, trochę szkoda.
     Potem był za to cały filiżankowy kingsaiz. Przygotowano bowiem naczynia, kostki cukru i łyżeczki w gigantycznych rozmiarach, a obfotografował to, przy walnym udziale modelek, Albert Watson. I tak to sobie z biegiem lat ewoluowało…
     
     Kawa się nadawa
     Żeby zobrazować dwanaście kolejnych miesięcy, nieustannie poszukiwano rozwiązań formalnych. Pojawiają się więc w końcu zdjęcia kiczowate, coraz mocniej zbliżone do fotografii mody. Jest tu jedno takie, nader charakterystyczne, z białą panią w bikini z rakietami w dłoniach i z czarnym panem kulturystą na podeście. Na tym zdjęciu ona ujęta została bez głowy, a on jest tylko umięśniony i błyszczący. Naprawdę nie wiadomo, co ma tu kawa do rzeczy, ale jakieś rozwiązanie to chyba jest, bo rakiety nazywają się (jakżeby inaczej!) Lavazza.
     Fotografie tego typu pojawiają się od roku 2002. Wtedy właśnie następuje radykalna zmiana w stylistyce kalendarzy. Niestety. Zdjęcia stają się kolorowe (nazbyt nawet), a ich autorzy to wyłącznie słynni specjaliści od mody, mocno korzystający ze wsparcia komputerowego. Zupełnie porzucono rzeczywistość jako punkt odniesienia.
     Odtąd kalendarze tej firmy są zbiorami całkowicie wykreowanych sztucznych światów. Modelki – jak manekiny, a kawa, lepiej nie mówić (nie pisać i nie popijać…)
     Taka wizyjno-wirtualna przyjemność zwirtualizowanych artystów dla wirtualnych odbiorców. David LaChapelle był pierwszym, którego modelki wyglądały jak nadmuchane lalki (podobno zwisały z żyrandola!), a kawa nie wyglądała wcale.
     Wizja perwersyjnej przyjemności bez przyjemności to koniec gier w smakowe skojarzenia, można za to grać z wyobraźnią w landrynkowy sex shop. Na miejscu kawy lavazza możny by się obrazić. No, ale kawa się nie obraziła, bo marketing nie zna takich uczuć, marketing sprzedaje produkt i robi koniunkturę!
     Zaś „komiks dla dorosłych” – jak słusznie nazywa ów foto-trend autor, ma nade wszystko służyć nowym odbiorcom. Chęć pozyskania młodych klientów najwyraźniej przysłania inne wartości, odsłania inne kody wizualne, gdzie królują sztuczni bohaterowie masowej wyobraźni.
     Zeszłoroczny kalendarz jest wyważony, a temat ma całkiem klasyczny: kobieta i naczynia. Do kawy. Ona – ubrana w filiżanki i spodeczki przyssane do ciała – jest świetną propozycją dla miłośników surrealistycznych marzeń sennych. Na przykład: ładna pani stoi po biodra w ciemnym płynie skąpo przybrana łyżeczkami i mimo wszystko wygląda po ludzku. Ale zawsze można zamknąć oczy.
     
     Co się komu podoba
     Dla przypomnienia: kalendarz ścienny to chronologiczny zapis dat, ważnych świąt itp., w sumie – ozdoba i praktyczna pomoc w planowaniu przyszłości, rzecz niekoniecznie nieodzowna, ale przyjemna w użyciu. Gdy się o użyciu pamięta. Można traktować kalendarz jako ornamentalny gadżet, firmową pamiątkę, wyznacznik przynależności klasowej czy finansowej, podporę snobistycznych dążeń lub wręcz jak misję. Zależy od punktu oglądu.
     Punkt oglądu ostatniego kalendarza należy do masowej wyobraźni, której uwagę bezwzględnie należy przykuć. Na jednym z prezentowanych przez „Foto-Pozytyw” tegorocznych zdjęć Pan Filiżanka niesie sobie panią w szpilach á la Barbarella po Marsie, pardon – po „tajemniczej planecie espresso”, czerwonej i skalistej. Niesie ją jak pannę młodą, ale pismo nie podaje, który miesiąc reprezentuje Pan Filiżanka i dlaczego on jest w filiżankowym kombinezonie, a ona w negliżu. Protestuję! Planeta wygląda na nieprzyjazną i nie wysłałabym na nią nikogo, nawet za cenę dobrej kawy.
     Tak oto kalendarze teraz promują markę i dobrą fotografię przy okazji. Zatem, korzystając z koniunktury, „Foto-Pozytyw” przypomina, jakby mimochodem, że też dysponuje takowym. Wspomina jeszcze o kalendarzach Olympusa (tylko 300 egz. w kraju), całego w klasyczne fotografie kobiet Joachima Baldauf, a potem już konkretnie: wśród tych, którzy zaprenumerują miesięcznik, będzie losowany oryginalny, niepowtarzalny kalendarz „Foto-Pozytywu”.
     Więc palmy żółte kalendarze, jak śpiewał Szczepanik, by nowe trendy miały do nas dostęp.
     
     PS Chciałabym mieć kalendarz ze zdjęciami Hiroshi Wanatabe, nawet jeśli miałby być promocją zatrzymania czasu.
     





wersja do wydrukowania

zobacz w najnowszym wydaniu:
Może się zacznie robić ciekawie…
Ukąszenie popowe
Co myśli dziewczyna, która unosi sukienkę?
„Dlatego” bardziej „Tylko Rock”
Rokendrol w państwie pop
KAKTUS NIE Z TEJ CHATKI
POTOP POP-PAPKI
WIĘCEJ NIŻ DWA ŚWIATY
Czas kanibalów
Przystanek „Paryż”
Spodziewane niespodzianki
Złudny i niebezpieczny
Faszyzm czai się wszędzie
OD KOŃCA DO POCZĄTKU
O muzyce do czytania i gazecie do słuchania
Dreptanie wokół czerwonej zmory
Rozkoszne życie chełbi
Emigranci, krytycy i globalizujące autorytety
Zielono mi
Roczniki siedemdziesiąte?
Od rytuału do boiska piłkarskiego
O potrzebie rastryzmu
Sen o Gombrowiczu
Pozytywnie
Manewry z dźwiękami
Kochajmy zabytki (czasopiśmiennictwa) – tak szybko odchodzą
Co tam, panie, na Litwie?
Literatura – duch fartowny czy hartowny?
Nostalgiczne klimaty
Wyostrzony apetyt
Szanujmy wspomnienia
Papier kontra ekran
Nie zagłaskać poety
Papier czy sieć?
Rutynowe działania pism fotograficznych
Papiery wartościowe
Kolesiowatość
MODNA MUZYKA NOSI FUTRO
Semeniszki w Europie Środkowo-Wschodniej
Zimowa trzynastka
Popkultura, ta chimeryczna pani
Patron – mistrz – nauczyciel?
Rita kontra Diana
Słodko-gorzkie „Kino”
O produkcji mód
Gorące problemy
GDY WIELKI NIEMOWA PRZEMÓWIŁ
Bigos „Kresowy”
W TONACJI FANTASY Z DOMIESZKĄ REALIZMU
KRAJOBRAZ MIEJSKI
Z DOLNEJ PÓŁKI
KINO POFESTIWALOWE
MATERIALNOŚĆ MEBLI
ŹLE JEST…
NOSTALGIA W DRES CODZIENNOŚCI UBRANA
MŁODE, PONOĆ GNIEWNE
WIEDEŃ BEZ TORTU SACHERA
JAZZ NIE ZNA GRANIC
WIDOK ŚWIATA Z DZIEWIĄTEJ ALEI
KINO I NOWE MEDIA
PO STRONIE WYOBRAŹNI
AMERYKAŃSKIE PSYCHO
CZEKAJĄC NA PAPKINA
MUZYKA, PERWERSJA, ANGIELSKI JĘZYK
SZTUCZNE CIAŁA, CIAŁA SZTUKI
IKONY, GWIAZDY, ARTYŚCI
MÓWIENIE JĘZYKIEM TUBYLCÓW
CZAS OPUŚCIĆ SZKOŁĘ
MAŁA, UNIWERSALNA
Baronowie, młodzi zahukani i samotny szeryf
ROZBIĆ CODZIENNOŚĆ, ALE NAJPIERW JĄ WYTRZYMAĆ
TECHNO, KLABING, REKLAM CZAR
NASZE ULICE
Z SOPOTU I Z WIĘCBORKA
KRAJOBRAZ PO GDYNI
O TZW. WSZYSTKIM – W „POZYTYWNYM” ŚWIETLE
KOMPUTER DO PODUSZKI?
NA USŁUGACH CIAŁA
WALLENROD Z KOMPLEKSAMI
PARADA STAROŚCI
INKOWIE A SPRAWA POLSKA
CZAROWNYCH CZAROWNIC CZAR
POSZUKIWACZE ARCHITEKTURY OBIEKTYWNEJ
2002 W KINIE
GADKI KONIECZNIE MAGICZNE
Widoki z pokoju Morettiego
NIE REWOLUCJA, CHOĆ EWOLUCJA
CZAR BOLLYWOODU
ALMODOVAR ŚWINTUSZEK, ALMODOVAR MORALISTA
NIEJAKI PIRELLII I TAJEMNICA INICJACJI
W BEZNADZIEJNIE ZAANGAŻOWANEJ SPRAWIE
GANGSTERZY I „PÓŁKOWNICY”
WYRODNE DZIECI BACONA
CO TY WIESZ O KINIE ISLANDZKIM?
BYĆ JAK IWASZKIEWICZ
MŁODY INTELIGENT W OKOPIE
O PRAWDZIWYCH ZWIERZĘTACH FILMOWYCH
JEDNI SOBIE RZEPKĘ SKROBIĄ, DRUDZY KALAREPKĘ
ZJEŚĆ SERCE I MIEĆ SERCE
DON SCORSESE – JEGO GANGI, JEGO FILMY, JEGO NOWY JORK
PONIŻEJ PEWNEGO POZIOMU… ODNOSZĄ SUKCES
ANTENOWE SZUMY NOWE
BOOM NA ALBUM
O BŁAZNACH I PAJACACH
EKSPRESJA W OPRESJI
BARIERY DO POKONANIA
UWAŻAJ – ZNÓW JESTEŚ W MATRIKSIE
NATURA WYNATURZEŃ
ZABAWNA PRZEMOC
DLATEGO RPG
WIEKI ALTERNATYWNE
CZARODZIEJ MIYAZAKI
DYLEMATY SZTUKI I MORALNOŚCI
WYMARSZ ZE ŚWIĄTYNI DOBROBYTU
MUZA UKRYTA I JAWNE PRETENSJE
BO INACZEJ NIE UMI…
PORTRET BEZ TWARZY
BYĆ ALBO NIE BYĆ (KRYTYKIEM)
MODLITWA O KASKE
ZA KAMERĄ? PRZED KAMERĄ?
CZY PAN KOWALSKI POJEDZIE DO WARSZAWY?
OSTALGIA, NOSTALGIA, SOCNOSTALGIA
TORUŃSCY IMIGRANCI
OFFOWA SIEĆ FILMOWA
BO TO ZŁA KOBIETA BYŁA...
O femme fatale i innych mitach
Z GAŁCZYŃSKIM JAK BEZ GAŁCZYŃSKIEGO
KONFERANSJERKA
CZYTANIE JAKO SZTUKA (odpowiedź)
BERLIŃSKIE PRZECHADZKI
GRY WOJENNE
WYDZIELINY NADWRAŻLIWOŚCI
ŚMIERĆ ADAMA WIEDEMANNA (polemika)
MIĘDZY MŁOTEM A KILOFEM
DEMONTAŻ ATRAKCJI
POPATRZEĆ PRZEZ FLUID
W CIENIU ZŁOTYCH PALM
3 X L – LIBERATURA, LESBIJKI, LITERNET ALBO LOS, LARUM, LITOŚĆ
(a do tego: pracy precz!)
WSZYSCY Z HRABALA
NA CZYM GRASZ, CZŁOWIEKU?
FILM W SZKOLE, SZKOŁA W FILMIE
MARTWA NATURA Z DŹWIGIEM
ROGI BYKA, NERWICE I ZIELONY PARKER
ZMIERZCH MIESIĘCZNIKÓW
CZARNOWIDZTWO – CZYTELNICTWO
DALEKO OD NORMALNOŚCI
NIE-BAJKA O ODCHODACH DINOZAURA
ŁYDKA ACHILLESA
DLACZEGO KOBIETY WIĘCEJ…?
LIBERACKI SPOSÓB NA ŻYCIE
PRORADIOWO, Z CHARAKTEREM
KOSZMAR TEGOROCZNEGO LATA
KRAKOWSKIE FOTOSPRAWY
PROBLEMY Z ZAGŁADĄ
CZAS GROZY
KOMU CYFRA?
APIAT’ KRYTYKA
NASZA MM
UWIERZCIE W LITERATURĘ!
W POSZUKIWANIU UTRACONEJ TOŻSAMOŚCI
ZA GÓRAMI, ZA DECHAMI…
FRAZY Z „FRAZY”
TARANTINO – KLASYK I FEMINISTA?
UTRACIĆ I ODZYSKAĆ MATKĘ
WIELE TWARZY EUROCENTRYZMU
IRAK: POWTÓRKA Z LIBANU?
NIEPOKOJE WYCHOWANKA KOMIKSU
I FOTOGRAFIA LECZY
STANY W PASKI
MIĘDZY MŁOTEM RYNKU A KOWADŁEM SENSU
POŻYTKI Z ZAMKNIĘTEJ KOPALNI
CZACHA DYMI...
DYSKRETNY UROK AZJI
PODZIELAĆ WŁASNE ZDANIE
FORUM CZESKIEGO JAZZU
NADAL BARDZO POTRZEBNE!
KONTESTACJA, KONTRKULTURA, KINO
PIĘKNE, BO PRZEZROCZYSTE
DEKALOG NA BIS
WYBIJA PÓŁNOC?
A PO KAWIE SADDAM
TRZECIE OKO
ANGLIA JEST WYSPĄ!
CO W ZDROWYM CIELE
CHASYDZKI MCDONALD JUDAIZMU?
PEJZAŻE SOCJOLOGICZNE
SZTUKA CODZIENNOŚCI SZUKA
PASJA
KOGO MASUJĄ MEDIA?
DWAJ PANOWIE A.
NOWA FALA Z ZIARENEK PIASKU
ULEGANIE NA WEZWANIE
BERLIN PO MURZE
I WCZORAJ, I DZIŚ
MOJE MIASTO, A W NIM...
WYNURZAJĄCY SIĘ Z MORZA
TYLKO DLA PAŃ?
TAPECIARZE, TAPECIARKI! DO TAPET!
NIE TAKIE POPULARNE?
FOTOGRAF I FILOZOF
MODNIE SEKSUALNA RITA
KONTAKT Z NATURĄ KOLORU
MATKI-POLKI, PATRIOCI I FUTBOLIŚCI
POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI PO HUCULSKU
NARODZINY SZPIEGOSTWA
ZJEDNOCZENIE KU RÓŻNORODNOŚCI
NIEPEWNI GRACZE GIEŁDOWI
„KOCHAĆ” – JAK TO ŁATWO POWIEDZIEĆ
MADE IN CHINA
Proza pedagogicznych powikłań
„NIE MA JUŻ PEDAŁÓW, SĄ GEJE”
MY, KOLABORANCI
zobacz w poprzednich wydaniach:
KAKTUS NIE Z TEJ CHATKI
KOGO MASUJĄ MEDIA?
NIE REWOLUCJA, CHOĆ EWOLUCJA