Witryna Czasopism.pl

nr 31 (148)
z dnia 2 listopada 2005
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

NAGI INSTYNKT

Skoro przyszłość piśmiennictwa należy do Internetu, to może działające w sieci magazyny literackie są przedsionkiem jutra polskiej literatury? Poszukiwania nowych kiełków na polu rodzimej twórczości pisarskiej są coraz bardziej pasjonujące. Wirtualna rzeczywistość umożliwiła pisarski start pokaźnej liczbie autorów, którzy albo poprzez dywersję skandalu i prowokacji, albo też za pomocą symulacji elitarności próbują wkraść się w łaski odbiorców, nie żądając w zamian złamanego grosza. Dzięki stosowaniu metody „zrób to sam”, a także propagowaniu idei działania nie dla zysku, stają się oni nader wdzięcznym przedmiotem obserwacji i badań. Nasuwają skojarzenia z lekarstwami, które nie weszły jeszcze na rynek farmaceutyczny. Nie wiadomo, czy pozytywy ich działania biorą się z wyjątkowych właściwości, czy też efektu placebo. Aczkolwiek zaaplikowanie sobie tych specyfików raczej nie grozi skutkami ubocznymi.

W przypadku pisma „Instynkt” przy umiejętnym dawkowaniu można nawet dojść do wniosku, iż wykazuje ono jakieś działanie lecznicze. Bowiem redagowany przez Łukasza Drobnika kwartalnik, którego piąty numer właśnie zawitał do sieci, to naprawdę dobra kuracja odchudzająca. Umożliwiająca zrzucenie nadwagi, jakiej nieuchronnie nabawia się czytelnik gustujący w smakołykach serwowanych przez najróżniejsze pisma artystowskie.

„Instynkt”, jak sama nazwa wskazuje, bazuje na podskórnych napięciach, a w tekstach w nim publikowanych właściwie nie przejawia się świadomość hierarchii tłumaczących świat przedstawiony. Oczywiście, obraca się to przeciwko autorom, którzy, nazbyt zawierzając własnej intuicji, literacko jeżdżą na byle czym. Można się zastanawiać, czy bylejakości wierzchowców nie da się przypadkiem łatwo wytłumaczyć młodym wiekiem autorów publikujących w „Instynkcie” – faktem jest, że w kwartalniku zamieszczane bywają pierwociny, które w oficjalnym obiegu na ujrzenie światła dziennego nie miałby szans. Tak objawia się dość symptomatyczny dla tytułów sieciowych brak redakcji z prawdziwego zdarzenia, brak osób dokonujących selekcji materiału, co prowadzi do publikowania wszystkiego jak leci i jak zostało przesłane – byle zwiększyć objętość. „Instynkt” nie całkiem podpada pod ten paragraf, bo mimo wszystko zachowuje jakaś spójność prezentowanych tekstów i grafik. I jeśliby pokusić się o znalezienie klucza interpretacyjnego dla literackiej zawartości ostatniego numeru pisma, byłyby to: ekspresjonistyczna poetyka i obsceniczna prozaiczność.

Obecność ekspresjonistycznych konwencji wydaje się nie wróżyć niczego dobrego. Ekspresjonizm, jak wiadomo, jest passé; anachronizm i młodopolszczyzna to najłagodniejsze obelgi, które współczesna krytyka może mieć dla pogrobowców tego typu wrażliwości. Co gorsza, „Instynkt” idąc tropem ekspresjonizmu, trafia na kolejne stylowe wykopalisko. Jest nim katastrofizm. Strategia hiperbolizowanych emocji, narracji skupionej na przeżyciach wewnętrznych, zagarniających świat zewnętrzny, zyskuje dopełnienie, jak za „starych, dobrych” czasów modernizmu lub drugiej awangardy, w wizji cywilizacji skazanej na zagładę. Chociaż pierwsze wyrasta z drugiego, nie odwrotnie, tzn. to skrajnie subiektywne spojrzenie podmiotu filtruje obraz rzeczywistości, wpisując weń sugestię katastrofy.

Umieszczony w nowym – 6 (2005) – numerze „Instynktu” minicykl prozy Łukasza Drobnika o atakujących różne polskie miasta wirusach, jest właśnie taką filtracją. Drobnik stosuje na przemian kiczowatą rekwizytornię science fiction i „zadyszany”, pośpieszny tryb wypowiedzi, całkiem sugestywnie oddając uczucie bezpowrotnego rozstania z drugą osobą, kiedy wszelkie próby dotarcia do niej muszą się skończyć, nomen omen, katastrofą. Literacko to raczej wątłe, zbyt nonszalancko spisane, w dodatku z użyciem wspomnianych komiksowych gadżetów. Mimo tego mijania się z kunsztem (łagodnie rzecz ujmując) cykl opowiadań Drobnika niesie jakąś cząstkę przeżycia, któremu można czytelniczo zawierzyć. Takich właściwości nie przedstawia już np. posługujący się bardziej subtelnymi środkami wyrazu wiersz Klaudii Rogowicz Księżyc nad Lublinem. Drobnik jako katastrofista ekpresjonizujący to najbardziej wyrazisty fragment „instynktownych” objawień, a ponieważ autor niedawno publikował opowiadanie w „Lampie”, wolno myśleć, iż ma szansę choćby liznąć progów literackiego salonu, czy innej warszawki.

Nie samym ekspresjonizmem „Instynkt” jednak żyje. Obsceniczna prozaiczność, sygnalizowana wcześniej jako drugi wyróżnik zawartości ostatniego numeru pisma, to w dużej mierze bezceremonialne traktowanie spraw cielesności, a także skłonność do prezentacji obrazków rodzajowych. Narrator opowiadania Brudas (cz. I) Pawła Bartnika funduje czytelnikowi porażający spektakl egzystencjalnej nudy, w którym skryta frustracja walczy o lepsze z alienacją, a Dostojewski z pożyczonym na kasecie wideo pornolem. Śmielej poczyna sobie Marcin Bies w Phallusae vitae, w swoim wywodzie o męskim przyrodzeniu kontestując, za pomocą grubej satyry, katolicką wykładnię seksualności. Bies zresztą faktycznie ma w sobie jakiegoś diabła, bo jego inne opowiadanie, Te, spierdalaj z tą łyżką z narratorem będącym płodem (!), słuszną ideologicznie tematykę antyaborcyjną przerabia w jakiś pozbawiony dobrego smaku teatrzyk wulgarnej groteski, który od grafomanii dzieli już bardzo niewiele, o ile nie nic. Obrazoburcza osnowa tych publikacji niestety nie przesłania ich braków warsztatowych. Podczas gdy w ekspresjonistycznych tonacjach łatwo ukryć braki formalne i operowanie ograniczonym zasobem słów, to w grotesce nieporadność stylu pisarskiego jest widoczna jak na dłoni.

Twórców „Instynktu” czeka bez wątpienia długa druga do czasopiśmienniczego parnasu i nie wiadomo oczywiście, czy uda się im ją przebyć. Są jednak ku temu przesłanki. Przede wszystkim obiecująca jest formuła „Instynktu”, porzucająca manierę prezentystycznych magazynów literackich. Zamiast zwyczajowego eksponowania autorów otrzymujemy raczej anonimową (mimo ujawnionych nazwisk – ale czy prawdziwych?) mozaikę. Widać też starania, by wyjść poza kanony gatunkowe. Stąd eksperymenty z nanopowiadaniami, antyrecenzją oraz remiksowaniem prozy, na razie mało przekonujące, jeśli chodzi o ich rzeczywistą innowacyjność. „Instynkt” wyraźnie też nie stroni od śmietnika kultury masowej, co może dawać ciekawe rezultaty (choć w przypadku opowiadania Marcina Pietraszka Zdzisława powraca nie daje). Gdy jeszcze do tego wszystkiego doda się spójną oprawę graficzną wraz z galerią imitującą różnych mistrzów malarstwa, nie tylko abstrakcyjnego, a także obecność w komentarzach terminologii jak najbardziej ponowoczesnej, objawia się całkiem interesujący profil pisma próbującego odnaleźć się w swoich czasach.

Tu zastrzeżenie – być może jest to kolejny tytuł sieciowy, który cały swój potencjał wyczerpie w obietnicach i zapowiedziach, nie dając ani jednego w pełni satysfakcjonującego dokonania. Co, jeśli Drobnik zejdzie z poziomu ekspresjonizmu na realizm i ten, w wersji wulgarnej, weźmie górę w kolejnych numerach? Czy w ogóle cały dostrzeżony tu potencjał ponowoczesnego periodyku nie bierze się z efektu placebo? A jeżeli za „Instynktem” stoją nie talenty, lecz wyłącznie instynkty?

Nawet jeśli tak jest, to nie czas o tym przesądzać. Gra na instynktach wciąż może okazać się owocna.

Łukasz Badula

Omawiane pisma: „Instynkt”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
WSPÓŁPRACA, CZYLI KRAJOBRAZ
TŁUMACZENIE PRZEDE WSZYSTKIM
BYĆ I MIEĆ. DYLEMATY DOKUMENTU

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt