Witryna Czasopism.pl

Nr 27 (144)
z dnia 22 września 2005
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

WSPÓŁPRACA, CZYLI KRAJOBRAZ

W jednym z wywiadów Andrzej Stasiuk powiedział, że w trakcie podróży nie lubi chodzić do muzeów, woli snuć się po mieście i przesiadywać w knajpach. Mieć szeroko otwarte oczy. Podpatrywać i zapamiętywać. Potem powstają z tego powieści. Doskonale go rozumiem. Na myśl o zorganizowanej wycieczce, której szlak wyznacza opis z przewodnika, tracę ochotę na zwiedzanie. Ba, i samo słowo zwiedzanie budzi we mnie niechęć.

W Lublinie byłam tylko raz. Przejazdem. Wpadłam do miasta i wypadłam. Z mglistych wspomnień wyraźniejsze jest tylko jedno: odnowiona część zabytkowa, a na tyłach domów brud i ruina. Czułam się jak w dekoracjach, za którymi rozciąga się niepokojąca pustka. Im dłużej jednak pochylam nad ostatnim numerem pisma „Scriptores” [29 (2005)], tym więcej we mnie pozytywnych uczuć wobec Lublina. To może być ważny zeszyt dla wielu czytelników: dla mieszkańców tego miasta, dla miłośników tego miasta, dla tych, co go jeszcze nie znają, a mają w swoich planach podróży, a także dla wszystkich, którzy chcą się uczyć, jak świadomie żyć w otaczającej ich przestrzeni. Trzy słowa widniejące na okładce każdego numeru „Scriptores”: pamięć, miejsce i obecność, to jednocześnie credo redaktorów pisma. Patrzą oni na swoje miasto [Lublin to miejsce, gdzie działa Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN” – wydawca „Scriptores”] świadomi, jaka stoi za nim historia, pragną ocalić od zapomnienia także jego żydowskie dziedzictwo, podejmują wysiłki na rzecz edukacji społecznej. Udaje im się jednocześnie porzucić wymiar lokalny i zaproponować szerszy punkt widzenia; ostatni numer pisma jest tego doskonałym potwierdzeniem.

Pomysł na numer zamyka się w rozmowach o przestrzeni miejskiej. Lubelscy architekci i urbaniści opowiadają o swoich wizjach miasta, komentując plany zagospodarowania przestrzeni, konkretne projekty, przestrzegają przed nieodwracalnymi zmianami i zaprzepaszczeniem możliwości (Pytania o wizje. Rozmowa ze Stanisławem Lichotą, Modne słowo na „re”. Rozmowa z Ewą Kiptą). Wskrzeszają także przeszłość, poruszając się niejednokrotnie po nieistniejących już miejscach (Krajobraz niewidzialny. Rozmowa z Markiem Stasiakiem, Miejsce – Pamięć – Obecność. Edukacja środowiskowa Marta Kubiszyn). W ten sposób powstaje przewodnik po współczesnym i historycznym Lublinie albo raczej rodzaj dodatku do przewodnika.

Wyobrażam sobie też, że po przeczytaniu takiego suplementu mieszkańcy Lublina inaczej będą patrzeć na swoje miasto. Przyjdzie im inaczej spojrzeć choćby na kontrowersyjny projekt „Centrum Zana”. Ta sprawa jest oczywiście czysto lokalna, czytelnik nie-lublinianin prawdopodobnie będzie miał pokusę ominięcia tej rozmowy (Pytania o wizje), ale jednak warto ją przeczytać. Bowiem Stanisław Lichota nie tylko komentuje konkretną realizację, ale pokazuje też, jak zależności między prawami rynku, interesem inwestora a interesem władz miasta wpływają na to, co się buduje, a w konsekwencji – na to, co na co dzień oglądamy. Nie tylko dla lublinianina interesujący też być powinien tekst Kamila Nieścioruka Palcem po planie – autor przegląda mapy miasta z różnych okresów i bada, jak zmieniała się tkanka miasta. Według niego „dla wielu osób plan miasta jest jedynie źródłem informacji o tym, gdzie znajduje się ulica i jak tam dojechać. Oko odpowiednio usposobionego czytelnika potrafi jednak dostrzec na nim wiele innych interesujących rzeczy.” Autor śledzi między innymi historię lubelskich świątyń, które w różnych okresach należały do wyznawców różnych religii, a i miewały różne przeznaczenie. A zatem – teksty ze „Scriptores” to także świetny materiał dla wszystkich dopiero zamierzających odwiedzić Lublin. Można nimi wzbogacić wiedzę wyniesioną ze studiowania przewodników albo po prostu czytać, czytać, a potem zwiedzać, wałęsać się, podpatrywać miasto i jego zakątki.

Jak już jednak wspominałam, nie wszystko w 29. numerze „Scriptores” kręci się wokół Lublina. Gros z tego, o czym się pisze i mówi, poświęcone jest przestrzeni jako takiej. Bardzo ciekawie opowiada o niej Romuald Dylewski (Wiedzieć, by widzieć). Przypomina, że krajobraz to nie tylko to, co da się namalować, ale także świadomość tego, co za chwilę można zobaczyć. Coś, co czai się za rogiem, często jest czymś przyjemnym. Na przykład: wiem, że za chwilę wejdę do pięknego, kojącego nerwy parku – i od razu robi mi się lepiej. Ważne są także dźwięki. Potrafią one zniszczyć krajobraz, w tym sensie, że przebywanie w jakimś miejscu z powodu hałasu wywołanego choćby natężeniem ruchu samochodowego staje się nie do zniesienia. Miasto – nic w tym zaskakującego – potrafi być uciążliwe. Dylewski mówi: „Okazuje się (…), że człowiek nie może żyć bez obszarów naturalnych, przestrzeni otwartej, niezabudowanej. Zaczyna odkrywać w sobie potrzebę równowagi między architekturą i naturą; tym, co jest man-made i God-made (…)”. Nie każdy przecież, któremu zamarzy się łono natury, będzie w stanie się na nie przenieść. Dlatego warto się w słuchać w to, co mówi Elżbieta Przesmycka (Budujemy nową przestrzeń), która uważa, że na kształt otaczającej nas przestrzeni wpływać powinni i mieszkańcy, i władze: „W przestrzeni zbudowanej spędzamy 90% naszego czasu, a więc warto zadać sobie pytanie, jak ona ma wyglądać. Wprawdzie przechodnie nie są w stanie wytłumaczyć sobie swoich odczuć, to normalne, ale od tego jest samorząd i naukowcy, którzy powinni współpracować, żeby wyłapać, co jest brzydkie, co ładne, co można naprawić, co chronić, czego unikać itd.”

Współpraca samorządu z naukowcami to brzmi pięknie. Niebanalnie.

Agnieszka Kozłowska

Omawiane pisma: „Scriptores”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
COOL CYMRU*
DALEKO OD NORMALNOŚCI
WSPÓLNOTA NIEDOMYJCÓW

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt