Witryna Czasopism.pl

Nr 26 (143)
z dnia 12 września 2005
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

„STUDIUM” PO LIFTINGU

Mimo iż periodyki literackie mają się coraz gorzej (niedawno dyskutowano na ten temat na Literatorium, internetowym forum krytyków, które ożywa od wielkiego dzwonu – cóż, krytyka także mizernieje), to jednak próbują zawalczyć o czytelników, zmienić swój wizerunek. I nic to, że czasami te usiłowania przypominają mizdrzenie się starej panny, na którą i tak nikt nie chce spojrzeć. Lepiej próbować, niż bezradnie rozkładać ręce. Ostatnio liftingowi poddała się „Twórczość”, co bardzo mnie zdziwiło, oraz „Studium” (nr 3, 2005), co zdziwiło mnie znacznie mniej. I właśnie o nowym „Studium” to będzie piosenka…

Zmiany w krakowskim piśmie mają właściwie charakter kosmetyczny: przed tekstami pojawiły się fotki autorów, noty tychże przeniesiono z końca pod teksty, niektóry materiały wzbogacono krótkimi wywiadami z autorami (sygnowane jako Parę szybkich do: ), do działu recenzji dodano blok krótkich not. Przy okazji przeróbek przytrafiły się redaktorom drobne kiksy. Krótkie wywiady nie są ujęte w spisie treści numeru, więc – na przykład – czytelnik, który nie przekartkuje dokładnie pisma, nie dowie się, że można znaleźć w nim rozmowę z zastępcą redaktora naczelnego „Nowej Fantastyki” Maciejem Parowskim (strony 83-85). Ostatecznie jednak „Studium” po liftingu prezentuje się lepiej od strony wizualnej, co oczywiście nie zmienia faktu, że, moim skromnym zdaniem, przydałyby się temu pismu większe zmiany, choćby poszerzenie grona autorów.

A co znajduje się w odświeżonym „Studium”? Jak zwykle ciekawe są wywiady. Zwróciłbym uwagę przede wszystkim na rozmowę Radosława Wiśniewskiego z Karolem Maliszewskim zatytułowaną Wiersz się mówi. Maliszewski, podsumowując własne dokonania poetyckie z ostatnich lat, stwierdza: „to są wiersze po czyśćcu, po przebytej długiej drodze i długim wadzeniu się z konwencjami oraz sobą. Pisane to jest na swoistym luzie, już w ogóle nieobliczone na żaden pomruk akceptacji czy zgorszenia, te wiersze nawet nie próbują być cwane. To już zupełnie luzacki głos z niszy”. Trzeba mieć wiele odwagi i samoświadomości, żeby nazwać swoją twórczość „luzackim głosem z niszy”. Określenie „nisza” nie ma w tym kontekście – jak sądzę – wydźwięku pejoratywnego, bo oznacza ona dla Maliszewskiego prywatną, oswojoną przestrzeń, w której przeżywa się pisanie jako artystyczną, intelektualną i egzystencjalną przygodę. Ostatnio tak poważne traktowanie literatury nie jest w modzie. Dla wielu pisarzy pisanie zdaje się być jedynie trampoliną do ulotnej sławy; łatwo dają się uwieść medialnemu „targowisku próżności” i robią wszystko, aby załapać się na „swoje pięć minut”: prężą muskuły intelektu (jeśli je mają), ćwiczą filmowe uśmiechy albo obnażają mniej lub bardziej wyimaginowane ranki. A w tym, co mówi Maliszewski, wiele jest powagi i solenności, jakże rzadkich dzisiaj.

Maliszewski nie jest jednak naiwny, wie, że niszowość ma swoje ciemne strony. Krytyk z goryczą mówi o coraz większych problemach z podtrzymywaniem rozmowy o poezji, o kurczeniu się przestrzeni, w której taka rozmowa miałaby szansę toczyć się w sposób sensowny i efektywny: „Jest dramatycznie, bo proces kurczenia się trwa i ja się nie dziwię frustracji setek piszących w tym kraju, którzy czekają miesiącami, latami na tomik, a potem miesiącami i latami na chociażby jedno zdanie o swoim tomiku. A te teksty są nieraz bardzo ciekawe, ale nie doczekają się!”.

Chyba nie przez przypadek na rozmówcę Maliszewskiego wybrano Wiśniewskiego – obu poetów łączy to, że w literaturze interesuje ich przede wszystkim… literatura, mniej natomiast zajmuje ich promocyjno-medialna hucpa. W felietonie Klekot na bałwanie Wiśniewski zajmuje się fenomenem Zwału. Felietonista twierdzi, że ostatnia proza Sławomira Shutego jest słaba (podaje też przekonywające argumenty na potwierdzenie swojej tezy), dziwi się, dlaczego zdobyła ona tak wielkie uznanie, a także zarzuca krytykom, że nie dość stanowczo oprotestowali wynoszenie Shutego pod niebiosa. Interesuje mnie ta ostatnia kwestia. Co się właściwie stało? Dlaczego krytyka nie zadziałała jako swoisty zawór bezpieczeństwa? Mógłbym w odpowiedzi przywołać tytuł jednego z felietonów Krzysztofa Uniłowskiego: „a nas przy tym nie było”. Shuty został namaszczony na wielkiego pisarza przez media, a nieliczne głosy protestujących krytyków okazały się oczywiście zbyt słabo słyszalne, aby mogły w tym przeszkodzić. Zwróciłbym przy okazji uwagę na jeszcze jedno niepokojące zjawisko związane z wartościowaniem literatury: już nie tyko w przestrzeni dyskursu publicznego, ale również w prywatnych rozmowach z ludźmi z branży okołoliterackiej coraz trudniej dyskutować o tak fundamentalnej kwestii jak ta, czy dana książka jest dobrze napisana, czy jest dobrą literaturą. Coraz częściej zdarza mi się, że gdy próbuję wskazywać ewidentne wady i niedoróbki książki, słyszę, że to nie ma znaczenia, bo liczy się co innego: do czego książka ma być użyta, jak bardzo atrakcyjne jest opakowanie ideolo tekstu, albo czy jej autor ma „pomysł na siebie”. Wtedy ręce opadają mi z cichym szelestem.

Żeby – wciąż w tonacji minorowej – spuentować piosenkę wyśpiewywaną przy okazji lektury nowego numeru „Studium”, zacytuję jeszcze fragment krótkiego wywiadu z Michałem Olszewskim: „– Czego nie cierpisz, nie znosisz w prozie? – Sytuacji, kiedy krytyk biorąc do ręki książkę zastanawia się w pierwszym rzędzie nie nad wartością tekstu, tylko nad kwestiami ubocznymi: przez kogo książka wydana, z kim związany jest autor, z kim pije, a z kim się budzi. Nie da się uniknąć kontekstu socjoliterackiego, ale nie podoba mi się, kiedy jest on wysuwany na pierwszy plan”.

Robert Ostaszewski

Omawiane pisma: „Studium”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
JAK TO SIĘ ROBI W MOSKWIE
BO TO ZŁA KOBIETA BYŁA...
O femme fatale i innych mitach
MY, KOLABORANCI

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt