Witryna Czasopism.pl

Nr 25 (142)
z dnia 2 września 2005
powrót do wydania bieżącego

zapraszamy | przeglądy prasy | autorzy | archiwum

POECI I EGZEGECI

Bez wątpienia w drugim numerze z tego roku (2/2005) „Kwartalnika Artystycznego” zadomowili się poeci. Poeci i ich egzegeci. Czy jest w tym coś nadzwyczajnego? Nie, nie ma nic szczególnego w owej poetyckiej kompozycji „Kwartalnika Artystycznego” – wszak pisma kulturalne dość często użyczają swych łamów poetom. Wystarczy zatem przejrzeć spis treści, by zorientować się, że z publikowanych wierszy można by stworzyć ciekawą antologię. Mieściłaby ona w sobie takie nazwiska (podaję w kolejności prezentacji w KA): Josif Brodski, Kazimierz Hoffman, Janusz Szuber, Witold Wirpsza, Bogusław Kierc, Józef Kurylak, Marzena Broda, Janusz Styczeń, Bolesław Taborski, Agnieszka Kuciak, Samantha Kitsch, Anna Agnieszka Wójcik i Nelly Sachs. Obrysowują zaś tę poetycką mapę szkice o Josifie Brodskim, Zbigniewie Herbercie i Julii Hartwig, którym warto się przyjrzeć bliżej.

Mateusz Antoniuk (Pora ufności. O religijnym aspekcie wczesnej poezji Zbigniewa Herberta) wydobywa z „czytelniczego i krytycznoliterackiego niebytu” wiersze Herberta pisane do roku 1956, które zdominowała tematyka religijna. Antoniuk wskazuje na rok 1951 jako ten, w którym ogniskuje się chęć tworzenia poezji chrześcijańskiej przez Herberta. Powstają trzy utwory: O ufności, Usta proszą i De profundis – autor szkicu przygląda się nim okiem egzegety, szukając wzajemnych między nimi powinowactw. Dochodzi do wniosku, że każdy z wierszy charakteryzuje apostroficzność. Różne są jej przejawy, ale ów gest zwrotu do Boga stanowi – jego zdaniem – konstelację Herbertowskich utworów religijnych. Antoniuk pisze: „Zwrot do Boga jest równoznaczny z wyjściem poza krąg świata, materii poddanej zmianom, ku rzeczywistości wolnej od śmierci. Jest to akt, który opozycję człowiek – świat zastępuję pierwszorzędną relacją człowiek – Bóg.” i dalej „To swoiste »umniejszenie świata«, wycofanie na plan drugi, poza człowieka szukającego odniesienia do wszechmocnego Boga, wydaje się decydować o specyficznie religijnym, chrześcijańskim sensie Herbertowskiej poezji z roku 1951.” Z czasem relacja człowiek – Bóg zostanie zastąpiona relacją człowiek – świat; podmiot liryczny zacznie na powrót zwracać się ku światu, szukać z nim przymierza, i to wkroczenie w nurt egzystencjalny również zostaje poddane analizie przez Antoniuka.

Tekst Krystyny Rodowskiej (Lekcja umiaru heroicznego) jest zapisem laudacji wygłoszonej w Bibliotece Śląskiej z okazji otrzymania przez zbiór wierszy Julii Hartwig Bez pożegnania nominacji do Śląskiego Wawrzynu Literackiego. Rodowska laudację głosi tonem na poły osobistym, na poły recenzenckim (krytycznym), charakterystycznym przy tego typu okazjach, Zwierza się, że jest to jej pierwsza próba zmierzenia się z podziwianą poezją Hartwig, co nie znaczy, że nigdy nie przyglądała jej się bliżej. Przeciwnie, uważnie śledziła to, co zmienia się w poezji autorki Bez pożegnania, a opór w niej wywoływała na przykład „chłodna przejrzystość języka” poetki. Rodowska stara się także spojrzeć na twórczość Hartwig całościowo, doszukując się w niej takich struktur, które mogłyby stanowić o jej wyjątkowości. Zauważa np., że poezję tę organizuje zmysł wzroku: „(…) Julia Hartwig wychodzi najczęściej od konkretnego obrazu, zawierza opisowi zauważonej czy zapamiętanej sytuacji, wychylając się ku zewnętrzności całą swoją wrażliwością i wyczuleniem na zmysłowy szczegół. (…) zmysł wzroku jest w nich (kolejnych zbiorów poetyckich – A.K.) najwyraźniej uprzywilejowany.” Deklarowaną wcześniej niechęć wobec powściągliwości poetyckich wypowiedzi poetki Rodowska ostatecznie porzuca, zrozumiawszy, że jest ona częścią projektu poetyckiego Hartwig. Dla Rodowskiej tytułową lekcją umiaru heroicznego jest dialog wewnętrzny, jaki prowadzi autorka Bez pożegnania, w którym ściera się niespożyty apetyt na bycie w świecie i świadomość ograniczonych możliwości poznawczych i kres egzystencji. Rodowska wręcz z zachwytem pisze o „jasności i prostocie dykcji poetyckiej” Hartwig, spod których wyłania się „jądro ciemności”.

Na poetycką wyprawę po Wenecji zaprasza nas Jacek Bolewski SJ (Znaki z wody – Wenecji. W cieniu Josifa Brodskiego). Jego szkic gęsty do znaczeń, przywołań i obrazów staje się fascynującym spotkaniem z Brodskim, jego poezją i jego Wenecją. Używam zaimka dzierżawczego nie bez kozery – miasto wspominane w tytule jest miastem Brodskiego, czytanym przez Brodskiego i poniekąd dla niego. Jest jednocześnie miastem Bolewskiego, tak jak i jego jest Brodski. Znaki z wody – Wenecji w miarę czytania stają się hołdem składanym poecie i miastu, które ten umiłował. Hołd ten nie jest zbiorem banalnych pochwał, a rozpisaną na kilka odsłon egzegezą życia i twórczości Brodskiego. Zdanie to może sugerować, że Bolewski porwał się na karkołomny wyczyn – pokazanie fenomenu pisarza w całości. Tak jednak nie jest – autor skupił się na Wenecji i stosunku Brodskiego do miasta. Czytając esej Brodskiego Znak wodny, a także wiersze inspirowane wrażeniami z Wenecji, odnosząc się do faktów biograficznych, wyłuskuje znaki z Wenecji, znaki z wody, która jest „obrazem czasu”. I dopiero te znaki rozprzestrzeniają się koncentrycznie w dodatkowe sensy jak kręgi na wodzie powstałe od rzuconego kamienia. Bolewski kończy swój szkic słowami: „Jego (Brodskiego – A.K.) rozważania zwodzą, gdy zatrzymują się na »jednokierunkowej« miłości. Zawodzą – jako ślady zawiedzionej miłości poety. Zawiodą w dobrą stronę, gdy znajdziemy w nich echo miłości, która dlatego pozostaje »większa niż my sami«, że jest odbiciem Ducha – Boskiej Miłości.” Fragment stanowi dobry przykład tego, co odnaleźć można w tekście Bolewskiego – grę znaczeń opartą na grze słów, grę znaczeń opartą na poezji i biografii, grę znaczeń opartą w końcu na dodawaniu sensu przez samego Bolewskiego.

Nic tylko czytać.

Agnieszka Kozłowska

Omawiane pisma: „Kwartalnik Artystyczny”.

zobacz w najnowszym wydaniu Witryny:
KOMEDIA NIE JEST (POLSKĄ) KOBIETĄ
PASOLINI – REAKTYWACJA
PLANETA PRL
felieton__PiSarz i POeta
...O CZASOPISMACH KULTURALNYCH
O CZASOPISMACH OTWARTYCH I ZAMKNIĘTYCH, CZYLI O TYM, DLACZEGO KAPELUSZ MIAŁBY PRZERAŻAĆ
zobacz w poprzednich wydaniach Witryny:
FILM O KURZE
BOJAŹŃ I DRŻENIE
B.S. JOHNSON: ROZPAKOWYWAĆ OSTROŻNIE, SATYSFAKCJA GWARANTOWANA

buduj Witrynę | © 2004 Fundacja Otwarty Kod Kultury | pytania? | kontakt